1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Ratuj siebie. "Decyzja o rozstaniu z partnerem i ojcem dzieci jest trudna. Ale kobieta ma prawo ją podjąć. Ma prawo myśleć o sobie"

O dojrzewaniu do decyzji o rozwodzie, o tym, co zrobić z poczuciem lęku i bezsilności, rozmawiam z Dorotą Bzinkowską, psychiatrą.

• Poniżej przeczytacie fragment książki Joanny Szulc, "Sama mama". Książka ukazuje się 19 czerwca, nakładem Wydawnictwa Agora.

Joanna Szulc: Kiedy przychodzi do pani kobieta i mówi: "Moje małżeństwo się sypie", o co Pani dalej pyta? Co dla pani jest wyznacznikiem tego, że sytuacja jest rzeczywiście trudna?

Dorota Bzinkowska, psychiatra: Brak jakiejkolwiek płaszczyzny porozumienia. Świadomość, że żadna ze stron nie chce już niczego z tym "sypaniem się" zrobić. Czasem zapraszam ich oboje. Jeśli jest jakaś wola poprawy, jakikolwiek punkt zaczepienia, to kieruję ich na terapię małżeńską. Zdarza się też, że na dwa-trzy spotkania z terapeutą małżonkowie idą po to, by spokojniej się rozstać, by ustalić sprawy z dziećmi.

Co to są za płaszczyzny, na których oni nie mogą się porozumieć? Co tak naprawdę najbardziej ją boli?

- Najczęściej chodzi o wzajemne niezrozumienie. O taką sytuację, gdy jedna osoba coś mówi lub robi, a druga kompletnie nie rozumie, o co jej chodzi, co ona czuje, co myśli. (...)

Jak się taka nierozumiana osoba czuje?

- Na początku jest sfrustrowana, bo próby rozmowy, nawiązania kontaktu, propozycje spędzenia wspólnie czasu, wyjazdu, pójścia na terapię czy jakiekolwiek inne próby ratowania związku nie przynoszą efektu. Wszystko, co ona robi, odbija się tak jak gumowa piłeczka od ściany. Czuje się rozzłoszczona tym, że nie jest w stanie się przebić przez mur.

Potem przychodzi etap rezygnacji, smutku, spadku nastroju wywołanego całą tą sytuacją. Z czasem przestaje próbować dążyć do porozumienia. I pojawia się obojętność. "Już mi nie zależy, by mnie rozumiał". "Chyba już nie ma sensu czegokolwiek razem robić".

Nie każdy ma dobry wgląd w swoje emocje, ale zwykle w tych trudnych momentach zauważamy, że coś dzieje się z naszym ciałem, że napinają się ramiona, żołądek się skręca, zęby zaciskają. Jeśli przyjrzę się sobie z dystansu, temu, jak funkcjonuję i wyglądam, co powinno mnie zastanowić?

- Poczucie niezrozumienia ze strony partnera prowadzi do frustracji i złości. A one generują podwyższony poziom napięcia, bardzo rzadko odczuwany tylko w warstwie psychicznej. Częściej w całym ciele. Dochodzi do zwiększenia napięcia mięśni, a to prowadzi do nowych dolegliwości bólowych albo pogłębienia już obecnych.

Charakterystyczne są bóle głowy i karku, kręgosłupa. W sposób widoczny może się zmienić napięcie mięśni twarzy i postawa. Pojawia się ogólne poczucie zmęczenia i wyczerpania fizycznego, niechęć do aktywności i dziwne, czasem trudne do opisanie poczucie wewnętrznego napięcia, niepokoju.

Gdy pogłębia się zmęczenie, tracimy kontrolę nad emocjamiGdy pogłębia się zmęczenie, tracimy kontrolę nad emocjami fot. Shutterstock

Bardzo wyraźnym efektem takiego stanu są problemy ze spaniem. Żeby zasnąć, musimy umieć się zrelaksować. A tutaj albo nie można w ogóle pozbyć się napięcia, albo w sytuacji rozluźnienia pojawia się gonitwa trudnych myśli. I zmęczenie się pogłębia.

Wtedy wystarczy, że dziecko wyleje płatki z mlekiem na stół i...

- Tak, wystarczy drobiazg i kobieta pogrążona w smutku i notorycznie zmęczona reaguje w przykry dla dziecka sposób. Może krzyczeć, płakać, reagować przemocą. Człowiek w stanie napięcia staje się drażliwy i zdecydowanie łatwiej denerwuje się w sytuacjach życiowych, które wcześniej znosił ze spokojem i dystansem. Traci kontrolę nad emocjami, choćby na krótko. Gdy im ulegnie, może mieć poczucie winy za swoją reakcję.

Czyli do wcześniejszego zmartwienia dokłada jeszcze następne.

- Właśnie tak. Zresztą z różnych stron dochodzą  wtórne zmartwienia, związane z tym, że coraz trudniej jest radzić sobie z bieżącymi rzeczami - odprowadzaniem dzieci na zajęcia, pracą, sprzątaniem, przygotowaniem świąt. Każda następna przeszkoda staje się trudniejsza do przeskoczenia. Jeśli do rozlanego mleka z płatkami dochodzą problemy z pracą, awaria w samochodzie, choroba ukochanego kota - pętla się zaciska.

Kobieta wini za to partnera?

- Często tak się dzieje. Reaguje na niego złością, zaczyna zachowywać się nieadekwatnie do sytuacji. On zapomina zgasić światło w łazience, a ona wybucha. Jeśli w rodzinie są dzieci, wyczuwają napięcie, choć nie rozumieją sytuacji. Czasem mają poczucie winy, że to wszystko przez nie. Że mama jest zła, bo dziecko coś nie tak zrobiło.

Klasyczna sytuacja wygląda tak, że jedno z rodziców jest mało obecne w życiu dzieci, a drugie, najczęściej mama, jest stale obok. Wypełnia swoje obowiązki, ale  jest drażliwa, nieprzyjemna, zmęczona, rozzłoszczona albo smutna i zastanawia się, co zrobić ze swoim życiem, które tak bardzo jej się nie podoba. (...)

Powiedzmy, że ta kobieta, która do pani przychodzi, bo małżeństwo się sypie, mówi o konkretnych sprawach, które powodują, że jest jej źle. Może się czuć niezrozumiana i zostawiona sama ze wszystkimi sprawami domowymi. A może jeszcze dodać: "On krytykuje wszystko, co ja robię, czuję przy nim beznadziejna, mówi znajomym, że jestem głupia, że z niczym sobie nie radzę"... Czy ma Pani czasem ochotę krzyknąć: "Uciekaj kobieto!"?

- Ważne jest dla mnie, jak było wcześniej, jak para radziła sobie z różnymi trudnościami przed laty, jak to się zmieniało. Czasem widać równię pochyłą, jakiś stały rys w postępowaniu danej osoby. I jeśli raniące działanie partnera, takie jak docinki, poniżanie, odcinanie od pieniędzy, przemoc, wyglądają na zamierzone, to w moim przekonaniu terapeuta powinien tak prowadzić rozmowę, by to zostało jasno powiedziane. Żeby taka kobieta wyraźnie zobaczyła, jak było, jak jest i jak z dużym prawdopodobieństwem będzie za kilka, kilkanaście lat, jeśli ona w takim układzie pozostanie. W takim przypadku należy się ratować ucieczką ze związku włącznie z chronieniem dzieci przed taką osobą.

Zwykle wystarczy omówić sytuację, by pacjentka, która jest w trudnym, niszczącym związku, sama dostrzegła, czy jest szansa na poprawę, czy nie. Rozmawiamy o mechanizmach działających w jej rodzinie, o tym, co się z nią samą dzieje w tej relacji, jak to wpływa na jej samopoczucie, na funkcjonowanie w życiu zawodowym, na to, jaką jest mamą. Jak się przekłada na jakość życia jej dzieci. Wtedy okazuje się, że argument, by "trwać w tym związku dla dobra dzieci" przestaje mieć sens. Dzieci dużo tracą, jeżeli rodzina pozostaje w stanie permanentnej wojny.

Gdy pojawia się agresja, nie powinniśmy czekać, myśleć 'a może się zmieni'Gdy pojawia się agresja, nie powinniśmy czekać, myśleć 'a może się zmieni' fot. Shutterstock

Gdy mąż pije i bije, sprawa wydaje się jasna - należy od takiego człowieka uciekać. Ale jest też cała przestrzeń agresji słownej, takiej przemocy w jedwabnych rękawiczkach, bardzo trudna do zdefiniowania i udowodnienia. Jedna, druga awantura, słowa wypowiadane w złości. Czy można to jakoś ukonkretnić - co już jest przemocą słowną, a nie tylko ostrą kłótnią? Po czym można poznać, że została przekroczona granica?

- Na pewno etykiety (głupia, niezdarna) i zniekształcenia (z niczym sobie nie radzisz, niczego nie potrafisz dopilnować, zawsze coś zawalisz) to są już sygnały ostrzegające, pokazujące, jak jesteśmy postrzegani przez tę drugą osobę. Kolejnym etapem jest komunikowanie tego nie tylko w domowym zaciszu, ale również w gronie znajomych, publicznie. Chodzi o takie wypowiedzi, które osłabiają pozycję tej osoby w różnych kategoriach. Dotyczą jej pracy zawodowej, codziennych spraw, tego jak wygląda dom, jak ona radzi sobie z dziećmi, co jej się nie udało. To są zwykle takie sytuacje, w których słuchacze nie wiedzą, czy się śmiać, czy siedzieć cicho. Jest im zwyczajnie głupio. Wtedy mamy pewność, że partner czy partnerka przekroczyli granice...

I co wtedy?

- Oczywiście, jeśli istnieje możliwość naprawienia czegoś w związku, to jak najbardziej warto to robić. Ale w sytuacji, w której cierpi przynajmniej jedno z małżonków i dzieci, która trwa od dawna, w której były rozmowy, ale nic nie dały i nie ma szans na poprawę, to uważam, że trzeba się rozstać. Jeśli jest taka możliwość i wola - można spróbować przynajmniej tymczasowej separacji, by przekonać się, jak to wpłynie na rodzinę. Nie jest to oczywiście proste, nie zawsze się da zaproponować partnerowi: "Hej, słuchaj, pomieszkajmy oddzielnie i zobaczymy, jak nam z tym jest".

Sądzę, że w większości sytuacji ciężko o takie rozwiązanie - i ze względów emocjonalnych i zwyczajnie materialnych. Trzeba więc od razu podjąć decyzję, ryzykowną, czyli rozstanie. Jeśli ona powie: "Mam dość, chcę rozwodu", jest wielce prawdopodobne, że znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji. Być może czeka ją walka o dzieci, mieszkanie, podział majątku. Co może zrobić, żeby jej było łatwiej się z tym mierzyć?

- Przede wszystkim zapewnić sobie siatkę wsparcia w otoczeniu. Jej poczucie własnej wartości po trudnym związku może być bardzo zaniżone. Może się bać, że nie da sobie rady. Musi więc zyskać świadomość, na ile może liczyć na znajomych, przyjaciół, rodzinę. Chodzi tu zarówno o wsparcie emocjonalne, ekonomiczne, jak i taką realną pomoc: przy dzieciach, przy załatwianiu różnych spraw.

Druga sprawa  to wsparcia psychologa, lekarza, czasem poprawa stanu psychicznego poprzez wzięcie leków przeciwdepresyjnych. To ważne, żeby wzmocnić wiarę w to, że poradzi sobie z sytuacją. Sama świadomość tego sprawia, że łatwiej znieść dokuczanie ze strony drugiej osoby, łatwiej jest się odciąć, podjąć decyzję i trwać w niej. Czasem to podejmowanie decyzji trwa długo, wiele miesięcy. Taki czas można sobie dać, jeśli nie dzieje się nic niepokojącego, groźnego dla życia i zdrowia kobiety.

A jeśli ona się boi, że coś jej lub dzieciom grozi?

- To trzeba uciekać, zapewniając sobie także wsparcie, jeśli nie rodziny, to instytucji i organizacji pomagających w sytuacjach kryzysu, zagrożenia zdrowia i życia. Jest to dla kobiety zdecydowanie najtrudniejsza droga, ale czasem jedyna możliwa, by znów zacząć normalnie żyć. I warto tak na to patrzeć. Jako na szansę.

Kiedy patrzy się na to z boku, sprawa wydaje się jasna ("co ona jeszcze robi z tym facetem, przecież wszyscy widzą, że ją niszczy"). Ale dla samej zainteresowanej to jest strasznie trudne. Czasem pojawia się chęć ucieczki, za chwilę przychodzi chłodna myśl, że nie jest tak źle, że da się wytrzymać.

- To naturalne, że człowiek boi się zmiany i broni przed nią. Do decyzji się dojrzewa, trzeba na nią czasu. Ale przeciąganie takiego stanu zawieszenia decyzji o rozstaniu może bardzo osłabiać kobietę. Może ją dręczyć poczucie bezradności, bezsensu, poczucia winy, lęku o przyszłość. Decyzja o rozstaniu z partnerem i ojcem dzieci jest trudna. Być może najtrudniejsza w życiu. Ale kobieta ma prawo ją podjąć. Ma prawo myśleć o sobie. (...)

A jeśli on chce wrócić? Po rozstaniu zaczyna się orientować, że chce z powrotem swoją rodzinę. Dzwoni i mówi, że się poprawi i że już wszystko będzie dobrze?

- Przede wszystkim warto zastanowić się, co to znaczyłoby konkretnie w jego przypadku, że on się poprawi. I dla kogo będzie dobrze. Jak długo będzie dobrze. Jak to będzie wyglądało, teraz w ich sytuacji. Bo nie będzie tak, jak wtedy, gdy się poznali. Są już innymi ludźmi.

Jeśli dawać tzw. drugą szansę, to na pewnych zasadach. Trzeba sobie ustalić, co będzie wyznacznikiem, że jest ok. Jakie zachowania będą znaczyły, że nastąpiła poprawa. I jak długo powinna trwać, by można było uznać, że jest trwała. I na koniec proponowałabym pomnożyć ten czas przez dwa, nawet trzy. Jeśli poprawa rzeczywiście będzie tyle trwać, to może świadczyć, że drugiej stronie naprawdę zależy.

Zwykle jest tak, że kobiety po rozstaniu dość szybko zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, jak i kiedy były manipulowane. Gdy ona patrzy już na związek z pewnego dystansu, widzi np., że on odcinał ją od przyjaciół, wmawiał jej, że jest niesamodzielna, kontrolował jej telefon albo okłamywał. I jest już potem bardzo czujna, szybko się orientuje, gdy pojawia się znów ten sam mechanizm, te same próby przejęcia kontroli.

Polskie sądy działają w taki sposób, że czas między rozstaniem a rozwodem może być bardzo długi. Jak go przetrwać?

- Sporo zależy od tego, czy rozwód jest z orzekaniem o winie, czy bez. Te z orzekaniem o winie albo z trudnościami w ustaleniu opieki nad dziećmi lub podziałem majątku potrafią ciągnąć się latami. Bez wsparcia  psychologa albo lekarza psychiatry może być jej ciężko. W takim procesie wywleka się na światło dzienne bardzo nieprzyjemne kwestie, powołuje świadków, konflikt obejmuje kolejne osoby w rodzinie. (...)

Czy ukrywać fakt, że korzysta się z porad lekarza i leków antydepresyjnych?

- Przed mężem? Jeżeli mamy do czynienia z osobą, która etykietuje nas negatywnie, obniża nasze poczucie własnej wartości i właściwie wszystkie fakty z naszego życia wykorzystuje przeciwko nam, to raczej lepiej nie informować o tym. Leczenie depresji i wsparcie psychiatry nie obciąża kobiety w postępowaniu sądowym. Ale może być przedstawione w negatywnym świetle przez męża. Nie warto narażać się na dodatkowy stres. Jeśli już ta informacja  do byłego partnera dotrze, radziłabym jak najwcześniej poinformować o tym także sąd, przedstawiając to w następującym kontekście: "działania męża tak na mnie wpływają, że dla dobra swojego i dzieci muszę korzystać ze wsparcia lekarza". (...)

Zdrada sprawia, że przestajemy wierzyć w siebie lub, wręcz przeciwnie, chcemy dopiec partnerowi za wszelką cenęZdrada sprawia, że przestajemy wierzyć w siebie lub, wręcz przeciwnie, chcemy dopiec partnerowi za wszelką cenę fot. Shutterstock

Ile czasu dochodzą do siebie pani pacjentki po trudnym rozwodzie?

- Od kilku miesięcy do kilku lat. Dłużej po rozwodzie z orzekaniem o winie albo po przedłużającej się walce o dzieci lub majątek.

Dużo zależy od tego, jakim człowiekiem była ta kobieta przed małżeństwem. Pewnym siebie czy wręcz przeciwnie, silnym czy kruchym i niesamodzielnym. Czy trzeba tylko wrócić do tej wyjściowej konstrukcji, czy też ona wymaga wzmocnienia, by móc stanąć na nogi, poczuć się dobrze ze sobą, wejść w nowy związek.

Co dalej dzieje się z pani pacjentkami po rozstaniach?

- Myślę, że ważne jest dla nich, by mieć czas dla siebie, taki, by przyjrzeć się sobie, swoim celom, wartościom, marzeniom. Zastanowić się: jakie mam przed sobą możliwości? Co mogę teraz zrealizować, a nie mogłam wcześniej? Czasami jest to okazja do zmiany także obszaru zawodowego. Albo dlatego, że teraz trzeba zacząć zarabiać, albo dlatego, by pogodzić pracę z opieką nad dziećmi, a czasem dlatego, że pojawiła się nowa energia i odwaga.

Zwykle zakończenie trudnego związku, gdzie było uzależnienie albo przemoc, to dla kobiety okazja, by otworzyć się na świat. Bo wcześniej to raczej nie było możliwe. Teraz można wrócić do dawnych znajomości albo zawierać nowe. Pojawiają się nowe zainteresowania, pasje. Nowe związki. Kobieta lepiej myśli o sobie, to też przekłada się na jej wygląd.

No i dzieci odżywają. Widzą mamę uśmiechniętą, energiczną, radzącą sobie z wyzwaniami. Mają z nią nareszcie kontakt. Odzyskują ją.

Okazuje się, że najtrudniej było zrobić pierwszy krok.

- Każdy kolejny jest łatwiejszy. Po prostu widać, że może być lepiej.

'Sama mama. Jak przejść przez rozwód i żyć dalej', Joanna Szulc, Wydawnictwo Agora'Sama mama. Jak przejść przez rozwód i żyć dalej', Joanna Szulc, Wydawnictwo Agora materiały promocyjne

***

Dorota Bzinkowska - doktor nauk medycznych, psychiatra, terapeuta. Pracuje z pacjentami z zaburzeniami nastroju, ma wieloletnie doświadczenie pracy w szpitalu (Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie), jak i warunkach ambulatoryjnych.

Joanna Szulc - dziennikarka, redaktorka (m.in. była naczelna miesięcznika "Dziecko") autorka książek, a także mama dwóch dziewczyn. Sama mama. Napisała książkę, żeby pomóc kobietom w podobnej sytuacji jak ona. Dzieli się w niej swoimi doświadczeniami, opowiada o momentach przełomowych, chwilach trudnych i smutnych, ale i o tych, w których wreszcie pojawiło się światełko w tunelu. A przede wszystkim  rozmawia z ludźmi, których wiedza i doświadczenia są pomocne w mierzeniu się z kolejnymi etapami rozstania i budowania życia na nowo:

  • z terapeutą Wojciechem Stafaniakiem rozmawia o kryzysach w związku,
  • z psychiatrą Dorotą Bzinkowską - o dojrzewaniu do decyzji o rozwodzie,
  • z psychoterapeutką Joanną Salbert - o tym, jak dzieci przeżywają kryzys w związku rodziców,
  • z mediatorką Tamarą Pocent - o tym, jak mediacja pomaga w dobrym rozstaniu,
  • z psychoterapeutą Jędrzejem Kosewskim - o tym, jak mężczyźni przeżywają rozstanie,
  • z psycholożką dziecięcą Aleksandrą Ksokowską-Robak - o tym, jak bezpiecznie przeprowadzić dziecko przez proces rozstania rodziców,
  • z adwokatką Barbarą Laskowską - o pozwie, sądzie i różnych scenariuszach rozwodu, 
  • z mediatorką NVC Martą Sikorską - o tym, jak się rozstać z łagodnością,
  • z komornikiem sądowym Robertem Damskim - o alimentach,
  • z socjolożką dr Małgorzatą Sikorską - o "rozwódkach" w Polsce,
  • z psychoterapeutą dr. Andrzejem Gryglewiczem - o przepracowywaniu trudnych emocji po rozstaniu,
  • z coachem Haliną Piasecką - o poszukiwania szczęścia po rozwodzie,
  • z psychoterapeutką i coachem Tatianą Mindewicz-Puacz - o gotowości na  nową miłość,
  • z trenerką rozwoju osobistego Ewą Rutkowską - o trudnej zmianie i happy endzie.

Książkę znajdziecie w księgarniach i na kulturalnysklep.pl.

Więcej o:
Komentarze (31)
Ratuj siebie. "Decyzja o rozstaniu z partnerem i ojcem dzieci jest trudna. Ale kobieta ma prawo ją podjąć. Ma prawo myśleć o sobie"
Zaloguj się
  • po-nurak

    Oceniono 34 razy 28

    Będzie też książka pt. "Sam tata" ?
    Pani redaktor Szulc zapyta może jakiegoś / jakąś psychiatrę: "Kiedy przychodzi do pani MĘŻCZYZNA i mówi: "Moje małżeństwo się sypie", o co Pan/i dalej pyta" ???

  • belferka131313

    Oceniono 34 razy 24

    A co zrobić , gdy jemu małżeństwo się sypie? Ona zdradza go na prawo i lewo, szukając BOGATSZEGO jelenia, a on tkwi w tym związku, bo wie,że jeśli odejdzie to straci dzieci , które kocha. Ale polskie sądy traktują matkę jak świętą krowę. Raz wysłuchałam, że lepsza matka alkoholiczka niż trzeźwy , troskliwy ojciec. Tu sąd uznał, że prawo do opieki mają oboje , ale dzieci mają mieszkać z nią i jej kolejnym kochankiem. Bardzo szybko dziesięciolatki zostały zmanipulowane. Do ojca odzywają się gdy chcą kasy i to dużej, bo bardzo bogaty kochaś mamy przyzwyczaił do wakacji w Dubaju i ciuchów z markowych sklepów . Ojca na to nie stać więc jest niedobry i nie kocha. Dzięki decyzji sądu zostały wychowane dwie modliszki, które doskonale wiedzą , że facet ma zaspokoić każdą zachciankę , a jeśli nie wymieniamy go na inny model. CZY TAKĄ POSTAWĘ TEŻ PANI PSYCHOLOG OBRONI?

  • griswold79

    Oceniono 29 razy 17

    Biedne kobiety. Tylko w wywiadzie, ani slowa, ze zwykle juz czeka jakis “szwagier” na boku. Kobiety praktycznie nigdy nie odchodza w próżnie. To typowe malpki ktore nie puszcza jednej gałęzi zanim dobrze nie zlapia się drugiej. Feministyczne wypociny. Ksiazka idealnie moze stac na półce obok Greya.

  • wsciekly_komentator

    Oceniono 21 razy 15

    Czy można to jakoś ukonkretnić - co już jest przemocą słowną, a nie tylko ostrą kłótnią? Po czym można poznać, że została przekroczona granica?
    Odpowiedz na to pytanie jest bardzo prosta: kiedy krzyczy mężczyzna to przemoc, jak kobieta, to obrona albo zwykła kłótnia.

  • mieszkoi

    Oceniono 22 razy 8

    'małżeństwo się sypie' - do takiego wniosku może dojść 99% pań po kilku latach związku i te niedojrzałe zaraz piszą pozew o rozwód. Najczęściej pańcia nie radzi sobie z emocjami, stawia siebie w roli ofiary i wini za to faceta który jak przyjdzie do decyzji sądowych musi opuścić dom i płacić za jej rozwodowe harce.

  • wichura

    Oceniono 18 razy 8

    Dawno nie czytałem tu równie jednostronnego wywiadu, składającego się z samych "pytań z tezą". Źli faceci i cudowne, delikatne kobietki...
    PS: rozumiem, że Agora wydaje książkę i potrzebna jej promocja...

  • paulogarnies

    Oceniono 17 razy 3

    Głupoty i brednie.. Jestem w związku od 25 lat.. Bez zdrad, rękoczynów i nadal się kochamy..
    A jednak czasami oboje potrafimy wykrzyczeć nie owijając w bawełnę bardzo mocne słowa wobec siebie.. Ktoś obok spokojnie uznałby to za przemoc słowną czy jak to tam zwiecie..
    Zasada jest tylko jedna.. Oboje mamy do tego prawo.. W ruch idą przekleństwa, słowne zastraszania itp.. A po godzinie od takiej jatki potrafimy się przytulić i przeprosić..
    Nam to pomaga.. takie wyrzucenie z siebie wszystkiego by nie dusić tego w sobie.. Nie robimy tego przy dzieciach, w obecności osób trzecich i bez przemocy fizycznej. Poza tym wszystkie chwyty dozwolone :)
    Każdy związek takie słowne wojny przetrwa jeśli obie strony mają do tego prawo a po wszystkim przychodzi chwila wzajemnych przeprosin..

  • takaprawda2015

    Oceniono 10 razy 2

    Czyli kobieta ma prawo taką decyzję podjąć, a jak facet ją podejmie to jest świnia??

  • mietekkowalski

    Oceniono 8 razy 2

    "...czeka ją walka o dzieci, mieszkanie, podział majątku" - taaa jasne:)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX