1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Najszczęśliwsze rodziny to te wielodzietne. Bo nie ma czasu na nudę i kłótnie [WASZE HISTORIE]

Polski rząd chce dawać emerytury matkom z przynajmniej czwórką dzieci. Nie wszystkim się to podoba, a wielodzietnym przyklejana jest czasem łatka 'patologii'. Tymczasem z australijskiego badania poziomu rodzinnego zadowolenia wynika, że to rodziny 2+4 sa najszczęśliwsze.
Dużo dzieci, dużo szczęścia? Dużo dzieci, dużo szczęścia? fot: istockphoto

Nie jedno, nie dwoje, a czworo dzieci

Jak to możliwe? Dzieci są przecież kosztowne, głośne, wymagające, każde z nich pochłania czas, energię i siły rodzica. Na zdrowy rozsądek, im ich więcej, tym powinno być rodzicom trudniej. Tymczasem, najwyraźniej nie do końca tak jest. Przynajmniej tak sugerują wyniki australijskich badań.

CZYTAJ TEŻ: Matki przynajmniej czwórki dzieci dostaną emeryturę od państwa. Głos z forum: Państwo chce już do reszty rozleniwić kobiety! >>

Psycholog i dr nauk społecznych Bronwyn Harman z australijskiego Edith Cowan University spędziła pięć lat badając poziom zadowolenia wśród setek rodzin o różnym statusie materialnym i pochodzeniu. Każda z nich odpowiadała m.in. na pytania o zadowolenie i satysfakcję z życia rodzinnego, o rodzaj wsparcia społecznego, który otrzymują od innych ludzi. Dzięki jej badaniu dowiadujemy się, że to rodzice więcej niż czwórki dzieci najczęściej mówili, że są zadowoleni z życia rodzinnego, które dostarcza im dużo satysfakcji.

Wielodzietne rodziny często wskazywały na to, że otrzymują  wsparcie od innych ludzi, a fakt, że mają dużo dzieci sprawia, że nie tylko nie mają czasu na bezcelowe kłótnie, ale i na nudę.

Wielodzietni w badaniu Australijki opowiadali, że ich życie czasami jest 'chaotyczne', trudne ze względów materialnych, ale mimo wszystko satysfakcja, jaką dają dzieci, rekompensuje wysiłek i trud włożony w organizacje życia rodziny wielodzietnej.

A jak jest nad Wisłą?

Na profilu serwisu Edziecko poprosiliśmy rodziny wielodzietne o to, aby napisały nam, jak wygląda ich codzienność i czy rzeczywiście - tak jak sugerują australijskie badania - czują, że im więcej dzieci, tym większa rodzinna satysfakcja?  

Jedna z mam czwórki dzieci napisała:

Fajnie jest iść na plac zabaw i mieć wszędzie 'swoich' ludzi.

Inna:

Czasem się kłócą, wiadomo, ale gdy coś niedobrego się dzieje rodzeństwu, stają murem za sobą.

Czy satysfakcję rodzinną można mierzyć ilością dzieci? Czy, im więcej dzieci, tym rodziny bardziej spełnione? Przeczytajcie, co mają do powiedzenia wielodzietni>>>

Dzieci na świeżym powietrzu Dzieci na świeżym powietrzu fot: istockphoto

"Bywają trudne chwile, zwłaszcza kiedy przychodzą choroby"

Lucie:

Mamy czworo dzieci: trzy córki i syna. Wiekowo 7, 6, 3 lata i 10 miesięcy. Wszystkie planowane i wyczekane, upragnione i kochane. Jesteśmy szczęśliwi, choć zmęczeni. Wiemy jednak, że to taki etap. Dzieci bardzo szybko rosną i usamodzielniają się. Dla mnie, jako mamy, jest to ogrom pracy, z której mogę być dumna jak z niczego na tym świecie.

Będąc z dziećmi czuję intensywność życia. Gdy zasypiam, napełnia mnie wdzięczność. Wszystkiego jest więcej: strachu, stresu, uwagi, wydatków, butów, hałasu, śmiechu i płaczu, gonienia i pluskania w kałużach, urodzinowych imprez i prezentów, rysunków na lodówce i warkoczy do splatania, okruszków pod stołem i talerzy na stole. Więcej otartych kolan i rąk do pomocy, i rąk do modlitwy.

Bywają trudne chwile, zwłaszcza gdy przychodzą choroby. Organizacja życia jest trudniejsza, ale wszystko się da, jeśli od najmłodszych lat wszyscy ćwiczymy swą dobrą wolę i staramy się działać jak zgrany zespół. Dlaczego to szczęście? Bo to szansa zostawić dobry ślad po sobie, dać życie nie tylko fizyczne, ale i budzić to duchowe i tworzyć wspólnotę.

Fajnie jest iść na plac zabaw i mieć wszędzie 'swoich' ludzi.

Rodziny z czwórką dzieci najbardziej usatysfakcjonowane życiem rodzinnym? Rodziny z czwórką dzieci najbardziej usatysfakcjonowane życiem rodzinnym? fot: istockphoto

"Nie są im potrzebne markowe ubrania i gadżety, żeby się dowartościować"

Patrycja:

 - Mam tylko dwójkę dzieci, ale znam rodziny wielodzietne z obserwacji. To moi rodzice, teściowie oraz kilka znajomych rodzin 2+4 lub więcej.

Dzieci z rodzin wielodzietnych potrafią się dzielić, bardzo szanują siebie na wzajem i swoich rodziców za trud, który włożyli w ich wychowanie, pomagają sobie, jak tylko potrafią. Widać w tych rodzinach miłość i wzajemny szacunek. Może także przez to, że takim rodzinom finansowo jest ciężej, doceniają każdą złotówkę. Nie są im potrzebne markowe ubrania i gadżety, żeby się dowartościować.

Rodzice natomiast w tych rodzinach mają duży dystans do życia. Wiadomo, że mają mniej czasu dla siebie i więcej stresu, ale z czasem myślę, że są dużo lepiej zorganizowanymi osobami i potrafią dobrze wykorzystać każdą wolną chwilę. Brawa dla wielodzietnych.

Rodziny wielodzietne. Czy bywa im ciężko? Rodziny wielodzietne. Czy bywa im ciężko? fot: istockphoto

"Gdy coś niedobrego się dzieje rodzeństwu, stają murem za sobą"

Bożena:

- Mamy czwórkę pociech: trzy córki i syna. Trzeciego nie planowaliśmy, ale czwarte tak. Nawet myślimy nad kolejnym. Duża rodzina daje nam ogromne szczęście i satysfakcję, piękne jest to, że pomagają sobie nawzajem, potrafią się dzielić wszystkim.

Czasem się kłócą, ale gdy coś niedobrego dzieje się rodzeństwu, stają murem za sobą. Różnica wieku też robi swoje. Mają kolejno 16, 13, 9 i 4 lata. Syn czasem ma ciężko w tym babińcu, ale dzięki temu jest bardziej wrażliwy niż jego rówieśnicy. Oczywiście najmłodsza jest oczkiem w głowie całej rodziny. Nie zamieniłabym się z nikim, kocham nad życie moje dzieci!

Rodziny wielodzietne Rodziny wielodzietne fot: istockphoto

"Jesteśmy raczej zgodni i rzadko się kłócimy"

Gabriela:

 - Mamy czworo dzieci. Zawsze mówiłam, że chcę więcej niż jedno dziecko, bo pamiętam jak kuzynka, która jest jedynaczką powtarzała, że jedynak wcale nie ma tak kolorowo w życiu jak się innym wydaje. Nasze dzieci mają: 17, 13, 11 i 3 lata. Pierwszy i ostatni to chłopcy, w środku dziewczyny. Nasze dzieci to takie trochę 'niespodzianki' od losu, ale wszystkie wyczekiwane, chciane i kochane.

Jeśli chodzi o kłótnie małżeńskie, to jesteśmy raczej zgodni i rzadko się kłócimy. Gdy mamy do podjęcia decyzję dotyczącą całej rodziny, to słuchamy również zdania dzieci.

Choć i naszą rodzinkę czasem dopadają kryzysy, nie oddałabym moich łobuzów za nic na świecie.

Kiedy w domu jest więcej niż dwoje dzieci... Kiedy w domu jest więcej niż dwoje dzieci... fot: istockphoto

"Nie zgodzę się z opinią, że w takich rodzinach starsze wychowują młodsze"

Agnieszka:

- U nas czwórka dzieci. Pracuję, spełniam się zawodowo, m.in. dlatego, że mam dobrą duszę obok siebie, mojego Mirosława. Małe problemy nie urastają już do rangi ogromnych, jak to było kiedyś. Z każdym nowym członkiem rodziny inaczej spoglądamy na życie i świat. Jest ciężko, ale dzieci wynagradzają wszystkie trudy. I nie zgodzę się z opinią, że w takich rodzinach starsze wychowują młodsze. To chyba najbardziej krzywdzące dla rodzin, które dbają o swoje dzieci.

Dzieci z wielodzietnych rodzin wspierają się? Dzieci z wielodzietnych rodzin wspierają się? fot: istockphoto

"Kiedy w rodzinie jest więcej niż czworo dzieci, rodzice skupiają się na zarobieniu"

Katarzyna:

- Kiedy w rodzinie jest więcej niż czworo dzieci, rodzice skupiają się na zarobieniu na taką rodzinę i nie do końca zajmują się potrzebami emocjonalnymi dzieci, na drugi plan schodzi rozwijanie ich talentów czy zainteresowań.

Pamiętam, że gdy ja byłam dzieckiem i wracałam ze szkoły, mama miała czas tylko na to, by zrobić lekcje z czwórką dzieci, odpytać nas, przypilnować, abyśmy się przygotowali do szkoły, odprasować nam ubranie. Potem przychodziła pora na kolację i spanie, żeby rano nie być sennym na lekcjach.

Nie winię za to rodziców, po prostu tak jest w rodzinach, w których jest dużo dzieci. Jednak będąc osobą już dorosłą i mając swoje dzieci wiem, że więcej czasu jest przy dwójce dzieci na 'luźne rzeczy' niż przy szóstce.

Czy jestem szczęśliwa, że pochodzę z wielodzietnej rodziny? Myślę, że to nie ma znaczenia, czy dzieci jest czworo, czy jedno. Wszystko zależy od tego, jak funkcjonuje rodzina.

Jak wygląda życie z szóstką dzieci? Jak wygląda życie z szóstką dzieci? fot: istockphoto

"Szóstka dzieci to mniej czasu na kłótnię i spory"

Jola:

- Jestem mamą szóstki dzieci. To ostatnie urodziło się, kiedy reszta już była dorosła. Wspólnie się bawiły, wymyślały zabawy, dzieliły się, szanowały bardziej rzeczy. Jest mało czasu dla siebie, ale czas dla dzieci daje satysfakcję i mniej czasu na kłótnie i spory, które trzeba szybko rozwiązywać. Ja nie żałuję. Teraz, gdy są dorosłe, często wspominam czas, gdy chodziły do szkoły. Ta najmłodsza jest oczkiem w głowie tych dorosłych. Jest cudnie.

Wielodzietne rodziny Wielodzietne rodziny fot: istockphoto

"Mam za co dziękować Bogu, wszystkie zdrowe"

Joanna:

 - Mam czterech rycerzy i jedną księżniczkę. Jeszcze przed ślubem planowaliśmy z mężem piątkę dzieci. Mam za co dziękować panu Bogu, wszystkie zdrowe. To prawda, że gdy ma się dwoje, troje, to się mówi 'nie dam rady'. Przy każdym kolejnym jest się bardziej zorganizowanym, pewnym siebie itd.

Przeczytałam ze 100 książek o wychowywaniu, dzieciach itd. Dzięki temu lepiej mi się żyje. Moi znajomi mi się dziwią, bo moje dzieci nie przechodziły kolek, karmiłam piersią wszystkie.
Między nimi jest duża więź, ja pracuję. Moje dzieci jeszcze nigdy się nie pobiły. Dodam, że wraz z mężem nie palimy, nie pijemy. Dzieci wychowujemy razem. Nigdy nie działamy przeciwko sobie. Nigdy nie podważamy swoich zdań.

Zanim urodziłam dzieci, dużo tańczyłam, jeździłam konno, miałam wiele innych zainteresowań. Ze wszystkich zrezygnowałam, przelałam je wszystkie na moje dzieci. Dzieci wychowuję bez teściowej, bez mamy, jak na razie daję radę i nie zamierzam się nad sobą rozczulać.

Czekamy na Wasze listy. Piszcie: edziecko@agora.pl. Najciekawsze opublikujemy i nagrodzimy książkami.

Powinno cię również zainteresować: Wielodzietni: Kamila, Wojtek i piątka. 'Z każdym kolejnym weryfikowało się grono znajomych' [FOTOREPORTAŻ]


fot: Elwira Kruszelnicka, www.elwirak.com

Komentarze (42)
Najszczęśliwsze rodziny to te wielodzietne. Bo nie ma czasu na nudę i kłótnie [WASZE HISTORIE]
Zaloguj się
  • grey-sky

    Oceniono 49 razy 45

    Idiotyzm. Znam rodziny 2+5 i 2+6.
    Nie ma sielanki, są kłopoty, obowiązki, brak prywatności, niedostatek.
    Taki idealny model może istnieje w bogatej, kochającej rodzinie, ale większość takich rodzin trenuje na co dzień walkę o przetrwanie.

  • mg_0

    Oceniono 40 razy 34

    A czy efekt nie jest tu mylony z przyczyną? Może chodzi o to, że jeśli ktoś (świadomie) decyduje się na tyle dzieci, to po prostu w rodzinie panuje wzajemna miłość, no i wszyscy są szczęśliwi? Jak mnie mąż wku.wia, to nie mam ochoty nawet na drugie dziecko (choć marzyłam o parce), i nawet z powodu błahostki wybucham. Co za tym idzie, mało kto z naszej trójki czuje się w pełni szczęśliwy (niestety).

  • ulcus.rodens

    Oceniono 46 razy 30

    "Dni w obozie pracy to te najlepsze bo nie ma czasu na nudę i kłótnie"

  • evi-ana

    Oceniono 37 razy 27

    "Zanim urodziłam dzieci dużo tańczyłam, jeździłam konno, miałam wiele innych zainteresowań. Ze wszystkich zrezygnowałam, przelałam je wszystkie na moje dzieci. Dzieci wychowuję bez teściowej, bez mamy, jak na razie daję radę i nie zamierzam się nad sobą rozczulać." To mnie najbardziej "przekonało" do posiadania kilkorga dzieci. Ciekawa jestem czy ktoś, kto sam zrezygnował z siebie na rzecz obsługi kilkorga dzieci nie będzie ich później obwiniał za to i czy nie przeleje na nich swoich niespełnionych ambicji, niszcząc im przy okazji dzieciństwo. Skojarzyło mi się to z mamuśkami pchającymi swoje córki do konkursów piękności.

  • ratlerek.hitlerek

    Oceniono 96 razy 24

    No niestety, zaraz mnie oplujecie, ale trzeba sobie powiedzieć wprost, że to są dziecioroby. Nie pisano tu czasem o patologicznej rodzinie niejakich Terlikowskich czy Elbanowskich, gdzie kocą się jak króliki i stracili już rachubę (polskie państwo jest dobre, wypłaci zasiłek, teraz dołoży 500+ i da się dalej kocić w nieskończoność). Dorabia się teraz te wszystkie argumenty "za" takim stylem życia, a to są śmiechu warte argumenty i zasługują jedynie na politowanie. Bo życie to nie tylko kopulowanie bez zabezpieczeń, i płodzenie potomków bez umiaru, jak z przeproszeniem u pewnej śniadoskórej nacji, gdzie kobieta albo jest aktualnie w ciąży, albo lada moment będzie. Dobra, możecie zacząć pluć. Zasadniczo wali mnie to, że kogokolwiek zabolało, ale prawda zawsze boli, mniej lub bardziej, ale zawsze.

  • loginyzajete

    Oceniono 19 razy 17

    Jakos to stoi w opozycji z tymi makabrycznymi historiami o dzieciach w beczkach lodowkach, kilkunastu i potem dramat. Mi to wcale tak rozowo nie wyglada. Zalezy to pewnie jednak od kasy. Znam baaardzo zamozna rodzine, ale taka ze maz jest dyrektorem bardzo powaznej firmy i to takim glownym z placowkami w Polsce i na ,swiecie, a zona tez raczej w domu nie siedzi, bo stac ich na nianki i sluzby, i prowadzi sklep z artykulami egzotycznymi, ktore osobiscie wyszukuje, 6 dzieci i autentycznie fantastyczne stostunki, malzonkowie zakochani wciaz w sobie, dzieci autentycznie szczesliwe, znam tez niestety pare wielodzietnych rodzin, ktore miala pod opieka moja ciocia pracujaca w opiece spolecznej (pomagalam jej kilka razy i opowiadala) i jest to katastrofa. Przewaznie co rok prorok bo matka troche nie do konca inteligentna, ojciec pijak, albo kazde z innym (najczesciej) a matka chleje, no sama radosc, Panie, A na serio to raczej plakac sie chce, szczescia tam zero.

  • unadonna

    Oceniono 26 razy 16

    W życiu się z tym nie zgodzę. Mam w swoim przedszkolu rodziny wielodzietne, najwięcej z 6 dzieci. Zaznaczam, ze róznica między wszystkimi dziećmi jest rok dwa lata. To przedszkole niepaństwowe a rodziny raczej powyżej średniej finansowej. I widzę, że w rodzinach powyżej 3 dzieci potrzeby dzieci nie sa dostatecznie zabezpieczone i nie mówię tu o materialnych rzeczach. Choćby potrzeba bezpieczeństwa. Te dzieci nie są tak ufne jak reszta, mają duzy lęk przed utratą rodziców. Mam wrazenie ze dzieci z rodzin wielodzietnych są nie do końca zaopiekowane zatulone i boją sie ze rodzice o nich zapomną zostawią ich bo mają przecież jeszcze gromadkę w domu i nie zauważą ze ich nie ma. W tajemnicy mówia ze wolałyby miec 1 czy 2 rodzeństwa a nie tyle. Wiem, że są zmęczone hałasem w domu, że nie mają mozliwości odizolowania się od reszty domowników. Cóż ...dzieci są szczere.....

    Zauważyłam też, ze znajomi którzy sami pochodzą z rodzin wielodzietnych sami mają 1-2 dzieci..tylko.

  • rumpa

    Oceniono 33 razy 13

    Walnięte mamuśki mogą sobie mieć złudzenia ale ja wiem jedno - najbardziej pazerni egoiści jakich spotkałam byli właśnie z rodzin wielodzietnych. Może dla siebie są mili - nie wiem, wątpię, bo zagadnięte osoby raczej się zarzekały, że sami będą mieli jedno dziecko :))) czyli chyba wesoło im nie było, jak nie chcą naśladować. Ale dla otoczenia to były bezczelne ssawki. Ich bezczelność zatykała.
    I jeszcze jedno - ja jednak wolę radzić sobie sama, a nie "mieć wsparcie". Kiedyś jakaś babka przechwalała się, jak to ojciec zorganizował telewizor i czego oni od ludzi nie dostawali. Miałam na końcu języka aby jej powiedzieć, że umarłabym ze wstydu, że moi rodzice narobili dzieci, których nie są w stanie wychować  i chodzą na żebry.
    Zresztą, jako dziecko odmawiałam noszenia ubrań po starszych kuzynkach, mimo że były praktycznie jak nowe. Brzydziłam się. Nosiłam tylko rzeczy, które uszyła mi babcia albo kupiła mama. Wolałam jedną parę własnych spodni niż kolekcję "po rodzinie". Chyba bym padła jak bym nie miała nic własnego - własnego pokoju, własnych ubrań, własnych zabawek. Może być jedna zabawka, jedne spodnie, i choćby 10 m2, ale tylko moje.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX