1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

To straszne

Tośka cała szczęśliwa dorwała, będący na wyposażeniu lokalu, wózeczek dla lal i wsadziła do niego swoją ?dzidzię?.
Jest taka jedna knajpka, do której lubimy chodzić z Tosią.

Dobre jedzenie, sympatyczni ludzie i do tego wspaniały plac zabaw. Dla Tosi i dla nas.

Dla Tosi, bo jest tam niewielka piaskownica, niewielka zjeżdżalnia, niewielka huśtawka, niewielki plastikowy domek i niewielka górka. Tosia sama jest niewielka, więc wszystko jej świetnie pasuje. Nam też pasują te niewielkie rozmiary. Bo Tosia na wszystko może sama włazić i nawet jak spadnie, to szkoda niewielka. Podoba nam się również, że placyk jest niewielki. Bo można sobie siedzieć przy stoliku, pić na przykład lemoniadę i niewiele trzeba zrobić, żeby być przy córce. Ot, trzy niewielkie kroki. Do tego placyk jest solidnie ogrodzony i bardzo zaciszny, bo z jednej strony górka, z drugiej ściana knajpy, a z trzeciej porośnięty bluszczem płot.

Jest jeszcze jeden niewielki plus. Mianowicie taki, że ludzi tam niewiele. Bardzo, ale to bardzo lubimy to miejsce. Chodzimy, jak tylko możemy. Na przykład w ostatni weekend.

Usiedliśmy przy stoliku, zamówiliśmy to, co trzeba, a Tośka poszła się bawić. Trochę pobiegała, trochę się pobujała, aż cała szczęśliwa dorwała, będący na wyposażeniu lokalu, wózeczek dla lal. Wsadziła swoją "dzidzię" i zaczęła wozić.

I byłoby pięknie, byłoby miło, gdyby się nie okazało, że wózeczek jest marzeniem kilkorga innych dzieci. Zza słomki, zza cytryny, zobaczyłem nagle, że Tosia pędzi do nas, a kilka par małych rączek wyciąga się po wózek. A na jej buzi maluje się przerażenie. A mnie się serce ściska. Robię więc trzy kroki i już jestem przy niej. Otaczam ją ramieniem i eskortuję do naszego stolika.

I wtedy podbiega ona, taka mniej więcej trzyletnia dziewczynka. I jak nie szarpnie za wózek. A Tośka trzyma, tylko jej buzia składa się w podkówkę.

A tamta jak nie wrzaśnie: - Trzeba się dzielić! - I tupie nogą, aż Tosia podkaskuje. - Trzeba się dzielić! - krzyczy i wyszarpuje wózek. A Tosia w płacz. A dziewczynka ucieka z wózkiem. A ja za wózkiem. A Agnieszka bierze Tosię na ręce. A ja zabieram dziewczynce wózek. I wtedy pojawia się jej mama. I mówi, że nie wolno się tak zachowywać. Na szczęście do swojej córki. I każe jej przeprosić Tosię.

- Przepraszam - mówi dziewczynka i ucieka mamie.

- Mam wózeczek - mówię do Tosi. Ale ona płacze i nie może się uspokoić. A potem bierze wózek, robi dwa kroki i rozgląda się na boki. A mnie serce boli, bo mam wrażenie, że jest przestraszona. A ona robi dwa kolejne kroki i wtedy jakieś inne dziecko, mniej więcej w wieku Tosi, próbuje złapać wózek. Tosia w płacz. Podbiega tata tamtego dziecka. Bierze je na ręce i mówi, że teraz wózeczkiem bawi się Tosia. I tamto dziecko w płacz. A Tosia już wchodzi z wózeczkiem na górkę. Tym razem w mojej eskorcie, w mojej asyście. A potem z górki. A potem na górkę...

- Dajmy teraz wózek innym dzieciom, a my pobawimy się na zjeżdżalni - proponuję Tosi i podchodzimy do tego dziecka, co płakało. Zostawiamy wózek i idziemy na zjeżdżalnię. Tosia się gramoli i wtedy pojawia się nasza trzyletnia prześladowczyni. I przepycha Tosię. Raz, drugi, trzeci. Rozglądam się za jej mamą. Siedzi przy stoliku, pali papierosa i gada z koleżanką.

Uciekamy do piaskownicy, zaczynamy lepić babki. Pierwsza pada ofiarą tej trzyletniej zołzy. Próbujemy postawić drugą.

- Czy możesz sobie od nas pójść - syczę, a ona rozwala kolejną babkę.

Uciekamy do plastikowego domku. Tosia wchodzi do środka, a za nią ten trzyletni koszmar. Popycha, zamyka drzwiczki. Tosia podchodzi do okienka. Próbując się z nią bawić ignoruje fakt, że ta trzyletnia chuliganka siłuje się z jakimś chłopcem. Walczą, a Tosi buzia znowu jak podkówka. Ewakuuję ją przez okno.

- Idziemy do domu - mówię do Agnieszki i rzucam nienawistne spojrzenie w stronę beztrosko moszczącej się na krześle mamy naszej prześladowczyni.

- To będzie dla mnie straszne, jak Tosia pójdzie do przedszkola - mówię, gdy opuszczamy naszą ulubioną knajpkę.

- To będzie dla mnie straszne, jak kiedyś wyjdzie za mąż - mówię, gdy kończymy jej wieczorną toaletę.

- Nie chcę, żeby szła do przedszkola i wychodziła za mąż - mówię, gdy Tosia już smacznie śpi.

Więcej o: