1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Pani Sylwia opisała traumatyczny poród. "Modliłam się, żebyśmy z moim synem wyszli z niego cali"

- W sali pełnej ludzi czułam się samotna jak nigdy wcześniej w życiu. Moje ciało drżało ze strachu. Oczy wypełniły się łzami. Personel nie zareagował - pisze pani Sylwia, która ma za sobą wyjątkowo trudny poród.

Mimo wielu pozytywnych zmian w ostatnich latach (m.in. rodzenie w pojedynczej sali, nierozdzielanie matek z dziećmi), dla wielu kobiet poród nadal bywa przeżyciem traumatycznym. Zdarza się, że pacjentki są lekceważone, a nawet obrażane przez personel medyczny. O problemie przypomina historia opisana przez panią Sylwię. Za jej zgodą publikujemy post. 

"Podświadomie czułam niepokój"

Pani Sylwia jest obecnie mamą trójki dzieci. Zawsze marzyła o dużej, głośnej rodzinie. Dlatego wiadomość o kolejnej ciąży przyjęła z entuzjazmem.

Jak wyznaje na wstępie swojego postu, nigdy nie przypuszczała, że w ten sposób podzieli się z innymi swoją prywatnością. Jednak jej zdaniem jest to jedyny sposób na opisanie bólu, którego niedawno doświadczyła.

W trakcie ciąży pani Sylwia aż dwa razy trafiła do szpitala. Przez zaistniałe komplikacje dostała skierowanie na cesarskie cięcie.

- Kiedy wyznaczono mi termin zabiegu, poczułam ulgę - wyznaje. - To miał być koniec strachu, który towarzyszył mi przez dziewięć miesięcy. Podświadomie jednak czułam niepokój. Intuicja nie pozwoliła mi spać spokojnie - opisuje pani Sylwia.

"Gdy dołączył lekarz dyżurujący, było już tylko gorzej"

Poród rozpoczął się 8 stycznia po północy. Początkowo wszystko wydawało się iść zgodnie z planem. Jednak spokój pani Sylwii nie trwał długo.

Koszmar rozpoczął się już na izbie przyjęć, gdzie nikt nie słuchał, co mówię. Jedyne pytanie, jakie się pojawiało to: po co cesarskie cięcie? Siadać, odpowiadać na pytania, cisza. Gdy dołączył lekarz dyżurujący, było już tylko gorzej. Jakby wściekły, że musiał wyjść z gabinetu. Pomimo mojej historii medycznej, zakwestionował potrzebę cesarki, mówiąc, że nie będzie się ze mną pieścił jak reszta lekarzy. Autorytatywnie kazał usiąść na fotelu ginekologicznym, na który ledwo i w bólach udało mi się wejść

- opisuje pani Sylwia.

Dalej było tylko gorzej.

Płakałam. Badanie było nieznośne. Moje uda pokryły się krwią. Usłyszałam od niego tylko „zamknij mordę, bo nie mogę zebrać myśli”. Bielizna, którą ledwo ściągnęłam do badania, leżała na podłodze, chodzono po niej. Trwał festiwal upokorzenia - jak się później dowiedziałam - zły dzień lekarza. Wiedziałam, że od niego właśnie zależą moje i dziecka zdrowie i życie. Czułam się coraz bardziej przerażona. Bezpieczeństwo, o które tak walczyłam w ciąży, zostało mi zabrane wraz z przyjściem tego człowieka. Jego ton, zachowanie, spojrzenia nie miały nic wspólnego z ludzkim podejściem do kobiety, która za moment urodzi

- relacjonuje autorka wpisu.

Pacjentce nie udzielono wówczas żadnych wyjaśnień.

Zamiast wyjaśnienia sytuacji, dostałam stos dokumentów do podpisania, które błędnie wypełniłam. Otrzymałam od lekarza reprymendę w postaci „tylko kretyn podpisuje dwa formularze”. Wtedy nie czytałam niczego, nie byłam w stanie. Wtedy chciałam jak najszybciej to skończyć

- pisze pani Sylwia.

"Przecież nie wolno żądać cesarki mając skierowanie"

Pacjentka była zmuszona do tego, by nieustannie przypominać o tym, że posiada skierowania na cesarskie cięcie. Lekarze nie byli jednak co do tego przekonani. W końcu zabrali ją na blok operacyjny.

Obrażeni, milczący, - przecież nie wolno żądać cesarki mając skierowanie. [...] Personel medyczny się obraził, zaraz pokroją mi brzuch, wyciągną dziecko... Kiedy rozpoczął się zabieg, modliłam się, żebyśmy z moim synem wyszli z niego cali. Nic innego mi nie pozostało!

- relacjonuje pani Sylwia.

W sali pełnej ludzi czułam się samotna jak nigdy wcześniej w życiu. Moje ciało drżało ze strachu. Oczy wypełniły się łzami. Personel nie zareagował. Poczułam ulgę dopiero wtedy, kiedy zobaczyłam obok siebie zdrowego Antosia

- wyznaje autorka wpisu.

Jak wspomina pani Sylwia, nawet obecni przy porodzie anestezjolodzy byli zażenowani zachowaniem lekarzy. Co więcej, zadbali o jej komfort psychiczny i spędzili z nią dwie godziny w sali pooperacyjnej. 

Czułam, że są obok mnie ludzie!

- pisze pani Sylwia.

"Mój spokój nie trwał długo"

Jednak problemy nie skończyły się wraz z porodem. 

Mój spokój nie trwał długo. Przy ściąganiu opatrunku po raz pierwszy zobaczyłam ranę po cesarskim cięciu. Wyglądała przerażająco. Kawałek skóry został niedbale obwiązany szwem i wygląda jak ogonek. Okropieństwo. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Po wyjściu ze szpitala pomyślałam, że zasięgnę opinii innych lekarzy. Każdy, ale to każdy z nich, łącznie z położnymi, stwierdził, że brzuch będzie wymagał plastyki!

- zdradza autorka wpisu.

Pani Sylwia postanowiła więc wyjaśnić sytuację w szpitalu, w którym odbył się poród. Niestety kierownik oddziału ginekologicznego nie potrafił wytłumaczyć się z braku profesjonalizmu personelu. W ramach wyjaśnień była pacjentka usłyszała jeszcze m.in., że "każdy może mieć gorszy dzień" i że, mimo wszystko, mogła urodzić naturalnie. 

"Tego typu sytuacje spotykają wiele kobiet każdego dnia"

Pani Sylwia opisała swój poród, bo jest świadoma, że tego typu sytuacje spotykają wiele kobiet. 

Dlaczego musimy się godzić na tego typu podejście i traktowanie? Dlaczego powierzając komuś swoje zdrowie i życie, nie możemy być pewni, że trafiliśmy w dobre ręce, że będziemy traktowani z należytym szacunkiem?

- pyta.

Na koniec autorka wpisu dodaje jeszcze istotną uwagę.

Moim wpisem nie chcę przekreślić całego środowiska medycznego. Wręcz przeciwnie. W swoim życiu spotkałam i spotykam wielu wspaniałych i oddanych swoim pacjentom ludzi. Jednak nadal jest grupa osób, która niszczy ten wizerunek, a inna grupa udaje, że tego nie widzi

- podsumowuje pani Sylwia.

Oświadczenie szpitala

Pod wpisem pani Sylwii pojawił się komentarz szpitala, w którym odbył się jej ostatni poród. Głównym wątkiem tekstu jest obrona lekarzy. Nie pojawiają się w nim jednak przeprosiny wobec pacjentki.

Oto treść całego oświadczenia, które zostało opublikowane pod postem pani Sylwii:

Procedurę wyjaśnienia tej sprawy uruchomiliśmy bezpośrednio po wysłuchaniu Pacjentki, jeszcze przed wpłynięciem skargi na piśmie. Żałujemy, że Pacjentka nie dała nam szansy na odniesienie się do zarzutów, tylko opisała sytuację w mediach społecznościowych. W związku z tym czujemy się w obowiązku publicznie przedstawić stanowisko szpitala.
Z oczywistych względów w salach badań nie ma monitoringu, dlatego możemy tu oprzeć się wyłącznie na subiektywnych relacjach pracowników i Pacjentki oraz na dokumentacji. Wiemy jednak,  jak poważna była ta sytuacja od strony medycznej i jak dużo zostało zrobione, aby dziecko przyszło bezpiecznie na świat. Dlatego jest nam również przykro, że lekarze, położne oraz cały szpital są obecnie obiektem ataków.
Ciąża i poród są stanami dynamicznymi z natury, dlatego ostateczna ocena najbardziej wskazanej formy porodu zawsze należy do lekarza, który przyjmuje pacjentkę na izbie przyjęć i anestezjologa. W tym przypadku Pacjentka zgłosiła się do szpitala w bardzo zaawansowanej fazie porodu. Dlatego ze względu brak bezwzględnych wskazań do cięcia cesarskiego, lekarz wskazywał poród siłami natury jako bezpieczniejszy dla dziecka. Ponieważ pacjentka odmawiała współpracy, lekarz dyżurny, działając pod dużą presją czasu, musiał podjąć decyzję o przeprowadzeniu zabiegu w trybie nagłym. Najważniejsze było bezpieczne urodzenie dziecka przy jak najmniejszym uszczerbku na zdrowiu mamy. Po wstępnej analizie dokumentacji i rozmowach z personelem, które przeprowadziliśmy, wynika, że z medycznego punktu widzenia cały proces został wykonany prawidłowo.
Jeśli chodzi o estetykę blizny pooperacyjnej, to cięcie cesarskie przeprowadza się w sytuacji, gdy poród siłami natury nie jest z jakiegoś względu możliwy. Gdy cięcie nie jest wykonywane w sposób planowy - tylko przy toczącej się akcji porodowej - chodzi wyłącznie o to, żeby urodziło się zdrowe dziecko i aby jego mama była zdrowa. Kwestie estetyczne, choć ważne dla każdego człowieka, są nie tylko na dalszym planie, ale są również uzależnione od skłonności osobniczych. Ostateczny kształt blizny ustala się po kilku miesiącach, a nawet latach i zależy od wielu czynników, w tym elastyczności skóry, która zmienia się z czasem oraz pod wpływem kolejnych ciąż i cięć.
Osobną sprawą są odczucia odnośnie atmosfery podczas wykonywania procedur medycznych. Podniesione głosy, które słychać dookoła, wynikają zwykle z bardzo dużego napięcia pracujących tam ludzi, wywołanego poważnym stanem medycznym pacjentów, jak było w tym przypadku. Niemniej jednak jest nam niezmiernie przykro, że Pacjentka nie jest zadowolona, bo bardzo zależy nam, żeby pacjenci czuli się w naszym szpitalu dobrze i bezpiecznie. To dlatego prowadzimy ankiety wśród pacjentów na temat ich zadowolenia z naszych usług oraz sprawdzamy każdy sygnał, sugerujący jakiekolwiek nieprawidłowości po naszej stronie.
Mamy nadzieję, że powyższe wyjaśnienia pozwolą wszystkim naszym obecnym i przyszłym pacjentom i pacjentkom lepiej zrozumieć przebieg sytuacji oraz umożliwią pełniejszą ich interpretację.

Masz za sobą podobne doświadczenia, jak autorka wpisu? Jesteśmy ciekawi waszych historii i opinii. Piszcie do nas na adres: edziecko@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy i nagrodzimy książkami.

Jakie są wskazania do wykonania cesarskiego cięcia?

Więcej o:
Komentarze (73)
Pani Sylwia opisała traumatyczny poród. "Modliłam się, żebyśmy z moim synem wyszli z niego cali"
Zaloguj się
  • maxthebrindle

    Oceniono 43 razy 33

    Moja żona urodziła naszą najstarszą córkę w Polsce i to była trauma - dla dziecka, dla żony i dla mnie. Był to szpital nagrodzony w pierwszej edycji akcji 'Rodzic po ludzku' (o czym przypominały plakaty wiszące na każdym rogu), a żoną formalnie miała się opiekować suto opłacona podczas ciąży pani doktor, która oczywiście 'zapomniała' o swoich deklaracjach - cóż, każdy może mieć słabszy dzień. W praktyce skończyło się głęboką depresją żony, głębokim epickim wkur.wem u mnie i problemami z przystawianiem do piersi córki.
    Kolejne troje dzieci rodziły nam się w całkiem zwyczajnym, regionalnym szpitalu poza Polską - różnica kolosalna! Empatia, uśmiech, chęć pomocy, dobre słowo, wsparcie, zarówno dla mamy jak i dla ojca dzieci. W Polsce nawrzeszczano na mnie, gdy chciałem zobaczyć córkę w inkubatorze. Gdy 'wkradłem się' do sali wcześniaków, gdzie leżał jej brat - przyniesiono mi fotel, zaproponowano herbatę i coś do jedzenia, podano Małego do potrzymania a panie pielęgniarki bardzo sympatycznie sobie ze mną porozmawiały, zapraszając do odwiedzin kiedy tylko będę miał ochotę. W Polsce córkę karmiono butelką, choć żona deklarowała, że chce karmić piersią - jej do dziecka nie wpuszczono, a pielęgniarki 'nie miały czasu, żeby biegać z dzieciakami po całym szpitalu', żona miała nawał pokarmu i obolałe piersi. Przy kolejnych dzieciach, które też musiały swoje w inkubatorach odleżeć - pielęgniarka proponowała żonie drzemkę po lekkim posiłku z informacją, ze jak maleństwo się obudzi i będzie głodne, to natychmiast zostanie przyniesione - i tak się oczywiście stało. Mnie, ojca, w tym normalnym szpitalu bez wyróżnień strofowano raz - gdy w kilka dni po porodzie przyjechałem do żony, a u niej akurat był lekarz, więc ja poczekałem na korytarzu. Gdy doktor wyszedł, zapytał kim jestem? Mówię, że mężem... To dlaczego nie wejdziesz do żony? Bo ty tam byłeś... Ale ty jesteś dla niej ważniejszy! - odparł.
    W Polsce byłem traktowany jak intruz. Wypacykowane położne darły się na mnie, a ja kładłem uszy po sobie, by moja żona nie okazała się 'babą tego upierdliwego kretyna' i nie poniosła surowych konsekwencji z rąk PERSONELU, który decydował o wszystkim, gdy sytuacja zmuszała matkę i dziecko do pozostania w szpitalu dłużej, niż normalnie. A i tak musiała przeze mnie wycierpieć ('to jest żona tego z brodą, wiesz...' - rzucone teatralnym szeptem przez starszą położną do młodszej, która sprawiała wrażenie jakby chciał wysłuchać jakiejś prośby mojej żony).
    Wierzę pani Sylwii, natomiast pieprzenie działu PR szpitala kompletnie do mnie nie przemawia, bo wiem co sam przeżyłem. A jestem 'tylko' ojcem...

  • grey-sky

    Oceniono 31 razy 23

    W Polsce kobiety niestety są traktowane jako ludzie gorszego sortu. A pacjenci bez względu na płeć są źle traktowani.

  • nutka7.17

    Oceniono 28 razy 16

    "Podniesione głosy, które słychać dookoła, wynikają zwykle z bardzo dużego napięcia pracujących tam ludzi, wywołanego poważnym stanem medycznym pacjentów, jak było w tym przypadku."
    versus
    "Płakałam. Badanie było nieznośne. Moje uda pokryły się krwią. Usłyszałam od niego tylko „zamknij mordę, bo nie mogę zebrać myśli”. Bielizna, którą ledwo ściągnęłam do badania, leżała na podłodze, chodzono po niej. Trwał festiwal upokorzenia"

  • evi-ana

    Oceniono 6 razy 2

    I wy się później dziwicie, że częśc kobiet nie chce rodzic w tym kraju - za to po wyjeździe np. do Wielkiej Brytanii spokojnie decydują się na kilkoro dzieci. Dziwicie się, że kobiety wolą miec cesarkę, zamiast zdac sie na "dobry" lub "zły" dzień lekarza i zmagac się potem z niepełnosprawnością dziecka po felernym porodzie i swoim okaleczeniem. Nikt też później nie poczuwa się do odpowiedzialności za taki stan rzeczy - odszkodowania i zadoścudzynienia nie zapłacą, chorym dzieckiem się nie zajmą - zniszczą komuś życie.
    Nie mogę się pozbyc wrażenia, że mężczyzny w szpitalu by aż z takim lekceważeniem nie potraktowali, ale to "tylko" kobietą już się nie przejmują.

  • bezpieczna123

    Oceniono 5 razy 1

    Nie wazne czy to porod, wizyta u dentysty czy u fryzjera - bolesne czy bezbolesne, nikt nie ma prawa tak traktowac kogokolwiek. Zadne facet tego nie zrozumie, chyba ze byl w szpitalu i patrzyl na to jak jego zona i rodzace sie dziecko sa gnojone i nie potrzebne meczone. Nie po to sa porodowki i szpitale. Tu nie ma o czym dyskutowac, lekarz powinuen wyleciec z roboty na zbity pysk za takie zachowanie. Gdyby pracowal w restauracji czy sklepie i z podobnym podejscie potraktowal klient dawno by wylecial z roboty. Avo dopiero kogos kto wlasnie rodzi, jest w bolu i strach. Juz pomijajac zawodowa porazke, to po prostu nieludzkie. Za kopniecie oss wieksze konsekwencje groza. Niech idzie do rzezni swinie szlachtowac, a nie do szpitala i do dzieci malutkuch. Ja rodzilam za granica, I tez strach, bol, nie wiadomo co sie stanie bo rozne komplikacje bywaja. Ale wlasnie w tej sytuacji personel wykazal sie wrazliwoscia, empatia i po prostu ludzkim traktowaniem slabszych. Korona im z glowy nie spadla. I dobrze bo moj maz, jako prawdziwe facet po prostu dalby takiemu dojtorkowi ze zlym dniem w pysk! Powitanie dziecka ma bycnajpiekniejszym dniem a nie tortur od jakiegos chamskiego troglodyty.

  • white_lake

    Oceniono 14 razy -4

    jeszcze jedno, najpierw nagłaśniacie takie historie bez żadnej weryfikacji, a potem się dziwicie, że co druga rodząca chce cesarkę, bez żadnego medycznego uzasadnienia,
    przecież one często już idą do szpitala całe spięte i najeżone, bo taka jest powszechna opinia, że to jeden koszmar, rzeźnia i masakra

  • ka2

    Oceniono 17 razy -11

    Przecież to jakaś histeryczka jest. Jej ciało drżało, oczy wypełniły się łzami, ledwo weszła na fotel. I blizna brzydka ! Ja prdole, chciała cesarkę ale żeby nie było śladu.

  • brunos

    Oceniono 37 razy -21

    Panie Doktorze!
    Jestem wdzięczny, że sprowadził Pan na ten świat nowe życie i strzegł życia pani Sylwii. Wszystkiego dobrego, Panie Doktorze!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX