1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Niepłacenie alimentów to wstyd

Skończył się czas bezkarności dla osób uchylających się od płacenia alimentów na dzieci. Przynajmniej formalnie.
- Co się zmieniło w sprawie alimentów?

- Przed październikiem 2008 roku tylko 12 proc. alimentów było wypłacanych na bieżąco. Ci, którzy się od tego obowiązku uchylali, byli właściwie bezkarni. Natomiast teraz, jeśli zalegają z alimentami co najmniej sześć miesięcy, są wciągani na specjalne listy dłużników. To bardzo komplikuje im codzienne życie. Wygląda to dokładnie tak, jak napisano na pocztówkach wysyłanych do dłużników alimentacyjnych w ramach akcji "I wszyscy się dowiedzą".

- Możesz zacytować?

- "...wszyscy się o Tobie dowiedzą - i pani w banku i pan od telefonów komórkowych, i ta pani, która sprzedaje telewizory na raty - i nic ci nie sprzedadzą. Może wtedy przypomnisz sobie, ile kosztują nowe buty na zimę i książki do szkoły, czy zabawki, których nie mam. Albo szkolna wycieczka, na którą nie mogę pojechać. Twoje Dziecko"

- Kto organizuje tę akcję?

- Krajowy Rejestr Długów stworzył projekt kampanii i ją sfinansował. My, wraz ze Stowarzyszeniem "Damy Radę" oraz Stowarzyszeniem Pomocy Samotnym Matkom "Pozwól żyć" matronujemy, czyli dajemy wsparcie medialne tej akcji.

- A co z waszym własnym pomysłem na akcję przeciwko facetom, którzy nie płacą alimentów?

- Projekt istnieje już od dwóch lat. Powstał po rozmowie, którą Sylwia Chutnik, prezeska naszej fundacji, odbyła z taksówkarzem. Najpierw długo czekała na taksówkę, a potem się dowiedziała, że to właściwie jej wina, bo chce jechać na voucher. "Koledzy mają alimenty do zapłacenia, więc wolą pieniądze do ręki, a nie na konto" - wyjaśnił taksówkarz. Powiedział to tak, jakby ukrywanie dochodów, było czymś oczywistym i słusznym. Wtedy postanowiłyśmy zrobić akcję społeczną przeciwko takim facetom. Wyprodukować i rozpowszechnić teledysk pod roboczym tytułem "Chłopaki nie płacą". Na naszej stronie internetowej napisałyśmy, że poszukujemy partnerów do akcji społecznej przeciwko dłużnikom alimentacyjnym.

- Zgłosił się Krajowy Rejestr Długów...

- ...i ja omal nie dostałam ataku serca, bo w pierwszej chwili myślałam, że to my mamy jakieś długi. A oni chcieli tylko, żebyśmy wsparły ich akcję. Ten ich pomysł z pocztówkami jest naprawdę świetny. Zresztą nasz też w końcu doczekał się realizacji. Wkrótce teledysk będzie gotowy, zagra elektro-punkowy duet Mass Kotki, a finansowo wesprze nas InfoMonitor Biuro Informacji Gospodarczej.

- Obie akcje świetnie się uzupełniają.

- Jedna ma szanse zmienić wizerunek osób, które nie płacą alimentów. Druga tych, które się owych alimentów domagają.

- Jakie są te wizerunki?

-Według danych Krajowego Rejestru Długów, na utrzymaniu samotnych matek jest dziś ok. 1,5 miliona dzieci, a na utrzymaniu samotnych ojców tylko 150 tysięcy. O dłużniku alimentacyjnym myśli się zazwyczaj: "Biedny facet! Ciężko pracuje, ledwie starcza mu do pierwszego, a tu jeszcze była kobieta się go czepia i chce od niego kasę." Ona zaś jest traktowana trochę jak natrętna mucha, a trochę jak żebraczka, która wyciąga rękę i mówi "Panie, daj". W obu akcjach chodzi więc o pokazanie, że winien jest nie ten, kto domaga się pieniędzy dla dziecka, tylko ten, który tych pieniędzy nie daje. Chodzi o to, by pokazać, że dłużnik alimentacyjny to nie "biedak" tylko "przestępca", a jego była partnerka to nie "żebraczka", tylko "świadoma swoich praw i praw swoich dzieci kobieta".

- O ironio, w rozmowach o alimentach często zapomina się o dzieciach.

- Niemal zakłada się, że idą one na waciki dla byłej żony. Jedzenie? Przecież dziecko je mało, mama po nim dojada, więc w zasadzie kupuje tyle samo żywności ile kupowałaby dla siebie. Przedszkole? Zapewniam cię, że wiele osób, które nie mają małych dzieci nie wie nawet, że przedszkola państwowe też są płatne. Ubranie? Powszechnie wiadomo, że mamy wymieniają się ubraniami, więc spodnie, spódnice czy sweterki można dostać od koleżanki. Służba zdrowia jest państwowa. Woda i prąd? No może trochę więcej się ich zużyje. Czynsz? Z dzieckiem czy bez kobieta i tak musiałaby go płacić. A leki? Szczepienia zalecane? Buty na zimę? Rowerek albo wózek? Wakacje? Przecież tych wydatków nie ponosi się codziennie... itd.

- Skąd biorą się te absurdalne argumenty?

- Umniejszając koszty, które musi ponosić samotna matka, bagatelizując jej finansowe problemy, otoczenie trochę się usprawiedliwia z tego, że daje mężczyznom przyzwolenie na niepłacenie tych alimentów.

- A skąd się to bierze?

- Trochę z powszechnej zgody na cwaniakowanie. Przez ostatnie dwieście lat całe nasze społeczeństwo było przeciwko władzy. Nie szanowaliśmy prawa, tylko szukaliśmy sposobów, by je obejść. Dłużnicy alimentacyjni robią to samo np. przepisując majątek na rodzinę czy konkubinę albo ukrywając wysokość dochodów. Nie bez wpływu na nasz stosunek do dłużników jest też wizerunek kobiety i mężczyzny, a więc także matki i ojca w Polsce.

- Jaki on jest?

- Facet, nawet jeśli ma już swoje dzieci, sam często jest traktowany przez otoczenie jak dziecko. Które należy zrozumieć i któremu należy wiele wybaczyć. "Mężczyzna zdradza? No wiadomo - oni tacy są. A my - kobiety powinnyśmy ich zrozumieć...". Jeśli więc dojdzie do rozwodu, często obwinia się za niego kobietę. Zaczyna być traktowana jak ta, która wnosząc pozew, zadziałała na szkodę rodziny. Staje się wymarzonym celem ataków. Poczytaj komentarze pod jakimkolwiek artykułem o samotnym macierzyństwie zamieszczonym w sieci. Znajdziesz tam głównie: "sama sobie winna", "trzeba było nie rodzić dzieci", "mogła lepiej wybrać faceta" itd.

- Skąd to się bierze?

- Próbujemy sobie wytłumaczyć, że jeśli jakaś kobieta żyje na granicy nędzy, to dlatego, że jakoś sobie na to zasłużyła. Że gdyby tylko była mądrzejsza, bardziej przewidująca czy po prostu lepsza, nie znalazłaby się w takiej fatalnej sytuacji. Gdybyśmy dopuścili do siebie myśl, że ta kobieta dokonała całkiem racjonalnych wyborów, ale nie była w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji, że działała w dobrej wierze, musielibyśmy przyjąć, że my też możemy znaleźć się kiedyś w takiej sytuacji jak ona. Bronimy się przed tym, twierdząc: "musiała być winna, nam to nie grozi".

- Obwiniamy samotne matki i jednocześnie mamy w stosunku do nich ogromne oczekiwania?

- Tak. Ona przeżywa emocjonalne wyprucie flaków jakim jest rozwód, a my wymagamy, by postawiła się na miejscu dziecka, swoich rodziców, byłego męża... Żądamy by odniosła się do nich ze zrozumieniem. Od faceta, który właśnie się rozwiódł z reguły niczego nie oczekujemy. Ta dysproporcja jest dla mnie szokująca.

- To fakt. Niemal w każdym tekście skierowanym do obojga rozwodzących się rodziców są porady adresowane do kobiety: "nawet jeśli ojciec nie płaci alimentów, nie utrudniaj mu kontaktu z dzieckiem". To słuszne, ale dlaczego prawie nigdy nie towarzyszy temu zalecenie dla mężczyzny "Płać alimenty"?

-Kolejny paradoks: akceptujemy fakt, że mężczyźni płacą grosze i jednocześnie biadolimy nad samotną matką, że sobie nie poradzi...

- Więc kobiety biorą się w garść, mówią: "zobaczycie, że sobie poradzę!" i zwykle rzeczywiście sobie radzą.

- I w ten właśnie sposób wpadają w pułapkę.

- Mają sobie nie radzić?

- Skądże. Niech sobie radzą. I mogą to pokazywać światu naprawdę na wiele różnych sposobów. Byle nie pokazywały, że radzą sobie bez alimentów.

- Niektóre unoszą się honorem i rezygnują z alimentów, bo czują się upokorzone proszeniem o pieniądze.

- Jeśli w konktekście alimentów używają takich słów jak "proszenie" czy "honor" to trochę się nie dziwię, że tak się czują. Tymczasem płacenie alimentów to nie dobra wola czy łaska, tylko obowiązek. Uchylanie się od niego to przestępstwo. Pilnowanie, czy ojciec dziecka daje na nie pieniądze, to po prostu egzekwowanie należności. To tak jak z zakupami w sklepie. Czy kasjerka "unosi się honorem" i nie bierze od nas pieniędzy za bluzkę? Czy czuje się żebraczką, bo mówi, ile mamy zapłacić? Czy my wręczamy jej pieniądze z dobrej woli? Poza tym nie zapominajmy, że to są pieniądze dla dziecka. To trochę dziwne, żeby wskutek naszego unoszenia się honorem dziecko nie pojechało na ferie. A nawet jeśli matka weźmie dodatkową pracę i zarobi na te wakacje, to kosztem czasu, który mogłaby poświęcić dziecku.

Warto pamiętać, że jeśli ojciec nie płaci alimentów, zawsze traci na tym dziecko.

Julia Kubisa jest socjolożką, współzałożycielką Fundacji MaMa i mamą rocznej Róży.

Więcej o: