1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Łóżko

Na początku wszyscy spaliśmy w jednym łóżku. Tak było wygodniej, bezpieczniej i przyjemniej. Ale z czasem zapragnęliśmy zmiany.
Chcieliśmy mieć trochę czasu dla siebie, chcieliśmy spać przytuleni. Poza tym Tosia była już większa, a my nabraliśmy pewności siebie. No i w nocy jadła już tylko raz.

Zaczęła więc spać w swoim łożeczku. Choć może słowo "spać" brzmi zbyt szumnie. "Zaspiać" byłoby bliższe prawdy.

Jednak z dnia na dzień, no może z tygodnia na tydzień, było coraz lepiej. Coraz dłużej spała w swoim łóżeczku, a my coraz dłużej w swoim. Byłem dumny, zacząłem się przechwalać i pouczać tych, których dzieci ciągle z nimi spały.

A potem pojechaliśmy do Szkocji. Był marzec, Szkoci są oszczedni, więc w pokoju było wyjątkowo chłodno. Tosia niby miała swoje łóżeczko, ale jak tu kłaść półrocznego bobasa samego, w obcym kraju i do tego w taki ziąb. Spała więc razem z nami. Trwało to cztery noce i po powrocie zaobserwowałem regres. To znaczy Tosia jakby częściej i mocniej domagała się spania z nami.

A potem pojechaliśmy do Grecji i też nam było szkoda, zwłaszcza, że Tosia złapała zapalenie gardła. Rezultat był taki, że jak wróciliśmy to już nie był regres, ale regresisko.

A potem się rozchorowałem i na kilka dni wyniosłem się do drugiego pokoju. Boże, jak ja wtedy wypocząłem! Jak się wyspałem!

- Wracasz do sypialni? - zapytała Aga po kilku dniach mojej emigracji.

- Ależ oczywiście - bo wtedy jeszcze nie wyobrażałem sobie, że mogę spać bez żony. Ale ziarno wygody zostało już zasiane. Pamiętam takie noce, gdy marzyłem o tym, by przespać je w całości. I w końcu nie wytrzymałem. Musiałem się wyspać, byłem ledwo żywy, a na drugi dzień miałem poważną robotę. W środku nocy, gdy Tosia po raz kolejny zaczęła płakać, wziąłem kołdrę i uciekłem. A potem to się powtórzyło. Kilkakrotnie.

- Może ty wolisz spać oddzielnie? - zapytała Aga. Wolałem, ale nie śmiałem tego wypowiedzieć. Bo wydawało mi się, że to będzie zdrada. Ale jednocześnie nie chciałem kłamać. Zastosowałem więc metodę odwrócenia kota ogonem i zapytałem, jak ona woli spać. Nie odpowiedziała wprost, więc doszedłem do wniosku, że i dla niej i dla mnie wygodniej jest spać w oddzielnych pokojach.

- Musimy nauczyć Tośkę spać w jej łóżeczku - zdecydowała wtedy Aga.

- Musimy, ale zacznijmy to robić w przyszłym tygodniu - zaproponowałem. I zaczęło się samooszukiwanie.

W pewnej mądrej książce przeczytaliśmy, że jedyne, co można zrobić, żeby nauczyć dziecko samo spać, to położyć je w łóżeczku i konsekwentnie odmawiać, gdy nalega, żeby je z niego wyjąć. Bitwa trwa średnio trzy dni, jest wyjątkowo wykańczająca, ale gdy się ją już odbędzie, problem ma się z głowy. No, ale trzeba mieć trzy dni, a my przecież pracujemy i nie możemy sobie pozwolić na trzy dni bezsenności. Zwłaszcza, że to może być więcej niż trzy dni. Poza tym, żeby to dobrze zrobić, najlepiej byłoby, gdyby Tosia miała własny pokój. A to się wiąże z przemeblowaniem.

- A w sumie przecież nie jest tak źle. Przecież da się żyć - tak się oszukiwaliśmy, choć nikt z nas tego nie powiedział.

Ale się nie dało, bo nasze wspólne życie powoli zmieniało się w ruinę. Zaczęliśmy się kłócić. Niby o duperele, ale przecież świetnie wiedzieliśmy, o co chodzi. Tylko, że nie potrafiliśmy tego ruszyć. A nawet jak próbowaliśmy, to natychmiast dawaliśmy za wygraną.

I w końcu pokłóciliśmy się naprawdę strasznie. Trwało to dwa dni i dwie noce, a trzeciego pojechaliśmy do sklepu, kupiliśmy meble i wzięliśmy się za przeprowadzkę. Gdy wieczorem kładłem się do naszego wspólnego łóżka, gdy nie było obok Tosi, czułem się, jakby to była noc poślubna.

- A ona tam samotna - powiedziałem, gdy tylko przeszło pierwsze uniesienie.

- Może się odkryła - powiedziała Aga. I bardzo się zasępiliśmy. Ale tym razem mogliśmy się już do siebie przytulić.

- Może powinna mieć rodzeństwo. Może wtedy byłoby jej raźniej!

Więcej o: