1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Razem w muzeum - jak obcować ze sztuką, gdy dziecko jest jeszcze bardzo małe? [FELIETON]

I jak tu obcować ze sztuką wysoką, kiedy człowiek jest taki mały?

Byłam w kuchni, gdy Jagna mnie zawołała. Słychać było, że jest bardzo podekscytowana. Wołała coraz głośniej (tak samo, jak wtedy, gdy wlazła na parapet i koniecznie chciała się pochwalić, że stoi bez trzymanki). Poszłam więc zobaczyć, co wymyśliła tym razem. Kucała przy albumie „Historia Malarstwa Polskiego” i wpatrywała się w „Akt” Tymona Niesiołowskiego. Gdy mnie zobaczyła, z przejęciem wskazała najpierw na piersi modelki, a następnie na moje. I znowu: modelki, moje, modelki, moje. Potem zaczęła mlaskać nad kartką, by po chwili położyć się obok książki i zażądać mleka. Tak oto zaczęła się jej edukacja artystyczna.

Przez dobry tydzień spędzałyśmy z Jagną nad tym albumem po dwie godziny dziennie. Gołych piersi było tam co niemiara. A to Matka Boska karmi Jezuska (bonusem obrazów z Jezuskiem są osiołki, baranki, woły), a to panie kąpiące się w sadzawce i wylegujące na trawie. Ale nie tylko anatomia kobieca pasjonowała Jagnę. W rozdziale „Historyzm” fascynowały ją konie (na co drugim obrazie), a w „Międzywojniu” jedno konkretne dzieło – „Dans le Cabaret” Eugeniusza Zaka, przedstawiające kobietę siedzącą przy butelce czegoś (w zależności od nastroju mówiłam: wody, herbaty, mleka, wina, wódki). Nie bardzo wiedziałam, jak sobie poradzić z działem „Współczesność”. Chyba banalizowałam, mówiąc: „To takie dziwne kolorowe kwadraty, a to mi wygląda na kalkulator”. Żeby nie siać herezji, zabrałam Jagnę do Muzeum Narodowego, by sobie tę wielką sztukę kontemplowała.

Wszystko było wielkie: i chłopczyk z malwami z „Dziwnego ogrodu” Mehoffera, i chmury z „Ziemi” Ruszczyca, i „Kuropatwy na śniegu” Chełmońskiego olbrzymie – każda wielkości całej reprodukcji w naszym albumie. Ale kontemplacji nie było żadnej, bo wystarczyło, że Jagna wbiegała do galerii i od razu niczym duch zjawiała się przy niej pani pilnująca obrazów. Jagna więc zaczynała kontemplować moje nogi. I tak sobie stałyśmy. Panie nie odstępowały Jagny na krok i nawet próbowały oswoić z malarstwem polskim. Jedna wskazała na przykład obraz Pankiewicza „Portret pani Orfeldowej z córką” i powiedziała: „Zobacz, ta dziewczynka jest podobna do ciebie! Buzia przepiękna, mama przy niej może się schować” (a ja dotychczas nie wiem, czy chodziło jej o panią Orfeldową, czy o mnie). Jagna zerknęła na obraz i nawet apetyt jej wrócił, bo po chwili sięgnęła po kukurydzianego chrupka. Niestety kolejna pani poinformowała, że na galerii spożywać posiłków nie można. Zawróciłyśmy więc, by chrupnąć na półpiętrze, przy windzie. A jak znowu (tym razem po schodach)
wdrapałyśmy się do sali z malarstwem polskim, Jagna poprosiła o bidon z wodą. To też jest zabronione, więc my znowu w tył zwrot.

Zaatakowałyśmy trzeci raz. Jagna, chyba z przejęcia, a może ze zmęczenia tą wielkością sztuki naszej narodowej, zaczęła ciągnąć mnie za dekolt. Usiadłyśmy więc naprzeciwko brązowego popiersia Adama Mickiewicza dłuta Oleszczyńskiego, a ja zastanawiałam się, czy to też jest „spożywanie posiłku”. Tym razem na szczęście nikt nas nie wyprosił, ale dziecko moje w dalszym ciągu uparcie nie chciało w spokoju obcować z obrazami. Poszłyśmy więc obejrzeć wystawę o sztuce użytkowej. Z daleka widziałam, że są tam świetne wysuwane szuflady, do których można zajrzeć. I co? Jak tylko Jagna dotknęła pierwszej, tam też pojawiła się pani, która poinformowała, że dzieci nie mogą się do nich zbliżać, bo „nie mają wyczucia i szuflady wypadną z szyn”. (Żałuję, że nie odpowiedziałam: „To nie mogliście zrobić ich porządnie, a nie po taniości?”.) Poczułam się zmęczona. Pojeździłyśmy sobie z Jagną windą i poszłyśmy
do pobliskiej kawiarni dla dzieci.

Może to przypadek, ale od tamtego dnia Jagna już nie zajrzała do „Historii Malarstwa Polskiego”.

To także może cię zainteresować:

Więcej o: