1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Dzieci i ryby głosu nie mają". Nie wychowujmy dzieci do uległości, tak jak nas wychowano

Joanna Biszewska
"To, czego ty chcesz, jest mało ważne" - chyba nie ma dorosłego, który sam w dzieciństwie choć raz nie usłyszał tych słów. Jak mamy wychować własne dzieci do tego, aby nie były uległe, skoro sami - jeśli nie w domu, to w szkołach - byliśmy wychowywani do posłuszeństwa?

Pod naszymi tekstami, w których piszemy o partnerstwie w relacji z dziećmi, porozumieniu bez przemocy, o tym, że klapsy to przemoc i przejaw bezradności rodzica wobec dziecka, zawsze traficie na pewien rodzaj komentarzy. To uwagi, że namawiamy do "bezstresowego wychowania", że dzieci, które są wychowywane w ten sposób, wyrosną na egocentryków. Pojawiają się też komentarze o tym, że "są sytuacje, kiedy dziecku trzeba dać klapsa" albo "mnie bito i wyrosłem na ludzi". Ktoś napisał też: "Szczerze? Jak niektórym dzieciom nie da się klapsa, to wejdą na głowę... i potem myślą, że im wszystko wolno".

Generalnie dziecko nie jest dla dorosłego partnerem i powinno się nauczyć bezdyskusyjnego wykonywania poleceń dorosłych. Jeżeli tego nie zrobi, będzie problem w przedszkolu/szkole

- to kolejny z komentarzy sugerujący, że tylko tradycyjny, zimnych chów da dzieciom szanse wyjść "na ludzi". Zwróciłam na niego uwagę, bo trudno mi uwierzyć, że którykolwiek z rodziców naprawdę chciałby "wytresować" dziecko do bezwzględnego wykonywania poleceń dorosłych. Szczególnie teraz, kiedy na światło dzienne wypływają bardzo traumatyczne doświadczenia dzisiejszych dorosłych, którzy przez lata milczeli ze strachu, którzy wychowani byli do uległości i poddawali się w milczeniu swoim oprawcom.

Nikt nie uczył nas, jak być dobrymi rodzicami

Eksperci z ważnych polskich fundacji i instytucji od lat proszą rodziców i opiekunów o to, aby nie lekceważyć dzieci. Namawiają, aby uczyć dzieci ochrony własnych granic - nie bezwzględnego podporządkowania dorosłym, lecz umiejętności odróżniania dobrego dorosłego od złego dorosłego.

- Nie pozwalajmy nikomu przyuczać naszego dziecka do bezwzględnej uległości. Uczmy dziecko sceptycyzmu i samostanowienia - namawiała Patrycja Kurowska, psycholożka, seksuolożka z Komitetu Ochrony Praw Dziecka w audycji "Molestowanie seksualne dzieci - prewencyjny poradnik dla rodziców" (więcej w tekście: Przemoc seksualna wobec dzieci to nie tylko akt seksualny. Czy można rozpoznać, że dziecko jest ofiarą?).

Kiedy zadzwoniłam do psycholog klinicznej Katarzyny Sarnickiej i zaproponowałam rozmowę na temat kultury lekceważenia dzieci i tego, co robić, aby jej nie kontynuować, ekspertka zwróciła uwagę, że jako rodzice wcale nie jesteśmy w łatwym położeniu.

Z jednej strony mamy w krwiobiegu obwiązujący od pokoleń model wychowania tradycyjnego - z klapsami, karami, przyuczeniem do posłuszeństwa, nawet z nauczycielką bijącą linijką po rękach. Z drugiej strony jesteśmy zasypywani tysiącami poradników o nowoczesnym rodzicielstwie, o różnych współczesnych modelach wychowania. W tym wszystkim nietrudno się pogubić. Tym bardziej że rodzicielstwo, szczególnie w początkowej fazie, to zajęcie 24 godziny na dobę. Nie sposób nie popełnić błędu, nie potknąć się czy zwyczajnie nie wiedzieć, co robić, jak zareagować.

Nikt nie uczył nas, jak być dobrymi rodzicami, więc gdy nimi zostajemy, po prostu czasem nieświadomie powielamy nie zawsze dobre wzorce. Na ile możemy - jako rodzice - zaufać swojej intuicji? Bliskość, miłość, czułość, wrażliwość, poczucie bezpieczeństwa - to na pewno chcemy dziecku dać. Ale co jeszcze? Czy są fundamentalne wartości w wychowaniu, które sprawią, że dzieci, wychodząc z domu, będą znały swoją siłę i wartość?

O tym, co w wychowaniu od pierwszych dni życia dziecka jest bardzo ważne, opowiada mama siedmioletniej córki, psycholog Katarzyna Sarnicka, której przekazuję w tym momencie głos.

RELACJA

Kiedyś dominowało przekonanie, że dziecko musi się wypłakać, pojawiały się stwierdzenia, że nie należy ulegać dziecku, które płacze. Nawet mówiło się, że dziecko manipuluje płaczem. To nieprawda. Dziecko, jeżeli płacze, to znaczy, że sygnalizuje swój dyskomfort, jakiś brak, ważną dla siebie potrzebę. Jeżeli otrzyma od rodzica troskę, bliskość, zostanie przytulone, wówczas rodzi się podstawowe zaufanie.

Uważność, wrażliwość na potrzeby dziecka od samego początku buduje bliską, ciepłą relację, która jest  potrzebna na dalszych etapach rozwoju. Jeszcze do niedawna zalecano bardziej chłodny styl rodzicielstwa, który przejawiał się m.in. preferowaniem stałych pór karmienia, bez względu na potrzeby czy apetyt noworodka/niemowlaka, nie chciano usłyszeć dziecięcego "nie". A przecież dziecko ma prawo je wyrażać, ma prawo do swoich własnych potrzeb od samego początku.

Zimny styl wychowania kreuje dystans pomiędzy rodzicem i dzieckiem. Dzisiaj się od tego odchodzi. Matki karmią piersią na żądanie, rodzice starają się wczuwać w sygnały, które wysyła dziecko. I wcale nie chodzi tu o bezstresowe wychowanie. Niestety "bezstresowe wychowanie" myli się z rodzicielstwem bliskości, a to są dwie różne sprawy. Trzeba pamiętać, że dziecko potrzebuje jasnych i klarownych zasad, które są stosowane przez oboje rodziców. To daje poczucie bezpieczeństwa. Natomiast brak zasad i nadmierne podporządkowywanie się dziecku nie jest dla nikogo korzystne.

Nie da się uniknąć stresu w dzieciństwie, ale poprzez dawanie dziecku uwagi, bycie cierpliwym i dostatecznie uważnym na jego potrzeby wychowuje się je w poczuciu bezpieczeństwa i poszanowaniu zasad w rodzinie. We wszystkim należy zachować zdrową równowagę. Z jednej strony nie ignorować, reagować z szacunkiem, z wrażliwością, z empatią na potrzeby dziecka, z drugiej strony konsekwentnie komunikować zasady - co wolno, czego nie.

PARTNERSTWO

Mówiąc o partnerstwie w relacji rodzic-dziecko, chodzi o to, aby nie traktować dzieci w sposób lekceważący, nie ignorować sygnałów wysyłanych przez dzieckoMówiąc o partnerstwie w relacji rodzic-dziecko, chodzi o to, aby nie traktować dzieci w sposób lekceważący, nie ignorować sygnałów wysyłanych przez dziecko fot: pexels.com


Wielu dorosłych powie, że relacja dorosły-dziecko nie może być partnerska. Wciąż pokutuje w nas przekonanie, że dziecko musi się słuchać dorosłego. Prawdą jest, że zależność dziecka od dorosłego jest ogromna. To na rodzicu spoczywa zapewnienie mu bezpieczeństwa, to rodzic dba o zdrowie swojego dziecka, zapewnia opiekę, zaspokaja wszystkie podstawowe potrzeby - zarówno te bytowe, jak i emocjonalne.

W partnerstwie pomiędzy rodzicem i dzieckiem chodzi o to, aby nie traktować dzieci w sposób lekceważący, nie ignorować sygnałów wysyłanych przez dziecko, słuchać, rozmawiać o wszystkich ważnych rzeczach na bieżąco.

Zazwyczaj staramy się, aby dziecko miało zaspokojone wszystkie potrzeby materialne, bytowe, a zapominamy o tych emocjonalnych. Zdarza się, że my, dorośli, nie słuchamy. "Idź się pobawić", "włącz sobie bajkę", "teraz nie mam czasu", " jestem zajęty” - jeżeli w ten sposób ustawiamy relację z dzieckiem, komunikujemy: "nie jesteś dla mnie ważny, nie jesteś partnerem do rozmowy”. To dziecko w pewnym momencie już nie przyjdzie. Przestanie mówić o tym, co jest ważne, co jest trudne. Bardzo możliwe, że nie zauważymy ważnych sygnałów, że dzieje się coś niedobrego. Przede wszystkim nie bójmy się rozmawiać z dzieckiem.

SZACUNEK

Jeżeli chcemy, żeby dziecko myślało dobrze na swój temat, czuło się ważne, miało zdrowe poczucie własnej wartości, musimy obdarować je szacunkiem. A to oznacza, że nie dajemy klapsów, nie wyzywamy, nie poniżamy dziecka. Nie używamy w rozmowie z dzieckiem negatywnych, pejoratywnych określeń. Że komunikujemy się bez wyzwisk.

Słuchamy uważnie, mamy czas dla dziecka, pozostajemy w bliskiej, ciepłej i partnerskiej relacji. Akceptujemy prawo dziecka do odmowy, słuchamy jego słowa "nie", nie łamiemy woli dziecka, nie zmuszamy na siłę do posłuszeństwa i uległości. Prosty przykład - nie dajemy dziecku jedzenia na siłę, jeżeli sygnalizuje, że nie jest głodne, nie każemy sprzątać pokoju, gdy jest w trakcie wspaniałej zabawy itd.

Jeśli stworzymy z dzieckiem relację opartą na szacunku, empatii, wrażliwości, to jako rodzice będziemy mieli większe szanse na to, że uda nam się wychwycić, że w otoczeniu dziecka dzieje się coś niedobrego. Zauważymy, że ma zły nastrój, nie jest sobą, że jest nieswoje. Będziemy czuli, że coś jest nie tak. Zareagujemy, wychwycimy problem w porę. Nawet wtedy, gdy jesteśmy bardzo zajęci i zapracowani.

Wydaje mi się, że najważniejsze w rodzicielstwie jest to, żeby pamiętać o tym, że dziecko - mimo że jest mniejsze i słabsze - jest po prostu człowiekiem. A to znaczy, że ma dokładnie takie same prawa jak osoba dorosła i że w takim samym stopniu należy mu się szacunek. Janusz Korczak mówił: "Nie ma dzieci, są ludzie".

Katarzyna Sarnicka jest psychologiem klinicznym, psychoterapeutą, wiceprzewodniczącą Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów (OZZP)

Powinno cię również zainteresować: Przywiązani, nie uwiązani. Przypominamy zasady Rodzicielstwa bliskości

Więcej o:
Komentarze (80)
"Dzieci i ryby głosu nie mają". Nie wychowujmy dzieci do uległości, tak jak nas wychowano
Zaloguj się
  • pszczolkaprezesa

    Oceniono 24 razy 20

    Problem w tym że zdecydowana większość rodziców jedynie skarmia dzieci. Do tego wydaje na pokaz kasę ( ciuchy, komórki, kompy) ale nie ma ochoty zwracać na nie uwagi.
    Potem idą do szkoły, a rodzice rzucają gromy na szkołę że nie radzą sobie z księżniczkami i książątkami, bo te nieroby nie potrafią zapanować nad 20 cudownymi niewychowanymi indywidualnościami, które nie mają pojęcia o zachowaniu czy kulturze. A te pięcioro które przypałętało się z cywilizowanych rodzin siedzi przerażone patrząc na tą dwudziestkę sówerena.

  • wiceherszt

    Oceniono 17 razy 17

    W dzisiejszym świecie liczy się realizm i pokazywanie konsekwencji. Dialog? Może być. Na przykład taki:
    - Proszę, posprzątaj w pokoju
    - Ale...
    - Ale masz tam straszny bardak. Przejść się nie da, więc posprzątaj
    - Ale nie teraz, bo...
    - Dobrze, masz czas do końca dnia. W tym czasie zero filmów, netów, bzdetów, rozryweczek. Jak do 21:00 nie będzie posprzątane, następnego dnia wchodzę tam z dużym worem, zgarniam cały bardak i wynoszę do piwnicy. Wszyscy szczęśliwi. Ja, że jest posprzątane, ty, że za ciebie posprzątano, ogólna korzyść, mniej bambetli i bardaku w przyszłości.

    Parę takich akcji i sprzątają jak złoto, do tego część dupereli pozostaje w piwnicy, skąd po jakimś czasie można je pchnąć do "biednych dzieci". I tak samo ze wszystkim. Nie chcesz jeść? A nie jedz. Żarcie zostaje na stole, dopóki nie zniknie, żadnej czekolady, lemoniady i innych słodkich bzdetów. Potem trzeba tylko pilnować kubła i innych miejsc, gdzie da się to jedzenie upchnąć i jest ok. Nie chce spać? A niech nie śpi choćby i do trzeciej nad ranem. Tylko trzeba zrobić pobudkę o szóstej i zagonić do odrabiania jakichś zaległych lekcji, albo do pomocy z czymkolwiek. Dlaczego? A dlatego, że musi być zrobione. Mieszkasz tu, śpisz, jesz, brudzisz ciuchy które ktoś za ciebie pierze, to pomagasz, bo tu wszyscy coś robią. Po pewnym czasie reguły klarują się same, do tego stopnia, że dzieciaki przychodzą i pytają, czy nas w dzieciństwie tłukli pasem, bo nie wierzą, że tak się dało.

  • antykonformista

    Oceniono 14 razy 14

    jak zwykle w takiej sytuacji, artykuł o wszystkim i o niczym. dziecko zaczyna myśleć logicznie dopiero w pewnym wieku (zależy od materii, jak i od dziecka) i tej logiczności w dziecku jest coraz więcej z czasem. rodzice o tym ZAPOMINAJĄ! najchętniej by traktowali piętnastolatka tak samo, jak traktowali trzylatka. rodzice nie potrafią ewoluować w swoim podejściu do zmieniającego się potomka i o tym, do cholery ciężkiej, przydałby się jakiś artykuł.

    a nie ciągle to samo, rozmawiaj z dzieckiem i wsłuchuj się w jego potrzeby. i od razu zwala się tłum, który zastanawia się (często słusznie) jak sobie radzić z trzylatkiem.

    czy nie można napisać artykułu, który jasno określi zasady, zasady które trzeba ZMIENIAĆ wraz z wiekiem dziecka? albo podzielić jakoś tę serię artykułów, i inaczej pisać dla rodziców niemowląt, inaczej dla przedszkolaków, inaczej dla podstawówki i inaczej dla młodzieży?

    naprawdę, wrzucanie do jednego wora dwulatka i siedemnastolatka, to najgorsze co można zrobić, krzywda wyrządzona rodzicom.

    ale Wy tak umiecie. do jednego wora. ojczym co gwałcił roczne dziecko, nauczyciel co się przespał z szesnastolatką. pedofil, rzecz jasna! pedofil jedno i drugie! :/ po równo! :/ :/

  • koment22

    Oceniono 14 razy 10

    Z okazji dnia dziecka życzę wszystkim bachorom, aby ich matki w końcu zaczęły ich wychowywać.

  • agi_szympel

    Oceniono 17 razy 9

    Sytuacja z mojej szkoły. Mama psycholog, wychowuje dziecko zgodnie z zasadami, o których mowa w tym artykule. Dziecko odmawia wyciągnięcia książki, zeszytu, piórnika. Nie będzie się uczyć, bo nie ma ochoty. Dziecko robi co chce, bo nie ma słuchać bezrefleksyjnie dorosłych. Taki przekaz otrzymuje z domu. Robi co chce i kiedy chce, czyli nic. Umie niewiele. Godzinami wali linijką w ławkę. Odmawia sprzątania po sobie, udziału w zajęciach, odrabiania lekcji... Jak pokazuje moja praktyka, dzieci psychologów są najtrudniejsze we współpracy. Takie wychowanie prowadzi donikąd. Wiem, bo sama padłam ofiarą takiego podejścia. Teraz z własnymi dziećmi prowadzę niekończące się dyskusje, żeby cokolwiek zechciały zrobić... Przypłaciłam to nadciśnieniem i problemami zdrowotnymi. Wychowanie opresyjne, czy duża swoboda i pozostawianie decyzji dziecku te obie drogi nie są dobre. Zdrowy rozsądek to jedyne słuszne postępowanie.

  • amtis

    Oceniono 19 razy 9

    Za co NIENAWIDZĘ swoich rodziców:
    - za to, że stosując - z dzisiejszego punktu widzenia - autorytarne i niszczące mój swobodny rozwój metody doprowadzili do tego, że do dziś ich kocham i szanuję;
    - za to, że wpoili we mnie destrukcyjne przekonanie, że nie jestem pępkiem świata i nie zawsze to, czego ja chcę musi być realizowane przez wszystkich i za wszelką cenę;
    - za to, że zastraszyli mnie pojęciem konsekwencji tego, co robię - również tych przykrych, co gnębi mnie do dziś i już jako dorosły człowiek muszę walczyć z nawykiem myślenia o skutkach podejmowanych przeze mnie decyzji;
    - za to, że podstępnie nauczyli mnie zaufania do nich, zbudowali swój autorytet, nie pozwalając na wyrobienie nawyku obowiązkowych konsultacji, dyskusji, przetargów etc. w każdej możliwej sytuacji;
    - za to, że utrwalili we mnie schemat, według którego zarówno nagroda, jak i kara (tak, byłem karany!) to nie rezultat ich widzimisię, tylko mojego postępowania;
    - za to, że z pełną premedytacją nauczyli mnie, że życie nie składa się wyłącznie z przyjemności ale także z obowiązków, stresu, dyskomfortu, z którymi trzeba nauczyć się żyć;
    - za to, że szybko i stanowczo narzucili mi formę kontaktów wykluczających roszczeniowość i szantaż, pozbawiając mnie możliwości wielogodzinnego wrzasku, bicia kończynami i głową w podłogę, rzucania w nich zabawkami, demolowania sklepowych stoisk i innych form swobodnego wyrażania moich emocji i rozwijania kreatywności; mało tego - te formy nie tylko były nieskuteczne, ale spotykały się z natychmiastową i adekwatną do ich nasilenia ripostą, w związku z czym szybko zmuszony byłem do podjęcia decyzji o ich zaprzestaniu;
    - za to, że bezdusznie wpoili mi zasadę, że na wszystko w życiu - dobra materialne, szacunek, sympatię, miłość, lojalność - trzeba zapracować i że nie wszystko można mieć, więc należy tym bardziej dbać o to, co już się ma i dokładnie przemyśleć hierarchię swych potrzeb, by móc się skupić na zdobywaniu tego, co naprawdę okaże mi się w życiu potrzebne i wartościowe.

    Jedyną okolicznością łagodzącą dla moich rodziców jest fakt, że nie czytali książek (pytałem) pań psycholożek, tłumaczących im, jak mają mnie i moje rodzeństwo wychować, bo takowych jeszcze wtedy nie było. Niestety, przez to jestem straconym pokoleniem :(.

  • dafaq

    Oceniono 27 razy 9

    Rodzicielstwo bliskości jest równie niszczące, co wychowanie biciem. Ciekawe, co ma zrobić rodzic, którego dziecko mówi "nie" na pomysł pojęcia spać i wspaniałe się bawi do północy a o 7 trzeba wstać do przedszkola...

  • 4ch44

    Oceniono 17 razy 7

    Po wuja tyle zachodu z dziecmi ... Kombinujecie z wychowaniem, korepetycjami, zajeciami pozalekcyjnymi, przemierzacie tysiace kilometrow rocznie wozac z miejsca na miejsce. Fakt -- otrzymaja bardzo dobre wyksztalcenie, o ktorym przecietny mieszkaniec zachodu moze tylko pomarzyc. TYLKO PO CO? Skoncza jak wy, na tasmie w skrecalni albo jako szczur w korporacji, z kredytem u szyji. Marnujecie tylko swoj czas i energie dziecka, chcac pozbyc sie wyrzutow sumienia, czy przelewajac na nich swoje niespelnione ambicje. Taka Polske przygotowali wam wasi naiwni i upodleni rodzice.Wy jestescie jeszcze gorsi, bo swiadomie pchacie wlasne dzieci w ten sam kanal. Ciezko spodziewac sie dobrych plonow na nieurodzajnej glebie.

  • ferrment

    Oceniono 8 razy 6

    Mam wrażenie, że w kwestii uległości dzieci ten artykuł jest spóźniony o jakieś 40 lat. Teraz dzieci robią co chcą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX