1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Ojcu do ojca bliżej

Gdy zostałem ojcem, zrozumiałem, że muszę sobie radzić sam. I może nie zawsze jest różowo, ale za to po mojemu.
Odkąd zostałem ojcem, przestałem w relacji z ojcem czuć się tylko i wyłącznie synem.

To było jeszcze wtedy, gdy moja żona była w ciąży. Dokładnie 23 czerwca 2006 roku.

- Dziś twój pierwszy Dzień Ojca - oznajmiła.

- Rzeczywiście - pomyślałem i zadzwoniłem do swojego ojca.

- Wszystkiego najlepszego z okazji dnia ojca - powiedziałem.

- Fajnie, że pamiętałeś.

- To dlatego, że sam jestem ojcem - wytłumaczyłem.

A potem złożyłem obfite życzenia.

- To naprawdę wzruszające. Dziękuję - powiedział. A ja poczułem ciepło.

Gdy się rozłączyłem, zdałem sobie sprawę, że nigdy wcześniej nie składałem mu życzeń z okazji Dnia Ojca. Nigdy wcześniej bez okazji typu urodziny czy święta nie mówiłem mu miłych rzeczy. Choć może zdarzyło się kilka razy, ale nie jestem pewny, czy bezinteresownie.

Co tu dużo gadać, 23 czerwca 2006 roku urodziło mi się coś nowego.

Ale żeby to się stało i zaraz potem nie umarło, musiałem zacząć stawać się ojcem. To znaczy przestać być synem. A konkretniej, małym synkiem.

Jako ojciec zrozumiałem, że już dłużej nie mogę być dzieckiem. Bo dziecko jest kapryśne, humorzaste, nieodpowiedzialne, a ojciec musi być jak skała, o którą dziecko może się oprzeć.

I jako ojciec zacząłem dorastać, co natychmiast przełożyło się na relacje z ojcem. Powoli przestawałem być synkiem.

Jako synek czułem się skrzywdzony, bo mi się wydawało, że pewnych rzeczy od ojca nie dostałem.

Gdy zostałem ojcem, zrozumiałem, że pewnych rzeczy od ojca nie dostanę, bo on sam ich nie dostał od swojego ojca. I muszę się z tym pogodzić.

Jako synek uważałem, że to nie moja wina, że kłamię, baluję, nie potrafię utrzymać pieniędzy, rozpadają mi się związki. Winne jest wychowanie, wzorce, sytuacja rodzinna - jednym słowem, rodzice.

Gdy zostałem ojcem, zrozumiałem, że niezależnie od tego, dlaczego taki jestem, to ja jestem za siebie odpowiedzialny. I za swoje wpadki przestałem winić ojca.

Jako syn czułem się zależny.

Gdy zostałem ojcem, zrozumiałem, że muszę sobie radzić sam. I może nie zawsze jest różowo, ale za to po mojemu.

Jako syn ciągle się buntowałem. Cały swój światopogląd oparłem na negacji tego, co mówi ojciec.

Gdy zostałem ojcem, zacząłem budować własny światopogląd. I ze zdumieniem odkryłem, jak wiele łączy mnie z ojcem. Jak jestem do niego podobny.

Ale dość już tego wymądrzania. Lepiej opowiem o tym, co się ostatnio wydarzyło.

Otóż jak zwykle pojechaliśmy na groby. Tylko że tym razem moim samochodem. Odkąd jestem ojcem, zrobiłem prawo jazdy i stałem się posiadaczem auta.

Na początku ojciec nie chciał się zgodzić, chciał jechać swoim, ale się uparłem. Powiedziałem, że chcę mieć pewność, że na czas będę w domu. Moja córka jest chora, chcę z nią i z żoną spędzić resztę dnia.

Powiedziałem też, że jak chce, może jechać swoim samochodem, ale ja i tak pojadę swoim.

Ustąpił.

I pierwszy raz w życiu został moim pasażerem.

Zaparkowaliśmy przed cmentarzem, kupiliśmy kwiaty, znicze i poszliśmy na groby.

Jak szliśmy, to przypomniałem sobie, jak zwykle czułem się na grobach. I widziałem małego chłopca idącego za ogromnym ojcem.

A potem zobaczyłem dorosłego faceta idącego ramię w ramię z drugim dorosłym człowiekiem.

I było mi z tym bardzo dobrze.

Tak dobrze, że nawet na chwilę przytuliłem ojca.

A potem wsiedliśmy do samochodu i odwiozłem go do domu.

A jak jechaliśmy, to rozmawialiśmy. Opowiadał mi o sobie, nie mogę powiedzieć konkretnie o czym, bo to dość intymne. Zdradzę tylko tyle, że były w tym obawy i lęki. I jak to mówił, to nie czułem zażenowania, że mój wielki ojciec zwierza się małemu synowi. Nie czułem przerażenia. Nie miałem ochoty uciec. Byłem zainteresowany i czułem ciepło. Może to była czułość, a może coś, co urodziło się 23 czerwca 2006 r.

Mówię wam, odkąd zostałem ojcem, jest mi dużo bliżej do własnego ojca.

"Dziennik ciężarowca", Tomasz Kwaśniewski, wyd. W.A.B., Warszawa 2007