1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Rodzice Pępków: załatwiają zwolnienie z w-f i kroją winogrona na studniówce. Należysz do nich? [FELIETON]

Macie czasem wrażenie, że z każdym dniem przybywa dzieci, które są przekonane (a przede wszystkim: usilnie przekonywane przez najbliższe otoczenie), że pozostali obywatele i obywatelki służą wyłącznie do ich obsługi i rozrywki?

Nieraz wyobrażam sobie przyszłość, a w niej 38 milionów zawiedzionych Polaków, którzy nagle odkryli, że glob nie kręci się jednak wokół nich. Potem ogarniam szybko, że to nierealne zagrożenie. Jakie 38 milionów? Społeczne Kaleki nie będą w końcu zdolne do rozrodu i wyginiemy. Może je też powalić niewielka awaria ogrzewania lub Internetu. A nawet zaprzestanie produkcji obuwia na rzepy.

Moja dziesięcioletnia córka je obiady w szkole.

Wyprowadza psa.

Robi niewielkie zakupy.

Pakuje naczynia do zmywarki.

Naprawia sprzęty elektroniczne, ściąga programy (jest w tym najlepsza w rodzinie).

Sama się myje, ubiera, pakuje na wyjazdy.

Czasem jedzie autobusem z koleżanką do biblioteki (tak, czyta ze zrozumieniem).

Od kilku lat wyjeżdża na obozy taneczne.

Je winogrona, ryby, używa sztućców.

Samodzielnie odrabia lekcje (jeśli nie, ponosi konsekwencje).

Moja szesnastoletnia córka robi powyższe (aczkolwiek czasem niechętnie), a także:

Piecze i gotuje (ja nie umiem).

Wynosi śmieci.

Sprząta w swoim pokoju bez wsparcia i nacisków.

Dojeżdża do szkoły komunikacją miejską.

Uruchamia zmywarkę.

Nieraz wraca późno do domu, a bywa, że nocuje poza nim.

Jestem matką wyrodną.

Nie karmię, nie niańczę, usamodzielniam, jestem dumna.

Pracuję, wychodzę, wyjeżdżam. Bywam tylko pod telefonem.

Mam swoje życie, przyjaciół, plany.

Nie zachwycam się każdym bazgrołem, wypracowaniem, wykonem, nagraniem, puszczonym bąkiem.

Czasem bywam zła, nawet bardzo. I smutna bezgranicznie. Ludzka. Słaba.

Oczywiście:

Znam imiona wszystkich ważniejszych znajomych moich dzieci.

Szanuję ich zdanie, pasje, staram się je dzielić, kiedy się da.

Rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy.

Pozwalam się krytykować.

Z wdzięcznością przyjmuję ich wsparcie.

Wierzę, że świeże spojrzenie czasem więcej warte niż doświadczenie.

Trzymam kciuki na występach.

Wspieram, ale nie wyręczam. Więc: jestem wyrodna.

Prawdziwa dobra matka gotuje.

Nie pozwala chodzić na basen („bo nereczki wysiądą”).

Nie puszcza na zieloną szkołę („ona się beze mnie zapłacze”).

Nie wyraża zgody na korzystanie ze szkolnego lodowiska („ktoś go popchnie”).

Kroi winogrona nawet na studniówce („co miesiąc z powodu zadławienia winogronem umiera człowiek”).

Odwozi do szkoły samochodem – odcinek do pokonania to jakieś 150 m, ale : „wiesz, jak dzisiaj wiało, lało, świeciło, grzało, sypało, było?” (niepotrzebne skreślić).

Dokarmia śmieciowym jedzeniem („wcale nie jest za gruba. Ludzie są tacy wredni”).

Wydaje ostatni grosz na najnowszy model telefonu jakiegośtamcotrzebamieć („inne dzieci mają, Jaś nie jest gorszy”).

Pozostałe grosze na gadżety, bzdety, ciuchy firmowe (tak, w podstawówce!).

Potwierdza, że nauczyciel to kretyn i szósteczka się należy.

Nosi tornister (fakt, ciężki).

Załatwiła zwolnienie z wf-u.

Wspiera w oglądaniu serialu „Szkoła” i „Najgorszy dzień w życiu” (czy jakoś tak).

Ubiera swoją kukiełkę i żąda zdjęcia napisu przy wejściu do szkolnej szatni: „Mamo, tato: dalej idę sam”. Bo niby, kurde, dlaczego???

Wie, że to nie Jaś zaczął, klął, pluł, obrażał, poniżał… Przecież Jaś do 10 nie umie zliczyć, chociaż taki jest zdolny, tylko wrażliwy…

Poznałam nauczycielkę nauczania początkowego. Nie mam, umówmy się, najlepszego zdania o tej grupie zawodowej generalnie, ale właściwie tak mogę powiedzieć o każdej innej. I wszędzie są wyjątki, a ta jest z powołania. Ceniona, miła, realizuje się zawodowo. Nie została nauczycielką, bo wszystkie inne fajne miejsca były zajęte. Nie rozumie, dlaczego nauczyciele nie przechodzą testów psychologicznych przed dopuszczeniem do dzieci. Jej zdaniem wielu by ich nie zdało…

"W klasie mam 25 uczniów. Przygotowując ocenę półroczną 20 musiałam napisać, że są niewystarczająco samodzielni”.

Problemy z ubieraniem, koncentracją, wykonywaniem najprostszych poleceń, notowaniem, porządkiem na ławce, znajdowaniem właściwej sali, rzeczy w torbie, butów, etc.

To fajne dzieci. Z nimi można dojść do porozumienia i w końcu nadrabiają w większości. Jak rodzice nie przeszkodzą.

A zwykle przeszkadzają. Duszą pod kloszami. Ślą petycje do kuratorium, że się nauczyciel czepia i nie pozwala za Pępki lekcji odrabiać.

Co robią z informacją, że dziecko jest niewystarczająco samodzielne? Wyręczają jeszcze bardziej. Uczą się za nie. Do zabawy wciągają jeszcze dziadków, czasem niańkę. I okazuje się: nadal się nie da.

A co z tą piątką samodzielną? Samodzielna za bardzo… Rozbrykana. Pyskata. Często niedopilnowana. Niestety, nie ma już dzieci takich w sam raz. Grupka dominatorów, zdanych wyłącznie na siebie (lub o tym przekonanych) z zapracowanymi rodzicami i Pępki Świata.

Tak, w tej piątce są moje dzieci. Przedobrzyłam niewątpliwie…

Zastanawiam się czy to tylko zjawisko typowe dla dużych miast, czy jednak ogólnopolskie. Wydaje mi się, że tzw. prowincja (z której jestem) jakby normalniejsza jednak. Może to dlatego Słoiki wciąż w walce o rynek pracy miażdżą rodowitych warszawiaków. Ambitni, samodzielni, otwarci, przebojowi, gotowi pracować za kiepskie stawki, byle się załapać, czegoś nauczyć, złapać kontakt…

Czyli jest nadzieja? Podobno dzieci XXI wieku z małych miejscowości i wsi są mniej odporne na stres. Zderzenie z wielkim światem?

Cholera, jednak wyginiemy.

Felieton pochodzi z bloga ToJestChore.pl

To także może cię zainteresować:

Więcej o:
Komentarze (43)
Rodzice Pępków: załatwiają zwolnienie z w-f i kroją winogrona na studniówce. Należysz do nich? [FELIETON]
Zaloguj się
  • w.s3

    Oceniono 81 razy 67

    Jakim cudem my przeżyliśmy. Samemu chodząc do szkoły (bez podwózki w samochodzie rodzica), trzepak, gry i zabawy na podwórku do zmierzchu. Nie wspomnę o zdobywaniu zamków na budowach, szpadach Zorro, kuszach Wilhelma Tella, Apaczach................ Gdzie pies wylizał skaleczenia i obcierki a za bandaże służył liść babki owiązany trawą. " Podwórkowicze" z mojego pokolenia wszyscy skończyli szkoły średnie albo studia. Codziennie przechodzę obok szkoły, tylu ku*w i bluzgów w życiu nie słyszałem. Chłopcy na równi z dziewczynkami posługują się rynsztokowym językiem. Poziom inteligencji młodych ludzi najlepiej poznać na YouTubie w "Matura to bzdura".

  • anna maria

    Oceniono 75 razy 49

    Codzę na osiedlowy basen.
    Po wyjściu z wody "gwiazdeczki" w wieku 10 lat są odbierane na brzegu przez czekające ubrane matki które dziecko umyją, wytrą, wysuszą, ubiorą, otulą i do domu zawiozą.
    Makabra.
    Matki dwoją się i troją pocąc pod gorącym nawiewem wyczesując dokładnie każdy długi włos dzieciny a dziecko stoi jak księżniczka.

  • dust-on-the-wind

    Oceniono 48 razy 36

    nie bójcie się, że te leniwe "gwiazdunie" nie rozmnożą się. Ogłupiałe matki gotowe będą za nie urodzić. Jako surogatki......Ostatnio widziałam w restauracji tłustego chłopca lat ok 7 - 8 - matka kroiła mu kotlet na drobne kawałki i podawała DO UST! Pulchny książę siedział i jedyny ruch jaki wykonywał, to poruszanie żuchwą.....

  • no.idea.pro

    Oceniono 49 razy 33

    To smutne. Narcystyczna matka to jedna z najtrudniejszych sytuacji dla dziecka, szczegolnie ze odrzuci wszelkie sugestie pomocy.

  • hanusinamama

    Oceniono 41 razy 27

    Felieton pt "jaka to jestem doskonała". A tak poza tym to ja znam całą masę dzieciaków, ktore są samodzielne, robią sobie kanaki, podgrzewaja w domu zupe, odrabiaja same lekcje. Pewnie ze jest masa dzieci ktore nie zrobia same nic bo rodzice to zrobią za nich...ale w moim pokoleniu tez tacy byli. Mam 34 lata i pamietam kilkoro dzieciaków, nie mogli sam zostac w domu, nie mogli w wieku lat 14 ruszyc noza czy zrobic sobie herbaty.

  • mamsoni

    Oceniono 23 razy 23

    Mam podobne obserwacje. Widzę np. 12 - latki, które nigdy samodzielnie nie dotarły z punktu a do punktu b, nie umieją kupić bułki w sklepie, nie potrafią zrobić sobie kanapki, nigdy nie posprzątały swego pokoju ani nie uprały własnych gaci ... Z drugiej strony widzę 12, 13, 14 -latki chodzące samodzielnie na czekoladę w Starbuniu i falafel w Koszykach, kupujące sobie ciuchy w Zarze i czytające Harry Pottera w oryginale na swoim Kindle Paperwhite 3 i wyglądające jak klony Kylie Jenner czy jakiejś innej celebrytki ... Ja w tym wieku bawiłam się lalkami, wisiałam na trzepaku z koleżankami z podwórka, chodziłam na religię do salki katechetycznej przy kościele, a potem pomagałam mamie piec ciasto, odkurzać, prać, podawać obiad ... Czy to było lepsze? I tak, i nie ... Zapewne dzieci, zwłaszcza dziewczynki, kiedyś były lepiej przygotowane do życia, skromniejsze, bardziej potulne i ugodowe, bardziej samodzielne, ale też bardziej ograniczone, mniej świadome świata, ludzi i reguł nimi rządzących. Ja angielskiego nauczyłam się dopiero na studiach, a moja nastoletnia córka już swobodnie się w tym języku porozumiewa ... choć nie umie gotować i jej aktywność w kuchni ogranicza się do odgrzania żarcia w mikrofalówce ...
    Ja pierwszy raz za granicę pojechałam na obóz studencki, ona pierwszy raz leciała samolotem jako niemowlę, ja nauczyłam się jeździć na nartach jako dorosła osoba, ona w wieku 5 lat, ja swój smartfon używam do dzwonienia i wysyłania sms, ona ma w swoim całe życie i używa takich funkcji, o których ja nie mam pojęcia, że istnieją ... Wniosek stąd chyba taki, że dzieci dziś i dzieci 20 lat temu to różne gatunki ludzkie, bo i czasy, potrzeby i wymagania są inne, ważne żeby nie przegiąć w żadną stronę i zachować zdrowy balans zarówno w rozpieszczaniu, jak i w usamodzielnianiu ...

  • baba67

    Oceniono 26 razy 16

    To jest Darwin.Za wszystko ponosi sie konsekwencje. I nie jest prawda że albo niedojdy albo roszczeniowe pyskacze.Znam całkiem miłe, dobrze wychowane, samodzielne dzieciaki.Większość rodziców przesadza ale robi to selektywnie tj mają taką dziedzinę nad którą się trzęsą. Niespecjalnie odrabiają lekcję za dzieci. No i wciąż widzi się uczniów Sp w komunikacji miejskiej.

  • sushi2010

    Oceniono 32 razy 12

    O jejku, jejku. No ma Pani wybitne dzieci, a sama jest równie wybitną matką. Gratulacje!

  • agac30

    Oceniono 24 razy 12

    Nauczyciele w klasach 1-3 zadaja czesto zadania, ktorych dziecko nie jest w stanie wykonac samodzielnie! Zrobcie album patrona szkoly, prezentacje multimedialna, plasze o wybranym parku narodowym na kartonie A2. ,,Bedzie milo, gdy rodzice troszke wam pomoga" zacheca nauczyciel. Przeciez to absurd! Mam znajomych w Niemczech. Tam nie ma zadan domowych, za to codziennie sa lekcje angielskiego w szkole i NIKT nie zapisuje na dodatkowe lekcje, bo nie ma takiej potrzeby...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX