1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Matki Polki za granicą

Co myślą Polki mieszkające w innych krajach o życiu dzieci w Polsce i w ich nowych ojczyznach, jak wypada porównanie obu miejsc i czego im brakuje? Oto refleksje 10 kobiet.

Ukraina: Kasia, Marta (12 l.), Wiktor (6 l.), Roman (2 1.)

1. Gdzie mieszkasz i od jak dawna?
Lwów, Ukraina, od 8 lat.
2.. Czy Twoje dzieci są dwujęzyczne?
Tak.
3. Ulubiona potrawa Twojego dzieci?
Naleśniki.
4. Ulubiona zabawa Twoich dzieci?
Klocki, samochodziki (dotyczy zarówno 2-, jak i 6-latka).
5. Co podoba Ci się na Ukrainie najbardziej, w kontekście posiadania dzieci?
Stosunek społeczeństwa. Ludzie lubią dzieci, zagadują do nich na ulicy, jako matka z dzieckiem jesteś traktowana jak królowa, nie ma problemu z odejściem na macierzyński, bo jest to traktowane naturalnie, że kobiety czasem rodzą dzieci. Mimo, że nasze przychodnie są biedne i brakuje podstawowego wyposażenia, to podoba mi się opieka lekarska, nie trzeba czekać w kolejce do lekarza, poza tą pod gabinetem. Do chorych dzieci lekarze chodzą do domu (każdy pediatra pół dnia spędza w przychodni, a pół na wizytach domowych). Nie muszę się także obawiać, że lekarz zapisze mi najdroższe leki: zawsze przed wypisaniem recepty przegląda moja domowa apteczkę i wybiera w pierwszej kolejności leki, które już mamy. Także becikowe jest o wiele wyższe niż w Polsce (10 000 zł na pierwsze dziecko, za kolejne jeszcze więcej) - 10 x średnia pensja.
6. Co Ci się nie podoba / przeszkadza?
Jestem pozytywnie nastawiona, nie mogę wymienić nic, co mi jednoznacznie przeszkadza.
7. Co wypada na korzyść Polski?
W Polsce jest więcej miejsc, w których dzieci mogą fajnie spędzić czas, typu: sale zabaw, kluby, baseny, atrakcje w parkach, place zabaw i inne oraz różnych zajęć dla mniejszych i większych dzieci.
8. A co na niekorzyść?
Na pewno bywa z tym różnie, ale z moich doświadczeń wynika, ze w Polsce ludzie zajmujący się dziećmi "służbowo" (w przychodni, przedszkolu) maja takie właśnie podejście - służbowe. Nawet jeśli są serdeczni i nie można im nic zarzucić, nie wychodzą poza ramy obowiązku. Na Ukrainie wiele razy spotkałam się w tym, że ludzie pracujący z dziećmi kochają je jak swoje: w przedszkolu tulą te płaczące, noszą na rękach, piorą posiusiane ubranka, lekarka dzwoni po wizycie domowej i pyta czy się poprawiło.
9. Jaki przedmiot przeniosłabyś do Polski?
Może... becikowe?
10. Jakiego przedmiotu z Polski brakuje ci w nowej ojczyźnie?
Niczego mi nie brakuje. Jest mi dobrze z tym, co mamy.

Hong Kong: Kasia, Mateusz (7 l.) i Marianna (4 l.)

1. Gdzie mieszkasz i od jak dawna?
Hong Kong, od 9 miesięcy. Wcześniej w Polsce przez 5 lat, jeszcze wcześniej w Anglii przez 3 lata. Zanim urodziły się dzieci - Tajlandia i Szwecja.
2. Czy Twoje dzieci są dwujęzyczne?
Tak, mówią po polsku i angielsku (tata jest Anglikiem). Tu chodzą do szkoły z angielskim, ale uczą się też mandaryńskiego, oficjalnego języka Chin i poznają pojedyncze słowa i zwroty po kantońsku (lokalny dialekt Hong Kongu). Większość tutejszych dzieci świetnie mówi po angielsku.
3. Ulubiona potrawa Twoich dzieci?
Suszone mango. Marianka lubi typowe chińskie potrawy, a Mateusz woli ryby smażone i panierowane kotlety.
4. Ulubiona zabawa ?
Mateusz - wszystko z dinozaurami.
Marianka - wszystko związane z kuchnią
5. Co podoba Ci się najbardziej w Hong Kongu, w kontekście posiadania dzieci?
Sterylność - po epidemii SARS w 2003 roku, miasto bardzo dba o higienę. Przeziębieni ludzie w maskach, dezynfekcja (co kilka godzin) poręczy, wind, wykładzin w metrze i blokach. Moje dzieci tu nie chorują. Jest dużo atrakcji dla dzieci, Disneyland i Ocean Park (połączenie zoo i parku rozrywki), wspaniałe place zabaw, liczne parki, przyjazne dzieciom muzea. To bezpieczne miasto i łatwo się po nim poruszać. Dzieci w Azji (jesteśmy nauczycielami, podobne doświadczenia mieliśmy w Tajlandii) są pracowite i posłuszne - zmotywowane i przykładają się do nauki. Rzadko zdarza się widok dziecka płaczącego czy buntującego się.
6. Co Ci się nie podoba / przeszkadza?
Brak kontaktu rodziców z dziećmi. Dzieci całe dni spędzają z filipińskimi "helperkami", które z nimi mieszkają. Myślę, że priorytetem tutejszych rodziców jest edukacja dziecka i ich kariera, a nie codzienny trud wychowywania. Typowe chińskie szkoły są bardzo rygorystyczne. Trzylatki chodzą w mundurkach i uczą się pisać. Dostają prace domowe. Nie są zachęcane do samodzielnego myślenia, wystarczy praca odtwórcza. Od małego chodzą na dodatkowe zajęcia z matematyki, angielskiego, mandaryńskiego, itp. Wolny czas często spędzają przy iPadzie. Są bardzo niesamodzielne, nie umieją się same ubrać, zjeść, czy tez po sobie posprzątać. To pewnie przesadzony obraz, ale niestety często spotykamy się z takimi sytuacjami.Ciężko poruszać się tu wózkiem. Większość dzieci noszona jest w nosidełkach i chustach. Lokalne minibusy, którymi jeździmy, są tak małe, że nawet złożona spacerówka ledwo się mieści. W metrze panuje zasada "kto pierwszy ten lepszy", przepuszcza się ludzi starszych, ale nie kobiety w ciąży i matki z dzieckiem.
7. Co wypada na korzyść Polski?
Edukacja dla maluchów. Syn chodził do osiedlowego państwowego przedszkola, panie nauczycielki były wspaniałe. Dzieci uczyły się samodzielności i dużo czasu spędzały na dworze. Brakuje mi też osiedla z wielkiej płyty, zielonego, z wieloma placami zabaw, gdzie dzieci i rodzice się dobrze znają i razem spędzają czas.
8. A co na niekorzyść?

Służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia.
9. Jaki przedmiot, związany z byciem matką lub przeznaczony dla dziecka, przeniosłabyś do Polski?
Krakersy ryżowe i suszone wodorosty. Poza tym " ling- mon cha", czyli gorzka i kwaśna herbata cytrynowa, tutejsza odmiana herbaty mrożonej. Moim dzieciom bardzo smakuje.
10. Jakiego przedmiotu z Polski brakuje Ci w nowej ojczyźnie?
Kajzerek, kabanosów i mąki ziemniaczanej.  Poza tym nie stosuje się tu prebiotyków, probiotyków i soli fizjologicznej do nosa - leki przepisuje lekarz i ograniczone są do tych koniecznych.

Niemcy: Kasia, Matilda (5 l.), Olivia (2 l.)

1. Gdzie mieszkasz i od jak dawna?
Kolonia, Niemcy. Od 13 lat.
2. Czy Twoje dzieci są dwujęzyczne?

Tak.
3. Ulubiona potrawa Twoich dzieci?

Makaron. Starsza kocha też kaszę, młodsza rybę.
4. Ulubiona zabawa?

starsza: Barbie, malowanie, książki
młodsza: puzzle, memory, książki
5. Co podoba Ci się najbardziej w Niemczech, w kontekście posiadania dzieci?

Fajne jest to, że rodzi się w dobrej atmosferze i w sposób, który się wybierze, o ile nie ma przeciwwskazań medycznych. W każdym  mieście, nawet małym, można wybrać jakiś kurs dla matek z dziećmi. Dostaje się tu 180 euro miesięcznie na dziecko, przez kilka lat, nawet jeżeli rodzice pracują. Ojciec lub matka mogą wziąć 2 lata urlopu wychowawczego (80% pensji miesięcznej), a bezrobotni mogą liczyć na dofinansowanie książek, wycieczek, itd. To bardzo prorodzinny kraj. Dzieci są wszędzie mile widziane, są specjalne kawiarenki dla matek z dziećmi, karmiących piersią, itp. Opieka lekarska jest bardzo dobra. Oczywiście prywatnie ubezpieczeni mogą liczyć na szybszy termin i wizytę w domu o każdej porze dnia i nocy, ale i ci ubezpieczeni państwowo mają bardzo dobrą opieką. Niemieckie dzieci już w wieku 3 lat potrafią jeździć na 2 kółkach i ulice są tu pełne matek z dziećmi jadącymi rowerami do przedszkola, parku itd.
6. Co Ci się nie podoba / przeszkadza?

Kult hartowania dzieci. Niemcy mają manię hartowania, przeciągów, wystawiania na zimno, nieleczenia antybiotykiem silnie zakaźnych chorób bakteryjnych (jak szkarlatyna). Znam matkę, która silną anginę, leczyła globulkami homeopatycznymi i biorezonansem. Efekt -angina wracała 3 razy w ciągu 9 tygodni. Homeopatia też mnie drażni - ci wszyscy lekarze namawiają też do nieszczepienia dzieci. Potrzebowałam 5 tygodni, żeby znaleźć w Kolonii pediatrę, który na wizytówce nie  ma napisane "homeopata". Znalazłam w końcu... panią doktor z Polski! I wkurza mnie bardzo to, że nie ma tutaj obowiązku szczepienia. Bardzo mnie to wkurza.
7. Co wypada na korzyść Polski?

Obowiązek szczepienia! Małe dzieci obdarza się w Polsce szczególna opieką i ochroną. Kocyki, czapeczki, cisza itd. W Niemczech już niemowlaki chce się traktować jak 5-latków.
8. A co na niekorzyść?
Porody! Opieka lekarska w ciąży. Wciąż za mała liczba kursów dla matki z dzieckiem.
9. Jaki przedmiot, związany z byciem matką lub przeznaczony dla dziecka, przeniosłabyś do Polski?
Chyba wszystko już jest. Chociaż taki Sab Simplex to by się przydał.
10. Jakiego przedmiotu z Polski brakuje Ci w nowej ojczyźnie?

Flipsów !!!!

Belgia: Iza i Milos (2 lata)

1. Gdzie mieszkasz i od jak dawna?
Bruksela, Belgia, od 4 lat.
2. Czy Twoje dziecko jest dwujęzyczne?
Nawet czterojęzyczne (inny język mówiony przez matkę, ojca, inny w domu i w żłobku)
3. Ulubiona potrawa Twojego dziecka?
Makaron
4. Ulubiona zabawa?
Jazda na rowerze.
5. Co podoba Ci się w Belgii najbardziej, w kontekście posiadania dzieci?
Podoba mi się bardzo naturalny i tolerancyjny stosunek do dzieci, dzieciom pozwala się rozwijać własnym rytmem. Nie ma takich nacisków na odpieluchowanie, odsmoczkowanie, itp. jak w Polsce.
6. Co Ci się nie podoba / przeszkadza?
Liczba i dostępność placów zabaw. Niewiele jest tzw. osiedlowych placów zabaw, więc te dostępne są przepełnione (choć jeśli już są, to w bardzo dobrym stanie i czyste, co nie zawsze jest prawdą w Polsce). Wkurza mnie ogromna ilość psich odchodów na ulicach i w parkach (place zabaw są na szczęście ogrodzone), właściciele czworonogów po nich nie sprzątają, a że mało jest trawników czy skwerków, jak w Polsce, kupy leżą na chodniku i czekają na ciekawego dwulatka.   
7. Co wypada na korzyść Polski?
W Polsce, nawet w miastach, więcej jest przestrzeni dla dziecka, wszędzie są podwórka i place zabaw, parki, podczas gdy tu trzeba się zazwyczaj gdzieś specjalnie wybierać w tym celu, nawet jeśli nie jest to daleko.
8. A co na niekorzyść?
Poziom opieki medycznej okołoporodowej dla matki i dziecka jest jednak wyższy niż w Polsce, nie chodzi tu przy tym o fachowość danej usługi, ale o całą jej otoczkę, np. wygodę w szpitalu, obecność rodziny przy porodzie w każdym szpitalu, itp. Podobnie, powszechna dostępność żłobków i przedszkoli, publicznych i prywatnych. Jest ich bardzo dużo i można wybierać. Ale to dlatego, ze urlopy macierzyńskie i wychowawcze sa niedługie i kobiety w Brukseli, których duża część to emigrantki, nie maja żadnego zaplecza rodzinnego i żłobek czy przedszkole to jedyne wyjście.
9. Jaki przedmiot, związane z byciem matką lub przeznaczony dla dziecka, przeniosłabyś do Polski?
Nic, wszędzie jest teraz to samo.
10. Jakiego przedmiotu z Polski brakuje ci w nowej ojczyźnie?
Żadnego, wszystko jest do kupienia, także produkty polskie. Czasami brakuje mi jednak zabawek polskojęzycznych, książek dla dziecka po polsku.

Anglia: Marta i Rafe (3 l.)

1. Gdzie mieszkasz i od jak dawna?
Bournemouth, Anglia. Od 6 lat.
2. Czy Twoje dziecko jest dwujęzyczne?
Oczywiście!
3. Ulubiona potrawa Twojego dziecka?
Curry z ryżem, kiełbaski, owoce, kasza, otręby pszenne granulowane.
4. Ulubiona zabawa?
Zabawa w sklep.
5. Co najbardziej podoba Ci się w Anglii, w kontekście posiadania dzieci?

Do 16 lub 18 roku życia nie płacimy za leki dla dziecka ani za dentystę. To samo dotyczy kobiet w ciąży. Mój syn miał nietolerancję laktozy i musiał przez ponad rok pić specjalną mieszankę - £ 12 za puszkę, która wystarczała na 3 dni. To wszystko było za darmo. Nie ma też VAT-u na ubrania dla dzieci.
6. Ci się nie podoba / przeszkadza?
Brak bezpośredniego dostępu do pediatry - musisz przejść najpierw przez GP (lekarz pierwszego kontaktu).
7. Co wypada na korzyść Polski?
Możliwość natychmiastowego badania krwi, telefon do pediatry o 2 w nocy i jego pojawienie
się  za 45 minut!
8. A co na niekorzyść?
Brak dyscypliny w szkołach! Arogancja i brak dobrego wychowania dzieci.
9. Jaki przedmiot, związany z byciem matką lub przeznaczony dla dziecka, przeniosłabyś do Polski?
Niczego takiego nie ma, wszystko teraz można nabyć w Polsce.
10. Jakiego przedmiotu z Polski brakuje Ci w nowej ojczyźnie?
Mój mąż podpowiada, że gruszki do oczyszczania nosa....

Irlandia: Ania i Ignaś (2 l.)

1. Gdzie mieszkasz i od jak dawna?
Irlandii, od ponad 5 lat.
2. Czy Twoje dziecko jest dwujęzyczne?
Używa mieszanki polskiego i angielskiego.
3. Ulubiona potrawa Twojego dziecka?
Ziemniaki w każdej postaci, mięso, ryba i makaron.
4. Ulubiona zabawa?
Huśtawki, wygłupy z tatą i podróże pociągiem.
5. Co podoba Ci się w Irlandii najbardziej, w kontekście posiadania dzieci?
Dzieciom w Irlandii pozwala się bez pośpiechu i swoim tempem rozwijać. Nie wysyła się każdego z nich na fizjoterapię, rehabilitację i inne 'niezbędne' dzieciom w Polsce zajęcia. Oprócz tego 'bezstresowe wychowanie' (w granicach rozsądku) i partnerskie podejście do dziecka. Także to, że zdecydowanie dominuje tu zimniejszy chów i unikanie przegrzewania dzieci.
6. Ci się nie podoba / przeszkadza?
Czasami to z założenia pozytywne 'bezstresowe wychowanie' przybiera przesadną formę i dzieciakom pozwala się dosłownie na wszystko. Do tego złe nawyki żywieniowe - dzieci
faszerowane są słodyczami, chipsami i gazowanymi napojami. U części z nich problemy z otyłością zaczynają się w bardzo młodym wieku.
7. Co wypada na korzyść Polski?
Zdecydowanie tańsze państwowe żłobki i przedszkola, które tutaj praktycznie nie istnieją oraz płatne zwolnienia lekarskie na dziecko. Tutaj, kiedy dziecko choruje, rodzic musi wykorzystywać swój urlop wypoczynkowy.
8. A co na niekorzyść?
Przesadna opiekuńczość wobec dzieci w Polsce. Czasami odbiera się dzieciom swobodę i chroni przed próbami samodzielności.
9. Jaki przedmiot, związany z byciem matką lub przeznaczony dla dziecka, do Polski?
Według mnie nie ma tutaj niczego nadzwyczaj wyjątkowego. Mogłabym jedynie polecić maść Morhulin, używaną przy pieluchowaniu, na bazie tranu i tlenku cynku, jest rewelacyjna na odparzenia.
10. Jakiego przedmiotu z Polski brakuje Ci w nowej ojczyźnie?
Nie ma jednej konkretnej rzeczy. Generalnie wybór kosmetyków dla dzieci jest tutaj zdecydowanie mniejszy niż w Polsce, ale czasem mniejszy wybór wychodzi na dobre.

Holandia: Kasia, Mikołaj (17 l.), Zoe (5 l.)

1. Gdzie mieszkasz i od jak dawna?
Horst aan de Maas, Holandia, od 7 lat
2. Czy Twoje dzieci są dwujęzyczne?
Mikołaj nawet trójjęzyczny, Zoe dużo rozumie po polsku, ale mówi niewiele, nie poddaję się i mam nadzieję, że się nauczy.
3. Ulubiona potrawa Twojego dziecka?
Zoe - rosół, chleb z Nutellą, spaghetti
4. Ulubiona zabawa?
Chowanego (ukrywa pluszaki, a później ich szuka), rysowanie.
5. Co podoba Ci się w Holandii najbardziej, w kontekście posiadania dzieci?
Więcej możliwości w małych miastach. Nasza mieścina ma 12 tysięcy mieszkańców, a jest tu basen, duża sala sportowa, hokej na trawie, ścieżki rowerowe.  Sport jest ważny. 4-5-latki standardowo zaczynają naukę pływania. Holandia jest przyjazna dzieciom, spotykam dużo zrozumienia, życzliwości w różnych sytuacjach, Holendrzy są bardziej tolerancyjni. Postawa "wszystko będzie dobrze", każde dziecko ma swoje tempo, nie ma ciśnienia na odpieluchowanie trzylatków, nie porównuje się dzieci do innych, itp. Dzieci się hartuje, nie chodzą w czapkach, rękawiczkach, jadą na rowerkach w mróz bez rajstop, a moje dziecko jako jedyne w czapce. Lekarze są bardziej powściągliwi, nie zalecają masy badań i leków, nie przepisują nawet syropów w czasie przeziębienia - w naszej apteczce jest tylko syrop przeciwgorączkowy i sól morska do nosa. W naszym mieście jest jedna apteka. Super zwyczajem jest stawianie przed domem tablic informujących o narodzinach potomka, dekorowanie domów, wysyłanie specjalnych kart informujących o pojawieniu się dziecka, a potem wizyty - gości podejmuje się kawą i ciasteczkami, tzn. okrągły sucharek z masłem i anyżową posypką (różową dla dziewczynki, niebieską dla chłopca). Opieka po porodzie jest fantastyczna, przez tydzień codziennie przychodzi pani, która sprawdza kondycje mamy i maluszka, uczy przewijać, kąpać, wciąga w to tatę, a do tego sprząta, gotuje, pierze i prasuje.
6. Co Ci się nie podoba / przeszkadza?
Czasami za bardzo wyluzowane podejście do chorób - dzieci prowadzi się do żłobka np. z ospą, z gorączką (zostawiając syropek). Dzieci muszą uczyć się oszczędzania i nie mogą np. wydać pieniędzy, które dostały w prezencie, powinny je wpłacić do banku. Holenderki są tez bardziej konsekwentne. Podobno kiedyś panował zimny chów, trochę to jeszcze widać, ale już się to zmienia. Nie podoba mi się też to, że sprzedaż alkoholu jest dozwolona od 16 r.ż.
7. Co wypada na korzyść Polski?
Nie mam pojęcia.
8. A co na niekorzyść?
Polityka prorodzinna, a raczej jej brak. Holenderskie mamy, przynajmniej tutaj, jeśli pracują to 2-3 dni w tygodniu i nikogo to nie dziwi, pracodawcy idą im na rękę. Dofinansowanie do żłobków i przedszkoli, prawie bezpłatna szkoła podstawowa - żadnych książek, ciężkich plecaków, itp. Dziecko idzie tylko ze śniadaniem i wraca z ewentualną kserówką, na której jest zadanie domowe
9. Jaki przedmiot, związany z byciem matką lub przeznaczony dla dziecka, przeniosłabyś do Polski?
Jeszcze bardziej rozpowszechniłabym jazdę na rowerze z dziećmi, czyli foteliki na rower, ścieżki rowerowe... I jeszcze wodę pitną z kranu!
10. Jakiego przedmiotu z  Polski brakuje ci w nowej ojczyźnie?
Nie ma takiego przedmiotu, ale... chciałabym bardzo mieć tu naszą polską babcię Basię! Babcie są nie do zastąpienia!

USA.: Ania i Nadia (2 l.)

1. Gdzie mieszkasz i od jak dawna?
USA, od 5 lat.
2. Czy Twoje dziecko jest dwujęzyczne?
Nie mówi jeszcze dużo, ale chcemy by była dwujęzyczna.
3. Ulubiona potrawa Twojego dziecka?
Makarony i kiełbasa.
4. Ulubiona zabawa Twojego dziecka?
Place zabaw, a w domu klocki, książeczki, plastelina, malowanie farbkami.
5. Co podoba Ci się w USA najbardziej, w kontekście posiadania dzieci?
Ogólna dostępność żłobków i przedszkoli. Nie ma większego problemu, żeby dziecko się dostało. Tyle, że  u nas wszystkie żłobki są prywatne. łatwy dostęp do opieki pediatrycznej - w naszej przychodni zawsze mamy wizytę tego samego dnia, pilnują szczepień, wszystko kontrolują i są na bieżąco z rozwojem dziecka. Podoba mi się też podejście amerykańskich pediatrów i ekspertów wychowania.
6. Co Ci się nie podoba / przeszkadza?
Mocno mnie bulwersuje praktyczny brak urlopu macierzyńskiego. Normą jest, że 6-8 tygodni po porodzie matka wraca do pracy, a dziecko idzie do żłobka. Czasami przeszkadza mi to, że pediatrzy maja te wszystkie standardy, których się trzymają i ciężko ich zmusić do tego, żeby spojrzeli na pacjenta indywidualnie.
7. Co wypada na korzyść Polski?
Nigdy nie miałam dziecka w Polsce więc naprawdę nic nie przychodzi mi do głowy... Ale
strasznie mnie wkurza to śmieciowe jedzenie tutaj, te ohydne "fastfoody" i słodycze wyładowane cukrem. Tutaj wszystko jest 100 razy słodsze tutaj i smakuje jednakowo: za słodko! Dzieci też są źle odżywiane, wszystkie dzieci moich znajomych, a są w wieku mojej Nadii, piją "szejki", gazowane napoje i jedzą te cuda z "fastfoodów", zapychają się ciasteczkami....
8. A co na niekorzyść?
Mam wrażenie, że w Polsce posiadanie dzieci jest dużo droższe - jedzenie, ubrania i wózki są jakoś koszmarnie drogie. Obydwoje z mężem robimy doktoraty, jesteśmy na stypendiach doktoranckich i zarabiamy mało jak na tutejsze warunki. Ale stać nas na wynajmowanie trzypokojowego mieszkania, opłacenie żłobkach, utrzymanie dwóch samochodów, itd. W Polsce to chyba nie byłoby możliwe z takimi stypendiami. No i świetne jest to, że Amerykanie są tu bardziej otwarci i pozytywni.
9. Jaki przedmiot, związany z byciem matką lub przeznaczony dla dziecka, przeniosłabyś do Polski?
To śmieszne, ale jest taki amerykański krem przeciwko pieluchowym odparzeniom, Triple Paste. Jest genialny! Wysyłam go moim znajomym w Polsce, gdy rodzą się im dzieci.
10. Jakiego przedmiotu z  Polski brakuje Ci w nowej ojczyźnie?
Chyba najbardziej aptecznych maści i specyfików bez recepty, takich jak Pulmex Baby, maść majerankowa, wapno musujące.

Dania: Asia, Julia (5 l.), Alicja (2 l.)

1. Gdzie mieszkasz i od jak dawna?
Dania, od 5 lat.
2. Czy Twoje dzieci są dwujęzyczne?
Julia tak. Alicja z racji niepełnosprawności nie mówi, ale rozumie specjalny język migowy w przedszkolu.
3. Ulubiona potrawa Twoich dzieci?
Chleb z Nutellą, makarony.
4. Ulubiona zabawa Twoich dzieci?
Julka: komputer, Alicja uwielbia iPoda.
5. Co podoba Ci się w Danii najbardziej, w kontekście posiadania dzieci?
Specjalistyczna opieka lekarska jest bardzo dobra. Przy chorobie Alicji wszystkie badania robione są od ręki, za darmo. W szpitalu czuję się naprawdę dobrze, rodzic śpi z dzieckiem, ma łóżko, opiekę, dobre słowo i uśmiech, a to w szpitalu jest bardzo ważne. Przedszkola tez są całkiem inne, dzieci ciągle na dworze, deszcz czy śnieg. Dziecko brudne to dziecko zadowolone. Nie ma tu ciepłych posiłków, ani w szkole, ani w przedszkolu: dzieci jedzą to, co dadzą rodzice, zwykle ciemny chleb i popijają wodą. W przedszkolach dzieci robią dużo rzeczy, których w polskich placówkach nigdy by nie miały możliwości robić, ale myślę, że wynika to z większych funduszy w Danii.
6. Ci się nie podoba / przeszkadza?
Coraz bardziej odczuwalna niechęć do ludzi innych narodowości, mieszkających w Danii.
7. Co wypada na korzyść Polski?
Cieple posiłki w przedszkolu, większa liczba miejsc, gdzie dzieci mogą się pobawić, parki, place zabaw: także te zamknięte, gdzie można za jakąś kwotę wejść z dzieckiem i szaleć   do woli. Ja mieszkam w średnim mieście i nie ma tu takiego miejsca.
8. A co na niekorzyść?
Strasznie tęsknię za Polską, nie widzę minusów.
9. Jaki przedmiot, związany z byciem matką lub przeznaczony dla dziecka, przeniosłabyś do Polski?
Nie mam pojęcia.
10. Jakiego przedmiotu z Polski brakuje Ci w nowej ojczyźnie?
Przedmiotu to może nie, najbardziej brakuje mi mamy i najbliższej rodziny.

Francja: Paulina, Miriam (3 l.), Rebecca (2 l.)

1. Gdzie mieszkasz i od jak dawna?
Francja. Od 6 lat.
2. Czy Twoje dzieci są dwujęzyczne?
Tak. Francuski/angielski. Tata jest Brytyjczykiem.
3. Ulubiona potrawa Twoich dzieci?
Młodsza: Spaghetti z sosem bolognese + fasolka w sosie pomidorowym
Starsza: malutki kolorowy makaron + czekolada na gorąco
4. Ulubiona zabawa?
Młodsza: plastyka (rysowanie, malowanie) + wspinanie się.
Starsza: plastyka (naklejki, rysowanie, malowanie) + puzzle.
5. Co podoba Ci się we Francji najbardziej, w kontekście posiadania dzieci?
To kraj przyjazny rodzinom. Dzieci są wszędzie, a ludzie są życzliwi. Mężczyzna jest partnerem we wszystkim. W wychowaniu ważna jest dyscyplina. Znakomicie rozwiązany jest problem opieki nad dziećmi: miejsc w żłobkach jest za mało, ale są nianie zakontraktowane przez gminę. Składki emerytalne płaci im państwo, a pensję rodzice. Francuskie dzieci dużo czasu spędzają aktywnie, na świeżym powietrzu, z rodzicami. Nie ma parcia na zajęcia pozaszkolne, a szkoła zapewnia im dużo ruchu. Zachęca się za to do zajęć w szkole muzycznej. Pozwala się dzieciom być dziećmi i nie ma wyścigu szczurów od małego. Rodzice są zrelaksowani, bo nie podważa się ich autorytetu rodzicielskiego. W szkołach uważa się, że to rodzic chce najlepiej dla swojego dziecka i zna je najlepiej. Babcie zazwyczaj nie opiekują się dziećmi. Większość matek woli wykwalifikowane nianie i babcię na wieczór, żeby wyjść z mężem. Dużą wagę przykłada się do małżeństwa po pojawieniu się dzieci. W szkole rodzenia położne dużo rozmawiają o tym z przyszłymi rodzicami. Świetne są też bezpłatne szkoły poporodowe: 10 seansów z położną, która pomaga wyćwiczyć mięśnie naruszone przez poród oraz mówi jak wracać do formy, np. ćwicząc mięśnie brzucha.
6. Co Ci się nie podoba / przeszkadza?
Bardzo krótki urlop macierzyński. 16 tygodni, z czego 4 obowiązkowe przed datą porodu. Poza tym społeczna akceptacja wobec zmiany partnera jest zbyt duża i jak coś nie działa to po prostu się rozstają, nie walczą. Rodziny patchworkowe są tutaj codziennością, wg. moich znajomych to jakieś 50%. Dzieci spędzają tydzień z tatą, a tydzień z mamą, bo ojcowie po rozwodach są nadal bardzo zaangażowani w wychowanie.
7. Co wypada na korzyść Polski?
Posiadanie rodziny na miejscu, ale to dlatego ze jestem emigrantką. Gdyby moja rodzina była tutaj to niczego nie oceniałabym na plus.
8. A co na niekorzyść?
Ludzie są nieżyczliwi i niewyrozumiali, zwłaszcza wobec dzieci. Nie są one naturalną częścią społeczeństwa. W moim odczuciu Polacy uważają, że to państwo jest odpowiedzialne za to żeby rodziły się dzieci, a we Francji nie ma takiej roszczeniowej postawy.
9. Jaki przedmiot, związany z byciem matką lub przeznaczony dla dziecka, przeniosłabyś do Polski?
Nie wiem, bo nie do końca wiem jakie produkty są dostępne w Polsce.
10. Jakiego przedmiotu z Polski brakuje Ci w nowej ojczyźnie?
Żadnego.

Więcej o:
Komentarze (44)
Matki Polki za granicą
Zaloguj się
  • bye.bye.kitty

    Oceniono 54 razy 46

    Wychodzi na to, ze wszystkie kraje poza Polską stać na reprodukcję obywateli (podatników:) to takie wyjaśnienie dla "liberałów") . Nawet Ukrainę. Polskę stać na rozdawanie dóbr zakonnikom, młodych prokuratorów, stadiony i remonty typu "popluł i przykleił".

  • ursula23

    Oceniono 68 razy 28

    Zaszlam w ciaze w UK i naiwnie myslalam, ze powrot do Pl jest dla nas najlepszym rozwiazaniem. Wrocilismy....Przez 10 miesiecy mieszkania w Polsce przezylam najwiekszy koszmar swojego zycia...Ludzka niezyczliwosc, hamstwo z jakim sie spotykalma nie znaly granic. Opieka przedporodowa tragiczna okoloporodowa masakryczna poporodowa nieistniejaca. Wredne polozne, przemadrzali lekarze. Kazdy na swoim stanowisku tylko po to zeby Cie zgnoic, zaszczuc i upokorzyc...Ceny wszystkiego takie jak w Uk z wyjatkiem artykolow dzieciecycj, ktore w Uk sa tansze. A zarobki minimalne po 6 miesiacach blagalam meza zebysmy wrocili na wyspy....Wrocilismy dosatlismy £600 ulga+dodatek na dziecko. Darmowe recepty dostep do lekarza 24 godziny na dobe, zadbane, geste rozsiane place zabaw, masa grup zbaw dla dzieci i mam za darmo i wiele innych wspanialych rzeczy.Moj maz prcuje a ja zajmuje sie corka. W Polsce nasz dochod miesieczny plasowal sie na wysokosci £700 z czego dokladnie polowe placilismy za dwupokojowe stare obskurne mieszkanie, a reszte wydawalismy na dziecko, na weekendy jezdzilismy do rodzicow, ktorzy nas dokarmiali i pakowali jedzenie na wynos - masakra. W Pl calymi dniami siedzialam w domu bo w naszym blokowisku ani jego okolicach nie bylo gdzie wyjsc ......Nienawidze Pl za to, ze zeby zyc godnie musielismy wyjechac do innego kraju. Szczerze Wam radze wyjezdzajcie puki jeszcze mozna.

  • boo-boo

    Oceniono 18 razy 18

    Odnośnie UK:

    "7. Co wypada na korzyść Polski?
    Możliwość natychmiastowego badania krwi, telefon do pediatry o 2 w nocy i jego pojawienie
    się za 45 minut!"

    I niech zgadnę- ten pediatra w Pl to na NFZ jest.....
    W Uk też jak sobie zadzwonisz do swojego prywatnego to o 2-giej w nocy się zjawi.

  • krzysieq

    Oceniono 30 razy 16

    Pani, która wypowiada się na temat Francji, chyba nie zna żadnego Francuza (co z resztą nie byłoby specjalnie dziwne, bo oni raczej siedzą zamknięci w swoich kręgach nie interesując się zanadto poznawaniem imigrantów). Ja znam kilku, także takich posiadających dzieci. Dla nich dzieci to balast, czasem mam wrażenie, że traktują je jako polisę na stare lata. Chodowane, a nie wychowywane, przy pomocy odmóżdżających gadżetów pozwalających rodzicom zająć się sobą. Straszne jest to, że do Polski też taka moda już przyszła, a że (statystycznie przynajmniej) Polaków stać na coraz więcej, to za niedługo obrazek dziecka, które 5 godzin gra na jakimś ps vita np nie będzie już całkiem zaskakujący także u nas.

    Zgoda - państwo francuskie jest bardzo mocno nastawione na pomoc rodzinie, są różne świadczenia, pomoc w zatrudnieniu niani jeśli się nie dostanie żłobka. Służba zdrowia i opieka nad ciężarną i matką w połogu też jest lata świetlne przed Polską, dlatego zdecydowaliśmy się z Żoną mieć całą naszą trójkę dzieci we Francji. Ale do wychowywania malutkich moim zdaniem ten kraj nadaje się bardzo średnio - dzieci nic nie muszą, do poziomu liceum zabronione są zadania domowe, w środy szkoły są zamknięte i martw się rodzicu sam (ok, niektóre organizują jakieś zajęcia sportowe np, ale nie ma takiego wymogu). Poziom szkolnictwa, który jestem w stanie ocenić jedynie przez pryzmat tego, z jakimi ludźmi wykształconymi tu na miejscu przyszło mi pracować, nie jest za wysoki.

    Nie żałuję, że wyjechałem, nie żałuję, że wracam :)

  • ag_ag

    Oceniono 27 razy 11

    Koszt przedszkola czy zlobla w USA jest ogromny, czesto to tysiac czy poltora tysiaca dolarow miesiecznie, plus wpisowe. Do tego opieka medyczna wcale nie jest tak rewelacyjna. Trzeba im bardzo patrzec na rece. A juz przy porodzie standardem jest podawania oksytocyny praktycznie kazdej pacjentce. Porownujac opieke nad kobieta w ciazy w Polsce a w USA, Polska wypada paradoksalnie mocno in plus. Opieka medyczna prywatna w obu przypadkach. Natomiast szkoly amerykanskie sa z moich obserwacji na duzo wyzszym poziomie niz polskie, a nauczyciele amerykanscy sa lepszymi fachowcami niz polscy.

  • voyager747

    Oceniono 16 razy 8

    po polsku pisze się Hongkong

  • alabala987

    Oceniono 7 razy 7

    Do Pani z HK:
    - sluzba zdrowia jest bardzo dobra i profesjonalna. Moze czas na lepsze ubezipecznie...?
    - maka ziemniaczana jest do kupienia w wiekszosci sklepow spozywczych,
    - sol fizjologiczna do kupienia w Watsons lub Mannings.
    Pozdrawiam z HK, Joanna

  • m.b.g

    Oceniono 9 razy 5

    Niemcy: Kasia
    "Dostaje się tu 180 euro miesięcznie na dziecko, przez kilka lat, nawet jeżeli rodzice pracują. "
    Przez kilkanaście, conajmniej do 18 roku życia. 184E.
    "Ojciec lub matka mogą wziąć 2 lata urlopu wychowawczego (80% pensji miesięcznej)"
    I znowu nieścisłość: 67% pensji lub nawet 65%, jeśli przekracza się granicę 1200E. I płatny jest przez rok czasu, alternatywnie można:
    wziąść razem z partnerem, wtedy wydłuża się do 14 miesięcy lub
    wybrać wersję dwuletnią, ale wtedy i wypłata zasiłku jest dzielona przez 2.

    I z tym szukaniem lekarza przez kilka tygodni też bzdura. Wyszukiwarka już w pierwszych wynikach podaje adresy...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX