1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Wychowawczy klaps?

29.01.2007 15:47
Czy można dać dziecku klapsa? Niby nie wolno, ale czasem mamy wrażenie, że nie ma innego wyjścia.
Gdy dziecko się upiera, jest wyzywające, jeśli zamyka się w sobie i robi nam na złość, to jak inaczej przywołać je do porządku? Myślimy wtedy, że klaps pomoże, nauczy posłuszeństwa, karności, dyscypliny. Przecież nawet obcy - rówieśnicy i koledzy - siłą wymuszają posłuszeństwo.

To porównanie wskazuje na istotny problem. Życie wśród obcych często naraża nas na przykrości i poniżenie. Tresuje i zastrasza. Czasem poddajemy się takiemu treningowi i pozwalamy nawet, żeby ukształtował nasz charakter, wzmocnił postawę konformistyczną, nauczył nie zadzierania z silniejszymi. Czasem protestujemy i nie ustępujemy przed arogancją. Wszystko jedno, jak zareagujemy, ten trening społeczny może nam się przydać. Uczy nas ustępować przed lepszymi racjami, przed koniecznościami życiowymi, a nawet siłą. Uczy też niezależności i nieustępliwości. Ale tak jest w zewnętrznym bezdusznym świecie, w którym nasze uczucia nikogo nie obchodzą. W rodzinie tak postępować nie wolno.

Jeśli zaczniemy wykorzystywać przewagę fizyczną wobec własnych dzieci, to doprowadzimy do tego, że swobodniej będą się czuły wśród obcych niż w domu i od nich będą oczekiwać akceptacji. Jeśli dziecko szuka rodziny poza domem, to znak, że rodzina przestała się dla niego liczyć.

Trzeba więc bardzo się pilnować, by nie dać dziecku poznać, że jest słabsze i mniejsze. Trzeba je pytać, czy chce jajko na miękko, czy jajecznicę, czy woli pójść do zoo, czy do wesołego miasteczka, czy chce, żeby mu opowiedzieć bajkę, czy woli pojeździć na rowerze. Niech wybiera i niech wie, że ma w nas towarzysza zabawy, chętnego słuchacza i niezmordowanego pomocnika. Z dzieckiem trzeba ciągle rozmawiać, bo nawet jeśli się z nim cały czas rozmawia, nie do końca wiadomo, co mu chodzi po głowie. Słuchając nawet najuważniej, i tak nie dowiemy się wszystkiego.

Dziecko lubi mieć własne sekrety i lubi testować swą władzę nad rodzicami. Na to też trzeba pozwolić, choć - jak wiemy - zbyt wielka pobłażliwość i ustępliwość wzmacnia w dziecku chęć stawiania na swoim, skłania do grymaszenia i do robienia rzeczy niemądrych. Musimy więc dziecku na wiele pozwalać, ale co jakiś czas je temperować. Nie klapsem.

Uparte dziecko samo musi zrozumieć, że coś psuje. Jeśli grymasi bez powodu, żeby rozdrażnić rodziców albo z nudów, to trzeba je wziąć na dystans i czekać. Trzeba mu powiedzieć: "Poszlibyśmy na spacer, ale jesteś męczący i poczekam, aż zmądrzejesz. Może pójdziemy jutro. Ty też musisz dbać o to, żeby nam razem było dobrze".

To zadziwiające, jak szybko dzieci rozumieją to proste polecenie: "Musisz też dbać o to, żeby nam razem było dobrze". W pierwszej chwili nie wiedzą, co mają zrobić, zaczynają zgadywać, eksperymentować. Czasem się przymilają, czasem chcą się popisać, ale prędzej czy później odkrywają, że nie powinny być męczące, że ich pogodny nastrój, chęć zrozumienia tego, co im się tłumaczy, i powrót do roli "dobrego dziecka" potrafią zdziałać cuda. I wtedy znów wszystko jest dobrze.

Takie budowanie mostów jest możliwe tylko pod warunkiem, że mamy dla dziecka czas. Jeśli nie mamy dla dziecka czasu i bez względu na to, jak się zachowuje, nie pójdziemy z nim ani do zoo, ani do wesołego miasteczka, jeśli z pewnością nie będzie bajki ani wspólnej wycieczki na rowerze, to my sami zaczynamy coś psuć, i to nie ono, ale my powinniśmy usłyszeć: "Musisz coś zrobić, żeby nam razem było dobrze".

Kiedy dystans wobec dziecka nie może być środkiem wychowawczym, bo stał się normą, rodzice pozbawieni są najskuteczniejszego sposobu oddziaływania. Postawili się w roli człowieka obcego, który przygodnie tylko interesuje się życiem uczuciowym dziecka. W takiej sytuacji wszystkie lekkie kary tracą swą skuteczność, bo dziecko czuje się cały czas karane. Matka jest ciągle zajęta, ojciec nieuchwytny.

Do dyspozycji pozostają wtedy tylko najsurowsze kary lub oszałamiające nagrody. Albo bicie za złe stopnie i rozhukane zachowanie, albo kosztowny prezent, zagłuszający własne wyrzuty sumienia. Dzieci takiego traktowania nie lubią, podobnie jak nie lubią ostrych potraw. Służy im mdłe pożywienie i nieco senny, powolny tryb życia, w którym same odgrywają ważną rolę.

Dla zabieganych rodziców takie ślimacze tempo jest nie do zniesienia. Wolą więc wystawiać dziecko na silne i szokujące bodźce, by myślało szybciej, dorastało szybciej i radziło sobie lepiej. Tym bardziej, że taka sprawność przyda się w szkole, przed maturą i w konkursowym egzaminie na studia.

To prawda, taka sprawność się przyda. Ale po drodze traci się coś ważnego. Rodzinie nie będzie ze sobą dobrze. Zamiast prosić o coś i coś wspólnie ustalać, każdy na własną rękę będzie decydował za innych. Zamiast pozwolić, by myśli same płynęły, każdy będzie mówił z góry przygotowane kwestie i żądał, by jego plany zostały spełnione. Kłótnie staną się nieuniknione, konflikty nierowiązywalne. Rodzice na dobre umocnią swe paternalistyczne nastawienie, a dzieciom pozostanie grymasić, obrażać się lub milczeć.

Ten zgubny proces przeistaczania się rodziny w obcych sobie ludzi przebiega czasem tak szybko, że małe dziecko nie zdąży nawet podrosnąć. Wpada w rolę kadeta w domowej szkole dyscypliny. Na każdym kroku czekają je kary i nagrody, strofowania i obietnice, ciężkie obowiązki i puste chwile samotności. Niektórym dzieciom taki reżim nie najgorzej służy, ale dla wielu jest katorgą. Stają się nieznośne, naburmuszone i złośliwe. Jeśli damy się wtedy wytrącić z równowagi i dziecko bez powodu dostanie klapsa, to trudno. Stało się, co się stało. Tylko nie powinniśmy sobie wmawiać, że jest to klaps wychowawczy.

Dziecko może zaakceptować niezasłużonego klapsa od zniecierpliwionego ojca lub matki. Wie jednak doskonale - jeśli nawet my tego nie rozumiemy - że wychowawcze klapsy nie istnieją. Kary i nagrody wystarczają przy wychowywaniu psa. Dziecku potrzebny jest kontakt i wymiana myśli.



Zobacz także
  • Klaps, szybka droga donikąd
  • Dwa szybkie w pupę
Skomentuj:
Wychowawczy klaps?
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX