- Kuba zaczął jeździć w Warszawie, nie w Tatrach - opowiada Patrycja Skórska-Oknińska, mama 9,5-letniego Kuby, 6,5-letniej Pszczoły i tygodniowej Hanki, współzałożycielka Klubu Sportowego Potwory.
Kiedy zacznie jeździć Hanka?
O rany! Za jakieś 3 lata. Na razie ciężko z nartami, nie mogę nigdzie kupić takich małych
Opowiedz więc o starszych dzieciakach. Jak zaczynali uczyć się jeździć na nartach?
Kuba zaczął jeździć, kiedy miał 2 lata i 8 miesięcy. Postawiłam go na górce w parku Morskie Oko (w Warszawie, nie w Tatrach) i powiedziałam: tu jest góra, tam jest dół. Trzeba zjechać na dół i jak się uda, nie wywrócić. Tak zrobił. Jeździł w kółko i strasznie mu się spodobało. A skręcać zaczął następnego dnia, kiedy natrafił na dziurę na swojej drodze, i żeby do niej nie wlecieć, musiał skręcić i ją ominąć. W góry, poza Warszawę, wyjechaliśmy z nim dopiero rok później.
Kto go uczył?
Na początku ja. Czy to był dobry pomysł? To był zdrowy układ. Kuba strasznie chciał jeździć na nartach, a ja nie cisnęłam. Ale to zależy od mamy i od dziecka. Jakbym naciskała - on mógłby się zniechęcić. Gdyby on się zapierał, a mi za bardzo zależało - mogłoby mnie to złościć. U nas nie było czegoś takiego. Gdyby nie chciał, to by nie jeździł.
Z Pszczołą było zupełnie inaczej. Miała niecałe 3 lata i wzięliśmy ją na narty z rozpędu. Włożyłam jej sprzęt i postawiłam na stoku. Powiedziałam, żeby szła już do wyciągu. Poszła. Wtedy uświadomiłam sobie, że jeszcze nigdy nie była na nartach! Jeździła potem w szelkach, na "smyczy" i świetnie jej szło. Dopóki wiedziała, że ktoś ją trzyma - jeździła super. Trochę ją oszukiwałam, bo jechałam za nią i wołałam: trzymam cię! Trzymam! Dopóki myślała, że ją rzeczywiście trzymam, jeździła. Ale wystarczyło, że się odwracała i odkrywała, że to nieprawda, zatrzymywała się, na znak protestu siadała i nie chciała jeździć dalej.
Kiedy stawiałam Kubę na narty po raz pierwszy, nie wiedziałam jeszcze, że aż tak zmieni to moje życie! Ze znajomymi i ich dziećmi pojechaliśmy razem w góry. Codziennie wychodziliśmy na narty i razem z przyjacielem, uczyliśmy całą wesołą gromadkę. Wtedy się tego nie spodziewałam, ale po latach z wyjazdu ze znajomymi, który nazwaliśmy Śnieżne Potwory, powstał klub sportowy Potwory. Zaangażowanych rodziców zastąpiła liczna kadra instruktorska, a z rodzinnego wyjazdu została miła rodzinna atmosfera. Moje dzieci natomiast z małych narciarzy zamieniły się w Potwory!
Czy polecasz jakieś miejsca do jazdy na nartach z początkującymi dziećmi?
Na wyjazd rodzinny - Kalatówki w Tatrach. Jest tam cisza i spokój. A przede wszystkim stok jest puściutki - nie jest opanowany przez szalonych narciarzy, którzy nie potrafią jeździć (jak to na przykład dzieje się na Kotelnicy).
Skąd bierzesz sprzęt dla dzieciaków?
Młodsze dziecko używa narty po starszym. Starszemu kupuję sprzęt na giełdzie narciarskiej. Czasem kupuję sprzęt używany, a czasem nowy. Zawsze pytam instruktorów dzieci, czy już nadszedł czas na zmianę ekwipunku. Zmieniam go więc co rok, a czasem co dwa.
Co poradziłabyś rodzicom, którzy nie mają jeszcze doświadczenia w jeździe na nartach z dziećmi?
Po pierwsze: żeby nie zaczynać za wcześnie. Każde dziecko w innym momencie jest na to gotowe. Jedno - kiedy ma 3 lata, a inne jak ma 4, 5 czy 6.
Po drugie: jeśli człowiek się sam na tym nie zna, lepiej żeby uczył je ktoś, kto się tym zajmuje i ma doświadczenie. Bardzo łatwo jest dziecko na początku zniechęcić. Po za tym wiadomo, że lepiej nie uczyć własnych dzieci.
Po trzecie: należy zawsze pamiętać, że ma to być frajda, a nie konieczność!
- Zanim dziecko zacznie jeździć na nartach, powinno w nich trochę pochodzić - uważa Marta Berse, mama 7-letniego Ignasia, prawie 3-letniego Jeremiego i rocznego Jędrka, współwłaścicielka firmy szkoleniowej BBK training.
Opowiedz o Jeremim - jego kariera narciarska zaczynała się nieprawdopodobnie.
Kiedy Jeremi miał półtora roku, ciągle zakładał narty, buty i kask. Chodził w całym sprzęcie po domu - jak w przebraniu karnawałowym. Kiedy chodziliśmy na spacery, zabieraliśmy go z tym wszystkim. Ciągnęliśmy go za sobą, a on zjeżdżał z malutkich górek i chodził w nartach. Kiedy miał rok i 10 miesięcy, byliśmy całą rodziną w Livigno we Włoszech. Na stoku, na którym jeździliśmy, była taśma do podjeżdżania dla najmłodszych. Taśma była dla Jeremiego odkryciem, strasznie mu się to podobało.