1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Smycz

23.06.2009 10:30
W nagłym błysku iluminacji, dostrzegłem wreszcie tę niewidzialną smycz, którą przywiązałem do siebie swoją córkę.
Sobota była cudowna. Bawiliśmy się, spacerowaliśmy, spaliśmy, jedliśmy.

W niedzielę było podobnie, a wieczorem pojechaliśmy do Zachęty. Na wystawę pod tytułem: "Interaktywny plac zabaw dla dzieci".

Dziesięć złotych wejście, duchota i mnóstwo szalejących dzieci.

Pośrodku sali wielki kwadrat, składający się z wielu różnokolorowych kwadracików. Można do nich wchodzić, można przełazić z jednego do drugiego. Jak w wielkim, różnokolorowym, labiryncie.

Tośka włazi do niebieskiego.

Włazi i siada.

Nie biega jak inne dzieci, nie krzyczy, nie szaleje, tylko siedzi.

- Zagubiona - myślę sobie i pochylam się nad kwadratem. Robię miny, postukuję, a ona siedzi. I minkę ma nietęgą. Tak mi się przynajmniej zdaje.

- A może jej gorąco - myślę i ocieram pot z własnego czoła.

- A może chce jej się pić - przełykam ślinę.

- A może przeszkadza jej ten hałas - czuję, że zaczyna mnie boleć głowa.

No fajnie, wreszcie się uśmiechnęła.

No super, przełazi z jednego kwadratu do drugiego.

O kurczę, widzę nadbiegające w jej stronę dziecko. Potrąca ją, przebiega. Biegnie następne. Tosia przezornie chowa się do kwadratu, a mnie się wydaje, że się przestraszyła. Chciałbym jej pomóc, ale nie wiem jak, bo kwadraty są tak gęsto poustawianie, że dziecko się między nimi mieści, a dorosły nie.

Tośka się rozgląda.

- Pewnie mnie szuka. Pewnie czuje się zagubiona - myślę i macham w jej kierunku. Prześlizgnęła się po mnie wzrokiem. O kurczę, idzie dalej. Tam już z pewnością jej nie sięgnę. A jak coś się stanie? A jak się palnie w plastikową krawędź? Nachylam się, żeby móc ją lepiej widzieć i jak się sam nie palnę! Łapię się za czoło. Boli jak cholera.

- Mogliby zaokrąglić rogi tych kwadratów - pomstuję. - Przecież to dla dzieci. Mogliby pomyśleć. Artyści, psia ich mać!

A Tośka wchodzi jeszcze głębiej. Wstaje, chwyta się krawędzi, zaczyna się bujać. I znowu potrąca ją jakieś pędzące dziecko. Poradziła sobie, uff.

Teraz wchodzi do żółtego kwadracika. Leży w nim dziewczynka. Leży i nogi trzyma w czymś w rodzaju okienka. Tośka chwilę na nią patrzy, a potem kładzie się obok. Dziewczynka wstaje i idzie do innego kwadracika. Tośka odwraca za nią głowę, a mnie się robi przykro, że ta dziewczynka poszła.

A Tośka wkłada nogi w to okienko. No i sobie leży. Agnieszka, na szczęście, wreszcie się pojawiła, gilgocze ją w podeszwę. Tośka się śmieje. Nareszcie! Nareszcie się śmieje.

A potem przełazi do zielonego kwadracika. I znów się kładzie. A potem do czerwonego. I znów się buja w przejściu.

- Strasznie tu gorąco - myślę. - No i ten jazgot, ten harmider. Mam już dość. Czas już wracać.

- Tośka - wołam córkę, ale ona nie chce. No to daję jej jeszcze chwilę i znowu wołam. W końcu ją dopadam. Wyciągam z kwadracika. A Tośka zaczyna płakać. Siłą zakładam jej kurtkę i buty. Zanoszę do samochodu.

- Nie masz wrażenia, że Tośka słabo się bawiła? - pytam Agę. - Inne dzieci szalały, a ona tylko siedziała, ewentualnie leżała i minkę miała jakąś taką smutną?

- Ona tak już ma, że wolno się rozkręca. Taką ma strategię, że siedzi, bada teren, rozgląda się, obserwuje i dopiero potem rusza - Aga mówi to co myśli.

- To nawet rozsądne - kiwam głową i wtedy nagle błysk, świst, olśnienie.

To nie Tosia kiepsko się bawiła - tylko ja.

To nie Tosia była onieśmielona, przestraszona i niepewna - tylko ja.

To nie jej było gorąco, nie jej przeszkadzał hałas, nie ona walnęła się głową w jeden z kwadracików - tylko ja. Bo to ja projektowałem na nią swoje strachy, humory, kompleksy.

W tym nagłym błysku iluminacji, dostrzegłem wreszcie tę niewidzialną smycz, którą przywiązałem do siebie swoją córkę. Tę smycz, która sprawiała, że nie widziałem w niej kogoś odrębnego.

Jak stałem przy tych kwadracikach, a ona coraz bardziej oddalała się ode mnie i coraz lepiej sama się bawiła, to ta smycz trzeszczała. A ja te trzaski brałem za empatię.

Pod przykrywką miłości i troski chciałem ją zniewolić i mieć na wyłączność.

Ale teraz przejrzałem na oczy i nie chcę takiej smyczy.

Zawsze chciałem mieć wyjątkową więź ze swoją córką, ale nie taką, co by była więzieniem.

Skomentuj:
Smycz
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX