1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Gdy proszę, żeby pasażer opuścił miejsce dla wózka, nieraz słyszę: "Bo co?". Nie pytajcie, co odpowiadam

Dlaczego te "nudzące się baby, co biorą kasę za nic" pchają się do autobusu w godzinach szczytu? Bo nie mają wyjścia, Drodzy Państwo.

Matka z dzieckiem w komunikacji miejskiej to wyjątkowo niepożądana persona. Taka z wózkiem - jeszcze bardziej. Wielu osobom się wydaje, że zajmowane przez nią miejsce jest niepotrzebnie marnowane. Inni, słuszni pasażerowie, mogliby przecież podróżować wygodniej, załatwiać sprawniej swoje ważniejsze sprawy, gdyby nie ta dzieciata zawalidroga.

Front nasz codzienny

Poglądu nie opieram na podejrzeniach czy domysłach. Nie wnioskuję na podstawie bazyliszkowatych spojrzeń. Od roku słyszę - wprost - niewybredne komentarze w autobusie, tramwaju czy metrze. W miarę regularnie korzystam z tych środków transportu z wózkiem. W zasadzie wszędzie mam przygody.

Oczywiście, jest grupa pasażerów życzliwych. To najczęściej kobiety, niejednokrotnie młode matki, które niedawno były w podobnej sytuacji. Nieraz z siatami, zmęczone, a nie dość, że zrobią miejsce dla dziecka, to i mnie zaproponują, żeby przysiąść obok. Niemal zawsze znajdzie się jednak jakiś osiłek czy inny intelektualista, który chętnie się wypowie i spróbuje uprzykrzyć mi życie.

Ciekawe, że jeszcze się nie zdarzyło, bym była świadkiem podobnego ataku na pasażera nietrzeźwego, nieświeżo pachnącego, głośno gadającego przez telefon, z ubłoconym rowerem, duszącego się kaszlem i roznoszącego zapewne wszystko, także prątki gruźlicy. Matka z dzieckiem wydaje się obiektem wręcz idealnym do zaczepek, bo bezbronnym. Oczywiście, nie dotyczy to mnie. Mam trzecie dziecko, tak hartowała się stal, więc daję radę. Konfrontacje nie należą jednak do przyjemnych.

Pierwsza linia frontu - wsiadamy

Nowoczesne autobusy i tramwaje mają oznaczenia na drzwiach, które przeznaczone są dla wózków. Zawsze się do nich kieruję. Bezwózkowi też. Jeśli przeszkadzają ci dzieci, po co wybierasz miejsca przeznaczone dla nich? Nie ma ich wiele. Wręcz przeciwnie - maksymalnie dwa w całym składzie, jeśli jest długi i jedno w klasycznym. Zdążysz, drogi spieszący się pasażerze, przejść do innej części. Dlaczego kierujesz się tam, gdzie ja? Nie pojmę.

Jeśli taki pasażer zdoła się wepchnąć przede mną przy wsiadaniu, z rozkoszą zajmie miejsce przeznaczone na wózek w środku. Nieważne, że dookoła pełno innych, także siedzących. Kiedy grzecznie proszę, żeby je opuścił, nieraz słyszę serdeczne: "Bo co???". Nie pytajcie, jak odpowiadam, ale to działa.

Robi się ciasno

Tak mi się ułożyło, że zazwyczaj wsiadam do tramwaju czy metra na pierwszym jego przystanku (mieszkam na końcu świata) i to ma swoje dobre strony: w ogóle mogę się dostać. Jeśli muszę wsiadać gdzieś na trasie, jest już znacznie gorzej. Pomijam składy, które muszę przepuścić, bo nie są dla wózków przystosowane. Zwykle nie mam szans dostać się do pojazdu za pierwszym czy drugim razem z powodu rowerzystów.

Zawsze sądziłam, że rower służy do tego, by to na nim jeździć. Nie jest to do końca prawda. Spotykam wielu cyklistów, którzy najwyraźniej rowery mają dla szpanu i odnoszę wrażenie, że te cudeńka wożą komunikacją miejską wte i wewte.

Jeszcze się nie spotkałam z tym, by rowerzysta puścił przodem osobę niepełnosprawną czy matkę z wózkiem, choć nakazuje mu to prawo. Nie mówiąc już o tym, żeby wysiadł, gdy nie ma innej możliwości pomieścić wszystkich. 

Przypominam zatem dla jasności. Miejsca wyznaczone (w całym składzie metra są tylko dwa, naprawdę: dwa, na końcu i początku składu) w pierwszej kolejności zajmują:

  1. osoby niepełnosprawne
  2. osoby z wózkiem
  3. jeśli nie ma nikogo takiego, dopuszczony jest transport roweru.

Tak mówią przepisy, można przeczytać to na oznaczeniach tych miejsc. Tymczasem rowerzyści nie dość, że blokują miejsce nielegalnie, to jeszcze komentują bezczelnie, że mogłabym podróżować poza godzinami szczytu, skoro mam bachora i nic do roboty.

Ano muszę

Konia z rzędem temu, kto wymyślił, że miejsce dla wózków jest tylko na końcu i początku składu metra. Wiadomo, że te odcinki są zawsze oblężone przez wszystkich spóźnialskich, którzy wskakują w ostatniej chwili, niejednokrotnie żądając, żeby ci w środku trochę się przesunęli. Na wózek? No a czemu nie? Mnóstwo ludzi się go trzyma, szturcha, popycha i to w sumie jest ok. Gorzej, gdy plecaki czy koło od roweru lądują w środku (używamy już spacerówki).

Uwielbiam korzystać z komunikacji miejskiej poza godzinami szczytu. Rzecz w tym, że pracuję i wyprawa do żłobka w innym czasie nie ma sensu. Wcześniej nie pracowałam, ale to niewiele zmieniało. Naprawdę, wierzycie Drodzy Państwo, że rodzice niemowlaków mają wybór i po prostu kochają ścisk? Że urzędy, w których są dziesiątki formalności do załatwiania, przychodnie dziecięce, ośrodki rehabilitacyjne, punkty szczepień itp. pracują poza godzinami szczytu i jeszcze dają rodzicowi swobodę wyboru? Skąd bierzecie te pomysły?

Bez tych komentarzy i złośliwości też nie jest lekko. Na wielu stacjach metra jedna winda, często zepsuta, brak jakichkolwiek podjazdów. Interweniowałam w tej sprawie. Efekt? Kiedyś, jak się winda zepsuła, pomagali pracownicy metra. Teraz mają odsyłać wózkowych na inną stację "ze względów bezpieczeństwa" (skądinąd słusznie...).

Jak winda działa, to kolejki... Mogę tak w nieskończoność. Tak serio - najtrudniejsza pozostaje ludzka nieżyczliwość.

Generalnie lubię komunikację miejską

Czasem nie jest tłoczno. Bywa, że ktoś miły serdecznie zagada. Mój synek uwielbia towarzystwo i świetnie się czuje w komunikacji. Nie wrzeszczy, nie robi zamieszania, zachowuje się lepiej niż niejeden dorosły. Dlaczego jego obecność tak wielu osobom przeszkadza? Razem z wózkiem zajmuje maksymalnie miejsce trzech osób. To warte tej ilości jadu?

To prawda: mogłabym nie mieć dzieci. Nie szczepić ich, nie leczyć, nie posyłać do żłobka. Mogłabym nie pracować, nie spłacać kredytu, żyć z zapomóg, podróżować po świecie... Co wam do tego, Drodzy Współpasażerowie? Płacę za bilet. Mam prawo tu być i nie wysłuchiwać durnot. Nie płacę, bo mam dofinansowanie? Widać się opłaca, bo chyba rozumiecie, że nikt nikomu niczego za darmo nie da.

Nie analizuję waszych decyzji życiowych. Nie obchodzi mnie czy wy też jedziecie do pracy, czy do spa, czy poszukujecie straconego czasu. Oczekuję tego samego w drugą stronę. Dlaczego to ma być dużo?

Ostatnio pewien młody człowiek opowiedział mi o matce z wózkiem dziecięcym, która próbowała wyprosić z wyznaczonego miejsca osobę niepełnosprawną. Pomijam, że to niezgodne z przepisami. Tak, to jest panoszenie się i zachowanie niedopuszczalne. Nie sądzę jednak, że to tej pani zawdzięczam dziesiątki niemiłych sytuacji w podróży.

Pasażerowie, zima się kończy. Może bądźmy dla siebie dobrzy na wiosnę?

Więcej o:
Komentarze (94)
Gdy proszę, żeby pasażer opuścił miejsce dla wózka, nieraz słyszę: "Bo co?". Nie pytajcie, co odpowiadam
Zaloguj się
  • bromba_bez_glusia

    Oceniono 146 razy 86

    Cóż...te opinie o panoszącym sie 500plus, "madkach" i odpieluszkowym zapaleniu mózgu nie wzięły się znikąd. Niestety, rykoszetem obrywają normalne matki.
    Osobiście znam kilka przypadków gdy normalne, rozsądne dziewczyny po porodzie zmieniły się w roszczeniowe raszple, obrażające się bo za mało zachwytu wyrażono o ich latorośli (serio). Żyję już jakiś czas na tym świecie ale nie pamiętam żeby jeszcze 10 lat temu matki był taki nacisk na hołubienie matek i dzieci, traktowanie porodu prawie jak bohaterstwa i uważanie że wszystko się należy bo ma się dziecko.
    Nie ma się zatem co dziwić, że ludzie mają tego dość i reagują agresją.

  • mayta

    Oceniono 115 razy 49

    Jednym z najbardziej żałosnych symptomów stania się madką jest przeświadczenie, że nie ma ważniejszych i ciekawszych tematów niż historie o: dyskryminacji karmiących piersią, dyskryminacji wózkowych, dyskryminacji dzieciątek w restauracjach itp itd. - i poświęcanie tego typu tematom ilości energii kompletnie nieproporcjonalnych do wagi problemu. A jeszcze cytacik, a jeszcze przyłożenie rowerzystom, a jeszcze co jej menel w piątek powiedział.... Kobieto, ILE akapitów "artykułu" można napisać o czymś takim??? A weź się za konflikt w Jemenie albo ustal, czy Amerykanie w końcu byli na tym Księżycu, i przestań tak pitolić w kółko o sobie, bo żadna tragedia ci się nie dzieje.

  • horatio_valor

    Oceniono 74 razy 46

    Kolejna "madka" porażona na punkcie swojej wyjątkowości i szykanowana przez paskudne społeczeństwo. Jeżdżę zbiorkomem w Warszawie codziennie, WIELOKROTNIE byłem świadkiem, jak matka z wózkiem wsiada do autobusu, a na miejscu dla wózka stoją ludzie. ZAWSZE się odsuwają. Sami, nie trzeba zwracać na siebie uwagi. Ani razu nie byłem świadkiem, by ktoś nie chciał ustąpić miejsca na wózek. Raz tylko wózek się nie zmieścił, bo na tym miejscu jechała osoba niepełnosprawna na wózku inwalidzkim, ale ludzie się ścieśnili i pomieścili się wszyscy.

  • agatek72

    Oceniono 100 razy 42

    Kolejny artykuł z serii "mi się należy". A co powie pani o księżniczkach które wózek stawiają w miejscu gdzie powinien stać, a same zajmują jedno miejsce, na drugim obok sadzają malucha lat od 1 do 3. I nieważne że na którymś kolejnym przystanku robi się ciasno, starsze osoby stoją, ale następca tronu lat 2, siedzi na swoim miejscu. Kolejna historia pańci, która żąda wysunięcia rampy dla niepełnosprawnych, bo ciężko jej wyjść z autobusu niskopodłogowego. I robi aferę na F. bo kierowca nie chciał jej rampy opuścić. Itd,. Może trzeba najpierw zobaczyć co robią inne matki z wózkami i dlaczego jest do nich takie podejście.

  • marianna_gers

    Oceniono 39 razy 37

    To ciekawe. Kiedy jeździłam z dwoma małymi córkami jakoś zawsze spotykałam się z normalnym, życzliwym traktowaniem. Ale ja nie jestem roszczeniowa. Szczególnie zapamiętałam sytuację z kanarem, który zamiast dać mi mandat za nie skasowanie biletu, cierpliwie poczekał aż usadzę dzieci, odblokował kasownik i pozwolił skasować mi bilet.

  • wasaty_janusz

    Oceniono 34 razy 32

    Na marginesie, w zbiorkomie wiekszym problemem jest to ze czesc pasazerow zyje na bakier z woda i mydlem

  • wasaty_janusz

    Oceniono 53 razy 31

    Duzo slow w sumie o niczym..

  • kacper2004

    Oceniono 36 razy 22

    Co to za p i e r d o l e n i e wyssane z palca. Stereotypy o osiłku zajmującym miejsce dla wózka. Co to za brednie

  • 1stanczyk

    Oceniono 29 razy 21

    "Zawsze sądziłam, że rower służy do tego, by to na nim jeździć. Nie jest to do końca prawda. Spotykam wielu cyklistów, którzy najwyraźniej rowery mają dla szpanu i odnoszę wrażenie, że te cudeńka wożą komunikacją miejską wte i wewte."

    Szkoda, że ta słusznie reklamująca miejsce dzieci w komunikacji miejskiej do rowerzystów ma dokładnie taki sam stosunek jak pasażerowi miejskiej komunikacji do matek z wózkiem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX