Roztropność
09.12.2010
, aktualizacja: 09.12.2010 13:24
Plan był taki. Odbieram Tośkę z przedszkola, jedziemy do banku, płacę rachunki, kredyty i co tam tylko trzeba, a potem na lody.
Odebrałem córeczkę, zadzwoniłem do banku. Żeby sprawdzić, czy pieniądze już są. Były, ale znacznie mniej niż się spodziewałem. Posmutniałem. Ba, skwasiłem się zupełnie.
- Do banku nie pojedziemy - powiedziałem.
- Dlaczego tatusiu?
- Bo już nie ma po co?
- A na lody?
- Przecież obiecałem. - Wsiedliśmy do samochodu.
Tu, na marginesie, muszę coś wytłumaczyć. Otóż nad tylnym oknem naszego samochodu jest uchwyt. Taka rączka, wiecie, do trzymania. Na niej jest wieszaczek. A na nim, tuż nad Tosinym fotelikiem, dyndają trzy figurki. Jedna to święty Mikołaj. Druga to Narciarz. Trzecia: miś Koala. No i zwykle jest tak, że jak gdzieś jedziemy, na przykład do przedszkola albo wręcz przeciwnie, to te figurki ze sobą, względnie z Tosią czy ze mną, gadają. A wygląda to mniej więcej tak:
- Tato, co mówi Mikołaj?
- Że jest brzydka pogoda. - Mikołaj jest malkontentem i marudą. Widzi świat w czarnych barwach i zawsze mu coś przeszkadza, coś mu się nie podoba. Do tego lubi się czepiać, a czasem, bardzo to nieładnie, ale taki on właśnie jest, używa brzydkich słów.
- Ale przecież jest ładna, Mikołaju - mówi Tosia.
- A mnie się nie podoba. Ja lubię, jak pada deszcz.
- Powiedz mu coś Narciarzu. - Tosia woła o wsparcie.
- Dlaczego tobie wszystko się nie podoba? Przecież jest ładnie, świeci słońce, a niebo jest niebieskie. - Nar-ciarz dla odmiany zawsze widzi świat w jasnych barwach W ogóle jest pełnym werwy optymistą. Jak to sportowiec.
- A Koala? Co mówi Koala, tato?
- Koala śpi - odpowiadam. I tak to mniej więcej idzie.
Tym razem też tak powinno być, więc Tośka już zaczyna: - Tato, co mówi Mikołaj?
- Nie wiem, córeczko.
- Ale tato.
- Nie chce mi się bawić.
- Tato! Co mówi Mikołaj?!
- Do banku nie pojedziemy - powiedziałem.
- Dlaczego tatusiu?
- Bo już nie ma po co?
- A na lody?
- Przecież obiecałem. - Wsiedliśmy do samochodu.
Tu, na marginesie, muszę coś wytłumaczyć. Otóż nad tylnym oknem naszego samochodu jest uchwyt. Taka rączka, wiecie, do trzymania. Na niej jest wieszaczek. A na nim, tuż nad Tosinym fotelikiem, dyndają trzy figurki. Jedna to święty Mikołaj. Druga to Narciarz. Trzecia: miś Koala. No i zwykle jest tak, że jak gdzieś jedziemy, na przykład do przedszkola albo wręcz przeciwnie, to te figurki ze sobą, względnie z Tosią czy ze mną, gadają. A wygląda to mniej więcej tak:
- Tato, co mówi Mikołaj?
- Że jest brzydka pogoda. - Mikołaj jest malkontentem i marudą. Widzi świat w czarnych barwach i zawsze mu coś przeszkadza, coś mu się nie podoba. Do tego lubi się czepiać, a czasem, bardzo to nieładnie, ale taki on właśnie jest, używa brzydkich słów.
- Ale przecież jest ładna, Mikołaju - mówi Tosia.
- A mnie się nie podoba. Ja lubię, jak pada deszcz.
- Powiedz mu coś Narciarzu. - Tosia woła o wsparcie.
- Dlaczego tobie wszystko się nie podoba? Przecież jest ładnie, świeci słońce, a niebo jest niebieskie. - Nar-ciarz dla odmiany zawsze widzi świat w jasnych barwach W ogóle jest pełnym werwy optymistą. Jak to sportowiec.
- A Koala? Co mówi Koala, tato?
- Koala śpi - odpowiadam. I tak to mniej więcej idzie.
Tym razem też tak powinno być, więc Tośka już zaczyna: - Tato, co mówi Mikołaj?
- Nie wiem, córeczko.
- Ale tato.
- Nie chce mi się bawić.
- Tato! Co mówi Mikołaj?!
1
2
następne »
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletterCiąża i poród





