1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Dziecko nie ma kości nosowej. Wie pani, co to znaczy?". Jak prawo do wyboru odwiodło katoliczkę od aborcji

"Tyle siebie znamy, ile nas sprawdzono". Tak blogerka podsumowuje opowieść o drodze, którą przeszła - od momentu, kiedy dowiedziała się, że może urodzić dziecko z zespołem Downa, po rozważanie aborcji i ostateczną decyzję.

Autorka bloga "Mama na piątek" postanowiła podzielić się bardzo osobistą historią związaną ze swoją drugą ciążą. Nie bez powodu - zrobiła to w przeddzień Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, który odbył się w ramach protestu przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego.

Jej opowieść - kierowana do "szanownych obrońców życia" - to silny głos (i wciąż aktualny, stąd przypominamy ją naszym Czytelnikom) który dobitnie uświadamia, co daje Polkom możliwość wyboru w sytuacji, kiedy mają urodzić dziecko, które będzie ciężko chore i niepełnosprawne.

Blogerka bardzo obszernie i szczerze opisała nie tylko sytuację, która stała się jej udziałem, ale przede wszystkim swoje emocje, odczucia i myśli. Zaczęła od tych pozytywnych, kiedy wspomniała, jak wraz z drugą ciążą jej "marzenie o więcej niż jednym dziecku miało się spełnić". W 13. tygodniu wybrała się na tzw. USG genetyczne do, jak sama twierdzi, "jednego z najlepszych specjalistów w kraju".

„Dziecko nie ma kości nosowej. Wie pani, co to znaczy?”

To od niego w trakcie przeciągających się badań usłyszała pytanie, które radość z ciąży zamieniło w strach i rozpacz. „Dziecko nie ma kości nosowej. Wie pani, co to znaczy?”, powiedział. Wiedziała - to ważny marker zespołu Downa. 

Lekarz przypomniał jej statystyki z których wynika, na tym etapie kość nosowa nie występuje u 80% płodów z zespołem Downa i u 1% płodów bez wady. Zapewnił też, że dysponuje najlepszym sprzętem, ale mógł się pomylić i jedyne, co jej pozostało, to powtórzenie badań. 

"W Niedzielę Wielkanocną poszłam na mszę i pomodliłam się o jakiś znak"

Oczekiwanie na kolejny termin badań zbiegło się z Wielkanocą. Blogerka wspomniała, że święta i spotkania z gratulującymi jej ciąży bliskimi były dla niej bardzo trudne. Nikomu - oprócz mężowi - nie była jeszcze w stanie powiedzieć, czego dowiedziała się od lekarza. Nocami miała koszmary związane z USG i porodem, a za dnia udawała, że wszystko jest w porządku. Choć, jak sama pisze, chciała zniknąć.

W niedzielę wielkanocną poszła też do kościoła, gdzie zaczęła modlić się o jakiś znak. Po wybrzmieniu pieśni "Otrzyjcie już łzy, płaczący" jej wzrok niespodziewanie padł na stojącą przed nią dziewczynkę z zespołem Downa. Blogerka wspomina, że w tym momencie "jej serce zjechało w dół do żołądka".

"Lekarz powiedział, że nie pomoże w wychowaniu upośledzonego dziecka"

Kolejne badania potwierdziły brak kości nosowej u płodu. Lekarz starał się ją uspokoić, że wciąż nie wyklucza to szansy na urodzenie zdrowego dziecka, ale zaznaczył, że matka ma podjąć rzeczową decyzję "w oparciu o statystyki i możliwości medycyny, bo [lekarz - przyp.red.] nie będzie w stanie pomóc w ewentualnym wychowywaniu upośledzonego dziecka".

Podał jej też ewentualne rozwiązania - nie robić nic i dowiedzieć się, czy dziecko jest chore dopiero po porodzie, wykonać dodatkowe badania (w tym amniopunkcję, która jest inwazyjnym, ale dającym rzetelne wyniki badaniem) oraz aborcję. O tej ostatniej blogerka jednak nie wspomniała od razu.

Zdecydowała się bowiem na amniopunkcję, na którą musiała poczekać kolejne 3 tygodnie. W tym czasie gromadziła wiedzę na temat związany z badaniem, szansami, wadami płodu i rozmyślała o wszystkim tym, co mogłoby ją czekać w przyszłości, jeśli jej dziecko urodzi się chore.

Kiedy zastanawiała się, co taka sytuacja oznaczałaby dla jej starszego synka, pojawił się u niej potężny lęk. Kobieta wspomina, że ze strachu cały czas się trzęsła, nie mogła oddychać i panikowała, a z powodu ściśniętego żołądka nie była w stanie nic jeść ani pić.

Nie rozumiałam, co mówią do mnie inni ludzie, byłam jak za mgłą, skupiona na własnym strachu. Pozostałam w tym stanie przez dziesięć dni. Dziesięć najkoszmarniejszych dni w moim – przyznaję, uprzywilejowanym i pozbawionym większych traum – życiu.

"Od kiedy pamiętam, wierzyłam, że życie zaczyna się w momencie poczęcia"

Blogerka w swojej historii wróciła też do przeszłości. Wyjaśniła, że jeszcze jako licealistka uważała, że życie zaczyna się w momencie poczęcia i zasługuje na ochronę bez względu na wszystko. Życiowe doświadczenie (autorka podkreśliła, że nie miało to nic wspólnego z rozpoczęciem przez nią życia seksualnego i obawami o ciążę, bo to nastąpiło o wiele później) mocno zmieniło jej podejście.

Moje poglądy ewoluowały wraz ze zdobywaniem przeze mnie wiedzy o świecie i wrażliwości na nieszczęście drugiego człowieka. Obecnie uważam, że aborcja jest złem, jednak zakaz aborcji jest równie zły. Czuję bowiem, że mój pogląd o świętości życia od momentu poczęcia wynika z mojego światopoglądu, a nie obiektywnych faktów.

Zaznaczyła również, że w swojej sytuacji uznawała prawo kobiet o innych poglądach do przerwania ciąży, ale sama uważała, że musi urodzić swoje dziecko niezależnie od tego, czy będzie zdrowe czy chore. 

"Znałam statystyki: 80 proc. ojców niepełnosprawnych dzieci porzuca rodzinę"

Mimo to cały czas była sparaliżowana strachem. Bała się nie tylko o własną przyszłość z niepełnosprawnym dzieckiem - poświęcenie mu każdej wolnej chwili i środków, ale też to, co to zmieni w życiu jej starszego syna. Przerażało ją zwłaszcza to, że jego przyszła partnerka mogłaby nie zaakceptować faktu, że ich ewentualne dzieci również są bardziej narażone na ryzyko urodzenia się z zespołem Downa. Nie dawało jej spokoju także to, że chcąc nie chcąc jej syn miałby moralny obowiązek zajęcia się swoim chorym bratem po jej śmierci.

Martwiła się również, czy poradzi sobie finansowo. Brała pod uwagę nawet to, że jej mąż może ją zostawić, bo nie udźwignie wychowania niepełnosprawnego dziecka. "Znałam statystyki: około 80 proc. ojców niepełnosprawnych dzieci porzuca rodzinę.", napisała.

"Przecież ja nie muszę urodzić tego dziecka, jeśli okaże się, że ma wadę!"

W ciągu kilku tygodni czekania na diagnozę i rozważania wszystkich scenariuszy, blogerka, jak sama mówi, stała się "wrakiem człowieka". Aż w końcu przyszło olśnienie - lekarz wśród różnych alternatyw jako jedno z rozwiązań sytuacji podał aborcję. 

"Przecież ja nie muszę urodzić tego dziecka, jeśli okaże się, że ma wadę!", dotarło do bohaterki. W tym momencie, jak wspomina, poczuła ogromną ulgę - tak dużą, że w końcu "zeszło" z niej napięcie ostatnich dni i kilka kolejnych przeżyła w całkowitym spokoju. Aż w końcu, w trakcie seansu kinowego, kiedy jej myśli zaczęły błądzić wokół ciąży, "doznała czegoś niezwykle wzruszającego".

Dotarło do niej, że bez względu na diagnozę, chce urodzić. Myśli o aborcji, które wcześniej uspokoiły ją na kilka dni, okazały się dla niej zbawienne, mimo że ostatecznie podjęła decyzję, że nie przerwie ciąży. Dlaczego więc zwróciła się do "szanownych obrońców życia" w swojej historii? Wyjaśnia to na końcu:

No właśnie: decyzję. Warunkiem decyzji jest możliwość wyboru. W mojej ocenie właśnie ta możliwość wyboru zaowocowała ostatecznie moim spokojem i decyzją za życiem. Nie wiem, jak bym zareagowała, gdybym tego wyboru nie miała. Nie wiem też na pewno, jak bym zareagowała, gdyby amniopunkcja wykazała wadę. Tyle siebie znamy, ile nas sprawdzono, szanowni obrońcy życia…

Ostatecznie amniopunkcja wykazała, że drugie dziecko autorki nie urodzi się z zespołem Downa. Opis jej przeżyć skłonił kilka innych kobiet do opowiedzenia swojej, podobnej historii w komentarzach. Te - w przeważającej większości - były zdecydowanie pozytywne.

Zobacz też:

Więcej o:
Komentarze (279)
"Dziecko nie ma kości nosowej. Wie pani, co to znaczy?". Jak prawo do wyboru odwiodło katoliczkę od aborcji
Zaloguj się
  • maszaikasza

    Oceniono 388 razy 372

    Jako osobę wychowaną w katolicyzmie dziwi mnie najbardziej fakt, że wierzący traktują wolną wolę jako największy dar od Boga, a jednocześnie starają się wszystkim wokół ją ograniczyć.

  • dr.skrobisz

    Oceniono 294 razy 276

    "Obrońcy" demagogicznie wciskają kit, że chodzi o dzieci z zespołem Downa. Bzdura! To cyniczne mydlenie oczu. Chodzi o płody uszkodzone nieodwracalnie, pozbawione części ciała,niezdolne do samodzielnego życia i skazane na śmierć od razu po urodzeniu. Nie wyobrażam sobie cierpień kobiety, która na życzenie nawiedzonych ideologów BEDZIE MUSIAŁA przez 9 miesięcy nosić w sobie nieszczęsną istotę i oswajać się z myślą, że po urodzeniu popatrzy tylko na jej śmierć. Przygotowania do porodu będą przygotowaniem do pogrzebu, Taki jest ideał "obrońców"? Chcą się napatrzeć na to nieszczęście? Poeksperymentować jak doktor Mengele? Niech przeźyją coś takiego w swoich rodzinach. Może wtedy przestaną wciskać kłamstwa, że chodzi o zespół Downa.

  • ja20034

    Oceniono 259 razy 251

    "Nie dawało jej spokoju także to, że chcąc nie chcąc jej syn miałby moralny obowiązek zajęcia się swoim chorym bratem po jej śmierci."

    Odpie...ie się od moralnych obowiązków. Nawet polskie prawo nie przewiduje obowiązku zajmowania się rodzeństwem. Bo z jakiej niby racji miałoby ponosić konsekwencje wyboru rodziców?
    Uprzedzając wymądrzenia: jestem siostrą takiej osoby. Całe moje życie to jeden wielki obowiązek zajmowania się chorym bratem. Nadrabiania też tego z czym nie poradzili sobie rodzice. Nigdy nie miałam prawa do własnych planów i marzeń. Nigdy nawet nie marzyłam o własnej rodzinie, własnych dzieciach. Bo liczył się tylko on. Dzisiaj nie mam nic. Jestem sama. Ale kogo to obchodzi?
    Taką cenę także płaci się za chore dzieci w rodzinie. Warto o tym pomyśleć zanim się na rodzeństwo zrzuci "moralny obowiązek". A starymi też się trzeba zająć. Zgadnijcie kto to robi? No przecież ten kto nie ma własnej rodziny...

  • hanusinamama

    Oceniono 200 razy 188

    A mnie wtej histori brakowało przemyslen "jaki los funduję mojemu starszemu dziecku". Bo chyba jednak kazda matka o tym pomysli. Moj los, moje poswiecenie sie choremu dziecku to ok. Ja jestem matką, ja urodziłam ja ponosze konsekwencje. Ale czemu konsekwencje ma ponosic starsze dziecko? Wyzwijcie mnie od najgorszch ale ja znam taką osobę ktora w spadku po rodzicach dostała brata z ZD. Nie załozyła rodziny, zajmowała sie pół zycia bratem. W pewnym momemcie to byl 5latek w ciele dorosłego faceta, w dodatku w wieku 30 paru lat dostał Alzheimera ( u ludzi z ZD bardzo czeste zjawisko). Koniec konców mając 50 lat musiała go oddać do osrodka co juz totalnie ja załamało. Nie dawała rady sie nim opiekować ale czuła ze zawiodła. I tak oto zmarnowane zycie, bez rodziny, bez włąsnychd dzieci. To jest kolezanka mojej mamy. Ja to widziałam przez 30 lat....i tego bym w zyciu swojemu dziecku nie zrobiła. Moje sumienie nie jest wazniejsze od jej zycia.

  • e_wok

    Oceniono 136 razy 128

    Skąd katolicy biorą tych lekarzy, którzy na wyprzódki sugerują aborcję? Bo to juz kolejna taka relacja (po państwu Jakich i muzyku z Sistars), tymczasem moja koleżanka ze wskazaniem do terminacji z powodu potwierdzonej przez trzech specjalistów perspektywy urodzenia warzywa, była odsyłana przez dwa miesiące od lekarza do lekarza, a w miedzyczasie objęta opieka psychiatry, bo groziła, że się zabije, jeśli nie wyjmą jej tego z macicy. Trauma dla całej rodziny, zbieranie kasy na łapówki, wędrówki z kwiatami po gabinetach wyższych urzędników NFZ, na szczęście udało się przeprowadzić aborcję, dwa lata po niej urodziła zdrowe bliźniaki

  • aeromonas

    Oceniono 83 razy 83

    Rodzenie, kiedy wiadomo, że płód jest obciążony nieuleczalnymi wadami, a urodzone dziecko nigdy nie będzie samodzielne, w pełni świadome i nie będzie miało żadnej możliwości wyboru, jak chce żyć, to jest okrucieństwo, egoizm i zwykła głupota. Te frazesy "jestem za życiem" i "wierzę, że życie zaczyna się od poczęcia" to nic innego, jak efekty kościelnego prania mózgu. Założę się, że te osoby nigdy nie zadały sobie pytania, jak przebiega rozwój człowieka. Rodzenie kalek w czasach, kiedy możliwa jest niemal stuprocentowa diagnostyka wad wrodzonych i bezpieczna aborcja to głupota i marnotrawstwo. W rozwiniętych krajach takich dzieci już prawie nie ma. W Polsce jest ich coraz więcej, bo kościelna indoktrynacja zrobiła ludziom wodę z mózgu. Pytam - jakim dobrem jest powoływanie na świat istoty, która nie dość, że sama będzie cierpieć, to jeszcze sprowadzi cierpienie (a często także biedę i konflikt) na całą rodzinę? I niech nikt mi nie mówi, że upośledzeni ludzie są szczęśliwi.

  • minkat

    Oceniono 87 razy 83

    te zakazy to wyraz pogardy dla kobiet. . kobiety wedlug czarnobyli rzadzacych naszymi rzadzacymi sa za glupie, zeby dokonac wyboru. mimo, ze im pambuk dal oficjalnie rozum i wolna wole to ta banda mizoginow zawsze bedzie uwazala kobiety za gorszy sort czlowieka.

  • optymistaa43

    Oceniono 84 razy 76

    Wszystko przez P i S. Stowarzyszenie ,ktorego kapitula skladajaca sie z bezjajecznego kawalera kurdupla,jego goracej sistrzenicy ( 3 dzieci kazde z innym )a do tego sasin,bezposredni sprawca katastrofy prezydenta nieudacznika,majacego czesto sraczke kiedy chodzilo o sprawy polskie przyznalo nagrode krzywogebemu popychadle.Jaja kwadratowe ze takie stowarzyszenie dziala,a dziala napewno kosztem naszym. Stowarzyszenie ,ktorego kapitula skladajaca sie z bezjajecznego kawalera kurdupla,jego goracej sistrzenicy ( 3 dzieci kazde z innym )a do tego sasin,bezposredni sprawca katastrofy prezydenta nieudacznika,majacego czesto sraczke kiedy chodzilo o sprawy polskie przyznalo nagrode krzywogebemu popychadle.Jaja kwadratowe ze takie stowarzyszenie dziala,a dziala napewno kosztem naszym.

  • boo-boo

    Oceniono 98 razy 74

    "Nie dawało jej spokoju także to, że chcąc nie chcąc jej syn miałby moralny obowiązek zajęcia się swoim chorym bratem po jej śmierci."
    A niby dlaczego ? Co to starszy brat sobie młodszego spłodził i podjął decyzję o jego urodzeniu w momencie gdy jest juz 100% pewności, że młodszy po urodzeniu będzie już na stałe potrzebował opieki ?
    Nigdy w życiu nie obarczyłbym swojego starszego dziecka takim "obowiązkiem moralnym".
    Jak czytam te opowieści ludzi o kolejnym chorm dziecku, że się na nie zdecydowali bo po ich śmierci starsze rodzeństwo się nimi zajmie to mnie krew zalewa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX