Kryzys po narodzinach dziecka

Z Bogdanem de Barbaro*, terapeutą małżeńskim, rozmawia Justyna Dąbrowska
2006-03-15, ostatnia aktualizacja 2007-10-23 16:10

Miłość między dwojgiem ludzi to podstawa związku. Ale sama miłość to za mało. Co jeszcze przyda się w związku? Pomagamy odnaleźć się w nowej roli.


ZOBACZ TAKŻE
Kiedy rodzi się dziecko, w życiu rodziców następuje rewolucja...

To ważny i trudny moment. Przedtem para jest nastawiona głównie na wymianę przyjemności - dawanie sobie akceptacji, radości i uniesień. Przeżywa czas fascynacji uczuciowo-erotycznej, a owo dawanie i branie jest istotą związku. Kiedy pojawia się dziecko, to się zmienia.

Młodzi ludzie często nie są na tę zmianę psychicznie przygotowani. I nie chodzi tylko o to, że muszą zrezygnować z wielu przyjemności i nie mają kiedy porządnie się wyspać. Najistotniejsza zmiana polega na tym, że nagle stają się odpowiedzialni za drugiego człowieka.

I co dalej?

W wariancie pozytywnym ludzie są na tyle emocjonalnie dojrzali, że macierzyństwo i ojcostwo scala i wzbogaca ich związek. Ale z perspektywy gabinetu terapeutycznego to wygląda inaczej...

Widzę pary, które są tą sytuacją uczuciowo zaskoczone. Wtedy zdarza się, że kobieta kieruje swoje uczucia na dziecko, jest nim dosłownie zauroczona. A mężczyzna czuje się emocjonalnie (i seksualnie) odtrącony. I w rewanżu - często nieświadomym - zaczyna się zachowywać tak, że z kolei ona czuje się źle traktowana, nierozumiana. W efekcie tym chętniej zwraca się ku dziecku. A im bardziej ona będzie z dzieckiem, tym bardziej on będzie się czuł niekochany.

W ten sposób nakręca się spirala wzajemnego odrzucania, co w wariancie najbardziej pesymistycznym może się nawet skończyć rozstaniem. A przecież to wcale nie musiałoby tak wyglądać. Gdyby tylko oboje próbowali sobie nazwać i wyjaśnić, co przeżywają, gdyby ze sobą szczerze rozmawiali.

Sama rozmowa wystarczy?

To może być dla mężczyzny trudne, bo w naszej kulturze mężczyzna o emocjach niechętnie rozmawia. Takie zdanie jak "Przykro mi" czy "Czuję się odrzucony" nie przejdzie przez usta komuś, kto chce być twardym facetem, kto uważa, że nie powinien okazywać słabości. Co gorsza, on może nie tylko nie być gotów o tym mówić, ale nawet sam przed sobą nie chcieć się do tego przyznać.

Co na to poradzić?

Dobrze jest od samego początku zarazić mężczyznę ojcostwem. On nigdy nie będzie tworzył z niemowlęciem aż takiej jedności jak matka, ale dobrze, żeby czuł się jak najbardziej włączony. Niech więc kąpie, przewija, przytula dziecko. A wcześniej jeszcze - zdecyduje się uczestniczyć w jego narodzinach...

Jakie jeszcze niebezpieczeństwa czyhają na młodych rodziców?

Ano na przykład takie, że do akcji wkraczają dziadkowie. Kiedy małżeństwo jest młode i zależne od pomocy rodziców, to dziadkowie mogą narodziny wnuka nieświadomie traktować jak przedłużenie swojej kontroli. Mogą próbować wzmacniać swój wpływ, odbierając dzieciom prawo do własnej drogi. Sam od pewnego czasu jestem dziadkiem i widzę, jak chętnie bym się w rodzinie mojej córki rozpanoszył, doradzał, co dla mojego wnuka najlepsze. Muszę te swoje zakusy bardzo kontrolować, bo grozi mi, że się stanę natrętem.

Typowe w naszym kraju uzależnienie ekonomiczno-uczuciowe od rodziców rodzi problemy. Na przykład młodej kobiecie trudno jest oddzielić się psychicznie od matki i zacząć własne życie. A jeśli jest tak związana z matką, że ze wszystkim się do niej zwraca, może to w końcu doprowadzić jej męża do irytacji i niechęci. On chciał dziecko wykąpać, a tu nagle zjawia się teściowa i poucza go! A wtedy żona, która jest także córką, nie wie, po czyjej stanąć stronie.

Czy tego można uniknąć?

Gdybym sam nie był dziadkiem, nigdy bym nie przypuszczał, jak głęboka może być relacja z wnukiem i jak ożywczo działa na psychikę. Chciałbym więc być wobec tych dziadków litościwy i namawiałbym młode pary do rozmów i uważnego słuchania, co dziadkowie mają do powiedzenia. Ale trzeba też pamiętać o zachowaniu granicy międzypokoleniowej.

Co to jest granica międzypokoleniowa?

Rodzina to są rodzice i ich dzieci. Granica między nimi a resztą świata powinna być bardzo wyraźna. Począwszy od wydzielonego miejsca w przestrzeni. Najlepiej, żeby to było osobne mieszkanie. Własne terytorium to także wspólne sprawy, tajemnice i decyzje. Rodzice rodziców mogą się oczywiście wypowiadać, doradzać, ale młodzi muszą czuć, że o swoim życiu decydują sami.

Wzajemne stosunki można sobie tak ułożyć, że będzie to dla obu stron nie tylko korzystne, ale i wzbogacające. Powstaje nowy rodzaj więzi - wspólnota dwóch par, które traktują się po partnersku. Jeśli odpadnie problem walki o władzę, okaże się, że wiele spraw można zwyczajnie omówić i wspólnie znaleźć najlepsze rozwiązanie. Chociażby w tak banalnej, ale często zapalnej kwestii jak ta, o której dziecko powinno chodzić spać.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

  • Re: Kryzys po narodzinach dziecka majajr 16.03.06, 23:31

    Zgadzam się w zupelności. Od czasu narodziny naszej córki, a minęło 18 misięcy, strasznie się oddaliliśmy. Ja każdą wolną chwilę chciałabym spędzać z dzieckiem i njalepiej w domu (bo pracuję»

  • Re: Kryzys po narodzinach dziecka julita28 17.03.06, 13:52

    Wieczorem, gdy on i ona wreszcie trafią do domu (mieszkania wynajętego lub na kredyt)to padają na twarz. Powinni odpocząć, zrelaksować się w domowym spa, ewentualnie przekąsić co nieco. Ona »

  • Re: Kryzys po narodzinach dziecka prawydolewego 20.03.06, 09:33

    Kryzysy na przestrzeni trwania związku.Drugi kryzys – zaczyna się wraz z przyjściem na świat pierwszego dziecka.Zazwyczaj jedno z rodziców przelewa całą swoją miłość na dziecko. Tutaj »