1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

23 miesiąc: O Wikingu, który przestał ssać

Odstawienie dwuipółletniego dziecka od piersi to niezwykle trudne zadanie. Magda Szczypiorska-Mutor opowiada, jak sobie z nim poradziła.
Łaa! Łaaaa! Ja chcę cycusia! Idź sobie! - wrzeszczał Jaś od kilku minut. Siedziałam na łóżku w naszej sypialni ze łzami w oczach, o krok od decyzji, żeby popędzić do pokoju Jasia i...

- No dobja - mruknął ugodowo Jaś. - Ale potem cycusia!

Chyba umówił się z tatą na czytanie "Kubusia Puchatka".

Cycusie już nie działają

- usłyszałam spokojne tłumaczenie męża. - Teraz będą do przytulania, a nie do ssania...

- Cycusia - warknął buńczucznie Jaś, ale już za chwilę słyszałam tylko monotonne mruczenie męża o Kłapouchym, który zgubił swój ogon. Po kwadransie zapadła cisza, a po kolejnych pięciu minutach z łóżka Jasia wygramolił się mąż.

- Zasnął - oznajmił nieprzytomny, zawinął się w kołdrę i natychmiast zrobił to samo. Tej nocy usypiał Jasia już trzeci raz.

Ja nie mogłam zasnąć. Wyszłam z łóżka i podreptałam do pokoju Jasia. Spał spokojnie, ściskając w objęciach ukochanego misia Edwardzika. Pogłaskałam go po główce i zrobiło mi się smutno.

Mijał właśnie kolejny tydzień wielkiej kampanii odzwyczajania Jasia od piersi. Wszystko działo się powoli, stopniowo i łagodnie. Ale, szczerze mówiąc, szło jak po grudzie. Odstawienie od piersi dwuipółlatka wcale nie jest proste. Taki dwuipółlatek dobrze wie, czego chce. A Jaś wiedział szczególnie dobrze.

- Cycusia !!! - wrzeszczał w sklepie, u znajomych, w szkole Julki. Zamiast ssać coraz rzadziej, chciał ssać coraz częściej, również w nocy. Byłam tym już bardzo zmęczona. Czułam intuicyjnie, że Jaś potrzebuje mojej stanowczej decyzji w tej sprawie - chciał już być "duzy", ale miałam wrażenie, że przywiązanie do cycusia nie pozwalało mu zrobić jakiegoś ważnego kroku naprzód.

Starannie zaplanowaliśmy kolejne etapy kuracji odwykowej. W ciągu dwóch ostatnich miesięcy udało mi się skończyć z podsysaniem w dzień. Jaś ssał tylko wieczorem, czasem w nocy, kiedy się obudził, no i rano.

Obydwoje z mężem lubimy długo spać, ale dzięki morderczej konsekewncji wyeliminowaliśmy poranne ssanie. Po prostu któreś z nas (na ogół nie ja) proponowało obudzonemu rano Jasiowi jakieś przyjemności. Najczęściej przytulanki z tatą i różne męskie zajęcia. Ja odwoziłam Julkę do szkoły, a kiedy wracałam, Jaś zaaferowany

Jaś już nie pamiętał,

że poranna przyjemność go ominęła.

- Mamo, mamo, napjawiliśmy kjan! - piszczał dumny ze swoją narzędziową skrzyneczką w rączce.

Z wieczornymi karmieniami poszło całkiem nieźle. Mężowi przez tydzień udawało się wracać z pracy na dwie godziny przed układaniem Jasia do snu. Zwykle wraca bardzo późno, dzieci były zachwycone i z lekka oszołomione.

- O, tata! - zdumiała się pierwszego dnia Julka - A co ty tu robisz?

Mąż zabierał je na spacery do lasu albo na sanki, albo urządzał im wyścigi dookoła domu. Chodziło o to, żeby

Jasia zmęczyć. Po takim treningu, po kolacji i kąpieli zasypiał natychmiast, o żadnym ssaniu nie było mowy. Gdy któregoś dnia Jaś miał szczególnie dużo energii i zanosiło się na przeprawę w sprawie cycusia, wieczorem jechaliśmy na basen. Jaś pływał na plecach taty, baraszkował z Julką, wariował w ulubionym dmuchanym samochodziku. Potem razem z tatą dreptał uszczęśliwiony do "siopackiej satni". Mąż kąpał go pod prysznicem, zakładał mu piżamkę i opatulony w zimowy kombinezon w samochodzie.

- Dzemam - oświadczał słabym głosem. - Lubię tak się zapatseć w sny - dodawał filozoficznie.

W domu spał do rana jak anioł. Każde zaśnięcie bez cycusia było sukcesem - następnego dnia Jaś domagał się ssania z mniejszym przekonaniem. Z czasem okazało się, że z przytulaniem, głaskaniem po główce, czytaniem i śpiewaniem też się całkiem przyjemnie zasypia. Najgorzej było w nocy. Kiedy Jaś się budził, uśpić mógł go tylko cycuś. Tak mi się przynajmniej wydawało. Ale okazało się, że heroiczne wysiłki męża o trzeciej nad ranem - czytanie o ogonie Kłapouchego albo opowiadania o planach "męskich wypraw" o czwartej też nieźle działały.

W ogóle tata, Jasia ukochany idol, był w tej całej sytuacji absolutnie niezastąpiony. Miałam wrażenie, że z tatą jest mu łatwiej pożegnać się z cycusiem i zrobić krok w "siopacki świat". Dużo z Jasiem rozmawiałam. Na początku był trochę obrażony.

- Nie lubię cię, bo nie chcesz mi dać cycusia - oświadczał naburmuszony.

- A ja cię bardzo lubię - odpowiadałam, przytulając buntownika.

Tłumaczyłam, że jestem już zmęczona karmieniem, że cycusia ssą malutkie dzieci i...

- Ale ja jestem malutki - marszczył się Jaś. - Jestem takim maleńkim kjólickiem.

- A ja jestem dużym królikiem - podchwytywałam i bawiliśmy się w teatrzyk. Jaś króliczek zwierzał się dużemu królikowi:

- Wies, moja mama jest niedobja. Wolę tatę.

A duży królik odpowiadał dyplomatycznie:

- Wolisz tatusia, rozumiem.

I dalej snuliśmy dialog króliczków o cycusiach i "wstjętnych" mamusiach. Od kiedy, jako duży królik, opowiedziałam Jasiowi, jak sama pożegnałam się ze ssaniem, zauważyłam, jak bardzo pomagały mu to pomogło. Po pięć razy dziennie opowiadałam historyjki o tym, jak Jasia koledzy, Antoś i Kuba, odzwyczajali się od cycusia, o odwykowych perypetiach Julki oraz bajki o zwierzątkach, które rosły, rosły i przestawały ssać swoje mamusie.

To wszystko było chyba trudniejsze dla mnie niż dla Jasia, który po jakimś czasie pogodził się z losem. Nieoczekiwanie bardzo pomogła mu Julcia.

- Zobacz, Jasiu, ja też już nie używam cycusia - wyjaśniała odkrywczo.

Kiedy minęły najgorsze trzy noce Jasiowego odwyku i sytuacja w naszym domu powoli wracała do równowagi, Julka umówiła się z Jasiem, że będą się bawić w dwa koniki. Pokój Jasia miał być stajnią. Na życzenie naszych koni wyjęliśmy materac z łóżka Julki i położyliśmy obok łóżka Jasia.

- Bo - jak wyjaśniła Julka - chcemy spać w jednym boksie.

Poza tym że miałam trochę kłopotu z karmieniem moich koni sianem wypożyczonym od naszej świnki morskiej, Leona, pomysł okazał się zbawienny. Pierwszej nocy spędzonej we wspólnym boksie Jaś obudził się tylko raz i szybko uśpiło go moje przytulanie i głaskanie po główce. Drugiej nocy też obudził się raz, ale tylko przeczołgał się na materac Julki i rano zastałam ich czule przytulonych. Od tego czasu Jaś miewał lepsze i gorsze dni, ale tych lepszych było coraz więcej. Poza tym

pochłonęła go nowa przygoda

- udzieliła mu się jeździecka pasja Julki i po spędzeniu niezliczonych godzin w stajni i na ujeżdżalni zamarzył o jeździe na rudym kucyku Bąblu. Kiedy wreszcie w opadającym na nos toczku i na niego wsiadł i wyruszył na przejażdżkę, był tak dumny i uradowany, że szeptał z przejęciem:

- Wsyscy mnie widzą? Juja widzi? Jestem dzokejem! Jestem wikingiem!

A gdy nieprzytomny ze szczęścia wiking, na koniku wielkości średniego bernardyna, wracał do stajni, oznajmił donośnym głosem:

- Jestem dzokejem, bo jestem duzy. Jestem duzy, bo juz nie syskam cycusia. - wytłumaczył - Bo dzokeje nie syskają - uściślił, poklepując swojego wierzchowca.

Więcej o: