1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Miejsca, w których na twoje dziecko będą patrzeć z niechęcią

Są naturalne, szczere i nieprzewidywalne w swoich reakcjach i zachowaniu, więc naruszają komfort innych. W niektórych krajach istnieją już strefy 'kids-free'. Oto miejsca, jakie złośliwcy chętnie widzieliby jako obszary 'wolne od dzieci'.

Persona non grata w samolocie i innych środkach transportu

W samolocie największe wzięcie mają miejscówki z dala od dzieci, zwłaszcza małych. Niemowlęta nie zawsze dobrze znoszą różnice ciśnień i dają temu wyraz głośnym płaczem i krzykiem. Poza tym trudno im przemieszczać się po tak ograniczonej powierzchni, więc zawsze pętają się pod nogami i tarasują przejście. Ale też muszą jakoś podróżować.

Niemile widziany klient

Nasze maluchy nie wszędzie są przyjmowane z otwartymi ramionami. W restauracji,  pomimo podsuwania menu dla dzieci i symbolicznych kredek, kelner zabija nas wzrokiem gdy maluch rozleje napój czy rozrzuci jedzenie. Ale to też klient, choć czasem awanturujący się.

Niepożądany miłośnik sztuki

Staramy się wyciągnąć mamy z dziećmi z domów, by nie poddawały się depresji, którą nierzadko powoduje ich społeczna izolacja. Ale gdy trafią z maluchami do muzeum czy na wystawę, obsługa bacznie im się przygląda z marsem na czole ostrzegającym "Nie dotykaj! Nie wolno!"

Najmniej oczekiwany gość

Przyjęcia rodzinne, a zwłaszcza wesela, mają taką specyfikę, że często kończą się późno albo nawet następnego dnia. Dzieci są kłopotem, jeśli nie masz noclegu na miejscu i opiekunki do dzieci. Szybko się nudzą, zmęczone zasypiają na siedząco, marudzą, nie zjedzą koktajlu z krewetek i wyszukanego menu. Goście mają dosyć, ale jaki urok miałyby takie imprezy bez najmłodszych?

Najbardziej hałaśliwy widz

Je, pije i szeleści, komentuje na głos, wybucha śmiechem w nie zawsze najbardziej odpowiednich momentach. Taki sąsiad w kinie to dla wielu prawdziwy koszmar, nawet jeśli wybrali się na kino familijne. Cóż, dziecko też ma prawo obejrzeć film, choć marzysz by siedziało jak najdalej.

Najbardziej zakłócający ciszę bibliofil

Bawi się książkami, wyjmuje i nie odkłada na miejsce, jest głośne i zakłóca ciszę świątyni wiedzy. A przecież wystarczyłby kącik da najmłodszych z książeczkami w twardych oprawkach i maluch tez miałby zajęcie podczas wizyty rodzica w bibliotece.

Najmniej zaangażowany uczestnik modlitw

Do czasów pierwszej komunii dziecko dla niektórych starszych dam jest prawdziwym dopustem bożym. Biega koło ołtarza, nie potrafi ustać w miejscu przez godzinę albo dłużej, co gorsza czasem śmieje się w głos podczas poważnych obrzędów. Sykanie i znaczące spojrzenia innych wiernych są nierzadkie, gdy wybierasz się z brzdącem do świątyni. Ale maluch ma prawo uczestniczyć w kulcie religijnym z rodzicami.

Najgłośniejszy interesant

Chciałby przybijać pieczątki na poczcie, bawić się spinaczami w biurze, odrywać długopis z przyssawką w banku a tu lipa. Dzieci, tak niechętnie widziane we wszelkich urzędach, przechodzą męki, bo po prostu nudzą się, gdy dorośli załatwiają swoje sprawy. Spróbujmy ich zrozumieć.

Komentarze (70)
Miejsca, w których na twoje dziecko będą patrzeć z niechęcią
Zaloguj się
  • sapiens_h

    Oceniono 528 razy 448

    Moje dziecko może i mogło być wszędzie, nikt poza mną i mężem nie wiedział, że w pobliżu jest dziecko, bo to MY się nim zajmowaliśmy. Dziecko potrafi zachować się jak człowiek w miejscach publicznych, włączając w to kino, restaurację i samolot, a niezbywalne prawo do instynktów pierwotnych ma na podwórku. Nie rozumiem, nie zrozumiem i będę potępiać rodziców, którzy dają dzieciom drzeć mordy, wpadać na innych, czy trzaskać wszystkim co popadnie. Moje dziecko było zawsze aktywne, można było dostać przysłowiowego oczopląsu, ale to była nasza, a nie otoczenia sprawa i tak potrafiliśmy je wychować, że aktywność hulała na podwórku, placu zabaw, basenie czy innych zajęciach sportowych, a nie w miejscach publicznych. Dla durnych, bezczelnych, chamskich i leniwych rodziców i ich bachorów jedno wielkie NIE gdziekolwiek i kiedykolwiek. PS- nie odwołuję, dzieci skończonych chamów to nie dzieci, ale bachory, nie krzyczą, ale drą mordy.

  • synus2

    Oceniono 364 razy 276

    mamy was /rodzice z dziecmi/dosyc tylko dltego,ze bachory sa chowane a nie wychowywane ,siedzi matka ni reagujac na wybryki swojego bachoran a po zwroconej uwadze przez kogos postronnego uwaza to za nietakt

  • theorema

    Oceniono 340 razy 246

    przepraszam bardzo, ale żaden z tych opisanych przypadków nie jest koniecznością. To nie sa dzieci niepełnosprawne umysłowo, które muszą wyć albo coś mruczeć, albo powtarzac bez sensu. To sa dzieci, które można wychowywać. Dzis kierowca mojego autobusu o mało nie spowodował wypadku, kiedy rozbrykany dwulatek - z kopytami na siedzeniu oczywiscie - wydał z siebie nagle potężny ryk. Kierowca nagle odbił w bok, ze stresu. Miałam ochotę podejść do gnoja i zalepić go szarą taśmą naprawczą. Pasażerowie patrzyli się wyczekująco, kiedy rodzice z dzieckiem coś zrobią, ale nie zrobili nic, wpatrywali się z zachwytem w swoje dzieło, a kierowca tylko co chwila spoglądał w lusterko, co tam się wyprawia za jego plecami.
    Niestety, ja tez byłam dzieckiem, chadzałam z rodzicami do restauracji i nigdy nie dostałam ani kredek, ani specjalnego krzesełka, a do głowy by mi nie przyszło wstać, biegać wokół, czy choćby wcinac się do rozmowy starszych. Nigdy też nie demolowałam poczty, banku, nie chciałam przystawiać stempli, ani wyrywac długopisów. Nigdy nie kopałam siedzenia innych pasażerów, ba w pociągu nawet nie jadłam w przedziale, tylko wychodziłam na korytarz, żeby innym nie śmierdzieć kanapkami z kiełbaską.
    Nie ma litości i nie będzie. Bachor to mały dorosły - a że mały, to ma odpowiednio mniej praw niż duży. Ma przede wszystkim siedzieć cicho i nie przeszkadzać dorosłym. Od tego się nie umiera, nie dostaje nerwicy, ani psychozy. Nie następuje zahamowanie rozwoju intelektualnego i emocjonalnego. Powiedziałabym raczej, że wręcz przeciwnie. Skoro ja swoją tresurę w dzieciństwie przeszłam i wyrosłam na inteligentną i sympatyczną osobę, to nie widzę powodu, żeby dzisiejszym dzieciom tego oszczędzać. Dobrze im zrobi. Najpóźniej, jak pójdą do szkoły, to się dowiedzą, co to znaczy dyscyplina - lepiej dla nich, żeby wcześniej. Jeśli będą traktować ją naturalnie jak powietrze, to nie będą potem zdziwione i rozczarowane, że ktoś od nich wymaga posłuszeństwa, cichego zachowania i liczenia się z innymi. Przemyślcie to, rodzice, zanim wasze bachory całkowicie was zdominują - od takich dzieci za parę lat dostaniecie z plaskacza, jak im zabronicie się umalować do szkoły, albo iść samym na całonocną balangę.

  • marne

    Oceniono 306 razy 218

    NIKT NIE LUBI rozdartych bachorów,zakłócających cisze w czasie urlopu,w samolocie,parku i na plaży,każdy chce wypocząć,kocha cisze i spokuj po roku szumu,w pracy

  • mrysio111

    Oceniono 151 razy 143

    Dzieci są wizytówką rodziców. Jestem w stanie zrozumieć płaczące niemowlęta, ale niedający się uspokoić "nieprzewidywalny" kilkulatek to przesada.

  • hellyspring

    Oceniono 131 razy 125

    Lbię dzieci. Ale bywam kelnerką i potwierdzam: dzieci w restauracji to ZMORA, zmora dla całego personelu. Nieważne, czy to wesele, czy to zwykły dzień roboczy, nie chodzi o krzyk czy marudzenie "to zjem, tamtego nie zjem, a tego nie lubię", rodzice płaca i mogą wymagać, ale pałętanie się rozwydrzonych kilkulatków pod nogami, kiedy czasami trzeba biegiem wynosić gorące jedzenie oraz napoje jest zwyczajnie niebezpieczne, a nikt mi nie płaci za to, żebym się dzieciakami zajmowała w czasie, gdy rodzice pragną spokojnie zjeść posiłek, za który płacą tyle, ile wynoszą moje dwie dniówki. Nie chodzi o uciaprane obrusy czy przyniesienie krzesełka, a jedynie o zwyczajne zasady BHP. Ludzie, no wszystko wszystkim, ale odrobina wyobraźni, co powiecie, jak na waszym potomku zląduje dzbanek wrzącej wody? Lepiej, żeby kelnerka wylała ją na siebie, bo brzdąc wpadł jej pod nogi w czasie gdy rodzice byli zajęci piciem piwa? Przecież są stosowne lokale przyjazne maluchom...

  • smbmario

    Oceniono 155 razy 119

    irytujące sa takie sytuacje. ostatnio na spotkanie wspolnoty bloku wozkowe nasprowadzały dzieci, które zaczely ryczec, biegac pod nogami i przez to nic nie słyszałem. to jest zwykły brak kultury zeby do takiej sytuacji doprowadzac. cos jak niezakrywanie ust przy ziewaniu. ich rodzice nie wychowali i sami teraz popelniaja te same bledy. szkoda ze kosztem otoczenia

  • a_weasley

    Oceniono 114 razy 108

    "Dziecko ma prawo od najwcześniejszych lat wiedzieć, że nie jest pępkiem wszechświata, a nawet - że w ogólnym układzie ziemskich zależności nie jest nikim ważnym. Uchroni je to przed przekształceniem się w nieznośnego smarkacza",
    (J.Rosemond, "Sześć zasad. Jak wychować zdrowe i szczęśliwe dziecko").

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX