1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Pani Asia urodziła martwą córkę na podłodze w łazience łódzkiego szpitala. Jest reakcja placówki

Pani Asia opisała na Facebooku swój traumatyczny pobyt w jednym z łódzkich szpitali. Kobieta urodziła martwe dziecko w szpitalnej łazience. Jak zaznacza, nie ma pretensji do lekarzy, ale zachowanie położnych okazało się dla niej nie do przyjęcia.

Na Facebooku pojawił się poruszający wpis pani Asi, która urodziła martwe dziecko na podłodze w łazience Instytutu „Centrum Zdrowia Matki Polki" w Łodzi. Kobieta podzieliła się swoją traumatyczną historią, aby zwrócić uwagę na to, jak została potraktowana przez pielęgniarki i w jakich warunkach przyszło jej rodzić.

W rozmowie z nami autorka wpisu podkreśliła, że jej zdaniem tego typu porody (już wcześniej wiedziała, że jej córka nie żyje ze względu na wady genetyczne i rozpoczęty proces przerwania ciąży) powinny odbywać się pod stałym nadzorem lekarzy. Przekonuje również, że nie ma pretensji do samych lekarzy pracujących w placówce.

Za jej zgodą publikujemy post w całości.

Byłam w ciąży. Od początku wiedziałam, że moja córka nie ma szans na przeżycie, ponieważ była chora. Miała zespół Downa i obrzęk uogólniony na całym ciele. Postanowiliśmy z lekarzami o przerwaniu ciąży.

Lekarze mnie zapewniali, że wszystko będzie się odbywać pod stałym nadzorem lekarzy na sali porodowej. Wszystko miało miejsce 19-20 listopada w Łodzi w Szpitalu Matki Polki.

Jestem z Włocławka i myślałam, że tylko tam są straszne położne. Ale okazało się, że chyba wszędzie tak jest.

Około godziny 22 dostałam strasznych skurczy. Poszłam do położonej i poprosiłam o coś przeciwbólowego. Dostałam dwie tabletki, wyglądające jak Apap. Około godziny drugiej w nocy ból się nasilił i z każdą minutą bolało mnie coraz bardziej. Udałam się ponownie do położnej i poprosiłam o coś mocniejszego, ponieważ od wcześniejszej tabletki tylko się pogorszyło. Nadmienię, że przez całą noc żadna z położnych do mnie nie zajrzała. Usłyszałam o tej drugiej w nocy, że nic nie dostanę. Powiedziałam, że dobrze, w takim razie, o której mogłabym przyjść, bo i tak zapewne nie usnę. Położna odpowiedziała, że około czwartej.

Czekałam...

Po godzinie trzeciej przyszła położna z tabletką i kazała mi się położyć. Więc tak też zrobiłam. Leżałam z nadzieją, że przestanie mnie boleć.

Około godziny czwartej rano postanowiłam się do nich dowlec - prawie szłam na kolanach, ponieważ nie mogłam się wyprostować. Na oddziale nikogo nie było! Poszłam zatem do dyżurki, gdzie zastałam dwie śpiące położne. Wściekłam się i wróciłam na salę.

Poleżałam chwilę i zrobiło mi się niedobrze. Zwymiotowałam i odeszły mi wody. Kucając doszłam do pokoju położnych i z przerażeniem w oczach budzę je i mówię, że mi odeszły wody. Usłyszałam wtedy: "Nie, pewnie się pani posikała! Pani nie łazi, tylko położy się spać".

Położyłam się, bo już byłam tak wyczerpana tymi bólami, że nie mogłam ani stać, ani siedzieć. Po 20 minutach zobaczyłam, że mi krew leci. Byłam przerażona. Poszłam do łazienki, gdzie po chwili wyskoczyła mi moja córka.

Zaczęłam krzyczeć: "Pomocy, ratunku". Nie wiedziałam, jak mam się zachować. To moje pierwsze dziecko. Moja córka wisiała mi między nogami na pępowinie dobre 15 minut.

W końcu przyszła położna i z wielkim oburzeniem mówi do mnie: "Czego się pani wydziera". Byłam w takim szoku, że straciłam na chwilę kontakt z rzeczywistością. To było straszne. Przeżyłam koszmar.

Chce nagłośnić tę sprawę, ponieważ co chwilę się słyszy, jak pielęgniarki i położne strajkują. A nie dopełniają swoich obowiązków.

Teraz nie mogę spać po nocy, mam koszmary, czuję się strasznie.

Proszę udostępniajcie to. Ludzie powinni zacząć bronić swoich praw.

Ja dziękuję tylko Bogu, że moją córka już nie żyła, bo nie wiem, co bym zrobiła, jakbym zobaczyła, jak mi się rusza między nogami.

Udostępniajcie, tak nie może być.

Poprosiliśmy o komentarz w sprawie Instytut „Centrum Zdrowia Matki Polki" w Łodzi, w którym doszło do zdarzenia. Rzecznik placówki, Adam Czerwiński, przekazał nam, że personel "szczerze współczuje Pani Joannie z powodu nieszczęścia, które ją spotkało".

Wyjaśnił również pokrótce, czy szpital podjął jakieś kroki w celu wyjaśnienia sprawy:

Sprawa była przedmiotem szczegółowego wewnętrznego postępowania, w toku którego nie stwierdziliśmy uchybień w procesie prowadzenia i rozwiązania ciąży.
Podnoszone w pierwszym poście Pani Joanny zarzuty dotyczące rzekomego niewłaściwego zachowania personelu medycznego poddawane są analizie i ocenie. Kierując się dbałością o dobro pacjentów, staramy się każdy - nawet niepotwierdzony przypadek wątpliwości zgłaszanych przez naszych podopiecznych - analizować, by ograniczać maksymalnie możliwości wystąpienia podobnych przypadków w przyszłości.

Historię pani Asi skomentowało też wielu internautów. Większość z nich stara się wspierać autorkę wpisu. Część z nich dzieli się własnymi doświadczeniami. Inni zaś zwracają uwagę, że problem jest nagminny.

Co za znieczulica. To straszne, że kobieta potrafi zgotować taki los innej kobiecie.
Wszędzie to samo, cierpią kobiety, rodziny. Nikt nic z tym nie robi. Ci ludzie są po to, by pomóc drugiemu człowiekowi, powinniśmy im ufać, a co się dzieje? (...) Asia, tragedia ogromna, aż słów brakuje.
To straszne, co cię spotkało. Współczuję. Trzymaj się.

Zdarzyło wam się doświadczyć w polskim szpitalu czegoś, czym chcielibyście się publicznie podzielić? Jeśli tak, piszcie na adres edziecko@agora.pl. Najciekawsze listy, za zgodą autora, opublikujemy i nagrodzimy książką.

Więcej o:
Komentarze (43)
Poruszający wpis kobiety, która urodziła martwe dziecko w szpitalnej łazience. "Po chwili wyskoczyła mi moja córka"
Zaloguj się
  • maguniaklikunia

    Oceniono 82 razy 70

    Ach te nocne dyżury. Do wszystkich medyków, doktorów i pań pielęgniarek mam apel. Nocny dyżur nie jest do spania a do pracy. Macie płacone za wykonywanie pracy a nie uprawianie seksu z doktorem, czytaniu książek, rozwiązywaniu krzyżówek , oglądaniu telewizji, plotkowaniu przez telefon i innych bzdurach. Jak pacjent ma śmiałość obudzić panią pielęgniarkę. To niedopuszczalne. Umiecie upominać się o forsę i porównywać swoje płace do tych w krajach zachodnich. Porównajcie sobie swoje zaangażowanie w pracę na oddziale. Zabawa noworodkami i robienie sobie z nimi selfi jest dla was akceptowalna, ale zainteresowanie się płaczącą pacjentką w nocy to przerasta waszą wyobraźnię. Brawo dla szpitala i dyrekcji. gratulujemy dobrej załogi i dobrej postawy.

  • sacharynek

    Oceniono 58 razy 58

    Wszyscy wiedzą, że polskie państwowe porodówki w większości to rzeźnie, i nawet "cegiełki" nie gwarantują ludzkich warunków.
    Podobnie jak wszyscy wiedza, że w więźniowie są lepiej karmieni niż pacjenci w szpitalach.
    Jakoś nikt polityków nic z tym problemem nie robi...

  • net_friend

    Oceniono 54 razy 52

    Publiczna Służba Zdrowia czyli możesz nazwozić sprzętu za miliardy, ale patologii z personelu nie wyrugujesz.

  • heureuse_beauty

    Oceniono 39 razy 39

    Niestety, szpital Matki Polki nie cieszy się dobrą sławą... Współczuję :(

  • joanelle

    Oceniono 38 razy 38

    To pewnie te same położne, które się na mnie wkur**ły, że o 1 w nocy nie chciałam spać... bo mam już silne i regularne skurcze

  • Krzysztof Baranowski

    Oceniono 39 razy 37

    "zmieścisz się, śmiało" w wydaniu szpitalnym. Tylko ja mam wrażenie że wszędzie, gdzie się nie obrócę zobaczę tę samą "bylejakość" i brak poszanowania obowiązków? Tak właśnie wygląda państwo teoretyczne a na dodatek katolickie.

  • malwach1

    Oceniono 42 razy 36

    Pielęgniarki na oddziale połozniczym to patologia. W nocy śpią i mają wszystko w d. Moja corka nie umiala ssac. Gdyby nie dziewczyny z sali, ktore pomogly mi, tj. doradzily i powiedzialy gdzie jest mleko modyfikowane byloby kiepsko. Leniwe babska, ktore strajkowac potrafia, ale pracowac im sie nie chce.

  • starsza10

    Oceniono 36 razy 34

    Nic się nie zmienia. Ponad trzy dekady temu na moich oczach kobiecie leżącej na patologii ciąży nie wywołano porodu, bo czekano na poród naturalny. Dziecko urodziło się za późno (brudne wody płodowe) i zmarło. Następnie personel oddziału zadecydował, że jedna toaleta na końcu długiego korytarza dla kobiet po porodach wystarczy. Drugą toaletę, mimo próśb, otwarto dopiero wtedy, kiedy chora na serce młoda matka zemdlała w drodze na koniec korytarza. Znam przypadek, kiedy w renomowanym szpitalu publicznym nie przeprowadzono "cesarki" po trzech dobach bólów porodowych, z którymi pacjentkę odsyłano do domu. Argumentacja sprowadzała się do stwierdzenia, że ma rodzić siłami natury. Pacjentka poszła do prywatnej kliniki, gdzie dziecko uratowano dosłownie w ostatniej chwili. To nie jest kwestia niskich płac, lecz zdeprawowania. O tym, że zapewne i wtedy i teraz położne i pozostały personel były zapewne chrześcijanami wolę nie myśleć.

  • ao.a

    Oceniono 30 razy 30

    O położnych to można pisać i pisać. Leniwe, pozjadały wszystkie rozumy i takie tam. Ja miałam kontakt z położnymi w trzech szpitalach w Warszawie. Madalińskiego, Inflancka i Karowa. Na Madalińskiego z niechęcią pomagają ale płatna położna przy porodzie spisała się na medal. Na Inflanckiej płatna do bani, oddziałowe rewelacja. Na Karowej położna z dyżuru podważała moją diagnozę postawioną przez lekarzy -brak słów. Ale: już sam fakt, że traci się dziecko boli. Poród w warunkach opisanych w poście nie powinien mieć miejsca. Właściwie mogłaby pozwać szpital. Rodzić po ludzki - kpiny.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX