1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Baran

23.03.2010 14:34
Zrobiło się tak, że Tosia jest zakochana. W tacie! To znaczy we mnie. Bo ostatnio nic, tylko tata i tata.
Tata ma kierować wózkiem, bawić się, ubierać, karmić, usypiać, kąpać. Aż się przykro robi Adze.

No cóż!

- Bo ty jej na wszystko pozwalasz.

Bo ja jestem ta, która wymaga, a ty ten wspaniały - mówi, a ja sobie przypominam opowieść pewnej pani, która szła mniej więcej tak: zajmuję się córeczką, a potem zjawia się mąż, niczym książę na białym koniu, i wybawia swą księżniczkę z rąk złej czarownicy. Tej, która wymaga zjedzenia obiadu, założenia skarpet i umycia rąk.

Coś w tym jest, nie przeczę, nawet dużo, ale to, że się zjawia, że na białym koniu, to już jest nadużycie. Przesada, i to gruba. Bo przecież się nie zjawia, tylko wraca z pracy, często umordowany jak nie przymierzając troll.

- Ona tak za mną, bo ty więcej czasu spędzasz z Frankiem - mówię to, co myślę.

- Jakbyś więcej czasu poświecił synkowi, to ja mogłabym więcej czasu spędzać z Tośką. - Aga jest logiczna. I ma rację. Oj, ma. Ale to nie takie proste, bo co tu gadać, co tu kryć, ja też jestem zakochany. I nic, tylko Tosia, Tosi, o Tosi.

Na przykład ostatnio: dzieci już były w łóżkach, już spały, gadaliśmy, względnie oglądaliśmy jakiś film, a tu nagle z pokoju Tosi coś jakby płacz. Poszedłem sprawdzić. Otworzyłem drzwi i widzę, że ona śpi i przez sen lekko kwili. Poprawiłem kołdrę, pogłaskałem po głowie, Tosia się uspokoiła. Taka słodka, taka mała, taka kochana, nie mogłem oderwać wzroku.

- Kochana, kochana, kochana - pomyślałem i w oczach pojawiły się łzy.

- Tak bardzo, tak strasznie ją kocham - powiedziałem na głos, Aga się uśmiechnęła, pokiwała głową, a ja poszedłem z wizytą do kolegi, taty czterolatki. Po łopatę poszedłem, bo tarasik tak nam zasypało, że boję się, że się zwali, zawali, czy coś w tym stylu.

Pukam, puk, puk, otwiera, zaprasza, siadamy, zapalamy fajki, znaczy się papierosy, pijemy herbatę, to znaczy ja herbatę, a on piwo, i gadamy. O dzieciach oczywiście. Ja to sobie nawet ostatnio powiedziałem, zupełnie szczerze i patrząc w lustro, że ze mną to rozmawiać można tylko o dzieciach, żonach i pracy. Nic więcej mnie nie interesuje. Taki już jestem. Trudno!

No, więc gadamy o dzieciach. Że fajnie, że ekstra, choć czasem też męcząco, nawet bardzo, ale te córki, te nasze córeczki, tak bardzo nas kochają, a my je kochamy, że jednak jest świetnie, ślicznie, słodko i cukierkowo.

- Moja córka...

- A moja córka...

I przerywając sobie, nie bardzo się nawet słuchając, opowiadamy, że to, że śmo. To znaczy, że powiedziały, że narysowały, że założyły, że zatańczyły, że zaśpiewały i że wtedy to już naprawdę wyglądały bosko. Kochane, śliczne, mądre i wyszczekane.

- A moja córka to ma teraz taką fazę, że jestem najwspanialszy. - Kolega jest taki dumny, że aż się odchyla od pionu. Na krześle się odchyla. - Najmądrzejszy i najpiękniejszy. Jednym słowem wszystko, co robię jest naj. Najlepiej pływam, najlepiej jeżdżę samochodem, najlepiej gotuję, a nawet trawę w ogródku koszę najlepiej na świecie. Na całym świecie!

- Zupełnie tak jak ja - mówię i też się odchylam.

A potem minęło kilka dni, szedłem z Tośką chodnikiem, to znaczy niosłem ją na barana, i wpadłem na kolegę. Szedł rączka w rączkę ze swoją córeczką.

- Ja też chcę na barana - natychmiast podchwyciła.

Podniósł ją do góry, posadził okrakiem na szyi, a ona: - Wiesz co, tato? Jesteś największym baranem na świecie. Na całym świecie. Naprawdę!

No cóż!

Skomentuj:
Baran
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX