1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Matka o życiu w Izraelu: Mówi się tutaj często: "Nie bądź zimna jak Polka" lub "Nie narzekaj jak Polka"

- Było mi przykro, kiedy syn w złości wykrzyczał: "Nie chcę mieć matki gojki!" Popłakałam się, bo w pierwszej chwili poczułam, jakbym to ja w czymś zawiniła - mówi Justyna Cohen, mama trzech chłopców, która wyszła za Izraelczyka. Polka, wychowująca dzieci w Izraelu, w naszym cyklu "Matka Polka za granicą", opowiada Sylwii Borowskiej, autorce książki "Mój mąż Żyd" o tym, czy można stworzyć udane mieszane małżeństwo i jak wychować w nim dzieci.

Polki wychowują dziś swoje dzieci nie tylko w Polsce. Wiele z nich los rzucił do innych krajów. Tam założyły rodziny i prowadzą domy. O swoich doświadczeniach opowiadają w naszym nowym cyklu "Matka Polka za granicą". Nasze cykle znajdziecie w każdą środę o 19 na serwisie eDziecko.pl i Gazeta.pl. Zapraszamy!

Justyna Cohen wyszła 14 lat temu za Izraelczyka. Ona jest gojką, a on Żydem. Czy można stworzyć udane mieszane małżeństwo? Jak wychować dzieci w nim dzieci? O tym z Justyną rozmawia Sylwia Borowska, autorka książki "Mój mąż Żyd"

Który z popularnych w Izraelu dowcipów o matce Polce śmieszy Cię najbardziej?

Daj spokój! Ile można tego słuchać? Mnie to już męczy. Że matka Polka i polska żona jest wiecznie niezadowolona. Mówi się tutaj często: "Nie bądź zimna jak Polka" lub "Nie narzekaj jak Polka". To są stereotypy, rozpowszechniane na temat Polek, na podstawie zachowań polskich Żydówek, które przyjeżdżały do Izraela 70 lat temu.

Kiedy ty przyjechałaś?

W latach 90. Miałam dziewiętnaście lat, ledwo skończyłam liceum. Wyruszyłam w nieznany mi świat. Zachęcił mnie szef jednej z łódzkich pizzerii, gdzie pracowałam. Był polskim Żydem. Pożyczył mi pieniądze na bilet lotniczy, które mu zwróciłam z pierwszych zarobionych w Izraelu pieniędzy i dał adres do znajomych w Tel Awiwie. Dzisiaj myślę, że byłam bardzo odważna.

Nie zdecydowałabyś się na to, mając dzisiaj 40 lat?

Nie wyobrażam sobie już życia nigdzie indziej, ale dzisiaj wiem więcej o życiu, niż wtedy. Byłam młoda i głodna wrażeń. Chciałam zwiedzać świat i poznawać nowych ludzi. Izrael miał być przygodą.

Nawet jeśli za cenę pobytu w areszcie...?

To był 2004 rok i policja deportacyjna zgarniała dosłownie z ulicy Polaków, którzy od dawna pracowali tutaj na czarno. Ja byłam drugi raz w Izraelu - od czterech lat nielegalnie.

W latach 90. pojawiła się duża fala Polaków. Emigracja zarobkowa. Chętnie nas zatrudniano, bo byliśmy solidni. Dobrze tutaj zarabialiśmy. Sprzątałam w prywatnych domach i zajmowałam się dziećmi. W pewnym momencie to się skończyło. Podatki!

Przyszli po mnie w nocy, dali jakieś dwadzieścia minut na spakowanie. Byłam w szoku. Musiałam wsiąść do białego busa, a po drodze policja zgarniała kolejne osoby z Tel Awiwu. Wylądowaliśmy w areszcie, najpierw w Holonie, a potem w Nazarecie.

Mogłam lecieć do Polski już następnego dnia, gdybym sama zapłaciła za bilet. Liczyłam po cichu, że to się da odkręcić. Moti, mój ówczesny chłopak a dzisiaj mąż, wziął adwokata, ale klamka zapadła. Boże, jak ja wtedy płakałam.

Wróciłaś do Izraela po roku, ale już jako żona Motiego.

Ślub był jedynym rozwiązaniem. Byliśmy w sobie zakochani. Choć Moti wahał się. Wcześniej już rozmawialiśmy o tym, co nas dzieli. Byliśmy wychowani w innej religii, tradycji i kulturze. Czy da się to połączyć? Jaka będzie przyszłość naszych dzieci?

Jego mama dzwoniła nawet do mnie do Polski po deportacji i prosiła: "On Cię tak bardzo kocha, że nigdy Cię nie rzuci, to ty rzuć jego. Tak będzie lepiej". Chodziło jej o to, że nie jestem Żydówką i przez to nasze dzieci nie będą Żydami.

Jego nazwisko Cohen dodatkowo zobowiązywało. Cohen i Levi to Żydzi jakby wyżej postawieni, osoby o tych nazwiskach nie powinny się rozwodzić i żenić z gojkami. Dlatego teściowa naciskała na mnie. Silne uczucie jednak zwyciężyło. Musieliśmy wziąć ślub cywilny w Polsce, bo w Izraelu udziela się tylko ślubów religijnych pod chupą. Mogą go wziąć tylko Żydzi lub osoby konwertowane na judaizm. W innych przypadkach pozostaje ślub cywilny za granicą. Choć i sami Żydzi często, sprzeciwiając się surowemu prawu religijnemu w tej kwestii, decydują się na ślub cywilny na pobliskim Cyprze.

Jako żona Izraelczyka mogłam legalnie wrócić, ale nie tak od razu, ze względu na wcześniejszą deportację. Musiałam czekać jeszcze kilka miesięcy na pozwolenie na wjazd.

Justyna i Moti, IzraelJustyna i Moti, Izrael fot: archiwum prywatne

Jak zareagowała na ślub twoja teściowa?

"Zawsze Cię uwielbiałam" - powtarza dzisiaj. Rodzina Motiego jest bardzo religijna, prowadzą koszerną kuchnię, obchodzą szabat, a ślub jednego z synów z gojką nie mieścił im się wtedy w głowie. Dzisiaj z teściową śmiejemy się z tego. Kiedy to się działo, wydawało się dramatem, a dzisiaj nikt już o tym nie pamięta. Po czternastu latach jestem jej ulubioną synową.

Od rodziców mojego męża dostałam cenny naszyjnik, który należał do prababki Motiego. Ofiarowali mi go, mimo że mają drugą synową i trzy córki. Powiedzieli, że zasługuję na niego najbardziej. Wzruszyło mnie to. Na szczęście moje szwagierki nie mają o to żalu. Jestem jedyną synową, która wyprawia u siebie w domu żydowskie święta, sama gotuje i zaprasza wszystkich.

Dlaczego nie zdecydowałaś się na konwersję?

Nie chciałam. Jako dziecko chodziłam w Polsce do kościoła, ale wynikało to bardziej z tradycji niż głębokiej wiary. Nie jestem religijną osobą. Nie czuję, żeby to było dla mnie ważne. Poza tym konwersja jest żmudnym procesem, trzeba dużo się uczyć, na co nie miałam nigdy czasu. Mam troje dzieci, prowadzę dom, pracuję dorywczo, a po godzinach zajmuję się swoją pasją, czyli wyrobem biżuterii.

Justyna i jej rodzina. Od lewej: Ilay, Itay, Moti, Justyna, OmriJustyna i jej rodzina. Od lewej: Ilay, Itay, Moti, Justyna, Omri Justyna i jej rodzina. Od lewej: Ilay, Itay, Moti, Justyna, Omri

Wiele gojek robi konwersję z pragmatycznych pobudek. Potem nie mają problemu właśnie z zawarciem małżeństwa czy wychowaniem dzieci w Izraelu.

Sugerujesz, żeby zrobić konwersję dla świętego spokoju? Tylko czyjego? Nie mojego ani mojego męża. W naszym związku religia nie odgrywa roli. Może nagięłabym się, gdyby brak konwersji znacząco przeszkadzał nam w życiu. Żyjemy od tylu lat w tym kraju, w tym społeczeństwie, otoczeni przyjaciółmi i dla moich bliskich to, że nie jestem Żydówką, nie ma znaczenia. Jeśli chodzi o wychowanie dzieci, wszyscy mnie straszyli, że za jakiś czas zbiorę żniwo. Zawsze pytali, w jakiej religii będziemy je wychowywać? Widziałam strach w oczach rodziny męża. Mnie tylko zastanawiało jedno - co będzie, jeśli dziecko w przyszłości zechce wziąć ślub w Izraelu. Myślę, że zanim dzieci dorosną, może zmienić się prawo. Kiedy spotykaliśmy się z Motim, nie było w Izraelu instytucji konkubinatu, a teraz już jest. Więc może za kilka lat będą już śluby cywilne.

Zanim jednak dojrzeją do małżeństwa pojawił się pierwszy kłopot: bar micwa czyli religijny rytuał wchodzenia chłopca w dorosłość w wieku 13 lat.

Mój najstarszy syn, Itay, wiedział od urodzenia, że nie jest Żydem, bo pochodzenie żydowskie  dziedziczy się po matce. Itay jest obywatelem Izraela, jest obrzezany, tutaj żyje, ale mimo to nie jest Żydem. Gdyby chciał nim być, musiałby przejść konwersję, co pewnie zrobi, gdy pójdzie do wojska. Jest to często praktykowane. Gdy chłopcy w klasie mojego syna zaczynali organizować przyjęcia z okazji bar micwy, Itay zdał sobie sprawę, w jakim jest położeniu. Pierwszy raz go to zabolało.

Było mi przykro, kiedy w złości wykrzyczał: "Nie chcę mieć matki gojki!". Popłakałam się, bo w pierwszej chwili poczułam, jakbym to ja w czymś zawiniła. Wtedy mąż wziął syna na rozmowę i kazał mnie przeprosić. Moti stanął po mojej stronie i wytłumaczył Itayowi, że to nie ma znaczenia. Tak naprawdę nie czuję się ani winna, ani inna, tylko uświadomiłam sobie wtedy, w jakim kraju żyję. 

Czy czułaś się kiedykolwiek dyskryminowana w Izraelu?

Raz. Kiedy Itay chodził do przedszkola religijnego, gdzie obowiązkowe było noszenie przez dzieci kipy [kipa lub inaczej jarmułka, to charakterystyczne nakrycie głowy, noszone przez Żydów - przyp. red.]. Obeszłam wcześniej kilka świeckich przedszkoli i każde miało jakiś mankament. Ktoś doradził mi, żebym zobaczyła to religijne. Było niedaleko domu i uchodziło za jedno z najlepszych w Tel Awiwie. Nie byłam przekonana, ale kiedy weszłam, zachwyciłam się. Miło, czysto, wspaniała atmosfera i przekochana nauczycielka. Zapisałam tam Itaya, a po pewnym czasie jedna z matek, zadzwoniła do urzędu miasta z donosem na mnie. Powiedziała, że to nie jest w porządku, żeby nieżydowskie dziecko było w religijnym przedszkolu.

Przekazano to nauczycielce, która kazała powtórzyć tamtej matce Żydówce, że gdyby wszystkie matki były tak dobre, jak matka tego nie-Żyda, to świat byłby lepszy. Zaprzyjaźniłam się z tą nauczycielką i do tej pory mamy kontakt. W przedszkolu była koszerna kuchnia, ja takiej nie prowadzę w swoim domu.

Nie mam koszernych garnków: innych do potraw mlecznych, a innych do mięsnych. Nie mam też podwójnego zestawu sztućców, ani zastawy. Dlatego, kiedy zapraszaliśmy kolegów Itaya z przedszkola do domu, podawałam dzieciom koszerne ciasteczka na plastikowych talerzykach. Szanowałam w ten sposób zasady, których przestrzegają religijni Żydzi, mimo że nie są to moje zasady.

Zastanawia mnie brit mila czyli rytuał obrzezania dziecka w ósmej dobie życia. Dlaczego się na to zdecydowaliście z mężem?

Po pierwsze jest to higieniczne. W Stanach Zjednoczonych wykonuje się ten zabieg chłopcom od razu po urodzeniu i nie dlatego, że są Żydami. Po drugie wiedzieliśmy, że chcemy mieszkać i wychować nasze dzieci w Izraelu. Nie chcieliśmy, aby wśród kolegów nasi synowie czuli się inni. Żeby nasze dzieci były stygmatyzowane. Gdybyśmy mieszkali w Polsce, nie obrzezalibyśmy ich, bo z kolei tam odróżnialiby się. Obrzezanie w Izraelu, mimo że rytualne, nie świadczy o tym, że chłopiec z matki nie-Żydówki automatycznie staje się Żydem.

Jak w takim razie rozwiązaliście sprawę bar micwy? Odbyła się?

Tak. Itaya przygotował do bar micwy rabin z synagogi reformowanej, w której nie jest wymagana konwersja. Wiem jednak, że bez konwersji moglibyśmy się też ustawić w kolejce do rabina ortodoksyjnego i zorganizować bar micwę w synagodze ortodoksyjnej. Wiele osób tak robi, my uznaliśmy, że byłoby to nieuczciwe z naszej strony. Nie chcieliśmy oszukiwać. Rabin reformowany przychodził do nas i przygotowywał Itaya. Rozmawiał z nim i czytali wspólnie fragment Tory.

Chłopcu wybiera się fragment, przyporządkowany do daty jego urodzenia, wyznaczony przez żydowski kalendarz. Bo daty urodzenia dzieci w dowodzie rodziców są zapisane według tego kalendarza, a nie gregoriańskiego. Obecnie mamy w Izraelu rok 5780. Daty żydowskie zapisuje się przy użyciu liter. To dla nas skomplikowane. Wracając jednak do bar micwy Itaya. Po kilku tygodniach przygotowań odbyła się kameralna ceremonia u nas w domu.

Opowiedz, jak to wyglądało.

Ceremonia odbyła się w szabat, czyli w sobotę. Rabin reformowany może tego dnia jeździć samochodem i dlatego przyjechał z Torą. Przywiózł też gitarę i zaczął śpiewać piosenki, które wszyscy znamy. Itay odczytał fragment z Tory, a potem kartki z życzeniami, które napisał dla rodziców i dziadków. Były w formie zabawnych rymowanek, a ta dla mnie była rymowanka oczywiście o "Matce Polce". Akurat była zabawna i mówiła o tym, jak się troszczę o niego. Cała uroczystość była wzruszająca. Pierwszy raz pomyślałam: "Podoba mi się ta religia". Bo byliśmy razem, śpiewaliśmy razem, przeżywaliśmy razem symboliczny moment dojrzałości mojego syna. Rodzinie też się podobało, bo panowała fantastyczna atmosfera. Potem wszyscy, razem z rabinem, usiedliśmy do stołu. Na tę uroczystość przyrządziłam specjalnie danie kuchni irackiej, czyli tabit. Kurczak z ryżem, trzymany całą noc w piecu. Nauczyłam mnie tego teściowa, bo rodzina mojego męża to Żydzi pochodzący z Iraku. Zwani są tutaj Żydami mizrachim (z hebr. wschodnimi).

Czy zauważyłaś, że bar micwa coś zmieniła w twoim dziecku?

Według zasad religii żydowskiej, Itay osiągnął pełnoletniość wobec prawa mojżeszowego. Od tej chwili jest on odpowiedzialny przed Bogiem za swe czyny i musi wypełniać wszystkie przykazania. Widzę, że po bar micwie Itay wydoroślał. Każdy mi mówił: "Zobaczysz, jak zaraz pójdzie do góry". Faktycznie, momentalnie wyrósł. Myślę, że ustalenie bar micwy w wieku 13 lat ma też związek z wiedzą na temat fizycznego dojrzewania dzieci. 

W Izraelu ponoć od kilku sezonów modne jest zabieranie dzieci z okazji bar micwy na wycieczkę za granicę, na przykład do Disneylandu?

To prawda, Itay też chciał lecieć sam z tatą do Stanów. Ale jakie "sam z tatą"? Jesteśmy rodziną i polecieliśmy całą naszą piątką na wakacje do Tajlandii.

Które z żydowskich świąt lubisz najbardziej?

Chanuka, bo jest w podobnym terminie do naszego polskiego Bożego Narodzenia. Zawsze organizuję u siebie jeden z dni, bo Chanuka trwa osiem dni. Każdego dnia zapala się świecę na chanukowym świeczniku. Przy okazji jemy pączki i placki ziemniaczane. Menu brzmi znajomo, prawda?

Co roku obchodzimy też w naszym domu w Izraelu Boże Narodzenie. Raz nawet żywą choinkę przytargałam. Na początku miałam małą, sztuczną, którą razem z bombkami chowałam po świętach w torbę foliową i wyjmowałam za rok. Któregoś razu zobaczyłam jednak duże, sztuczne choinki na wystawie w centrum handlowym. Stały tam jako dekoracja. Tuż przed naszym Bożym Narodzeniem pozbywali się ich i wzięłam jedną do domu. Mamy ją do dziś. Czasami jednak jestem "obrażona" na święta, bo brakuje mi mamy i siostry.

W Izraelu nie ma tej atmosfery i nie ma śniegu. Dwa lata temu poleciałam z mężem i dziećmi do Polski na święta i tam poczułam znowu nastrój jak sprzed lat. Czasem za tym tęsknię, choć dzisiaj Izrael jest moim domem. Myślę, że był mi pisany. Czuję się tutaj jak u siebie. Wtopiłam się szybko. Nawet z wyglądu, bo mam ciemne włosy i oczy. Z charakteru też jestem już bardziej Izraelką niż Polką.

***

Sylwia Borowska - dziennikarka, która od lat uważnie słucha ludzi. Przeprowadziła setki wywiadów m.in. dla magazynów "VIVA!", "Gala", "Zwierciadło". Realizowała reportaże dla TVP. W 2018 roku wydała książkę o życiu Polek w Izraelu "Mój mąż Żyd". Interesują ją losy pojedynczego człowieka – jego wybory i dylematy w kontekście wielkiej historii.

Książka autorki wywiadu, Sylwii Borowskiej pt. "Mój mąż Żyd" ukazała się nakładem wydawnictwa Pascal

Okładka książki ''Mój mąż Żyd'' i reklama baru z sokami w Tel AwiwieOkładka książki ''Mój mąż Żyd'' i reklama baru z sokami w Tel Awiwie Fot: materiały prasowe, JAN ZAMOYSKI / AGENCJA GAZETA

Rodzice często robią rzeczy, które mogą zawstydzać ich dzieci. Jak tego uniknąć? Kilka wskazówek:

Czytaj również nasz cykl Mamy Moc:

Dorota Wellman: Jak ktoś ukrywa swój wiek, to ja po prostu wyję ze śmiechu

Matka o porodzie domowym: To nie było tak, że zamknęłam się w chacie w lesie na dziewięć miesięcy i urodziłam w rwącym potoku

Omenaa Mensah: Mądrzej i przyjemniej jest być mamą dojrzałą

Joanna Przetakiewicz: Kobiecość to ogromna siła. Zawsze ją w sobie pielęgnowałam

Małgorzata Rozenek-Majdan: Wiedziałam, że po szkole baletowej mogę mieć problemy z zajściem w ciążę

Raka zdiagnozowano u niej w czasie karmienia piersią. "Nie martwiłam się tym, czy umrę, tylko tym, czy wychowam moje dziecko"

Ewa Błaszczyk o macierzyństwie: To nie jest sprint, tylko długi dystans i jeszcze trzeba biec przez płotki

Podróżniczka: Nie przyznałam się, że jestem matką. Wstydziłam się powiedzieć, że mam córeczkę

Samotne macierzyństwo. "Dowiedziałam się, jak silną osobą jestem"

Mama dziecka chorego na cukrzycę: Robię wszystko, aby pokazać chorobie, kto tu rządzi

Matka dziewczynki po psychozie: Problemy psychiczne dziecka nie zdarzają się tylko u sąsiadów

Czytaj również nasz cykl Taty Moc:

Jego słowa o depresji wśród dzieci wstrząsnęły całą salą. "W Polsce co roku znika średniej wielkości szkoła"

Więcej o: