1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Bardzo bym chciała tańczyć, ale nie mogę, dopóki nie poprawię ocen". Tak rodzice karzą dzieci. Co na to psycholog?

Nauczycielka tańca z jednej z warszawskich szkół ze smutkiem zauważyła, że wielu jej uczniów nie może rozwijać swoich pasji. Dlaczego? Bo ich rodzice zabraniają im chodzić na zajęcia w ramach kary za gorsze oceny w szkole. Zapytaliśmy psychologa, czy to dobra metoda wychowawcza.

Na profilu jednej z warszawskich szkół tańca pojawił się dość przygnębiający wpis. Jego autorka ze smutkiem zwróciła uwagę na to, że dzieci coraz częściej są zmuszane przez rodziców do rezygnowania z zajęć tanecznych w ramach kary za gorsze oceny w szkole.

Kobieta pisze, że na treningi mogą wrócić, ale dopiero, gdy poprawią słabsze wyniki. Są też wśród nich dzieci, które nie mają czasu na zajęcia dodatkowe i rozwijanie swoich zainteresowań z powodu nadmiaru prac domowych oraz dużej ilości nauki do sprawdzianów.

Od 14 lat prowadzę zajęcia taneczne dla dzieci i przyszły czasy, w których nie zwraca się uwagi na to, co dziecko mówi, co czuje, co chce, tylko na to, żeby osiągało jak najlepsze wyniki w szkole.

- czytamy we wpisie, który nauczycielka tańca zamieściła na Facebooku.

Rodzicu, weź sobie do serca!

Autorka wpisu podkreśla przy tym, że to właśnie pasje kształcą u dzieci wartościowe cechy, które później przydają się w dorosłym życiu, takie jak np. zdyscyplinowanie, zorganizowanie oraz odwaga.

Rozumiem, że rodzice nie mają wpływu na to, ile zadania domowego dostają dzieci, ale jest ogromny nacisk na wyniki, obojętnie czy kosztem tego jest szczęście dziecka. Ja miałam to szczęście, że moi rodzice byli dla mnie wsparciem w tańcu.

- pisze nauczycielka, podkreślając przy tym, jak wielką rolę w rozwijaniu pasji u dzieci odgrywa wsparcie rodziców.

Moi rodzice rozumieli, żeby nie podcinać mi skrzydeł. Wiedzieli, że jak dostanę trójkę w szkole, to nie jest koniec świata i mogę to nadrobić w innym dniu niż w dniu treningu.

- dodaje na koniec.

Pod wpisem nauczycielki tańca szybko pojawiły się komentarze internautów, którzy zgadzali się z jej opinią. Część z nich podkreśliła, że wykształcenie jest ważne i potrzebne, ale nie kosztem odbierania radości życia.

Pogoń za perfekcjonizmem w szkole jest szokujący. Ostatnio na zebraniu  padła propozycja ze strony jednego rodzica, aby wpłynąć na nauczyciela matematyki, by zadawał więcej prac domowych. Jakież było moje zdziwienie, że tylko ja byłam przeciwna. Pomyślałam, że jestem wyrodną matką, ale zaraz przypomniałam sobie pasję córki. Tak, jej tańce są priorytetem, pomimo tego że wraca z nich po 20.00 trzy razy w tygodniu, z błyskiem w oczach do nocy pokazuje mi nowe kroki, choreografie. A matma, cóż, musi poczekać. Oczywiście jest trudno, bo to jest w zasadzie wybór, czy ma być tancerką czy mieć czerwony pasek na świadectwie. Ale widząc pasję w oczach, wybór nasuwa się sam.

- czytamy w jednym z komentarzy.

Komentarz psychologa - to nie jest dobra metoda wychowawcza

Poprosiliśmy psychologa dzieci i młodzieży o ocenę, czy takie metody wychowawcze są dobre.

Stosowanie jakichkolwiek kar jako sposobu zmotywowania dziecka do nauki jest zwykle nieskuteczne, ponieważ sprawia, że to rodzice przejmują odpowiedzialność za naukę dziecka, zamiast wspierać jego wewnętrzną motywację do zdobywania wiedzy. Dziecko wytwarza wtedy w sobie przekonanie, że uczy się po to, żeby coś zdobyć, żeby na różne rzeczy zasługiwać, a nie dlatego, żeby się rozwijać, uczyć nowych rzeczy, zaspokajać swoją ciekawość świata.

- wyjaśnia Joanna Gruhn Devantier, psycholożka, psychoterapeutka i założycielka poradni Dom Rozwoju.

Ekspertka zwraca również uwagę na to, że zabranianie dzieciom chodzenia na ulubione zajęcia w ramach kary nierzadko prowadzi do tego, że tracą one chęci i motywację do uczestnictwa w w nich. W konsekwencji dzieci rezygnują ze swoich zainteresowań, które mogłyby się okazać dla nich prawdziwą pasją.

Dzieje się tak, ponieważ dziecko przekonuje się, że dla rodziców jego hobby, to, co lubi robić, jest mało ważne (...). Przekonuje się również, że jest przez swoich rodziców akceptowane tylko wtedy, gdy dostaje dobre oceny - niezależnie od osiągnięć w innych dziedzinach

- mówi psychoterapeutka. Podkreśla również, że trzeba mieć świadomość, że nie każde dziecko posiada zdolności i zainteresowanie matematyką, językami bądź też historią. Niektóre są uzdolnione w innych dziedzinach, takich jak sport czy sztuka.

Joanna Gruhn Devantier przy okazji radzi, jak postępować, gdy dziecko ma gorsze wyniki w szkole:

Kary za złe stopnie zawsze warto zastąpić rozmową. Rozmową o tym, co dziecku sprawia trudność, jak czuje się, kiedy dostaje złe oceny. Ważne jest też zapytanie się dziecka o to, czy rodzic może w jakiś sposób mu pomóc, a także wyrażenie swoich własnych poglądów na temat szkoły w osobisty sposób - mówiąc o tym, że dla rodzica dobre oceny są ważne, że zależy mu na nich.

Na koniec psycholożka podkreśla, by niezmiennie mieć na uwadze to, że oceny nie zawsze odzwierciadlają rzeczywisty stan wiedzy dziecka.

A co wy myślicie o karaniu dzieci za gorsze oceny poprzez zabranianie im uczestnictwa w ulubionych zajęciach czy rozwijania pasji? Może sami byliście wychowywani w podobny sposób i uważacie, że to wam zaszkodziło lub przeciwnie, pomogło w dorosłym życiu? Piszcie na adres: edziecko@agora.pl. Najciekawsze wiadomości opublikujemy za zgodą autorów i nagrodzimy je książkami.

Więcej o:
Komentarze (25)
"Bardzo bym chciała tańczyć, ale nie mogę, dopóki nie poprawię ocen". Tak rodzice karzą dzieci za gorsze wyniki w szkole. Co na to psycholog?
Zaloguj się
  • krzysiozboj

    Oceniono 10 razy 6

    Trochę chyba zbyt jednostronnie w art, trochę też zbyt ogólnikowo. Takie całkiem luzowanie szkoły, gdy "pasja" nie musi się przełożyć na pracę dochodową, może nie być najmądrzejsze, mogą być z tego powodu dramaty w dorosłym życiu. Jakaś forma nacisku/dyscyplinowania na dzieciaka też musi być, kiedyś taką rolę odgrywał "ojcowski pas", dzisiaj zostaje szlaban na to, co dziecko lubi.
    Mam dzieciaka, który na swoje zajęcia pozalekcyjne, na sport, każdego dnia poświęca ok 3-4 godz dziennie, to bardzo dużo. Tu całkowicie sie zgodzę, że wsparcie i rozmowa odegra ogromną rolę. Ale po nas i po rówieśnikach dzieciaka widzę, że swego rodzaju nacisk na szkołę, jako warunek "zajęć dodatkowych" jest często stosowany i działa sensownie, znaczy i pasja i oceny znośne, niekoniecznie czerwony pasek.
    Jestem też zwolennikiem teorii inteligencji wielorakich Gardnera. Nie każde dziecko musi mieć 5-6 ze ścisłych, będą takie które fantastycznie zrealizują się w inny sposób. Ale jeśli te ścisłe zejdą już na poziom 1-2, to nie odbierałbym rodzicowi możliwości dania szlabanu, na to co dziecko lubi.

  • zomzom

    Oceniono 10 razy 6

    Zależy o czym mówimy - czy o rodzicach, którzy swoje marzenia i wyśrubowane standardy przenoszą na dziecko, czy o osobach średnio wydolnych wychowawczo, które nie radzą sobie z własnymi dziećmi.
    Na dłuższą metę klasyczne systemy kar i nagród nie zdadzą rezultatu (stąd potem mamy "Jak to zrobię to co za to dostanę?"). Jednak jest to jakiś start dla osób, które obudziły się z ręką w nocniku. Dom, w którym nigdy nie było spokojnych rozmów magicznie nie zmieni się jak uznamy, że wystarczy pogadać. Bo ci ludzie po prostu tego nie potrafią i zanim się nie nauczą potrzebują czegoś innego (bo w tym czasie dziecko np. zdobywa 2 uwagi dziennie, szykują mu się zagrożenia, a wszystkie dzieci w klasie go nie znoszą, bo się nad nimi znęca - i to serio nie są takie rzadkie wypadki, wystarczy wyjść ze swojej bańki mydlanej).
    Wobec tego każdą sprawę trzeba rozpatrywać indywidualnie - takie ogólnikowe "wobec dzieci trzeba to, tamto, sramto" przeradza się właśnie, że albo dzieci są zgnębione ilością obowiązków (w końcu trzeba dostrzegać potencjał dzieci i wspomagać je w rozwoju), albo w ogóle rozpuszczone i robią co chcą (gdyż mamusia uznała, że wychowanie bezstresowe=nic nie muszę robić, bo tak łatwiej).

  • ally1984

    Oceniono 3 razy 3

    Mam pracę, która jest moją pasją, uwielbiam robić to co robię - moja praca nie ma kompletnie nic wspólnego ze studiami, które skończyłam. Do pracy chodzę z przyjemnością, bo na pewnym etapie dokonałam wyboru . Mimo "gadania" rodziców wybrałam po swojemu :). Utrzymuję się ze swojej pasji mam pieniądze i satysfakcję, a nie raz słyszałam że dorosłość to poświęcanie pasji nad karierę...
    Syn znajomej rewelacyjnie gra w siatkówkę, ale ona wymaga od niego "czerwonego paska"....Nie jest ważne, że jest świetnym, młodym siatkarzem jak niema "paska" jest źle... Kiedyś przygotowywał się do sprawdzianu, rozwiązywał przykładowy test - powiedziałam że go sprawdzę. Znajoma zdziwiła się , że nie potrzebuję klucza by to zrobić... Jak to możliwe że Ty to pamiętasz?? Odpowiedziałam : No właśnie i co z tego, że pamiętam....

  • ppo

    Oceniono 7 razy 3

    Oceny w szkole mają się nijak do inteligencji, mądrości a nawet pracowitości. Nie mają też żadnego wpływu na sukces w życiu. Dobre oceny mają ci, którzy dobrze się wpasowali akurat w system szkolny (wcale nieprzypominający dorosłego życia ani współczesnej pracy zawodowej) i nie sprawiają problemów (są przeciętni, nauczyciele nie mają z nimi za dużo roboty). Sam leciałem na trójach, dobrze się czułem i uczyłem dopiero na studiach (trzecich), a teraz zarabiam więcej niż 90% ludzi w tym kraju, mam normalną rodzinę i mądre dzieciaki (choć nie prymusy szkolne, co mnie akurat cieszy). Nigdy w życiu nie zabroniłbym mojemu dziecku rozwijania czegoś, w czym jest dobre, w imię poprawiania idiotycznych ocen szkolnych. Ma zdawać z klasy do klasy i tyle.

  • jar_i_mir

    Oceniono 7 razy 3

    To jest jeden punt widzenie. Inny jest taki: Skoro dziecko nie radzi sobie z nauką, to być może poświęca na nią zbyt mało czasu, albo jest zbyt zmęczone. Żeby go odciążyć , trzeba zrezygnować z jakichś dodatkowych zajęć. Jak znowu będzie sobie radzić i będzie miało na to siły i ochotę, to do tych zajęć można wrócić.

  • anita_ani_tamten

    Oceniono 4 razy 2

    Nowe trendy psychologiczne - na wszystko rozmowa!!!!!
    Żadnych kar ani zakazów, tylko rozmowa.
    Głupieje ta cywilizacja, oj głupieje......

  • tomekdp

    Oceniono 8 razy 2

    Świat zwariował i co do tego nie ma już wątpliwości. To chyba normalne, że rodzice wymagają, by dzieciak zaliczył najpierw "jazdę obowiązkową", a potem dopiero zajął się "jazdą dowolną". Ciekawe, gdzie ja bym wylądował, gdybym za dzieciaka nie dostał szlabanu na chodzenie na mecze dopóki nie poprawię ocen? Z pewnością, zdaniem gazetowych "ekspertów", odcisnęło się to niekorzystnie na mojej kruchej dziecięcej psychice, ponieważ nie mogłem realizować swoich pasji (a że przy okazji wyszedłem na w miarę wykształconą i rozgarniętą osobę, to już mniej istotne - bo o czym GW miałaby wówczas pisać?)

  • boo-boo

    Oceniono 6 razy 2

    Sorry, ale jak ktoś ma niskie loty w szkole to wcale się nie dziwię, że musi poprawić oceny. Za moich czasów żeby być w drużynie reprezentacyjnej szkoły np.w siatkówce to trzeba było mieć odpowiednią średnią. Rodziców, którzy mają wyśrubowane standardy odnośnie ocen-nawet nie skomentuję.

  • domektomek

    Oceniono 7 razy 1

    pomimo tego że wraca z nich po 20.00 trzy razy w tygodniu, z błyskiem w oczach do nocy pokazuje mi nowe kroki, choreografie. A matma, cóż, musi poczekać. Oczywiście jest trudno, bo to jest w zasadzie wybór, czy ma być tancerką czy mieć czerwony pasek na świadectwie. Ale widząc pasję w oczach, wybór nasuwa się sam.

    Niestety, przychodzi w życiu chwila w której trzeba zadecydować, czy rozwijamy w dziecku jego pasję, czy też pragniemy, aby dostało się na dobrą, wyższą uczelnię.
    Z pasji córka raczej nie wyżyje.
    Na moim roku na wydziale lekarskim , mieliśmy koleżankę skrzypaczkę . Inna z kolei pięknie grała na pianinie. Chodziły do szkoły muzycznej, ale w pewnym momencie życia musiały się wobec siebie zadeklarować, co tak naprawdę chcą w życiu robić.
    A pasje można kontynuować mając usystematyzowane już życie zawodowe.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX