1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Pomoc

Przecież wy nawet nie wiecie, jak przewijać dziecko. A ja wiem. Znam różne chwyty. Przećwiczyłem je na swoim dziecku.
- Jak tylko będziesz chciała, to chętnie pomogę - zaproponowałem przez telefon przyjaciółce, która właśnie urodziła synka.

- Bardzo dziękuję.

- A może już teraz czegoś potrzebujesz?

- Dziękuję ślicznie. Jak będę potrzebowała, to dam znak.

- Na pewno?

- Przepraszam, ale już muszę kończyć - powiedziała koleżanka i się rozłączyła. Ale za nim to się stało, usłyszałem głos płaczącego dziecka.

- A przecież mógłbym wam pomóc. Przecież wy nawet nie chodziliście do szkoły rodzenia. Przecież wy nawet nie wiecie, jak przewijać dziecko. A ja wiem. Znam różne chwyty. Przećwiczyłem je na swoim dziecku. Mam doświadczenie. No i piszę felietony do "Dziecka". Dlaczego więc nie chcecie skorzystać z mojej pomocy? - pomyślałem i aż mi się zrobiło przykro, że moja pomoc, tak wspaniałomyślna, została odrzucona.

A potem przypomniałem sobie, jak zaraz po urodzeniu Tosi różne osoby ofiarowały mi pomoc i jak strasznie mnie to wnerwiało. I, że owszem, było ciężko, ale z drugiej strony to przecież nie jest takie strasznie trudne. Przecież jakoś sobie poradziliśmy, czego najlepszym dowodem jest to, że Tośka żyje. I to jeszcze jak.

- No dobra. Jak nie to nie - pomyślałem i zająłem się swoim życiem. Ale nie do końca, bo mijały kolejne dni, a Agnieszka co i raz dostawała sms-y z prośbą o poradę. Na przykład w sprawie karmienia.

- No więc jeśli chodzi o karmienie... - rozpocząłem wykład, gdy Aga spokojnie odpisywała.

- Dlaczego ona mnie nie słucha? Przecież ja świetnie wiem, co należy robić - zacząłem się denerwować. A potem postanowiłem wziąć sprawę w swoje ręce i mimo, że nikt mnie o to nie prosił, zadzwoniłem.

Koleżanka nie odebrała.

- Pewnie zajęta - pomyślałem i zadzwoniłem do jej chłopa.

Nie odebrał więc wziąłem się do pisania sms-a. Treść była mniej więcej taka, że jak mają kłopot z karmieniem, to najlepiej zgłosić się do pogotowia laktacyjnego...

- pogotowia laktacyjnego?! - zdziwiła się Agnieszka gdy pełen dumy opowiedziałem o swoich mądrych radach. - Przecież nie ma czegoś takiego. Są poradnie laktacyjne. A w ogóle to po co się wtrącasz, jak cię nikt nie prosi.

Zrobiło mi się źle. No, bo nie dość, że okazałem się niekompetentny, to jeszcze się wchrzaniam.

- A ja przecież tylko chciałem pomóc - użaliłem się nad sobą.

- Nie martw się - pocieszyła mnie moja ukochana. - Może się jeszcze doczekasz.

I się doczekałem.

- Pomożesz nam kąpać synka? - zapytała koleżanka, a ja poczułem niepokój, bo to już nie chodzi o deklarację, mądrzenie się, ale konkretną pomoc. A czy ktoś kto pomylił pogotowie z poradnią potrafi wykąpać kilkudniowego maluszka?

- Dasz radę - wsparła mnie żona, a potem delikatnie przypomniała, żeby nie nalewać zbyt wiele wody.

- Dam radę - dodałem sobie animuszu i pojechałem.

Wszedłem dzierżąc pod pachą wspaniały płyn do kąpieli. Kazałem tak trochę napełnić wanienkę i wlać płyn. Dwie nakrętki. Potem podwinąłem rękawy i zaordynowałem, by rozebrać noworodka.

- Jaki malutki! Jaki chudziutki! - patrzyłem i czułem, jak narasta we mnie przerażanie. "Pamiętajcie, że ciężko jest zrobić krzywdę dziecku" - przypomniałem sobie lekcję ze szkoły rodzenia. No to podszedłem, wsunąłem prawą rękę pod plecki, o tak, ten chwyt ćwiczyłem wielokrotnie, złapałem pod paszkę i do wanny.

- I co teraz? - zapytał ojciec malca.

- No właśnie co? - zapytałem siebie w myślach.

- Nie wiem. Ja zawsze tylko trzymałem, a Aga robiła resztę - wyznałem bezradnie.

- No to co robimy? - głos ojca dziecka zrobił się jakby ostrzejszy. A tu jeszcze mały zaczyna płakać i trzęsie się jak galareta. No to coś tam do niego przemawiam, coś w stylu "nie płacz, wszystko jest dobrze, fajna woda prawda?". A do jego ojca: - Pępowiny nie moczyć! Myć dokładnie w fałdkach! Stop! Wystarczy. Wyciągamy.

- A główka? A uszy?

Jasna cholera! Nie mam pojęcia, więc mówię, żeby nie mył.

- Smarować oliwką?

- Smaruj - Aga chyba smarowała.

- Jak ci poszło? - pyta moja żona, gdy tylko wkraczam do domu.

- No więc tego, hmm, kilku rzeczy zapomniałem, więc jak możesz, to im powiedz. Oto lista pytań.

Więcej o: