1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Sześciolatka na wózku nosi pieluchę, bo w przedszkolu nie ma nikogo, kto pomógłby jej w toalecie. Ekspert: Doszło do zaniedbania

Natalia porusza się na wózku inwalidzkim. W przedszkolu nosi pieluchę, bo dyrekcja nie dostała dokumentu, na którym byłoby napisane, że opiekunowie mają pomagać jej w toalecie. Czego zabrakło? Dobrej woli? W świetle prawa w ogóle nie powinno dojść do tego problemu.

Natalia (imię dziecka zostało zmienione) ma sześć lat, duży potencjał intelektualny i bardzo dobry kontakt z rówieśnikami. Dziewczynka porusza się na wózku, ma mózgowe porażenie dziecięce i niepełnosprawność sprzężoną. Od niedawna także problemy z pęcherzem i odparzenia od pieluch, bo w przedszkolu nie ma nikogo, kto pomógłby jej w toalecie.

Dziewczynka ma orzeczenie o kształceniu specjalnym z poradni psychologiczno-pedagogicznej w Brzezinach. W orzeczeniu wybór placówki pozostawiono rodzicom. Ze względu na sprawność umysłową córki rodzice wybrali dla niej grupę przedszkolną przy szkole ogólnodostępnej przystosowanej do potrzeb osób na wózkach.

Dziewczynka wróciła do używania pieluch

Natalia przestała już korzystać z pieluch, jednak okazało się, że podczas godzin spędzanych w szkole nie było nikogo odpowiednio przeszkolonego pod kątem opieki nad dzieckiem niepełnosprawnym, kto mógłby pomóc dziewczynce w czynnościach w toalecie. W styczniu tego roku opiekun dziewczynki i dyrektor placówki zapowiedzieli, że nikt dłużej nie będzie ryzykował i pomagał dziecku w toalecie. Zamiast tego kazano jej mamie czekać pod szkołą w czasie zajęć córki, by to ona pomagała jej skorzystać z ubikacji. Dziewczynka wróciła więc do używania pieluch.

Poradnia psychologiczno-pedagogiczna nie wydała dziecku nowego orzeczenia z wyraźnym zapisem, że potrzebuje pomocy. Od stycznia Natalka codziennie nosi pieluchy w przedszkolu. Pyta "dlaczego?". Zaczyna mieć odleżyny. Cały dzień siedzi w wózku inwalidzkim w jednej pieluszce, mimo że nie musi. Dziewczynka potrafi skorzystać z toalety, potrzebuje tylko pomocy.

- Od tygodni nic się nie zmienia w sprawie córki. Szukamy pomocy od poradni psychologiczno-pedagogicznych poprzez kuratorium, MEN aż po rzecznika praw dziecka i praw obywatelskich. Szkoła chce nam pomóc, ale nie ma środków na zatrudnienie kolejnej osoby. Aby wesprzeć szkołę, kupiliśmy podnośnik z własnych oszczędności, poprosiliśmy fundację Aktywnej Rehabilitacji, aby przeszkoliła pracowników szkoły w opiece nad córką. Po publikacji naszej sprawy na Facebooku tematem zainteresowało się ministerstwo edukacji, ale niestety ponownie działania idą w kierunku szukania winnych w szkole, zamiast wskazania rozwiązania problemu – mówi nam mama dziewczynki i podkreśla:

To przepisy są w tym zakresie mocno nieprecyzyjne i to przede wszystkim powinno być załatwione. Ostatnie, czego byśmy chcieli, to obwinianie szkoły. Ze szkoły jesteśmy zadowoleni. Dyrektor szkoły, jak i oligofrenopedagog, szukały z nami rozwiązania. Niestety odbijaliśmy się po kolei od każdej instytucji

– żali się mama sześciolatki.

Rodzice dziewczynki od 10 miesięcy walczą z różnymi instytucjami o to, aby nie zmuszać córki do noszenia pieluchy tylko dlatego, że nie ma nikogo odpowiednio przeszkolonego w oddziale przedszkolnym, kto mógłby fachowo pomóc niepełnosprawnemu dziecku w podstawowych czynnościach. Ostatnia nadzieja rodziny na odzyskanie godności dla dziecka została pogrzebana przez poradnię wydającą orzeczenia.

- Ostatnią naszą nadzieją było wpisanie w orzeczeniu, że córka potrzebuje pomocy w toalecie. Wydawałoby się, że dla fachowców oceniających stan zdrowia córki powinna to być rzecz oczywista, jednak okazało się to niezgodne z przepisami.

Nasze dziecko jest w tej chwili dla urzędników przede wszystkim problemem. Nie tak to powinno wyglądać

- podsumowuje mama Natalii.

Prawo oświatowe chroni potrzeby uczniów

W prawie oświatowym nie ma dosłownego zapisu, który mówi o tym, czy dziecko powinno otrzymać pomoc w tego typu czynnościach, czy nie. Ale na poziomie ogólnych przepisów oświatowych jasno jest sformułowane, że każde dziecko ma prawo do wychowania i opieki odpowiedniej do wieku i osiągniętego rozwoju. Mówi o tym prawo oświatowe. W art. 1. p. 6 czytamy o możliwości pobierania nauki we wszystkich typach szkół przez dzieci i młodzież niepełnosprawną zgodnie z indywidualnymi potrzebami rozwojowymi i edukacyjnymi oraz predyspozycjami.

„Najlepiej, żeby rodzic przyszedł, zrobił i sprawa załatwiona”

Zmagania rodziców Natalii o prawa ich dziecka do godności zostały opisana w poście na profilu inicjatywy obywatelskiej „Chcemy całego życia”. W ostatnich zdaniach wpisu dotyczącego losów dziewczynki na wózku i jej praw w szkole czytamy, że przypadek Natalii nie jest wyjątkiem, że takie i podobne sytuacje są codziennością opiekunów osób niepełnosprawnych:

W XXI wieku, w dużym europejskim kraju, wielu rodziców dzieci z niepełnosprawnością czeka pod szkołami, na korytarzach lub pod telefonem, żeby zapewnić synom i córkom minimum godności i życiowego komfortu. Czy tak ma wyglądać edukacja włączająca?

Skontaktowaliśmy się dr. Pawłem Kubickim, adiunktem w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, aktywistą inicjatywy „Chcemy całego życia” dla osób z niepełnosprawnością i ich rodzin.

Według dr. Kubickiego, który na co dzień zajmuje się polityką publiczną wobec osób z niepełnosprawnościami, przypadek Natalii to smutny przykład biurokracji i tzw. „spychologii”.

Matka nie musi koczować pod szkołą, aby pomóc dziecku w toalecie. Jeżeli dochodzi do takiej sytuacji, to znaczy, że szkoła nie gwarantuje równości w edukacji. Przedszkole czy szkoła powinny umożliwić każdemu dziecku edukację na równych prawach i zapewnić odpowiednie wsparcie każdemu ze swoich podopiecznych. Niepotrzebne jest do tego orzeczenie

- uważa ekspert i dodaje:

- To nie jest tak, że wszystko musi być w orzeczeniu. Przedszkole czy szkoła same dokonują oceny potrzeb swoich podopiecznych. Przecież są dzieci bez orzeczenia, które też mają indywidualne potrzeby, np. przejściowe problemy ze złym zachowaniem, bo rodzice się rozwodzą. Przedszkolak nie jest jeszcze w pełni samodzielny i potrzebuje pomocy w czynnościach w toalecie, w zawiązaniu buta, ubraniu się. Kiedy pojawia się problem, to oznacza, że należy dziecku pomóc, a obowiązkiem placówki jest zaspokojenie potrzeb dziecka. W przypadku oddziału przedszkolnego, do którego uczęszcza Natalia, prawdopodobnie zabrakło dobrej współpracy z samorządem, zastosowano „spychologię” - uważa dr Kubicki i zwraca uwagę na niewydolność całego systemu:

- Problemem nie jest tylko szkoła, ale cały system, który sprawia, że szkoła ma słabe możliwości nacisku na samorząd w sprawie przyznania dodatkowych pieniędzy, samorząd tych pieniędzy często nie ma, kuratorium nie sprawuje swoich funkcji kontrolnych, a MEN umywa ręce, choć problem pojawia się w wielu miejscach w Polsce - alarmuje.

„Czy nie wystarczyłoby trochę empatii i zrozumienia dla tego dziecka?”

Na profilu inicjatywy „Chcemy całego życia” pod postem o losach Natalii wypowiedzieli się inni rodzice osób niepełnosprawnych. Ich komentarze to kolejny dowód na to, że przypadek dziewczynki na wózku zmuszonej do korzystania z pieluch nie jest wyjątkiem. Wśród komentarzy pod postem czytamy:

Co dwie godziny biegnę do szkoły wycewnikować syna, bo pielęgniarka odmówiła i koniec.
Trzy lata temu byliśmy w podobnej sytuacji z naszym synem. Po wymianie korespondencji z dyrektorką, MEN, RPO, kuratorium, wydziałem edukacji wymusiliśmy na szkole to, co było potrzebne synowi (pomoc w czynnościach samoobsługowych).
Jak ja dobrze to znam. To jest przykre dla rodzica, a jeszcze gorsze dla dziecka, ponieważ ono jeszcze nie rozumie tego okrutnego świata.
Czy nie wystarczyłoby trochę empatii i zrozumienia dla tego dziecka. Czy trzeba wszystko pisać w ustawie?

Problemy Natalii i jej rodziców poznaliśmy dzięki inicjatywie „Chcemy całego życia”. To grupa rodziców i opiekunów, a także samych osób z niepełnosprawnościami, która - jak czytamy na ich stronie internetowej - „Mają dość społecznego wykluczenia, stygmatyzacji, lęku o przyszłość, nieżyciowych przepisów, samotności rodziców pozbawionych podstawowych informacji po diagnozie, pseudoterapii i wielu innych patologii, z którymi tysiące Polaków codziennie mierzą się w pojedynkę”. I która z pasją, determinacją i, mimo wszystko, wielkim optymizmem próbuje zmieniać rzeczywistość, podnosić społeczną świadomość i dbać o to, by głos osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin był w Polsce należycie słyszany i respektowany. Więcej o inicjatywie można się dowiedzieć stąd.

Na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej w lipcu tego roku opublikowano dokument o tytule: „Organizacja kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi – działania MEN skierowane do dzieci i młodzieży z niepełnosprawnościami”.

W dokumencie czytamy o tym, że dzieci i młodzież ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi objęte są szczególną troską i wsparciem Ministerstwa Edukacji Narodowej. Autorzy tekstu zaznaczają, że priorytetem jest, by uczeń ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi miał takie wsparcie w szkole, które będzie dostosowane do jego potrzeb. MEN wprowadziło do systemu oświaty wiele zmian, których celem jest włączenie każdego ucznia do grupy rówieśniczej. Uczeń ze specjalnymi potrzebami ma otrzymać wszechstronną, adekwatną do swojej sytuacji i stanu zdrowia, pomoc.

Z jakimi problemami w przedszkolach, szkołach spotykacie się jako opiekunowie dzieci niepełnosprawnych? Jak wygląda w praktyce kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi? Co według Was nie działa, wymaga usprawnienia? Co najbardziej utrudnia życie Waszym dzieciom? Czekamy na listy pod adresem edziecko@agora.pl

Najciekawsze wypowiedzi opublikujemy za waszą zgodą i nagrodzimy je książkami.

Usiadłam na wózku i zobaczyłam Warszawę na nowo. Jest tylko dla młodych, zdrowych i silnych osób...

Powinno cię również zainteresować:

Matka niepełnosprawnych dzieci: Też chcemy gdzieś wyjść, fajnie się ubrać. Ale nam nie wolno, bo co ludzie powiedzą [LISTY]

Z sieci: "Zbierają na rehabilitację dzieci, a mąż w Nike'ach chodzi". Matka niepełnosprawnej trójki odpowiada

Tata córki z zespołem Downa: Nieprawda, że ojcowie niepełnosprawnych dzieci częściej odchodzą

Mama niepełnosprawnego Adriana: 'Nie lubię, gdy ludzie natarczywie patrzą, komentują. Syn to widzi, ale nie reaguje'

"Myślisz, żeby je gdzieś oddać, a za chwilę przytulasz" - historia mamy, która urodziła niepełnosprawne dziecko

Rodzeństwo ma się zajmować dorosłym chorym bratem? Kto wymyślił tak potworny nonsens?! [LIST]

Więcej o:
Komentarze (61)
Sześciolatka na wózku nosi pieluchę, bo w przedszkolu nie ma nikogo, kto pomógłby jej w toalecie. Ekspert: Doszło do zaniedbania
Zaloguj się
  • Marcin Mazur

    0

    Pasowałoby, wziąść zakładników z Oświaty ubrać w pieluchy i który pierwszy się zmoczy kula w łeb. Oczywiście przed naciśnięciem spustu, pomóc dziewczynce w pierwszej kolejności by mogła żyć dalej godnie.

  • Marcin Mazur

    0

    Pasowałoby, wziąść zakładników z oświaty ubrać w pieluchy i który pierwszy się zmoczy kula w łeb. Oczywiście przed naciśnięciem spustu, pomóc dziewczynce w pierwszej kolejności by komfortowo mogła żyć dalej godnie.

  • ola1840

    0

    Przykro czytac takie historie. A wystarczy chcieć zmienić się troche, a wtedy można będzie osiągnąć wszystko. Dlaczego te ustawy są tak nieprzyjazne zwykłym ludziom? Dlaczego tak po prostu nie można być człowiekiem dla drugiego?

  • wandasku

    Oceniono 2 razy 2

    Anna Weyland
    Też pracuję z niepełnosprawni w różnym stopniu i z MPD i jeżeli mam wątpliwości to się po prostu pytam rodziców lub opiekunów, którzy robią to na codzień i proszę o pokaz. To nic strasznego przyznać się że czegoś się nie umie. Chyba że ktoś się brzydzi...

  • pierwsze_all

    Oceniono 14 razy 10

    Jak zawsze prawda zapewne jest nieco inna niż propaganda. Skoro personel PRZESTAŁ pomagać dziecku tłumacząc, że więcej nie będzie RYZYKOWAĆ i musi mieć instrukcję na papierze, to znaczy, że dziecko ma jakieś większe problemy niż tylko ruchowe, bo skądś się to RYZYKO wzięło. Na pewno nie chodziło tylko o wózek. To rodzice twierdzą, że dziecko ma "wysoki potencjał intelektualny" i dali je do zwykłej szkoły na zasadzie zaklinania rzeczywistości - wśród zwyczajnych dzieci ono MUSI być też zwyczajne. A jednak nie, skoro opiekuje się nim OLIGOFRENOPEDAGOG - jeżeli ktoś nie wie, co to znaczy, to znaczy, że dziecko ma jakieś niedobory INTELEKTUALNE, dziecko wyłącznie z problemem ruchowym nie dostaje skierowania do nauczania specjalnego - i zapewne w tym tkwi główna przyczyna tego, że skorzystanie z toalety staje się problemem.
    No, ale wiadomo - zawsze winna będzie szkoła, czyjeś lenistwo, bezduszność, przepisy, urzędasy etc. a nie rzeczywistość, która jak sadzę jest taka, że dziecko sobie nie radzi i wymaga więcej SPECJALISTYCZNEJ opieki, niż chce to widzieć matka i media natychmiast podchwytujące temat "na współczucie".

  • aduerin

    Oceniono 5 razy 3

    zapewne chodzi o to, ze dziecko ma zaleconą "fachową pomoc" i o to się wszystko rozbija - wszyscy boją się, że jeżeli nauczycielka nie będzie miała uprawnień do opieki nad niepełnosprawnym to w razie wypadku wszystkie pretensje o odszkodowanie itp ze strony rodziców oraz mediów, programu "uwaga" itp skupi się na nauczycielce i placówce. Tak oto biurokracja uniemożliwia normalną pomoc dziecku - bo o jakiej fachowości tu mowa? czy matka ukończyła kurs, żeby zaprowadzić dziecko do toalety? Ale nie, biurokracja domaga sie na wszystko papierka, zaświadczenia, paragrafu. żenada.

  • Paweł Niewski

    Oceniono 1 raz -1

    Patrzec na was polska chołoto juz nie moge! Konczcie ten polexit i wypieprzac z Unii. Zwierzeta p*****!

  • ladne_sny

    Oceniono 6 razy -2

    z respektowaniem orzeczeń też wiele szkół ma problem, a właściwie wielu nauczycieli. zdarza się, że nauczyciel próbuje udowodnić i dziecku i rodzicowi, że całe to orzeczenie to bzdura , a problem leży w lenistwie i rozpieszczeniu. smutne, ale moje doświadczenie jest takie, że obecnie rzadko który młody nauczyciel kiedy jest okazji dobrym pedagogiem. negatywna selekcja do zawodu, który przestał cieszyć się prestiżem, zrobiła swoje. co do omawianego przypadku - myślę, że osoba w samorządzie, odpowiedzialna za szkolnictwo, powinna poszukać sobie innej pracy.

  • rumpa

    Oceniono 8 razy -4

    Przez 12 lat w szkole ze szkolnego kibla nie skorzystałam ani razu - brzydziłam się. Nie piłam rano i tyle. Nadrabiałam po przyjściu do domu. I nie miałabym ochoty wysadzać obcego dzieciaka nawet młodszego. Też by mnie brzydziło. Rozumiem że mamusia przyzwyczajona ale wymaganie od obcych ludzi którzy nie mają konstrukcji psychicznej pozwalającej na bezbolesne podcieranie komuś tyłka aby to robili to już przesada.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX