1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Bajki

07.04.2009 11:03
Na początku bardzo się siliłem, żeby wymyślić jakąś bajkę. Myślałem, myślałem i nic mi nie przychodziło do głowy. Aż pewnego razu...
- Nie znasz przypadkiem jakiś fajnych książek dla dzieci? - pyta mnie tata trzyletniej Oli.

- Fajnych to znaczy jakich?

- No, żeby były zabawne, żeby były mądre, żeby czegoś uczyły i żeby dziecko przy nich zasypiało.

- Zasypiało, powiadasz. A nie będzie lepiej, jak zgasisz światło, położysz się przy jej łóżeczku i sam jej coś opowiesz?

- Niestety, tak to ja nie potrafię.

- Potrafisz, potrafisz - mówię, i opowiadam, jak to było ze mną i z Tosią.

A było to tak.

Na początku bardzo się siliłem, żeby wymyślić jakąś bajkę. Myślałem, myślałem i - poza: Za górami, za lasami... - nic mi nie przychodziło do głowy. A wymagania miałem wielkie. Bajka miała być zabawna, nieszablonowa, do tego mądra i z morałem. Poza tym nie mogła być straszna, nie mogła być smutna, no i musiała być zrozumiała, czyli musiała operować znanymi Tosi słowami. Jakże trudno mając do dyspozycji takie terminy jak: dzik, hau-hau, miau-miau, mama, tata, wózek, lala i tym podobne, ułożyć bajkę, która spełniałaby tak wygórowane żądania.

Sapałem, dyszałem i nic nie przychodziło mi do głowy.

A potem zaczęliśmy chodzić z Tosią do lekarza - miała taki okres, że co i raz dostawała zapalenia krtani - i nagle moja córka tuż przed snem zaczęła się domagać opowieści o "Tiku tiku". To znaczy o lekarzu, bo tak nazwała swoją panią doktor.

To był przełom.

Opowiadajac niezliczoną ilość razy bajkę o "Tiku-tiku" zrozumiałem, że te najfajniejsze, najbardziej interesujące, najzabawniejsze i najmądrzejsze są te bajki, które dotyczą Tosinego życia.

Dlatego teraz, gdy gaszę światło, pytam (zastrzegając, że bajki będą tylko trzy), o czym jej opowiedzieć. I Tosia mówi.

- O tym, jak Tosia i Reksio idą na plac zabaw - co znaczy między innymi, że Tosia była na placu zabaw i musiała stać w kolejce do zjeżdżalni, więc się popłakała, bo ona bardzo tego nie lubi.

No to opowiadam o tym, jak Tosia rano wstała i zjadła śniadanie, na które była buła, parówa, jajo... - wymieniam jak najwięcej, żeby Tosia uczyła się nowych słów. - A potem przyszedł jej serdeczny kolega Reksio i Tosia razem z rodzicami poszła na plac - kontynuuję bajkę. - Bujała się na huśtawce, jeździła na karuzeli - znowu wymieniam możliwie dużo różnych zabaw i powoli zmierzam do punktu kulminacyjnego, czyli do tego stania w kolejce do zjeżdżalni.

- No i w końcu Reksio powiedział do Tosi: "chodźmy na zjeżdżalnię".

- Tosia chciała bez kolejki, ale tata nie pozwolił - włącza się do opowieści Tosia.

- Tata nie pozwolił, bo tak już jest, że trzeba czekać na swoją kolej - kontynuuję bajkę.

- Tosia płakała - mówi Tosia.

- Tosia płakala i było jej bardzo przykro, dlatego tata ją przytulił i powiedział, że bez kolejki na zjeżdżalnię się nie wchodzi - pięknie uwydatniam morał.

Niestety nie zawsze sprawa jest tak prosta. Nie zawsze, bo po zwyczajnie przychodzą takie dni, kiedy Tosia po prostu nie wie, czego chce. I wtedy to ja muszę wykazać się inicjatywą. Podrzucam więc kolejne propozycje typu: O tym, jak Tosia strzygła sobie włosy czy też: O tym, jak Tosia i lala wywinęły kozła w wannie, ale moja córka ciągle kręci głową i mówi nie. I wtedy nagle (zdarzyło mi się coś takiego) mówię: - A może tak: O mamie, co ciągle mówiła "bo bo bo."

- Tak. O mamie co ciągle mówiła bo, bo bo - Tosia jest szalenie zainteresowana, a ja się zastanawiam, po jakiego grzyba wpakowałem się w tak trudny temat.

- No to poczekaj chwilkę, mówię, i zaczynam intensywnie myśleć, bo rzecz jasna nie chcę zawieść ukochanej córki.

I wreszcie mam.

- Kiedy rano Tosia wstała, podeszła do mamy i mówi: Cześć, jak ci się spało? A mama na to: bo, bo bo, bo. O co chodzi mamo? A mama nic, tylko: bo, bo, bo, bo. I Tosia zupełnie nie wie, o co mamie chodzi. Pyta tatę, brata, sąsiada... i tak dalej, w myśl zasady, żeby przemycić jak najwięcej nowych słów. - I nikt nie wie, o co mamie chodzi, aż w końcu mama się zmobilizowała i mówi: bo, bo, bordową bluzeczkę chciałabym założyć. Koniec!

Minęło kilka dni od tej opowieści, przychodzimy do domu, a niania mówi: - Byliśmy dziś na spacerze, przechodzimy koło samochodu i nagle Tosia mówi, że on jest koloru bordowego. Skąd ona u licha znała taki kolor?

Skomentuj:
Bajki
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX