1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Jak ma chore dzieci, powinna boso chodzić". Rodzice niepełnosprawnych dzieci nie mają prawa do przyjemności?

Dawać czy nie dawać? A jeśli tak, to czy rozliczać w jakikolwiek sposób z pomocy? Temat finansowego wspierania rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi wywołuje skrajne emocje, a argumenty "za" i "przeciw" mnożą się też wśród naszych czytelników.

Nasz tekst Z sieci: "Zbierają na rehabilitację dzieci, a mąż w Nike'ach chodzi". Matka niepełnosprawnej trójki odpowiada odbił się szerokim echem. Po jego publikacji odezwali się do nas rodzice w podobnej sytuacji i każdy zwrócił uwagę na ten sam problem - rozliczania przez bliskich i obce osoby (w sieci i na ulicy) - ze wszystkiego, na co wydają pieniądze.

Temat po raz kolejny wywołał gorącą dyskusję po tym, jak jedna z użytkowniczek naszego forum przyznała w wątku "Komu wolno nosić najki i latać do Londynu?", że ma mieszane uczucia odnośnie do tego, na co rodziny wspierane finansowo przez innych wydają pieniądze.

Zainspirowana artykułem "Z sieci: "Zbierają na rehabilitację dzieci, a mąż w Nike'ach chodzi". Matka niepełnosprawnej trójki odpowiada" (...) przyznam, że mam odrobinę mieszane uczucia. Z jednej strony owszem, trzeba w czymś chodzić i jakoś w miarę normalnie funkcjonować, z drugiej jednak kłaniają się (...) co poniektóre wymagania. (...) Co jest wygórowane, a co nie?

"Coś im się od życia należy" ale tylko "za swoje, nie cudze"?

Ponad 130 odpowiedzi świadczy o tym, że ten temat wciąż budzi silne kontrowersje, zwłaszcza że w wątku nie brakuje skrajnych wypowiedzi. Do osób, które uważają, że rodzice niepełnosprawnych dzieci powinni wydawać pieniądze również na własne przyjemności i potrzeby, należy m.in. użytkowniczka, która napisała z ironią:

 Jak ma chore dzieci, to boso powinna chodzić. Z doświadczenia wiem, że firmowe buty dłużej wytrzymują, wiec w rozliczeniu taniej wychodzi. Oboje pracują i chcą żyć, nie są tylko rodzicami. Coś im się od życia należy.

Nie wszystkim to jednak odpowiada. Jedna z komentujących wypowiedź forumowiczki kwituje krótko:

Od życia im się należy "za swoje", nie cudze.

Zdecydowana większość użytkowniczek, które udzielały się w tym wątku, broni jednak bohaterki artykułu i uważa, że ona i jej mąż wcale nie są rozrzutni (jedna z czytelniczek ich fanpejdża "wyśledziła" w sieci, że mężczyzna wyjechał raz do Londynu na mecz, gdzie miał spać na kanapie u znajomego, i nosi sportowe buty marki Nike):

No błagam - najki z promocji to naprawdę żaden luksus. Londyn - to zależy, ale w wersji budżetowej (tanie linie, spanie u znajomych) również. Owszem - nie mam ochoty wspierać naciągaczy, ale dajmy rodzicom chorych dzieci żyć. Ich komfort też jest bardzo ważny.
Dla mnie normą jest, że ludzie żyją na średnim poziomie i do tego zbierają pieniądze. Jak najbardziej w przeciętnym poziomie życia mieści się malowanie paznokci, wylot do Londynu i para najków. Jednak jest też poziom, powyżej którego czułabym się jak frajerka - gdyby rodzice byli "zrobieni" od stóp do głów, wakacje spędzaliby luksusowo, a najnowsze ciuszki sportowe wylewały się z każdego zdjęcia, to jednak uznałabym, że za mało dokładają się do własnej zbiórki.

"Nie daje się po to, aby potem wypominać"

Argumentem, który pojawia się wśród piszących na forum najczęściej jest jednak ten, który odwołuje się do kultury osobistej i przekonań darczyńców:

Jeśli się składam na kogokolwiek, to robię to z potrzeby pomocy i nie interesuje mnie status rodziny.
Strasznie to jest prostackie i chamskie takie rozliczanie kogoś. Nie daje się po to, aby potem wypominać czy rozliczać osobę, której coś się podarowało. Sama mam zasadę - nie interesuje mnie, co kto zrobi z podarowaną przeze mnie rzeczą, czy na co wyda podarowane przeze mnie pieniądze.

Co oprócz 500 plus rodzicom oferuje państwo?

"Takie postępowanie jest sposobem na życie cwaniaków"

Jeszcze więcej osób osób wypowiedziało się na ten temat w komentarzach pod naszym artykułem. W tym przypadku przeważały jednak opinie, które krytykowały postępowanie mamy trójki niepełnosprawnych maluchów. Często brutalne:

W każdym z nas drzemie ukryty talent, np. niektórzy nie znają poczucia wstydu, traktują wyżebrane jak zarobione.
Takie postępowanie jest żerowaniem na uczuciach wrażliwych ludzi (...) i sposobem na życie cwaniaków.
Rodzice mają prawo być snobami metkowymi, mogą mieć kosztowne hobby, niech jednak w takich wypadkach sami finansują też rehabilitację dzieci. Nie dziwię się hejtowi. Roszczeniowość pokolenia "przecież mam prawo do..." jest niebywała.

"Ja mam zdrowe dzieci i dwie prace, a nie kupuję markowych butów"

Sporo komentatorów nastawionych negatywnie do bohaterów artykułu argumentowało też, że "sami mają zdrowe dzieci, ale na markowe buty i wyjazdy pieniędzy nie wydają":

Ja mam zdrowe dzieci, nie zbieram pieniędzy od ludzi, mam dwie prace, a mimo tego nie kupuję markowych butów, bo uważam, że są za drogie (...). Nie chodzę w workach pokutnych. Chodzę w ubraniach i butach za kilkadziesiąt, a nie za kilkaset złotych. Nie chodzę nawet na miejscowe mecze, o zagranicznych nie wspominając, nie chodzę do kina - mecze i filmy oglądam w telewizji. Tu kilkaset złotych zaoszczędzone, tam kilkadziesiąt, na czymś innym kilka - ziarnko do ziarnka... Ale lepiej zbierać od ludzi, a samemu żyć bardziej rozrzutnie niż darczyńcy.
Nie chcą się narażać na niepochlebne komentarze, to niech nie prowadzą bloga. Mnie może te buty tak nie rażą (czasami droższe jest ekonomiczniejsze niż tandeta), ale wyjazd do Anglii przy trójce chorych dzieci wymagających ciągłej opieki i rehabilitacji wykracza poza moje pojmowanie wyciągania ręki po pieniądze do innych i nie zamierzam się tego wstydzić.

Po której stronie się opowiadacie? Uważacie, że niepełnosprawne rodziny też powinny sobie od czasu do czasu pozwolić na jakąś przyjemność, czy powinno to być wykluczone, skoro nie stać ich na terapię czy rehabilitację dla dzieci i muszą zbierać na nie pieniądze? Piszcie w komentarzach albo na adres edziecko@agora.pl. Najciekawsze wypowiedzi opublikujemy za zgodą autorów na naszych łamach i nagrodzimy ich książką.

Zobacz też:

Więcej o:
Komentarze (40)
"Jak ma chore dzieci, powinna boso chodzić". Rodzice niepełnosprawnych dzieci nie mają prawa do przyjemności?
Zaloguj się
  • aria-pura

    Oceniono 20 razy -8

    Dlatego wszelkie zrzuty pod hasłem "łojezuuu, nasz Kubuś chory, potrzebuje drobne pół (a widziałam już i półtora) miliona na leczenie (zazwyczaj bliżej nieokreślone), rehabilitację (jak wyżej) i dietę złożoną tylko i wyłącznie ze złożonych za pięć dwunasta w nocy jajek koliberka hawańskiego" omijam szerokim łukiem. Nie mam ochoty pchać moich ciężko zarobionych pieniędzy w dupę cwanym hucpiarzom, którzy z duszoszczypatielnych opowiastek o horej curce zrobili sobie zajebiste źródło utrzymania.

  • titta

    Oceniono 6 razy 0

    Jesli ktos chodzi w butach za kilkadziesiad zlotych niedlugo bedzie leczyl kregoslup. Nie kazde buty za ilestam sa dobre ale dobrych za kilkadziesiat nie mozna kupic. Rozumiem, ze sa ludzie biedni, sa rozne sytuacje zyciowe. Ale jesli ktos zarabia, ma zdrowe dzieci I uwaza wyjazd do Londynu (ze spaniem na kanapie) za rozrzutnosc, to jest po prostu sknera.

  • kaska82

    Oceniono 7 razy 1

    Mam syna z autyzmem. Wiecie co jest "najlepsze"? To, że od momentu diagnozy wszyscy uznają za oczywiste, że ty jako ty już nie istniejesz. Nie jesteś już Zośką czy Maryśką. Jesteś "tą od tego dziecka". Nie dają ci prawa do gorszego dnia, bo przecież masz być silna dla niego, żyć tylko jego życiem. Każdy ma buzię pełną frazesów i dobrych rad, ale tylko jedna osoba zapytała mnie: "Jak mogę ci pomóc". Część do dziś woli udawać, że nic się nie stało, a gdy próbujesz dzielić się swoim lękiem, wątpliwościami co do przyszłości to zmieniają temat, bo tak jest łatwiej.Na forum gazety przeczytałam kiedyś, że "z takim dzieckiem nie powinnam mieszkać w bloku tylko w domu lub w specjalnym ośrodku". Może powinnam przesłać osobie, która to napisała numer konta? Chętnie się przeprowadzę do domu. Na wakacje polecieliśmy samolotem i też tłumaczyć się nie mam zamiaru, bo według wielu "nie powinnam" (podróż przebiegła spokojnie, bez najmniejszych problemów). Dzieci takie jak moje to w internecie "dziwadła" i "przychlasty", które niepotrzebnie zużywają powietrze.

  • ostatniniezmanipulowany

    Oceniono 5 razy 5

    jest jeszcze jeden argument przeciw: często darczyńcy to ludzie mało zarabiający, którzy odmawiając sobie czegoś wpłacają pieniądze na różne zbiórki. Zresztą nie bez powodu farby do włosów w drogeriach, kioskach cieszą się taką popularnością. Ludzi nie stać na farbowanie włosów u fryzjera.

  • Anna Wilson

    Oceniono 7 razy 5

    Moja starsza corka ma umiarkowany stopien niepelnosprawnosci. Widzi, slyszy, chodzi, nie jest uposledzona umyslowo i nie umiera. Za kilka dni skonczy 20 lat. Orzeczenie dostala dopiero 4 lata temu. Wczesniej byla gehenna. Nikt nie umial jej zdiagnozowac. Przez 9 lat miala opinie o dysleksji. Tylko, ze nie byla w stanie nauczyc sie czytac, robila po 3 bledy w wyrazie, nie umiala liczyc, pisala odbiciami lustrzanymi do konca szkoly podstawowej, nie umiala zapamietac zadnego wiersza, ani piosenki. A mnie wszyscy specjalisci mowili, ze wszystko jest w porzadku. Corka byla bardzo ambitna, chciala sie uczyc. Zrezygnowalam z pracy, w momencie, gdy poszla do szkoly i przez 12 lat odrabialam z nia lekcje, od powrotu ze szkoly do 23.00 -24.00. I praktycznie cale weekendy. Tyle czasu zajmowalo jej zrobienie wszystkiego. Jezdzilam z nia na rozne terapie, ktore niewiele pomagaly, ale kosztowalo to okolo 2000 zl miesiecznie. W zeszlym roku zdala mature. Na 30%, ale zdala. Teraz zaczela studia. Oczywiscie nie moglam zbierac zadnych pieniedzy. Mam jeszcze mlodsza, z ogromnym talentem muzycznym. Nauka w szkole muzycznej nie jest darmowa. Placi sie 40 zl miesiecznie za Rade Rodzicow, drugie tyle za wypozyczenie instrumentu, za cwiczeniowki, trzeba jezdzic ze skrzypcami do lutnika, komplet strun to 120zl, wymieniac trzeba czasem 2 razy w roku. Mialam jej powiedziec, ze nie stac nas na to, zeby grala? Ja od 12 lat nie wiem co to sa kosmetyki, poza najtanszym mydlem, szamponem i dezodorantem. Buty donaszam podarte po starszej corce. Msm sie w co ubrac. Mam jedne spodnie (na codzien), jedna spodnice (do wyjscia) i kilka podkoszulkow. Kiedy spodnie podra sie tak, ze wygladam nieprzyzwoicie kupuje nastepne w lumpeksie na wage. Takie miejsca jak fryzjer, kosmetyczka, wyjazdy dokadkolwiek istnialy w moim poprzednim zyciu czyli 13 lat temu. Maz sam zarabia na nas wszystkich i jeszcze trzeba placic rachunki. Gdybym mogla zbierac pieniadze kupilabym jakies meble do mieszkania, bo od 10 lat, czyli od przeprowadzki wszystkie ksiazki sa w kartonach. O sobie juz nawet nie mysle. Nawej jesli lekarz przepisuje mi jakies leki to i tak ich nie wykupuje. Polowy zebow tez juz nie mam. Zazdroszcze wszystkim rodzicom, ktorzy moga zbierac pieniadze na dzieci. My jestesmy z tym wszystkim sami.

  • Wiesława Zatońska

    Oceniono 9 razy 5

    jak masz niepełnosprawne dziecko to chodziłam prawie boso, pracy dla mnie nie było bo inni mają samochód do spłacenia, budują dom i potrzeba, a my to tylko na chleb z pasztetową z constaru no i czasami albo soczek albo prince polo, zostaliśmy wykluczeni w środowisku

    Pomoc nie należała się bo mąż się starał i dochód zawsze przekraczał progi o grosze

  • oloros11

    Oceniono 14 razy 8

    nie sadze zeby wielu wiedzialo jaki jest los tych rodzicow opiekujacych sie dziecmi niepelnosprawnymi - to jest trudne do opisania
    na pewno nie licza na pomoc panstwa - czyli na "wasze pieniadze"
    zawsze moga za to liczyc na te zaciekowanie spojrzenia bliskie wymiotow jak ich widzicie na spacerze i na te podpowiedzi ze wlasciwie sami sa temu winni
    wasz stosunek do slabszych swiadczy o was - wiekszosc komentarzy nie da sie po prostu czytac
    to mowi o was jako o calkowitej spolecznej degrengoladzie - braku umiejetnosci dzielenia sie i empatii - jestesie na poziomie podstawowym rodziny w mys rodzina jest najwazniejsza - reszta moze zdychac a o wspolnocie plemiennej to jest w ogole sience fiction

  • miniaga

    Oceniono 14 razy 10

    Te markowe buty kosztują kilkadziesiąt złoty na promocji. To jaki to luksus? Mało zamożni ludzie 10 razy oglądają każdą złotówkę, są mistrzami okazji i nie kupują byle czego, bo wiedzą , że jak się buty za 30 zł po miesiącu rozpadną , albo będzie trzeba leczyć grzybice to to żadna oszczędność. Kupią nike na promocji za 99 zł i będą w nich chodzić 2-3 sezony.

  • taighnacasag

    Oceniono 26 razy 12

    Ciekaw jestem czy ci krytycy zamienili by sie rolami . Gorsze buty zdrowe dzieci czy markowe i wypasione w zestawie z chorymi dziećmi. A teraz za i przeciw prosze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX