1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Pierwszy

08.05.2012 12:11

Fot. Istockphoto.com

Dziś jest wielki dzień. Wyjątkowy. Pierwszy. Bo po raz pierwszy oddajemy dzieci babci. Na połowę dnia, noc i kawałek kolejnego.
Pierwszy raz, odkąd są na świecie, zostawimy je w innym miejscu niż dom. I po raz pierwszy my, rodzice, będziemy w domu razem, a dzieci w nim nie będzie. Czy mi zależy na tym, żeby się udało? Nie bardzo. Choć wiem, że dobrze by było, gdybyśmy się nauczyli, że dzieci mogą spędzać noc niekoniecznie w naszym towarzystwie. Że to jest ważne dla nich i dla naszego związku. Mojego i Agnieszki. Warto się przewietrzyć, od siebie odpocząć.

No więc pakujemy się. Ogromna torba, a do tego kilka mniejszych. Z ubraniami, poduszkami, kocykami, ręcznikami, szczoteczkami, misiami, samochodami, dinozaurami, lalkami, książkami, blokami, kredkami. Do tego lekarstwa. Tak na wszelki wypadek. I nocnik Frania. Zupełnie jakby jechali na dwa tygodnie. I to za granicę. A to kilka przecznic.

Wyruszamy i wtedy Franio, że boi się tej nocy.

- Zaczyna się - myślę. I już mam go pocieszać, lecz Aga jest mądrzejsza i po prostu pyta:

- Czego się boisz, Franiu?

- Tego, że tak ciemno i do tego wieje.

Jesteśmy już u babci. Coś tam jemy, pijemy, dzieci się bawią, no to...

- Strasznie boli mnie brzuch - mówi wtedy Tosia.

Czyli nie obędzie się bez dramatu - myślę i mówię, że może poszłaby do toalety. Ale ona nie chce. Za to kładzie się na kanapie. Zbolała. I przykrywa kocem.

- Nie możemy wyjść, skoro Tośkę boli - włącza się wtedy Aga. - Dopiero co była chora, więc to może być coś poważnego.

- A mnie się wydaje, że to dlatego, że wychodzimy - mówię. I perswaduję, że jak chcemy wyjść, to chodźmy, bo będzie coraz trudniej.

- Czasem jesteś bezduszny, zupełnie jak automat - mówi wtedy Aga i przytula Tosię.

Jak będziesz ją tulić, to będzie jeszcze trudniej - myślę, ale nie mówię. I idę zapalić.

Wracam, a Tośkę już nie boli. Bo poszła do toalety i jak ręką odjął.

- Jakby co, to zadzwonię. Wy nie dzwońcie - rzuca na odchodnym babcia. I zamyka drzwi. Na wielką i ciężką jak imadło zasuwę.

No i co tu teraz robić? Normalnie to wiadomo, włącza się program pod hasłem: kiedy nie ma w domu dzieci, to jesteśmy... Ale ja nie piję, nie zażywam narkotyków. Najchętniej pojechałbym do domu i tak sobie w tym domu bez dzieci posiedział. No, ale przecież nie o to chodzi. Jedziemy na kawę. A potem do znajomych. I znów do knajpy. Do klubu.

W domu jesteśmy koło drugiej w nocy i wtedy mnie dopada. Patrzę na puste łóżeczka i czuję wielki brak. Widzę Frania w tej piżamce w paski i Tosię w tej różowej. Jak się wiercą. Nie mogą zasnąć. Sam się wiercę i nie mogę zasnąć. A potem budzę się wielokrotnie. Czyli to nie jest tak, że ja źle sypiam, bo oni źle sypiają i muszę do nich wstawać. Tylko po prostu sypiam źle.

O ósmej rano wiem, że już nie uda mi się zasnąć. Ale nie wstaję. Jeszcze wczoraj wyobrażałem sobie, jak to będzie pięknie. Obudzimy się rano, przytuleni, wyspani i nie trzeba będzie wstawać, więc poleżymy, poczytamy, a potem kawa, bułeczki... Czy dzieci się wyspały? O której wstały? Biorę gazetę, zagłuszam myśli. Co zjadły na śniadanie? Tęsknią? W końcu się poddajemy.

- Nie mów dzieciom, że dzwonię. Ale jak wam jest?

- W porządku - a w tle słyszę głos dzieciaków, taki kochany.

- To my będziemy o dwunastej.

- Nie musicie.

- Ale chcemy.

Zobacz także
  • Mam wrażenie, że to my rodzice, nie jesteśmy gotowi emocjonalnie na to, by posłać sześciolatka do szkoły. Szkoła czy zerówka?
  • Jesteśmy niczym matki-księżniczki uwięzione w wieży. Wirtualna wspólnota
  • Herkules
Skomentuj:
Pierwszy
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX