1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

21 miesiąc: Kaktus, koparka i kubkowa przynęta

Nauczenie dwulatka siusiania do nocnika czasem jest bardzo trudne. Nawet jeśli bez problemu rozstał się z pieluchami...
Półprzytomna usiadłam na łóżku. Tuż koło mnie na cały głos coś fałszywie zawodziło kołysankę Brahmsa. Zapaliłam lampkę i zerknęłam podejrzliwie na męża. Spał spokojnie, a coś nadal grało. Po chwili oprzytomniałam - to nie żadne coś, tylko nocnik Jasia. Przeklęty nocnik z pozytywka, który włączał się nagle w najmniej oczekiwanych momentach i nie dawał się wyłączyć. Kiedy dokazywał w nocy, zwykle wstawałam i zamotana w trzy swetry wynosiłam go w najdalszy kąt ogrodu.

Dzisiaj jednak było tak zimno, że nie było mowy o wyjściu na dwór - otworzyłam okno i cisnęłam paskudztwo w zaspę, mściwie licząc na to, że może mróz go wykończy, i modląc się, żeby zawodzący bubel nie obudził dzieci. Szczególnie dzisiaj, w

Mikołajki.

Rano obudziły nas radosne piski Julki i Jasia. Oprócz prezentów każde jak co roku dostało kalendarz - krasnoludka ze ścinków z dwudziestoma czterema kieszonkami haftowanymi w świąteczne symbole. Do kieszonek, oznaczających dni dzielące nas od Gwiazdki, Mikołaj włożył jakieś drobiazgi. Julka co roku celebrowała codzienne rozpakowywanie jednego prezenciku, a Jaś rozprawiał się ze wszystkimi naraz, piał z zachwytu i radośnie gmerał w papierkach.

- Jasiek, ty nic nie rozumiesz, codziennie miałeś rozpakowywać jeden, wiesz? - tłumaczyła zgorszona Julka. My też znaleźliśmy pod poduszkami paczuszki od Mikołaja.

Pobiegłam z Julką na dół, żeby sprawdzić, czy Mikołaj zjadł upieczone wczoraj ciasteczka, a renifer marchewkę. Kiedy Julka w skupieniu wpatrywała się w okruchy po ciastkach i ślady Mikołajowych butów na podłodze, otworzyłam drzwi na taras i zerknęłam w stronę zaspy, w której w nocy poległ nocnik. Nie do wiary - jeszcze rzęził.

Miałam ochotę wziąć łopatę i walnąć go na odlew, żeby już nigdy nie obudził mnie w nocy Brahms w wersji nocnikowej, ale zabrakło mi odwagi. Jaś lubił swój nocnik. Bardzo. Ale nie z powodu przydatności do siusiania, co to, to nie. Jaś po prostu lubił wszystko, co grało, natomiast siusianie do nocnika wydawało mu się niedorzeczne.

Nie przejmowaliśmy się tym i nie nalegaliśmy - byłam przygotowana psychicznie na dwa i pół roku w pieluchach. Tylko że Jaś sam sygnalizował, że ma dosyć pieluch - zdzierał z siebie każdego pampersa i ostro protestował przy zakładaniu. Natomiast następny etap potraktował z właściwym sobie wybujałym indywidualizmem. Odkrył mianowicie nową przyjemność i okazję do zademonstrowania swojej niezależności - sikanie

gdzie popadnie.

Siusiał do doniczek z kwiatkami, do szuflady z kredkami, do mydelniczki i do psiej miski. Nasz dom zaczynał przypominać szalet miejski, a ja nie nadążałam ze sprzątaniem, bo Jaś odkrył, że najfajniej jest siusiać półjawnie. Po chwili podejrzanej ciszy pojawiał się z szatańskim błyskiem w oku i z chytrym uśmieszkiem oświadczał dumnie:

- Jaś nasikał.

- Gdzie? - pytałam, raczej retorycznie.

- Hi, hi, nie znajdzies - i zwiewał.

Tłumaczeń, że nie siusia się gdzie popadnie, tylko w ubikacji, Jaś wysłuchiwał w skupieniu i ze zrozumieniem, ale bez efektów.

Po tygodniu

kupiliśmy nocnik.

- Z pozytywką najlepszy - oświadczył z mocą sprzedawca w sklepie. - Dzieciak siusia i nocnik gra. Genialne - podsumował.

Wybraliśmy zielonego pieska. Pierwszego dnia mąż wyjaśnił dzieciom zasadę działania nocnikowej pozytywki. Kiedy wyszedł do pracy, wlały do nocnika pół szklanki mleka, nocnik odezwał się i już nie zamilkł.

Grał całe popołudnie i wieczór. Na noc wystawiliśmy go na taras. Rano zawodził nadal. Przez ten czas Jaś nasiusiał do kaktusa i do szoferki zabawkowej koparki. Mąż próbował negocjacji.

- Jasiu, my chłopaki nie siusiamy do kaktusów i koparek. Ja siusiam tylko w ubikacji.

- Nieprawda - bystro zauważyła Julka. - Widziałam, jak raz siusiałeś pod sosną.

Mąż nieco się speszył, ale niezrażony ciągnął dalej.

- Nie można siusiać do kwiatków ani zabawek - tłumaczył stanowczo. - Siusia się tylko do sedesu albo do nocnika - podsumował. - No, chyba że czasem pod drzewko - dodał, napotykając bystry wzrok Julki.

Jaś poważnie kiwał główką. Po południu zastałam w pokoju kałużę na podłodze. Na środku kałuży stał maleńki różowy sedesik - element wyposażenia domku z klocków Lego.

- Do ubaki - podkreślił dumnie Jaś, kiedy ze zgrozą przyglądałam się skutkom pedagogicznej pogadanki męża.

Nie wytrzymałam. Następnego dnia kupiłam 50 kolorowych jednorazowych kubeczków i poustawiałam to tu, to tam. Kilka koło psiej miski, kilka w łazience - w miejscach, które szczególnie inspirowały Jasia do siusiania.

Pozostawiłam kubeczki bez komentarza, bo Jaś nade wszystko cenił sobie działania półlegalne i nielegalne. Gdybym wyjaśniła, że oczekuję sikania do kubków zamiast do kwiatków i pod łóżko, prysnąłby urok przestępstwa i dreszczyk emocji - odkryją czy nie odkryją i co z tego wyniknie.

Jaś połknął haczyk

- nasiusiał do kubeczka, zostawił na podłodze i z chichotem uciekł.

Zareagowałam jak zwykle - gadaniem, że siusia się do ubikacji albo do nocnika, ale w gruncie rzeczy byłam zadowolona, że kubeczki ucywilizują Jasiowe siusianie. Nie tylko ucywilizowały, ale szybko Jasia znudziły. Któregoś dnia, ni z tego ni z owego oświadczył:

Jaś duzy i siusia do ubaki.

Powędrował do łazienki, przysunął sobie stołeczek, wdrapał się i nasiusiał do sedesu. Byliśmy zszokowani. Tak po prostu? I już?

- A czemu nie chciałeś siusiać do nocnika? - zapytaliśmy.

- Bo bzydko gja.

- A do sedesu?

- Bo za duza dziuja.

W tej sytuacji pozbyliśmy się zmutowanego Brahmsa i kupiliśmy nakładkę na sedes, która Jasiowi przypadła do gustu. Nadal zdarzało mu się siusiać w różnych dziwnych miejscach, ale coraz rzadziej.

Któregoś dnia Jaś zobaczył w sklepie zwykły nocnik w ulubionym kolorze. Wracał do domu, tuląc do brzuszka różowe cudo. Bez pozytywki. I od tej pory z naszego domu ostatecznie zniknęły jednorazowe kubki i raczej nie znajdowałam już siuśków pod łóżkiem. No, może czasem w doniczce z kaktusem.



Więcej o: