1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Hierarchia

12.03.2009 14:18
Są takie dni, kiedy marudzę i nieustająco narzekam. Bo nie mam ciepłej wody, bo nie stać mnie na wakacje, bo ktoś mi coś nieprzyjemnego powiedział...
Noc, Tośka i Aga już śpią, a ja oglądam "21 gramów". I przychodzi ten moment, gdy matka dwóch córeczek dowiaduje się o tym, że obie zginęły w wypadku. To, że tak się stanie, wiadomo już było od dawna, ale teraz rozgrywa się ta scena.

Kobieta wchodzi do domu. Zagląda do pokojów. Z uśmiechem zbiera rozrzucone w nieładzie ubrania córek. Zbliża je do twarzy. Wącha i całuje. I wtedy dzwoni telefon. To pewnie mąż.

Kobieta podnosi słuchawkę.

- Pani mąż i córeczki wzięli udział w wypadku. Proszę przyjechać...

Kobieta wbiega do szpitala. Jeszcze się łudzi, że może to pomyłka. Pani z recepcji sprawdza nazwisko. Nie ma już wątpliwości. To jej mąż, jej córeczki. Tylko, co się stało?

Podbiega siostra i ojciec. Wszystko będzie dobrze, mówią.

Ale ja przecież wiem, że nie będzie. Bo przecież widziałem, co się stało. Bo tak skonstruowano ten film, że raz widzimy przyszłość, a raz teraźniejszość. I nie mam żadnej nadziei.

I czuję, jak w brzuchu pojawia się kamień. A przez głowę przelatuje myśl: - Wyłącz to! Idź spać! Bo przecież odkąd masz dziecko, nie lubisz oglądać filmów, w których dzieciom dzieje się jakaś krzywda. Bo przecież odkąd masz dziecko, nie znosisz oglądać scen, w których rodzice cierpią, bo coś się stało ich dzieciom. Tak samo, jak nie możesz czytać tych wszystkich doniesień o biciu i molestowaniu. O tych wszystkich matkach i ojcach co się upili, co się zagadali, a ich dziecko w tym czasie wyskoczyło z okna. Bo nie dopilnowali. Bo nie pomyśleli.

Dlatego, jeśli już trafiam na taki artykuł, to go przeskakuje, a jeśli ktoś mi go czyta, to zatykam uszy. A film po prostu przełączam.

Ale teraz nie mogę się ruszyć. Jestem jak sparaliżowany. A film, jak życie, pędzi nieubłaganie. I już pojawiają się lekarze. Już stoją przed kobietą. I mówią, żeby usiadła. Ale ona ni chce. Tłumaczy, że da radę. Na jej twarzy pojawia się przerażenie. Ja też je czuję.

- Pani mąż doznał rozległych obrażeń... Nie udało nam się go uratować... - lekarze patrzą w podłogę.

- A dzieci?! Co z moimi córeczkami?! - po plecach przechodzą mi ciarki. I oczy zaczynają szczypać. Jest mi jej tak strasznie, tak ogromnie żal.

I wtedy przez głowę przelatuje mi myśl, że w drugim pokoju, w białym łóżeczku, pod różową kołderką, śpi moja córka. Kochana, najdroższa, jedyna. A może się odkryła? Może jest jej zimno?

- Młodsza z pani córek miała krwotok. Spóźniliśmy się. Straciła za dużo krwi...

- ...a druga? - jestem wciśnięty w fotel. Skamieniały. I tylko te oczy tak strasznie szczypią.

- Druga umarła tuż po wypadku - kobieta skręca się z bólu. Ojciec ją przytrzymuje. Jej ręka zaciśnięta na jego ramieniu. Konwulsje, niemy krzyk.

- Boże, jakie to straszne! Dlaczego? Po co? - nie mogę wytrzymać tej ciszy, więc szepczę do nikogo.

I wreszcie pojawia się jęk. Straszny, rozdzierający i wcale nie przynoszący ulgi.

Kamera pokazuje siostrę. Zwija się, płacze, zakrywa dłonią twarz. To ja. Ja też tak robię. Oczy już mnie nie szczypią, bo napięcie przerwało tamę i uwolniło łzy. I mnie, w przeciwieństwie do bohaterki filmu, te łzy przynoszą ulgę. Bo w końcu to tylko film.

Te łzy mnie uwolniły.

Mogę już ruszyć ręką, mogę już ruszyć nogą, więc wstaje i idę sprawdzić, czy Tosia się nie odkryła. Odkryła, więc owijam ją kołdrą, przykrywam kocykiem, poprawiam misia.

- Jaka ona śliczna, słodka, ufna i bezbronna - nieruchomieję nad łóżeczkiem.

I kiedy wsłuchuje się w jej spokojny, miarowy oddech, to nagle zdaje sobie sprawę, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Bo ona zdrowa. Bo w pokoju obok śpi moja żona, która też jest zdrowa. I, że to jest najważniejsze. I, że oddałbym wszystko, żeby tak było zawsze.

A przecież są takie momenty, co ja mówię, są takie dni, tygodnie, miesiące, kiedy marudzę i nieustająco narzekam. Bo nie mam ciepłej wody, bo nie stać mnie na wakacje, bo pogoda nie taka, bo ktoś mi coś nieprzyjemnego powiedział, bo w pracy mi nie poszło. I zamartwiam się duperalami. I pomstuję. I mówię, że świat jest do niczego. A to nieprawda!

Bo świat jest piękny pod warunkiem, że pamiętam o tym co jest najważniejsze.

Skomentuj:
Hierarchia
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX