1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Przez lata byłam rodzicem dla mojej mamy. Do tej pory nienawidzę pijanych ludzi [LIST]

"Matka wracała pijana z imprezy i ostatkiem sił wpadała do łóżka. Zawsze wtedy spałam w jej łóżku. Nakrywałam ją kołdrą, siedziałam i płakałam. A mimo to, zawsze kiedy jest mi źle, mam ochotę do niej zadzwonić" - opisała swoje dzieciństwo w liście do redakcji młoda mama.

Nie sądziłam, że coś zmobilizuje mnie do opisania swojej historii. Ale wasz artykuł „Dzieci dorosłe ponad miarę" był strzałem w dziesiątkę.

Przez długie lata byłam rodzicem dla mojej mamy. Poniekąd do dziś jestem, ale teraz sama mam cudowną córkę, łatwiej jest mi odciąć pępowinę. Delikatnie, kawałek po kawałku, ze świadomością, że Ona – moja matka (przyjmijmy, że będę ją w przewadze określać Z.) już nigdy nie zdominuje mojego życia.

Do psychiatry zaprowadziła mnie Z. i szczerze, nie do końca pamiętam, jak to się zaczęło. Miałam 16 lat i ostatnie, co przychodzi mi do głowy, to że nie mogłam dojechać do szkoły, zawróciłam i położyłam się w domu do łóżka (teraz już wiem, że był to atak paniki). Nie wstałam. Płakałam histerycznie przez długie dni, nie chciało mi się jeść, rozmawiać i żyć. Brakowało mi odwagi, żeby ze sobą skończyć. Rysowałam okręgi na kartkach. Zawsze miałam artystyczną duszę. Byłam zmęczona.

Miałam dosyć ówczesnego partnera Z. Najgorszego z nich wszystkich. Traktował mnie okropnie, a ona nigdy nie stanęła w mojej obronie. Jak zwykle słyszałam od niej tylko: "Mam być sama?", "Nie chcesz, żebym była szczęśliwa?", "Jesteś zazdrosna!".

Właściwie to nikt mnie nigdy nie bronił. I to wspominam najgorzej. Brak wsparcia. Brak tej jednej osoby, która stanęłaby w mojej obronie.

Zawsze, kiedy myślę, że nie ma osoby, która stanęłaby za mną murem, myślę o tych setkach razy, kiedy wracała pijana z kolejnej imprezy i ostatkiem sił wpadała do łóżka. Zawsze wtedy spałam w jej łóżku, bo w swoich pokojach w kolejnych mieszkaniach nigdy nie czułam się dobrze. Nakrywałam ją kołdrą, siedziałam i płakałam, często do momentu, aż rano obudziła się i była ‘normalna’.

Stan takiego upojenia mnie przeraża, czułam wtedy okropny strach. Nie miałam do kogo się odezwać i czasami tylko próbowałam do niej mówić w nadziei, że już jej przeszło.

Do tej pory nienawidzę pijanych ludzi. Na taki brak kontroli pozwoliłam sobie kilkanaście razy w życiu. Teraz, kiedy sama mam dziecko, pewnie nigdy więcej nie tknę alkoholu.

Moja matka latami zarzucała mnie swoimi problemami. Jako 10-latka słuchałam o jej miłosnych podbojach, nieudanych randkach, seksie. Wiedziałam dużo za dużo, jak na dziecko.

Widziałam zazdrość z jej strony, kiedy jakiś mężczyzna traktował mnie choć trochę jak córkę, widziałam jej brak zaangażowania w to, co robię w szkole. Nie miałam koleżanek i psiapsiółek. Całymi dniami siedziałam w pokoju i czytałam lub sama się bawiłam. To był brak zaufania do ludzi. Dopiero w gimnazjum znalazłam koleżankę, z którą utrzymywałam kontakt przez długi czas, teraz jesteśmy przyjaciółkami. Wielokrotnie pomagała mi wyjść z depresji po ‘wyskokach’ Z.

Jestem dorosłym dzieckiem. DD. Wiem, że nie miałam dzieciństwa. Ale moja córka będzie je miała. Będzie miała wsparcie i dobre wzorce. Będzie szczęśliwym dzieckiem taplającym się w błocie z kilkoma przyjaciółkami. A ja codziennie będę drżała o to, żeby choć przez chwilę nie zachować się jak moja matka.

Kiedy myślę o Z., to jak o koleżance lub współlokatorce. Nie czuję więzi matka-córka. Mimo to zawsze, kiedy jest mi źle, mam ochotę do niej zadzwonić. Bo ona mnie wysłucha. Wiem też jednak, że w kłótni wykorzysta to przeciwko mnie.

Z depresja walczę do dziś. Mam za sobą lata wizyt u psychiatry i terapeutów.

Czasami myślę o tym, jak po ogromnym remoncie wypolerowałam cały dom. Ubrałam choinkę, wyprasowałam zasłony. Wyszorowałam podłogi i poukładam wszystko na miejsce. W twarz dostałam za to, że nie schowałam jej kapci. Myślę o tym, jak lata przeleciały mi przez palce, spędzone na płakaniu po nocach.

Jest jedna rzecz która dobrze wspominam. Choroby. Jedyny czas, kiedy miałam wszystko – zainteresowanie. Nowe zabawki, przysmaki i trochę czułości. 

Powinno cię również zainteresować: Dorosłe dziecko: To ja kładłam spać pijanego ojca. Czułam się ważna, potrzebna, niezastąpiona [LIST]

Więcej o: