1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Czy rodzicie powinni posprzątać po swoim dziecku, wychodząc z restauracji? Ekspert radzi: Nie należy pomagać

Zakaz wstępu dla dzieci, likwidacja kącika dziecięcego. Czy restauratorzy są przewrażliwieni? A może faktycznie klienci z dziećmi są zbyt uciążliwi? O to, jak w lokalu powinni się zachować dorośli i ich podopieczni, zapytaliśmy eksperta.

Pod koniec sierpnia poznańska restauracja Parma i Rukola ogłosiła na swoim Facebooku, że dzieci poniżej szóstego roku życia są w ich lokalu niemile widziane. Decyzję właściciele podjęli po wizycie pewnej rodziny, która zostawiła po sobie bałagan, a nawet - zdaniem restauratorów - zniszczenia (pisaliśmy o tym tutaj: "W poznańskiej restauracji zakaz wstępu dla dzieci. Powód? Niszczą lokal"). Kilka tygodni później warszawska restauracja Viet Street Food postanowiła zlikwidować kącik dla dzieci z podobnych pobudek. Dlaczego tak się dzieje? Czyżby rodzinne wyjścia na obiad zawsze kończyły się armagedonem?

Waszym zdaniem

Obie wspomniane sytuacje wywołały duże poruszenie zarówno w naszej redakcji, jak i wśród naszych czytelników. Opinie pod naszymi artykułami były skrajne, jednak niezależnie od tego, czy ktoś popierał decyzję właścicieli, czy się z nią nie zgadzał, powtarzał: to nie wina dzieci, lecz rodziców. 

Popieram, mam dziecko, nigdy nikt po nim nie sprzątał oprócz niego samego i mnie! Popieram, bo widzę, że "rodzice" pozwalają dzieciom na zostawianie po sobie chlewu! I to nie tylko w restauracji. Widać to w kinie, na plaży, w parku. Można dużo wymieniać.... Niestety, większość ludzi nie szanuje wspólnego dobra, jakim jest nasza przyroda lub miejsce publiczne

- pisze jedna z osób.

"Zniszczona" restauracja?

Do rozstrzygnięcia pozostawała jeszcze kwestia, czym jest zwykły bałagan, a czym "niszczenie mienia" - jak podsumowali wizytę pewnej rodziny poznańscy restauratorzy. 

Fakt, że nie zauważyłam tam żadnych szkód poza bałaganem... Podobny widziałam po dorosłych klientach pubów i pizzerii. (...) Może jednak zamiast segregacji ludzi ze względu na wiek wystarczy razem z rachunkiem każdemu klientowi wręczyć mopa i szmatkę z wodą. Problem z głowy, a właścicieli nie będzie raził bałagan i brudne naczynia

- pisze czytelniczka.

Szczerze? Co nie tak jest na tym zdjęciu? Czy klient musi po sobie pozmywać i ułożyć wszystko w stosik? To nie jest fast food, żeby wyrzucać po sobie brudne serwetki. Zawsze zostawiało się na stole

- czytamy inny komentarz.

Pytamy eksperta: czy rodzice powinni po sobie posprzątać?

W tym miejscu także w naszej redakcji podniosła się temperatura dyskusji. Nie posprzątać po posiłku dzieci? Nie wypada! Ale gdzie leży granica? Wycierać stół? Podłogę? A może zgarnąć tylko okruszki? O opinię poprosiliśmy więc Annę Dąbrowską, dziennikarkę i współautorkę pierwszej książki o ślubnym savoir-vivre "Wasz wymarzony dzień. Jak zorganizować idealny ślub i wesele z klasą".

Nie należy pomagać kelnerkom i kelnerom w sprzątaniu, prosić o ścierkę do wytarcia podłogi, czy zgarniać okruszki ze stołu. Ale po skończonym posiłku warto rozejrzeć się dookoła. Jeśli obiektywnie uznamy, że tym razem zostawiliśmy po sobie niestandardowo wielki bałagan, przeprośmy obsługę lokalu za kłopot. W ten sposób okażemy im szacunek i znów będziemy mile widzianymi gośćmi.

Anna Dąbrowska przypomina, że zabrudzenia przy jedzeniu są normalne - zarówno jeśli mówimy o dzieciach, jak i dorosłych.

Nie dajmy się zwariować i nie odbierajmy sobie radości z jedzenia, zadręczając się myślami, aby oliwa nie skapnęła na obrus, czy kropla wina nie poplamiła serwety. To normalne, że coś skapnie, coś się zabrudzi, coś zaplami. Odradzam przesadę w którąkolwiek ze stron, czyli nie usztywniajmy się i nie przesadzajmy z wyluzowaniem.

Dziecko poplamiło tapicerkę. Jak się zachować?

Jak w takim razie powinni zachować się rodzice dzieci, które tak dały się we znaki poznańskim restauratorom? Brudne naczynia to jedno, ale na zdjęciach widać także materiałową tapicerkę ubrudzoną sosem do spaghetti. 

Jeśli zamiast w serwetkę nasze dziecko z uporem wyciera ręce w tapicerowane krzesło, to powinniśmy za to przeprosić i zaproponować rekompensatę (np. pokryć koszty prania). Przecież kupienie nowego krzesła przewyższa wartość naszego rachunku i nie mamy prawa obciążać restauratora takimi kosztami.

Czy kelner ma prawo zwrócić uwagę?

Zwracaliście też uwagę na zachowanie kelnerów w Poznaniu i w Warszawie. Skoro widzieli, co się dzieje, to dlaczego nie zasygnalizowali uciążliwym klientom, że przekroczyli granicę? A może w ogóle nie powinni takich uwag serwować gościom? Anna Dąbrowska wyjaśnia, że jeżeli personel grzecznie interweniuje, to nie ma w tym nic złego.

Pamiętajmy, że kelnerki i kelnerzy to nie dworska służba, która ma milcząco znosić gburowate zachowania klientów. Mają prawo zwrócić nam dyskretnie i z życzliwością uwagę, jeśli na przykład większość jedzenia z talerza zamiast w ustach dziecka ląduje na podłodze. Nie ma się na taką interwencję co obrażać.

Bawmy się i okażmy szacunek

Wyjście do restauracji ma być przede wszystkim przyjemne. Co innego oznacza to dla dorosłego, co innego dla małego dziecka. Nie trzeba jednak rezygnować z rodzinnych wyjść do knajpy, a jedynie mieć z tyłu głowy słowo klucz, które z pewnością pomoże nam rozwiać wszelkie wątpliwości, co wypada, a co nie. To słowo to szacunek.

Chodzi o szacunek do jedzenia, które ktoś dla nas przyrządził, a także do jego pracy. Zwróćmy też uwagę na innych, którzy jedzą w naszym towarzystwie i przy sąsiednich stolikach. Wcale nie trzeba być przewrażliwionym, aby na widok wielkiego stołowego bałaganu stracić apetyt. Weźmy też pod uwagę to, że zadbanie o wygląd stołu, przy którym się spotykamy, niesie ze sobą przekaz: to spotkanie, ludzie, miejsce są dla nas ważni. Dajemy innym do zrozumienia, że świętujemy ten czas i jesteśmy za niego wdzięczni

- podsumowuje Dąbrowska.

A co smacznego przygotować dla dziecka i z dzieckiem w domu?

Więcej o:
Komentarze (133)
Czy rodzicie powinni posprzątać po swoim dziecku, wychodząc z restauracji? Ekspert radzi: Nie należy pomagać
Zaloguj się
  • ja20034

    Oceniono 165 razy 163

    Wystarczy nie zachowywać się jak świnia, niezależnie czy jest się dzieckiem, czy dorosłym i od razu takie problemy i dylematy znikną.

  • ar.co

    Oceniono 130 razy 110

    Mam wrażenie, że większość osób wypowiadających się na forum w kwestii tego zakazu poparła właścicieli restauracji. Może to skłoniło kolejnych do likwidacji "kącika dziecięcego"? Może wreszcie dotarło do nich, że większość ludzi chce mieć w restauracji spokój i czuć się bezpiecznie, a nie rozglądać się, czy akurat jakieś dziecko nie rzuca mu makaronu na kolana? Oby...

  • shane00

    Oceniono 100 razy 82

    Nie sądzę żeby wyjście do restauracji było dla dzieci wielka przyjemnością. To nie jest miejsce dla nich bo zwyczajnie się tam nudzą i uprzykrzają przez to życie innym. Ja też nie chodzę że znajomymi pić piwa na placu zabaw bo to jest miejsce dla dzieci. A restauracje są dla dorosłych. Proste

  • fruqo3

    Oceniono 86 razy 80

    Wczorajsza wizyta w warszawskiej restauracji Pink Flamingo - na oko 2 letni bachor w wózku siedzi obok stołu z rodzicami i bodaj dziadkami. Przez ok. godzinę wszystko jest OK, gaworzy, bawi się swoimi zabawkami. Po tym czasie najwyraźniej zaczyna się nudzić i zaczyna drzeć mordę. Tak po prostu, a cały regulator. Zero reakcji ze strony „rodzicufff”.
    Prośby gości do obsługi o zrobieni porządku niewiele dają. Brak reakcji rozjusza bachora który wyłazi z wózka i zrzuca ze stołu szklanki z napojami. Madka zaczyna się kłócić z ojcem, a bachor dalej drze ryja. My wyszliśmy. Więcej do Pink Flamingo nie wrócę, ze względu na brak stanowczej reakcji personelu. Nie pozwolę się terroryzować za moje własne pieniądze.

  • kontonagazeta001

    Oceniono 92 razy 74

    bo rodziny z małymi dziećmi nie są dobrymi klientami - długo blokują stoliki, przez co restauracje tracą innych klientów, zamawiają często pół porcji albo tylko porcje dla dorosłych a jedzą np. 4 -osoby, bywają uciążliwi (płacz, hałas, bałagan, smród z pieluchy ;)), nie dają napiwków (bo młodzi rzadko dają), odstraszają tych zamożniejszych w średnim wieku... Poza tym polskie dzieci nie są pogodne, uśmiechnięte; są nadpobudliwe, płaczliwe, sfochowane. A młodzi Polacy - ich rodzice poza nielicznymi nie są dobrze wychowani (po tym poznać pochodzenie, czy są z wyższych i niższych klas społecznych), przez pis posiadanie dziecka urosło do rangi czegoś... nadzwyczajnego więc rodzice zrobili się roszczeniowi i nawet nie wiedzą jak ich dziecko powinno się zachowywać. Nie tylko w restauracji.

  • mcguirre

    Oceniono 71 razy 67

    Po prostu trzeba wychowywać dzieci a nie hodować rozwydrzone bachory. Wtedy zdecydowana większość problemów w ogóle nie występuje.

  • artekketra

    Oceniono 83 razy 67

    Ekspert od zostawiania syfu po sobie? ;) Oby daleko ode mnie ;p

  • xyz_xyz1

    Oceniono 60 razy 56

    Problem w tym iż jeśli dziecko nie zna żadnych granic ani nie umie się zachować w sposób akceptowalny dla innych w miejscu publicznym to nie powinno w nim przebywać. Ale najgorsze jest to iż często gęsto na zachowanie dziczka jakby go wypuścili z lasu z uśmiechami na buziach patrzą rodzice. Bo przecież bąbelkowi wolno wszytko. W takiej sytuacji np. restauracji powinna do rachunku doliczyć stosowną kwotę za zniszczenia uczynione przez "bąbelka". Raz, drugi , trzeci suweren zostawi w restauracji 500+ (lub więcej) to siem zastanowi nad tym co się dzieje. Nauka via kieszeń jest dość skuteczna.

  • agnrodis

    Oceniono 86 razy 56

    Ekspert mowi, ze nalezy po sobie zostawiac chlew ... serio? Oby goscie tego eksperta pozostawili taki sam chlew w jego/jej domu ... serdecznie tego zycze!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX