1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Vipo

03.08.2011 14:02
Od zawsze chciałem, żeby Tosia miała ukochaną przytulankę. Taką, wiecie, co ją się zabiera wszędzie, śpi z nią, je, nigdy się nie rozstaje. Ja też kiedyś taką miałem.
Kupowaliśmy więc Tosi pluszowe misie, kotki, konie, pieski, nawet pszczołę, osła, małpę... Mnóstwo też dostawała. Od babć, dziadków, cioć, wujków, naszych przyjaciół, kolegów, koleżanek i nic. Do żadnej się nie przywiązała.

Aż pewnego dnia dostała małego biało--brązowego pieska. Nie był jakiś specjalnie ładny, jakoś specjalnie milusi, ale Tośka go pokochała i od dwóch lat w zasadzie się z nim nie rozstaje. Je z nim, śpi, bawi się, chodzi do przedszkola. W ogóle wszędzie z nim chodzi. A gdy lecieliśmy za granicę i na bramce trzeba go było dać do prześwietlenia, płakała jak bóbr.

- No, bo co oni mu tam robią, tato!

A potem się zaklinała, że już nigdy, ale to przenigdy nie będzie latała samolotem, bo to było absolutnie straszne, że musiała go na tej taśmie położyć, z nim się rozstać.

Pieska nazwała Vipo. Jest taka bajka, "Vipo latający pies", o psie, co miał wielkie uszy, o nie się potykał, aż w końcu się okazało, że służą do latania. Zupełnie tak jak u "Dumbo". Tosiny Vipo tego z kreskówki raczej nie przypomina. No, ale Tosi to nie przeszkadza i nic, tylko Vipo, Vipo, gdzie jest, co z nim? Choć ostatnio to raczej Vipusia.

W każdym razie niedawno wybraliśmy się na wczasy. Samolotem. Tosia dała sobie wytłumaczyć, że na bramce Vipa prześwietlić muszą, no, bo teraz są takie czasy, że ludzie bomby do samolotów ze sobą zabierają, a taka maskotka, wiadomo, świetnie się nadaje, żeby bombę ukryć. Polecieliśmy.

A potem był hotel, fajny plac zabaw, basen, ocean i plaża. No i wycieczki samochodowe, w tym jedna naprawdę super, bo do takiego parku, gdzie były orki, delfiny, a nawet goryle. Orki skakały, delfiny też, a goryle sobie chodziły albo siedziały, a jeden to, no wiecie, zajadał własną kupę. Zapytajcie zresztą Frania, to wam od razu powie, co ten goryl robił.

Były też dyskoteki. Dla dzieci. Tośka tam chodziła, tańczyła, a na czas tańców Vipa zostawiała mnie. Bardzo o niego dbałem i strzegłem jak oka w głowie. Aż tu pewnego dnia, gdzieś tak koło południa, gdy Tosia i Franio kładli się na drzemkę, okazało się, że Vipa nie ma.

- Nie ma Vipa! - rozdarła się Tośka.

- Spokojnie. Spokojnie. Zaraz się znajdzie. Na pewno - zacząłem ją uspokajać. A potem do Agnieszki, żony mej ukochanej: - Pewnie zostawiłyście go na basenie?

I przyznać muszę, że byłem na nią ciut zły, że taka niefrasobliwa, nie dopilnowała, by zabrać z basenu Vipa.

- Nie zostawiłyśmy i prawdę mówiąc, to od rana go nie widziałam - powiedziała Aga.

A Tośka usta w podkówkę, więc ja natychmiast: - Nie martw się kochanie, tata zaraz znajdzie.

Przetrząsnąłem pokój. Nie ma. Samochód. Nie ma. Wózek. Nie ma. Torby. Nie ma.

- A może został na dyskotece - przebiegło mi przez myśl. I aż stężałem. Na czole pojawił się pot. Przypomniałem sobie, jak Tośka mi go dała, a ja położyłem go na stoliku. Obok butelek z wodą. Specjalnie, by nie zapomnieć. No, a potem... Kurcze! Butelki wziąłem, a pieska? Nie pamiętam.

Pobiegłem do recepcji: - Taki mały, kochany, w biało-brązowe pasy. Nie ma? Pobiegłem do sali, gdzie są te dyskoteki. Wpadłem na panie, które tam sprzątają: - Niestety, nie znalazłyśmy.

- Tylko bez paniki. Się znajdzie - i kilka szybkich wdechów, żeby uspokoić nerwy. A potem do pokoju zabaw, bo w tym hotelu coś takiego było. Może ktoś znalazł Vipa i tam go zaniósł. Zamknięte. To znaczy czynne od drugiej. A która może być teraz? Biegiem do baru, bo tam jest zegar. No i wtedy, o Boże, przy podeście, na którym wieczorami gra dla dorosłych muzyka, leży... Vipo!!!

Choć do końca pewności nie ma, bo obok jakieś dziecko. Więc może to tego dziecka. Nie, to na pewno Vipo. Bo na uszach ma takie gumki. Niebieskie. Do włosów. Tosia mu założyła. Wziąłem go na ręce. Przytuliłem. Obsztorcowałem: - No, gdzieś ty się podziewał? Nie rób tego więcej. - I znów go przytuliłem. - Kochany, kochany Vipo.

Zobacz także
  • Przepracowany
  • Kulwa
Skomentuj:
Vipo
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX