1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Każdy ma prawo się zdenerwować, ale aż tak żeby kobiecie w ciąży przycinać drzwiami ręce? [LIST]

- Wszędzie miałam siniaki. Rozstaliśmy się. Dziecka nie uznał. Nie mam jak założyć mu sprawy o ojcostwo. W Polsce nie ma przymusu robienia badań DNA - pisze w liście do redakcji 34-letnie Monika, która wychowuje samotnie 4-letnią córkę.

Kiedy się dowiedział, że jestem w ciąży, pierwszym jego pytaniem było, czy chcę "usunąć". Napisał mi to w SMS. Wynajmowaliśmy razem mieszkanie w Warszawie, tyle że każdy miał swój pokój. Wydawał się wtedy opiekuńczy, troskliwy, może uparty i porywczy, ale dobry. Taki facet, który naprawi wszystko, poradzi sobie w każdej sytuacji, obrotny, wesoły.

Tak jak ja, nie miał łatwego dzieciństwa. Uważałam, że rozumiemy siebie, że to, co przeszliśmy, tylko umocni nasz związek. Z czasami odkryłam, że mnie okłamuje. Kłótnie się piętrzyły, on porywał się z rękami na mnie, byłam już wtedy w ciąży. Nie pracował, wyjechaliśmy z Warszawy do mojego domu rodzinnego i tutaj zaczęło się piekło.  Awantury, krzyki, pretensje, brak pieniędzy, on nie pracował, pracy nie szukał. Miałam termin na sierpień, był już maj, a dziecko nic nie miało kupione. W końcu sama wszystko kupiłam.

Pewnego dnia popadł w szał, popychał, szarpał, porwał mi pidżamę, krzyczał wniebogłosy. Byłam przestraszona, nie pierwszy raz, ale łudziłam się, że to minie, że każdy ma prawo zdenerwować się, pokrzyczeć, pokłócić, ale czy do tego stopnia, żeby kobiecie w ciąży przycinać drzwiami ręce? Wszędzie miałam siniaki. Rozstaliśmy się. Nie był przy porodzie. Dziecka nie uznał.

Nie znam jego obecnego adresu. Nie mam jak założyć mu sprawy o ojcostwo, zresztą w prawie polskim nie ma przymusu robienia badań DNA. On może, ale nie musi się na nie zgodzić. Nie znam jego znajomych, ani rodzeństwa.

Utrzymuję się z rodzinnego, 500+ i dodatku dla samotnej matki. Mieszkam na wsi w domu, który należy do mojego brata, alkoholika.

Rodzice 11 lat temu odpisali mu gospodarstwo i dom. On się rozwiódł, odszedł od żony i teraz rządzi, bo jest prawnie u siebie. Ma kuratora od 3 lat, zabrali mu prawo jazdy, ciągle bierze pożyczki, ma długi alimentacyjne, komornik puka na okrągło. Wyjada jedzenie mojego dziecka, nic nie mogę w kuchni zostawić, bo znika. Jedzenie trzymam w pokoju.

Brat wygraża się, że mi wodę zakręci, korki od prądu wykręci, mówi, że kaloryfery odetnie i nie będzie mi "du*y grzać".

Spuszczał wodę z centralnego w środku zimy, wzywaliśmy policję, to on z domu uciekał, potem wszystkiego się wypierał.

Niedawno miał takie zejście poalkoholowe, że dostał halucynacji. Biegał jak szalony po domu, krzyczał dziwne rzeczy, pootwierał drzwi na dwór w środku nocy, walił w ściany pięściami i głową. Wzywaliśmy policję przez trzy noce, ale nie chcieli go zabrać. Uważali, że nie mają podstaw, bo brat twierdził, że dobrze się czuje.

Poprosiłam o pomoc kuratora. Podał nam numer do dyżurnego policji, kazał dzwonić, mówił, że rozmowa jest nagrywana. Przyjechała policja, pogotowie, zabrali go do szpitala psychiatrycznego na 14-dniowy detoks. Wrócił, dalej są problemy. Żyję w ciągłym lęku, boję się każdego dnia. Martwię się, że coś się stanie mojemu dziecku. Chciałabym stąd uciec, gdziekolwiek, jak najdalej od niego, ale nie stać mnie na wynajem.

Nie mam jak pójść do pracy. Przedszkole na wsi jest do 13.00, świetlica do 15.00. Praca na pierwszą zmianę jest w godzinach 8.00-16.00, a gdzie jeszcze dojazd?

Pracując w stolicy za dwa tysiące nie dostanę 500+, które bardzo by mi pomogło w utrzymaniu. Nie dostanę mieszkania komunalnego. Ale czy nasze państwo nam, samotnym matkom, w czymkolwiek pomoże?

Chcę uczciwie pracować, żyć normalnie, skromnie i spokojnie. Chcę, żeby moje dziecko chodziło szczęśliwe do szkoły, żeby było nas stać na ubrania i wynajem. Nie chcemy żyć przy takim oprawcy alkoholiku, nie chcemy się bać.

Chcę sobie poradzić z całych sił, a na każdym kroku napotykam same utrudnienia, w każdym urzędzie. Smutne jest to, że my, matki samotne, mamy problem z pójściem do pracy, bo pracodawcy nie chcą nas na jedna zmianę.

Czemu w gminach wiejskich przedszkola są tak krotko otwarte? Jak tu pójść do pracy? Jestem gotowa nawet wrócić do stolicy, ale tutaj znów problem wynajmu. Nie mam pomocy od państwa, żeby coś wynająć, mieszkanie komunalne byłoby idealnym rozwiązaniem. Jak my, matki samotne, mamy w ogóle szanse przetrwać?

Nie wszyscy mieszkają w dużych miastach, nie wszyscy mają mieszkania i posady za 3-4 tysiące.

Przydałyby się jeszcze regulacje prawne dotyczące obowiązkowych badań DNA, a także skuteczniejsze ściąganie alimentów. To, co jest teraz, to jest koszmar. Co to da, że matka pół życia spędzi w sądzie, a on będzie się migał na wszystkie sposoby? Tak jak ojciec mojego dziecka. Nie wiadomo, gdzie mieszka, pracuje na czarno, udaje bezdomnego.

Tacy tatusiowie wcale się nie boją, bo nie mają czego, a to my matki, mamy na barkach trud codzienności. To ja muszę robić zakupy, liczyć każdy grosik, żeby zrobić dziecku obiad, śniadanie, kolacje. Chce nowe buty, bo widzi u innych dzieci nowe, a mówi, że ma stare. O wszystko proszę koleżanki, żeby mi coś dały po swoich dzieciach.

Moja córeczka nie chodzi jeszcze do przedszkola, bo to też spory wydatek, trzeba kupić wyprawkę, zapłacić ubezpieczenie, komitet, obiady i jeszcze co miesiąc trzeba płacić na papier toaletowy i mydło. Trzeba też ładnie dziecko ubrać, a to kosztuje, więc odkładam to w czasie na razie.

Jest ciężko i to bardzo. Musimy żyć za 788 zł we dwie. A państwo uważa, że sprawiedliwie traktuje dzieci.

Powyższy list jest reakcją na artykuł, który opublikowaliśmy pt. Samotna matka: 'Jeśli za dobrze wyglądasz, to znaczy, że jesteś bezczelną, chamską alimenciarą'. Historie samotnych rodziców

***

Jesteś samotnym rodzicem? Podziel się swoją historią. Co najbardziej Cię martwi, boli, doskwiera w społecznych i rodzinnych relacjach? Czego najbardziej Ci brakuje, za czym tęsknisz? Listy prosimy wysyłać na adres edziecko@agora.pl. Najciekawsze wypowiedzi opublikujemy.

Więcej o:
Komentarze (38)
Każdy ma prawo się zdenerwować, ale aż tak żeby kobiecie w ciąży przycinać drzwiami ręce? [LIST]
Zaloguj się
  • zmora_upiora

    Oceniono 54 razy 50

    Taka myśl. Dziewczyny, może warto poszukać kobiet w podobnej sytuacji, wynająć wspólnie mieszkanie w Większym mieście, poszukać tam pracy przedszkola itp. Samej jest to niemal niemożliwe, ale we trzy na mieszkanie na przykład? i problem opieki nad dziećmi mniejszy i wsparcie wzajemne i koszty się rozkładają. Pewnie, że nie jest to rozwiązanie idealne i nie dla każdego, ale może warto brać je pod uwagę?

  • krzywelustro

    Oceniono 39 razy 33

    Prawe i Sprawiedliwe państwo Ci pomoże.

    Pan prezydent będzie się za Ciebie modlił, a pan prezes każe panu premierowi przekazać z Funduszu Pomocy Poszkodowanym paręset tysięcy ubogiemu mnichowi z Torunia, żeby on też się za Ciebie pomodlił.

  • marjolaine

    Oceniono 41 razy 33

    Pisać to trzeba do Beaty Szydlo, bo to jest jej kompetencja. Jest wicepremierem od spraw społecznych. Dla Pis jednak samotna matka to nie jest rodzina.

  • 71tosia

    Oceniono 22 razy 20

    po pierwsze nie o mieszkanie komunalne ale socjalne trzeba sie strac w sytuacji tej Pani. Wystapic trzeba do GOPS o mieszkanie, zasilek i pomoc rzeczowa. Brata skoro jest agresywny (mam nadzieje ze zostala zalozona niebieska karta) mozna kierowac na przymusowe leczenie (wniosek do urzedu gminnego, zgodnie z wymagami prawnymi musi byc tam komorka zajmujaca sie osobami z problemem alkoholowym). Skoro Pani zna podstwowe dane ojcieca dziecka (mozna je przeciez uzyskac od ososby ktora wynajmowala wam miezkanie) to nic nie szkodzi na przeszkodzie by wystapic do sadu o ustalenie ojcostwa (sad moze sam ustalic pozostale dane np adres), alimenty i a pozniej odebranie praw rodzicielskich ojcu (co oczywiscie nie narusza obowiazku alimentacyjnego, ale daje matce pelna mozliwosc decydowania o dzeicku bez udzialu ojca co w przypadku leczenia, przedszkola jest dosc istototne). Sad moze zazlecic ojcu zrobienia badan DNA a jezeli nie bedzie chcial ich zrobic to i tak moze uznac ojcostwo. Jest sporo instutucji do ktorych w takiej sytuacji mozna zwrocic sie o pomoc prawna np Komitet Ochrony Praw Dziecka, Rzecznik Praw Dziecka, Towarzystwa Przyjaciół Dzieci etc.Rozumiem ze w sytuacji tej Pani trudno jest zdobyc nawet informacje ale gdzie tu sa w tym urzedy (np policja, ale przede wszystkim osrodek gminny) ktore z naszych podatkow powinny pomoc zorganizowac lub przynajmniej powiedziec gdzie o te pomoc sie strac!

  • masofrev

    Oceniono 16 razy 14

    Ale co ta pani bredzi:
    > Nie mam jak założyć mu sprawy o ojcostwo, zresztą w prawie polskim nie ma przymusu robienia badań DNA.

    Tymczasem Kodeks rodzinny i opiekuńczy mówi:
    Art. 85.
    § 1. Domniemywa się, że ojcem dziecka jest ten, kto obcował z matką dziecka nie dawniej niż w trzechsetnym, a nie później niż w sto osiemdziesiątym pierwszym dniu przed urodzeniem się dziecka, albo ten, kto był dawcą komórki rozrodczej w przypadku dziecka urodzonego w wyniku dawstwa partnerskiego w procedurze medycznie wspomaganej prokreacji.
    § 2. Okoliczność, że matka w tym okresie obcowała także z innym mężczyzną, może być podstawą do obalenia domniemania tylko wtedy, gdy z okoliczności wynika, że ojcostwo innego mężczyzny jest bardziej prawdopodobne.

    Nie trzeba żadnych badań DNA!!!
    Ustalenie miejsca pobytu nie jest konieczne, wystarczy adres zameldowania.

  • ga.spar

    Oceniono 13 razy 7

    kobieto ! w tym kraju, otumanionym przez katofaszytów ważne są tylko dzieci nienarodzone

  • tumimozesz

    Oceniono 14 razy 4

    Niewystąpienie o ustalenie ojcostwa to chyba największa zagadka tego listu. Co z tego, że może odmówić? Nie masz żadnych świadków? Nie masz żadnych sms'ów z czasu wspólnego mieszkania, billingów, sąsiadów? Może to nie jest ojciec tego dziecka? WTF.

  • my_kroolik

    Oceniono 29 razy 3

    No ale czemu ta pani oczekuje, że państwo zapłaci za wychowanie jej dziecka? W całym artykule słowa nie ma o tym co umie, gdzie chce pracować, jaki ma pomysł na życie. Facet nie uznał dziecka, a ona nic z tym nie robi. Obecnie pracę znajduje się w godzinę, ale pani nie będzie pracować za 2 tys, bo straci 500+. Dziwna arytmetyka.

  • mazen17

    Oceniono 11 razy 1

    Bidula! A do roboty to się nie chce, no nie "bo kto by wychował dziecko". A wiesz że mężczyźni samotnie wychowujący zakasają rękawy i idą do roboty na dwie zmiany aby mieć na opiekunkę? A Ty sobie po prostu chcesz odpoczywać, pierdzić w kanapę i trzepać kasiorę od rządu oraz od "ojca" dziecka. Napisałem w cudzysłowie ponieważ sama nie wiesz kto rzeczywiście jest ojcem. Zresztą ten list to prawdopodobnie kolejna feminazistowska prowokacja "Gazety", ale co mi tam.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX