1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Najbardziej niebezpieczne zabawy naszego dzieciństwa

Przejażdżka wewnątrz szybu windy, zabawy nożem, kąpanie się bez opieki dorosłych w nieznanych zbiornikach, wspinanie się na dachy, drzewa i płoty - w czasach dzieciństwa robiliśmy rzeczy, które są najgorszym koszmarem współczesnych rodziców.

Niebezpieczne kąpiele

Skok na główkę do stawu, rzeki czy pobliskich glinianek? Trudno uwierzyć, że jako dzieci nieraz kąpaliśmy się sami i to w miejscach, gdzie nie znaliśmy głębokości dna. Zimą na zamarzniętych zbiornikach wodnych jeździliśmy na łyżwach.

W szybie windy

Prawie każdy, kto się wychował w wieżowcu, znał sposób na otwarcie drzwi i uruchomienie windy przy otwartych drzwiach. Dla zabawy "zacinało się" także ludzi w windzie. Niektórzy szli krok dalej i jeździli na dachu windy wewnątrz szybu.

Włażenie na drzewa

Nie da się ukryć - chodziliśmy po drzewach. Wspinaliśmy się po czereśnie z wyższych partii drzew, których nie zjadły jeszcze szpaki albo po prostu dla zabawy. Wiedzieliśmy jak unikać niepewnych gałęzi i jaką technikę zastosować by dostać się na szczyt każdego drzewa.

Z dachu widać lepiej

Wchodzenie na dach bloku aby podziwiać panoramę miasta albo wędrowanie po spadzistym dachu domu czy gospodarstwa? Nie był to żaden problem. Kiedyś dzieci przypominały koty - potrafiły się wszędzie wdrapać i co jest jeszcze większą sztuką - nic sobie nie zrobić.

Strzelanie z procy

Niezależnie od płci potrafiliśmy dobrze strzelać z procy i wiedzieliśmy jak używać kapiszonów. Pozostaje tajemnicą jak zdołaliśmy nie zrobić sobie krzywdy bawiąc się w ten sposób.

Przechodzenie przez ogrodzenia

Umiejętność przechodzenia przez płoty, siatki i inne typy ogrodzeń była rozwijana i udoskonalana przez dzieci od bardzo młodego wieku. Niezastąpiona, gdy piłka wpadła do sąsiada albo chciałeś spróbować jego jabłek.

Gra w pikuty

To znana podwórkowa gra z wykorzystaniem noża, która wymagała cyrkowych umiejętności. Należało wbijać finkę czy scyzoryk w ziemię w najbardziej nieprawdopodobnych pozycjach, np. oprzeć ostrze noża na nosie i jednym zwinnym ruchem spowodować by wbił się w ziemię. I nigdy nie polała się krew z tego powodu.

Szybka jazda bez trzymanki i kasku

W czasach, gdy nikt nie słyszał o kaskach dla rowerzystów, dzieci nie tylko jeździły bez nich na rowerze, ale robiły to w niecodzienny sposób. Ważna była technika - jeżdżenie bez trzymania kierownicy, na ramie czy kierownicy kolegi albo "na stojaka" na bagażniku, opierając się o ramiona kolegi.

Komentarze (57)
Najbardziej niebezpieczne zabawy naszego dzieciństwa
Zaloguj się
  • katja

    Oceniono 81 razy 65

    Najsmieszniejsze , ze tak chronione dzieci jak obecnie cigale ulegaja wypadkom , bo tego sie nie da przewidzec i zycie nigdy nie bedzie bezpieczne na 100 %. To tak jak z chorobami, wymysla sie szczepionke na jedno przychodzi inna cholera i tak w kolko.
    Zal mi dzisiejszych dzieci ktore wyrosna na kaleki nie umiejace przejsc przez podwyzszenie na trotuarze.
    Dzieci nie rozwijaja motoryki ktora musza zdobyc w dziecinstwie, potem juz nigdy nie beda tak sprawne.
    Kazdy wie ze jak nauczyl sie na rowerze, lyzwach czy plywac w dziecnstwie to pozostaje na cale zycie a jako dodrosly albo nigdy sie nie nauczy albo srednio. Wlazac na ploty, skaczac z wysokosci jako dziecko majace miekkie kosci krzywdy sobie nie zrobi ale nauczyc sie jako dorosly? Nigdy!

  • janus-z333

    Oceniono 41 razy 31

    A ja pamiętam zabawę pirotechnika z lat pięćdziesiątych,do teraz gęsią sakórkę mam na całym ciele.A wyglądało to tak.Trzeba było znalęźć karbid i pustą puszkę,którą nalezało przekłuć,robiąc otworek o średnicy 0,5 cm po konserwie,im większa puszka tym lepsza.Kopało się dołek,nalewalówody i wrzucało karbid,całą tą miksturę przykrywało się puszką.Potem nakiju zakłdalo się nasączoną tłuszczem szmatkę i zapalało,po kilkudziesięciu sekundach gdy karbid zmienił swój stan w acetylen,ogień zblizało się do otworu puszki,następował potworny wybuch ,a puszka szybowała na kilkadziesiąt metrów,odważniejsi ryzykanci podpalali gaz bez uzycia kija,np zwijając gazetę w rulon,podpalając ją i z minimalnej odleglości detonując ów ladunek.Jeszcze było kilka niebezpiecznych zabaw,których nie zdradzę dla bezpieczeństwa naszych dzieci.To były lata tuż po wojnie,gdzie było masę niezabezpieczonych materiałów wybuchowych,a my dzieci soedmio ośmioletnie nie zdawaliśmy sobie sprawy z niebezpieczeństw takich zabaw.Pozdrawiam i nie zachecam do takich ekstremalnych zabaw.

  • parasema

    Oceniono 69 razy 29

    Tja. Można by pomyśleć, że 20-30+ lat temu dzieci były niezniszczalne i nigdy nie ulegały wypadkom. A może po prostu nie było Internetu i żerujących na sensacjach TVNów, więc po prostu nie wiedzieliśmy, że w sąsiedniej wsi/mieście jakieś dzieciaki się potopiły albo połamały?
    Z dzieciństwa pamiętam też opowieści o chłopakach, którzy skakali na głowę w pobliskiej żwirowni i skończyli na wózkach oraz doniesienia o wypadkach z udziałem dzieci podczas żniw - poodcinane ręce, czy nogi. Pewnie, że łaziłem po drzewach czy ogrodzeniach i mi akurat nic nie było, ale już mój bliski kumpel dwukrotnie złamał rękę, bo zleciał.
    Z takim sielankowym wspomnieniem dzieciństwa to może lepiej na demotywatory, tam się gimbaza byle czym podnieca.

  • kaminmal

    Oceniono 24 razy 22

    -ewolucje głową w dół na trzepaku nad betonem
    -pamiętam grę w hacele ( a może chacele) -to było coś do podkuwania koni, ciężkie jak diabli,żeliwne chyba, podrzucało się jeden a pozostałe trzeba było zebrać w międzyczasie rękę i złapać ten podrzucony. Jak mi to palców nie połamało to nie wiem. Dziadek, pamiętam, specjalnie po nie pojechał ze mną do kuźni (prawdziwej!)w Wilanowie

  • o.beyzyma

    Oceniono 15 razy 15

    Inną wersją procy była wyrzutnia kasztanów: kij z elastycznym drutem przywiązanym na kształt bata. Wbijało się koniec druta w zgniły pomidor lub kasztan, zamach... i leciał na teren ogródka "wroga"...

  • verte34

    Oceniono 19 razy 13

    Zawsze przy takich okazjach wspominam ze zgrozą moje własne zabawy:
    Rozpalanie ognisk z czego popadnie, połączone z piromańskimi eksperymentami. Wrzucanie do ognia puszek po lakierach, rozpuszczalnikach, kulek na mole, soli, saletry...
    Gonitwy z płonącym styropianem na patyku.
    Zabawy w domach przeznaczonych do rozbiórki i placach budowy (przy jednej z takich okazji koledzy „zamurowali” mnie żywcem ;))
    Brodzenie w ścieku połączone z łowieniem w nim śmieci (fuuj…) Itd.
    Miałam wtedy 6-10 lat.
    _Cieszę się_ że moje dziecko tego wszystkiego nie robi :)

    --
    www.pl.dawanda.com/shop/pracowniakucoloty

  • zewszad_i_znikad

    Oceniono 34 razy 12

    Nie wszystkie dzieci są tak sprawne. Ja w wiele z tych rzeczy nigdy się nie "bawiłam" - np. nigdy nie skakałam do wody na główkę, bo po prostu tego nie umiem, zawsze lądowałam brzuchem i klatką piersiową płasko na powierzchni wody. Fakt, że czasami bezpieczniej tego nie umieć, bo tysiące ludzi, głównie dzieci i młodzieży, w ten sposób stało się kalekami...

  • jestem-tu

    Oceniono 12 razy 8

    a ja bawiłem się prądem elektrycznym :) !!!!!!!!!. Wielokrotnie dostałem kopa od 220 V. Na budowie sikałem na obtłuczony z masy izolacyjnej wychodzący z ziemi przewod gruby, 3 x 220 V. Piękne iskry były. Milczałem o tym ze 30 lat :) !!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX