1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"W d**** ma się dzieci" - nauczycielka szczerze o polskich przedszkolach. Tak mocnej wypowiedzi jeszcze nie było

14.02.2017 13:00
'Pracuję w szkole, ale od 20-lat dorabiam w przedszkolach.' - tak zaczyna się list nauczycielki.

'Pracuję w szkole, ale od 20-lat dorabiam w przedszkolach.' - tak zaczyna się list nauczycielki. (Dziecko w drodze/Facebook.com, DGLimages/iStock.com, kolaż: Gazeta.pl)

"Panie potrafią szarpać, wyzywać, drą się charakterystycznym "bazarowym" głosem" - można przeczytać w liście nauczycielki opublikowanym na blogu "Dziecko w drodze". Co ciekawe, dostało się zarówno przedszkolom prywatnym, jak i państwowym.

Na popularnym blogu parentingowym Dziecko w drodze, którego autorami są Magnalena i Sergiusz Pinkwart ukazał się kontrowersyjny wpis zatytułowany "Przedszkola prywatne czy państwowe? Wstrząsający list nauczycielki". Notka jest sensacyjna, ponieważ został w niej opublikowany list przedszkolnej nauczycielki - znajomej blogera, która napisała o, według niej, tragicznym stanie personelu w polskich przedszkolach. 

Tekst Sergiusza Pinkwarta publikujemy za jego zgodą. Cały post możecie przeczytać na blogu Dziecko w drodze.

List nauczycielki

„Pracuję w szkole, ale od 20 lat dorabiam w przedszkolach… Przez tyle lat miałam styczność z kilkudziesięcioma, więc wiem, o czym piszę. Uchylam rąbka tajemnicy. Jak to wygląda od wewnątrz w przedszkolach państwowych:

Generalnie w dupie ma się rodziców. Przytakiwanie i zapewnienia służą tylko temu, żeby się rodzic odpie…ił i nie poleciał „wyżej” ze skargą. [...] Plus kontrola, która wywraca przedszkole do góry nogami i wprowadza atmosferę piekła na ziemi.

W  dupie ma się dzieci. Niestety. Ich potrzeby (indywidualne zwłaszcza) nie są brane pod uwagę. Są „ramy” i dzieci mają nie wystawać poza obrazek…

 

Za dużo biurokracji w przedszkolach

NAJWAŻNIEJSZE to porządek w papierach. Dzienniki, plany, programy, „tony papierów, tony analiz”, spisywanie godzin wejścia i wyjścia z przedszkola, zliczanie frekwencji, arkusze obserwacji. Jednym słowem biuro. Jest ramowy plan dnia, jest gotowiec scenariusza z przewodnika metodycznego, przeprowadza się zajęcia, wychodzi na dwór, wraca, je obiad (tu następuje wymiana nauczycieli, których kompletnie nie interesuje, co kto zrobił, osiągnął, no chyba że dzieciak rozbił głowę drugiemu i jest widmo afery…), są zajęcia dodatkowe, u małych leżakowanie, podwieczorek i upragniona chwila – przebieranie nogami, żeby wyjść jak najszybciej.

Oraz zakłady, który „cholerny tatuś znowu wpadnie pięć minut przed zamknięciem”. W opinii nauczycieli dzieci powinny być odbierane zaraz po podwieczorku, tj ok. 14.30…

 

Występ musi być

Dziecko generalnie jest zbędnym balastem, „drącym się”, „latającym jak oszalałe” albo „niedojdą”, która „rozwala pracę grupy”. Panie, tak jak opisała Magda, to przeważnie pokrzykujące, wiecznie rozjuszone i niezadowolone osóbki, z objawami klimakterium już od 25. roku życia. Potrafią szarpać, wyzywać, drą się takim charakterystycznym „bazarowym” głosem. [...]

 

 

Na zewnątrz, do szaleńca, który przyjdzie spytać o dziecko, panie silą się na uśmiech i zasłaniając grupą, szybko kończą rozmowę. I najważniejsze, musi być występ, czy dzieci lubią, czy chcą i potrafią – nie ma znaczenia. To się robi „pod rodziców”, jak stoi w półkolu i śpiewa, tańczy, recytuje, to świadczy o tym, że jest to „znakomita placówka”. Im dłuższy występ – tym lepsza.

Degrengolada w prywatnych przedszkolach

W przedszkolu prywatnym jest zupełnie inaczej. Panuje atmosfera „snucia” i ogólnej degrengolady. Zatrudnione nauczycielki (żeby obniżyć koszty) to dziewczyny 2-3 rok licencjatu, bez doświadczenia i wiedzy (niestety, obecny program na studiach pedagogicznych to porażka, praktyki - żenada), owe dziewczątka, jak muchy w smole, z wiecznie przyklejonym uśmiechem do twarzy „przelewają” się, powolne ruchy, dłuuuuugie rozkładanie zabawek, dłuuuugie otwieranie książeczek, nie krzyczą, nie strofują… uśmiechają się. Akceptują każde zachowanie, ale nie mają chyba świadomości, że „podążają za dzieckiem”, bo jest taka metoda wychowawcza. Po prostu są miłe i grzeczne, bo muszą zarabiać na studia.

Tu chętnie rozmawia się z rodzicem (wymóg odgórny dyrektorki, plus pranie mózgu), nigdy nie ma problemu, zawsze „był grzeczny, zjadł, bawił się, byliśmy na dworze”. Charakterystyczny jest język, jakim się młode panie posługują… niestety, w sporej większości NIE jest to poprawna polszczyzna. Wziełeś, poszłeś, kerownica, ksionszka, bendom, zrobio itp. Jest też „powiem rodzicĄ”. Panuje zasada: rodzic płaci, wszystko ma być super.

Przechowalnia bez zasad

Jest zazwyczaj dobre jedzenie, wyposażenie, ładne zabawki, dobrze urządzony plac zabaw, instrumenty perkusyjne z atestem. W państwowych też są, ale rodem z lat 70… połamane, niedziałające. Program, który się tu realizuje, to fikcja… Ma być bezproblemowo i bezpiecznie.

Choć te młode damy są o wiele bardziej empatyczne od rozjuszonych bab z państwowego (mam wrażenie, że te ostatnie pracują za karę) i np. przytulają dzieci, ukoją w płaczu. Pracują ok. 8 godzin, czyli drugie tyle, co baby w państwowym. Brak tu zasad, energii, stanowczości, konkretnego programu, ot, taka ciepła przechowalnia na wolnych obrotach.

Dziecko stanowi tu tylko obiekt do pielęgnacji, żeby miało czystą buźkę, suche majty, żeby zjadło… natomiast dzieci „problemowe” są odbierane ciepło, ale bez zrozumienia [...] i zazwyczaj dzieciak, zamiast integracji, idzie z „ciocią” do drugiej salki i tam bezpiecznie zanurza się w swoim świecie, a rodzic otrzymuje informację, że „wszystko było OK”. Nie ma problemu i nie ma psychologa. A w państwowym jest, na jakiejś ułamkowej etatu, ale jest…

To dopiero WSTĘP, z powodzeniem mogłabym napisać książkę… Tak na marginesie, czasami woźne mają więcej oleju w głowie i umiejętności wychowawczych niż nauczycielki. A spróbowałbyś nazwać te panie przedszkolankami… Żywy byś nie wyszedł z “placówki”. Pozdrawiam."

"Złe wzorce wciąż są powielane"

Sergiusz Pinkwart przyznał, że jego syn również nie czuł się dobrze w polskich placówkach wychowawczych. Według blogera dużo lepsze żłobki i przedszkola można znaleźć za granicą, chociażby w Anglii:

"Myśleliśmy, że to my nie mieliśmy szczęścia do żłobka i przedszkola. Niestety, złe traktowanie dzieci w polskich placówkach to chyba jednak praktyka bardziej powszechna, niż nam się wydawało. [...]

Warto byłoby podawać za wzór jakieś fajne placówki nad Wisłą. Przedszkola, w których dzieci są traktowane jak ludzie, a nie jak balast. Może też warto popatrzeć, jak to robią w Anglii, Niemczech czy Hiszpanii i coś przeszczepić na nasz grunt. Do cholery, od końca PRL-u minęło już wystarczająco dużo czasu, by przestać zasłaniać się dziedzictwem komunizmu! A najbardziej przerażające jest to, że złe wzorce są wciąż powielane i replikują się w kolejnych pokoleniach."

Cały post Sergiusza Pinkwarta przeczytacie na blogu Dziecko w drodze.

Rozwiewamy wątpliwości

W związku z obawami rodziców o to, czy przedszkola są należycie kontrolowane, postanowiliśmy zasięgnąć informacji u Rzecznika Praw Dziecka:

Organem bezpośrednim, pełniącym nadzór pedagogiczny w przedszkolach i szkołach zarówno publicznych jak i prywatnych jest kurator oświaty. [...] Organem badającym, czy nauczyciel nie uchybił godności zawodu nauczyciela i obowiązkom nauczyciela jest także rzecznik dyscyplinarny dla nauczycieli przy wojewodzie. Należy przy tym podkreślić, że za bezpieczeństwo dziecka w przedszkolu w każdej sytuacji odpowiada dyrektor przedszkola. To również dyrektor zatrudnia nauczyciela i pełni nad nim nadzór pedagogiczny.

Chcieliśmy się także dowiedzieć, gdzie mogą się zgłosić rodzice, którzy zauważą, że w placówce wychowawczej naruszane są prawa dziecka:

Naruszenia praw dziecka można zgłaszać do Rzecznika Praw Dziecka, który w każdym przypadku wnioskuje do kuratora oświaty o przeprowadzenie kontroli a następnie monitoruje realizację zaleceń pokontrolnych.

Nie trzeba zatem popadać w skrajności - kontrole personelu są regularnie przeprowadzane przez organ bezpośredni, który z pewnością zwróciłby uwagę na to, że wychowawcy postępują nie tak, jak powinni.

Reakcje rodziców na list

Niektórzy czytelnicy bloga byli zdziwieni listem nauczycielki. Wyznali, że ich dzieci nigdy nie miały złych doświadczeń z placówkami wychowawczymi:

Nie, nie i jeszcze raz nie!!! Moje dzieci chodzą do przedszkola od 6 lat po kolei. W tym czasie opiekowało się nimi 6 pań. Każda z nich, opiekująca się ponad 30 dzieci w grupie jest wspaniała, kreatywna, empatyczna, zaangażowana, przesympatyczna! Jestem w szoku po tym co przeczytałam!!! Ogromne ukłony dla Pań wychowawczyń z przedszkola.
Lubię czytać Wasze wpisy, ale ten jest po prostu krzywdzący! Nie mamy czego uczyć się od Anglii, bo u nas właśnie są dobre przedszkola. My mieszkamy w bardzo małym mieście, a przedszkole wspaniałe i w pełni przystosowane dla maluszków, z cudowną kadrą. A ta Pani która pisała ten list nie powinna mieć nigdy styczności z dziećmi, przerażająca i dziwna osoba.
Znam wiele nauczycielek z pasją i przedszkola, z których dzieci nie chcą wychodzić...

Znaleźli się też czytelnicy, którzy zauważyli w przedszkolach swoich dzieci niektóre z problemów, o których pisała nauczycielka:

Niestety część z tego na pewno jest rzeczywistością. Fakt że te panie strasznie głośno mówią, fakt że jak dziecko nie mieści się w ramach to jest problemem.
No cóż trochę niestety prawda. U nas w grupie najbardziej ogarnięta to pomoc przedszkolna. Są dwie Panie nauczycielki. Jedna na wszystko się uśmiecha, potakuje. Druga rozwrzeszczana baba. Jak jej po długich rozważaniach zwróciłam uwagę to powiedziała, że ona tak żeby dzieci ją słyszały. Ale się trochę opanowała.

Macie podobne doświadczenia z polskimi przedszkolami? A może macie możliwość porównania je z zagranicznymi? Piszcie w komentarzach.

To też może cię zainteresować:

Ten apel na kartce ma już ponad milion udostępnień. Napisały go przedszkolanki. Mają rację?

5 rzeczy, które robią nauczycielki przedszkolne, by ułatwić sobie życie, a o których rodzic nie chciałby wiedzieć

Czy zgadasz się z opinią nauczycielki na temat polskich przedszkoli?
Zobacz także
Komentarze (2)
"W d**** ma się dzieci" - nauczycielka szczerze o polskich przedszkolach. Tak mocnej wypowiedzi jeszcze nie było
Zaloguj się
  • Ewa Furmanowicz

    Oceniono 2 razy 0

    Nie zgadzam się zupełnie z taką opinią. W każdej dziedzinie są jakieś skrajne przypadki i to jest akt ale nie należy sprawy uogólniać.I jeszcze pytanie; dlaczego pani opisująca te zdarzenia w ciągu 20 lat miała styczność z kilkudziesięcioma przedszkolami? Nie potrafiła zagrzać miejsca w jednym? A może jej nie chcieli? A może jeszcze coś innego...

  • ryffka

    Oceniono 2 razy 0

    Prawda zawsze jest po środku. Myślę, że gazeta szuka trochę sensacji i ubarwia nieco przekaz. To, że system edukacji przedszkolnej ssie to wiadomo nie od dziś. Czy było kiedyś lepiej? Nie sądzę...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX