1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Zieliński i syn

Normalnie, gdy masz konflikt z szefem, możesz iść do ojca po radę. Ja nie mam do kogo iść.
Grzegorz ma 53 lata. Jego syn Maciek - 31. Ich wspólny interes - 11. Zatrudniają około 30 osób

Interes to Klub 97 - pub i restauracja w Łodzi. Dwa piętra w secesyjnej kamienicy, jedenaście sal (m.in. grillowa, królewska, house'owa, fortepianowa), stylowe meble, grafiki łódzkich pałaców i coś ekstra: oszklony, również piętrowy ogródek z widokiem na Piotrkowską. Ten widok zna dobrze stały klient - reżyser David Lynch. Wpadają też Aleksander Kwaśniewski, Lech Wałęsa, Anna Maria Jopek, Jan Machulski, Beata Tyszkiewicz.

Klub był pomysłem ojca. Nienowym. 11 lat temu Grzegorz Zieliński miał w Łodzi już kilka restauracji. Maciek miał wtedy 20 lat, był na pierwszym roku studiów ekonomicznych. W klubie - wtedy dużo mniejszym niż dziś - stanął za barem. Nalewał piwo, pomagał w księgowości. Po dyplomie wahał się: robić coś na własny rachunek czy zostać wspólnikiem ojca. Wybrał drugie. - Było prościej - przyznaje. - Wcześniej bardziej bawiłem się niż pracowałem. Jako wspólnik spoważniałem. Zobaczyłem w klubie coś własnego. Poczułem odpowiedzialność.

Ojciec i syn tylko na papierze są wspólnikami. Ostateczne słowo w biznesie ma Grzegorz. Maciek odpowiada za katering. Kontraktuje i dostarcza obiady robotnikom budującym siedzibę Della, żywi uczestników konferencji i gości bankietów. Zarabia "więcej niż średnią krajową". Ile konkretnie?

- Trudno powiedzieć - wtrąca się ojciec. - Nie ma stałej pensji. Zysk dzielimy w zależności od potrzeb. Teraz większe potrzeby są u Maćka. Niedawno urodziło mu się drugie dziecko, buduje dom, spłaca kredyt.

To, że są rodziną, pomaga w interesach. Grzegorz: - Obcego wspólnika musiałbym kontrolować. Nawet przyjaciela. Syn nie może być nieuczciwy. Ale najbardziej się cieszę, że biznes nie pójdzie kiedyś w obce ręce.

Maciek: - Szef ojciec pomaga nie tylko w biznesie. Dzięki klubowi przestałem się martwić o pracę. Miałem komfort. Rzuciłem nudny marketing i zacząłem studiować coś, co mnie interesowało. Antropologię.

Ale są też minusy. Grzegorz: - Normalnie, jak pracownik nawali, lecisz mu po premii albo wymieniasz na innego. W rodzinie trudno o taki manewr. Nie powiem przecież synowi: "Zwalniam cię". Zawsze bardziej będę ojcem niż pracodawcą, a ojciec chce dla dziecka dobrze.

Maciek mówi, że czasem się z tatą sprzeczają. - W tradycyjnej firmie, gdy masz konflikt z szefem, możesz iść do ojca po wsparcie czy radę. Ja nie mam do kogo iść. I jeszcze coś. Żałuję, że nigdy nie będę mógł powiedzieć jak Bill Gates: Zrobiłem coś z niczego, od początku.

- Ja też dostałem od ojca coś na talerzu - pociesza syna kulinarnym porównaniem Grzegorz. I opowiada, jak skończył studia na turystyce i został zastępcą kierownika schroniska Pod Łabskim Szczytem w Szklarskiej Porębie. Potem roznosił ulotki w Austrii. W końcu pracę dał mu jego ojciec Zenon w restauracji Dworek - pierwszej łódzkiej restauracji rodu Zielińskich.

- Maciek zawsze był spokojny. Ale dopiero w klubie odkryłem w nim talent do negocjacji, prawdziwy dar przekonywania ludzi! Codziennie widzę też, jak z trudem uczy się punktualności - śmieje się tata.

Dzięki wspólnej pracy Maciek odkrył w ojcu olbrzymią wiedzę o gastronomii i upór. - W klubie tata więcej ode mnie wymaga niż w domu. Zresztą co ja mówię! Odkąd stanąłem za barem, w domu prawie się nie widujemy.

Więcej o: