1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Matka ma "wychodne". "Wydzwaniał do mnie mój ojciec z pytaniami: gdzie jestem, co robię, kiedy wracam" [LIST]

"Czy naprawdę jest coś złego w tym, że matka wyjdzie gdzieś z domu bez dzieci? Że zrobi to wieczorem, a nie w ciągu dnia?" - zastanawia się nasza czytelniczka.

Ostatnio spotkałam się wieczorem z koleżankami. Żadne szaleństwa, głównie plotki. Co chwilę wydzwaniał do mnie mój ojciec z pytaniami: gdzie jestem, co robię, kiedy wracam. Dodam, że nie mam piętnastu lat, a o wiele więcej, "dorobiłam się" męża i trójki dzieci. A z rodzicami nie mieszkam od lat. Okazało się, że gdy ja zbywałam ojca, ten zadzwonił do mojego męża. Pytał, co on sądzi o moim zachowaniu. Powtórzę: co sądzi o moim zachowaniu. A co on może sądzić?! "Czy matce wypada włóczyć się po nocach?". Męża zatkało, nie wiedział, co powiedzieć. A ja nie sądziłam, że mój ojciec jest "taki".

Czy naprawdę jest coś złego w tym, że matka wyjdzie gdzieś z domu bez dzieci? Że zrobi to wieczorem, a nie w ciągu dnia i to w innym celu niż zakupy w osiedlowym sklepie? Że ma ochotę spotkać się z koleżankami, pogadać, pośmiać się? Ba! Może napije się też wina, potańczy. I co w tym złego? Dzieci niezaopiekowane? Przecież są z ojcem, który potrafi zrobić wszystko to, co mama.

Czy kobieta może wychodzić z domu tylko z dziećmi, są jej integralną częścią? Przecież nie zrzeka się ich, nie porzuca. Ma czasem potrzebę odetchnąć, nie być na ciągłym czuwaniu. A z dziećmi, nawet na spotkaniu z ukochanymi koleżankami, nie jest się w pełni zrelaksowanym.

Trudno skupić się na rozmowie, ciągle wypatruje się dzieci. A "dorosłe" rozmowy przerywane są ciągłymi: "mamo siusiu", "mamo jeść", "mamo nudzi mi się". Naprawdę, rozrywka na najwyższym poziomie.

Strasznie pokłóciłam się z ojcem. Skoro mamy taki patriarchalizm, to czemu nie bierzemy pod uwagę wszystkich jego założeń? Jest dobrze, gdy idę do pracy i "porzucam" dzieci, ale już z koleżankami spotkać się nie mogę? No super. Mówił, że "za jego czasów było inaczej". Faktycznie, nie przypominam sobie, aby mama gdzieś chodziła, zazwyczaj "ciocie" przychodziły do nas albo spotykaliśmy się w domu którejś z nich - spotykaliśmy, bo mama nie chodziła sama, ale z nami, ze mną i moim rodzeństwem. "Nie czuła innej potrzeby". Naprawdę?!

Żeby nie było, że to tylko pokolenie rodziców uważa, że miejsce matki jest przy dzieciach i ma siedzieć z nimi całymi dniami jak kwoka na grzędzie. Kiedy moja znajoma postanowiła pojechać na krótki urlop, na który miała jechać nie z rodziną, a z koleżanką, spadły na nią gromy. Skąd w ogóle taki pomysł i w ogóle jak ona może ruszać się bez dzieci?! Czy nie będzie tęsknić? A najważniejsze - czy one nie będą tęsknić? W jednej chwili stała się najgorszą matką świata, taką, co w ogóle nie myśli o swoich dzieciach, a swoją wygodę i przyjemności stawia o wiele, wiele wyżej niż dobro jej dzieci. Serio?!

Stając się matkami, nie przestajemy być kobietami, wciąż samodzielnie myślimy, mamy potrzeby i marzenia. I tak, nie wszystkie są związane z dziećmi!

Gdyby się nad tym zastanowić i tak wszystko kręci się wokół maluchów, ale są rzeczy, które matka chce zrobić tylko dla siebie. Momenty, w których chce pobyć tylko sama. Albo wypić kawę z koleżankami. Iść do klubu i tańczyć, nie myśleć o kredycie, o szkole dzieci, o zadaniach w pracy. Po prostu dobrze się bawić. Albo i wyjechać na tydzień bez dzieci. Naprawdę jest w tym coś złego?

Od redakcji: Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Matka nie może wychodzić bez dzieci? Jej nie wypada? Czekamy na wasze wiadomości, piszcie na edziecko@agora.pl. Najciekawsze historie opublikujemy i odwdzięczymy się książką.

Więcej o:
Komentarze (24)
Matka ma "wychodne". "Wydzwaniał do mnie mój ojciec z pytaniami: gdzie jestem, co robię, kiedy wracam" [LIST]
Zaloguj się
  • n0th

    Oceniono 70 razy 66

    Partnerstwo polega na tym, że działa w dwie strony. Raz ja mam wychodne i idę na piwo z kolegami, raz moja partnerka idzie na pogaduchy przy winku z koleżankami, a dzieckiem ja się zajmuję.

  • ar.co

    Oceniono 52 razy 44

    Ale skąd w ogóle jakiekolwiek wątpliwości? Masz ochotę wyjść - wychodzisz, dzieci przez jeden wieczór (a nawet kilka dni) ani z głodu nie umrą, ani choroby sierocej nie dostaną. A im częściej pozwolisz sobie na urlop od ukochanych najbliższych, tym łatwiej patriarchalne mamuty przyzwyczają się, że nie jesteś wyłącznie na usługi dzieci i rodziny.

  • sowaprzemadrzala

    Oceniono 43 razy 35

    Jak najbardziej wychodź. Zobaczysz za 15 lat , będziesz miała samodzielne dzieci a ty usłyszysz że jesteś świetną matką ( to brzmi wspaniale z ust dzieci)

  • 116av

    Oceniono 38 razy 34

    Ten tatus ma cos zle pod kapeluszem.Tatusiu czasy sie zmienily ubierz buty idz na spacer.

  • belferka131313

    Oceniono 26 razy 26

    A ja mam siedemdziesiątkę na karku i do głowy by mi nie przyszło, by się tak wtrącać w życie dorosłych dzieci.Jeśli odpowiednio wcześniej poproszą to opiekuję się wnukami i bardzo to lubię , ale ani się nie wtrącam, ani nie wychowuję. Czasem dzieci narzekają , że rozpuszczam wnuki ,a im na tyle nie pozwalałam. Wtedy tłumaczę , że cała uroda bycia babcią OSOBNO MIESZKAJĄCĄ polega na tym , że nie muszę kochać mądrze , tak jak ich kochałam, i mogę swobodnie kochać głupio, bo od wychowywania to wnuki mają rodziców

  • antykonformista

    Oceniono 28 razy 22

    toksyczne więzi z rodzicami istnieją od zawsze. rodzice potrafili gwałcić, mieć "pierwsze noce", potrafili stręczyć, oraz zabijać dzieci z zazdrości.

    ostatnio jest znów wysyp rodziców totalnych, którzy muszą wiedzieć wszystko o swoich dzieciach. atawizmy znów górują, po kilku dekadach, gdy zostały wyparte przez szeroko pojęte i zaakceptowane normy społeczne.

    dziś rodzina, nuklearna, znów staje się sektą.

  • shtalman

    Oceniono 38 razy 18

    Potępiam zdecydowanie, w tradycyjnej katolickiej wolskiej rodzinie łańcuch kobiety nie powinien być dłuższy niż po zarys kuchni, tak mówi ekspert od pożycia seksualnego pan w czarnej sukience

  • niemamczasu

    Oceniono 12 razy 12

    Ja nie wiem w jakim środowisku żyją takie osoby, ale ja, moje koleżanki, mama i ciocie nigdy z takimi sytuacjami nie spotykały się. Nie mam 20 lat tylko 43 a mama już parę lat po 60 więc pokolenie jeszcze wychowywane w PRL.

  • acototak

    Oceniono 12 razy 8

    Tacy podobni do Talibów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX