Moje dziecko mnie złości

Rozmawiała Hanna Bartoszewicz
01.05.2007 , aktualizacja: 04.10.2006 17:43
A A A Drukuj
Dlaczego dzieci nas irytują? Czy możemy im to okazywać? Co robić, żeby złość nie wymknęła się nam spod kontroli? Z tymi pytaniami zwróciliśmy się do Jolanty Zmarzlik z Centrum Dziecka i Rodziny Fundacji Dzieci Niczyje
Czy możemy porozmawiać o złości?

W naszej kulturze przyjęło się, że złość jest czymś brzydkim, że to uczucie, którego nie tylko nie wolno ujawniać, ale nawet przeżywać. A przecież złość jest takim samym uczuciem, jak każde inne - naszym własnym. Rzecz w tym, jak ją wyrażamy, czy nie zatracamy się w złości, czy nie przechodzi ona w nadmierną agresję słowną lub fizyczną. Jeśli chodzi o samo uczucie, to trzeba je akceptować, i w sobie, i w innych. Jest ono ważnym sygnałem, że wokół nas dzieje się coś, z czym trudno nam się pogodzić. To nas mobilizuje do zmiany sytuacji, tak jak gorączka do walki z chorobą.

A jeżeli złoszczą nas dzieci? Co mamy robić?

Jeżeli złoszczą nas dzieci, to co prawda one naszą złość wywołały, ale ponieważ to jest nasze własne uczucie, to my jesteśmy za nie odpowiedzialni, nikt inny.

Bardzo często matki mówią: "Patrz, jak mamusię zdenerwowałeś, przez ciebie mamusia płacze". Matka, która, nie panując nad swoją irytacją, uderzyła dziecko i czuje się z tego powodu winna, usiłuje tę winę przerzucić na dziecko, mówiąc: "To przez ciebie mamusia tak się zdenerwowała, że aż musiała cię zbić. Widzisz, co zrobiłeś mamusi?".

Takie rozgrzeszanie się kosztem dziecka pozostawia w nim głębokie urazy psychiczne. Dziecko rośnie wtedy w przekonaniu, że jest odpowiedzialne za emocje swoich rodziców. Stąd tylko krok do poczucia winy za świat dorosłych w ogóle, np. za kryzysy małżeńskie rodziców.

Za całe zło tego świata?

Tak, to po pierwsze. A po drugie - taki człowiek boi się własnej złości. Kiedy słyszy od małego, że brzydko się złościć, że mamusia nie będzie kochać takiego złośnika, uczy się, że nie ma prawa czuć tego, co czuje. A dziecko odczuwa złość od urodzenia. To jedno z uczuć pierwotnych, tak jak głód czy radość. Jeżeli rodzice wbiją mu do głowy, że złości się nie okazuje, będzie miało trudności w kontaktach z otoczeniem - z przyjaciółmi, z mężem czy żoną, z własnymi dziećmi. Bo czuje złość, która stopniowo narasta, gotuje się w nim jak w szybkowarze, ale nie może się się do niej przyznać.

Nawet przed sobą?

Zamienia ją na inne uczucia, przez co wprowadza ludzi w błąd. Taka osoba jest, powiedzmy, wyraźnie zirytowana, ale kiedy spytamy wprost: "Czy jesteś zła?", odpowiada: nie, jest mi smutno, albo: boli mnie głowa. Ale w końcu najczęściej dochodzi do wybuchu i to nieadekwatnego do sytuacji. Np. dziecko huśta się na krześle". Matkę to złości, ale mówi anielskim głosem: "Maciusiu, nie huśtaj się na krześle. Maciuś dalej. Matka powtarza tym samym tonem: "Maciusiu..." tłumiąc narastającą złość (wie, że okazywanie złości jest niedobre). Bez efektu. W końcu zrywa się z miejsca, szarpie Maciusia i wybucha: "Tyle razy ci mówiłam szczeniaku, żebyś nie huśtał się na krześle!". Dziecko ryczy, matka jest zdenerwowana, a że ma tendencję do tłumienia złości, więc mówi: "Widzisz, Maciusiu, mamusia tak się przez ciebie zdenerwowała". Albo: "Wiesz dlaczego mamusia cię zbiła? Bo byłeś niedobry". A dziecko nie wie, dlaczego, bo wciąż nie uslyszało wyraźnie i wprost, że matce jego zachowanie się nie podoba.

Dlatego, że matka mówiła słodkim głosem i przez to nie brzmiało to dla dziecka przekonująco?

Tak. Dziecko nie widzi związku między swoim zachowaniem a zachowaniem matki. Z jego punktu widzenia matka po prostu wpadła w szał bez widocznego powodu. Ponieważ nie poinformowała go dostatecznie wyraźnie, że przekracza jakieś ustalone przez nią normy.

Ale to znaczy, że podniesienie głosu wtedy, kiedy czujemy złość jest rzeczą dopuszczalną?

Są pewne etapy kontrolowania własnej złości. Najpierw musimy określić jej powód i przyznać się do niej przed sobą. Ale i nie popadać w złość przesadną. Niektórzy mają stale podwyższony poziom irytacji. Zwykle dlatego, że w ich środowisku irytacja jest tłem wszystkich kontaktów, że nawet codzienne informacje przekazuje się rozdrażnionym tonem. U człowieka z takim "pogotowiem złości" łatwo dochodzi do jej niekontrolowanego narastania. Ludzie skłonni do irytacji muszą się mieć na baczności, żeby nie przekraczać granicy między złością a agresją. O ile złość to uczucie, do którego mamy prawo i z którym musimy sobie jakoś radzić, o tyle agresja jest zachowaniem, do którego nikt nam prawa nie daje. Szczególnie agresja wobec własnego dziecka.

No więc czuję złość i wiem, co mnie złości. Co dalej?

Biorę za nią odpowiedzialność. Świat nie jest przecież wymyślony mnie na złość. Różne rzeczy po prostu się dzieją, np. tramwaj nie nadjeżdża. Jeżeli moja zdolność znoszenia przeciwności jest niewielka i zdaję sobie z tego sprawę, myślę: mogłabym się mniej złościć, gdyby moje życie było mniej skomplikowane, gdybym nie musiała się ciągle spieszyć, gdyby było więcej pieniędzy, gdybym nie musiała chodzić do pracy. .. Ale czy to realne? Jeżeli czegoś nie mogę w swym życiu zmienić, to mam do wyboru: wytrzymać albo zwariować. A wytrzymać, to znaczy zapanować nad swoją złością. Przede wszystkim powiedzieć sobie: tak, jestem zła, ale czy mam prawo pomnażać tę złość, przenosząc ją na innych?

Wróćmy do dzieci. Jak nie dać się ponieść własnej irytacji?

Jeśli chodzi o kontakty z dzieckiem, to trzeba wyraźnie zakreślić granice, których mu przekraczać nie wolno. Każda rodzina wypracowuje to sobie sama. Jedna matka toleruje więcej, inna mniej. Dzieci też mają silniejszą lub słabszą osobowość. I tak to się między dzieckiem a matką dociera - albo ona ustąpi troszkę, albo ono, aż osiągną jakąś równowagę, która zadowoli obie strony. W ten naturalny proces nie należy ingerować, chyba że rodzice sami przekraczają granice, których przekraczać nie wolno, krzywdząc dziecko.

Rozważmy to na przykładach. Powiedzmy, że trzymiesięczne niemowlę płacze od kilku godzin i matka nie może już tego znieść.

Jeżeli niemowlę płacze, to znaczy, że coś mu dolega i zadaniem matki jest poszukanie przyczyny, a nie skupianie się na własnej złości. Starsze dziecko może mieć potrzeby nie akceptowane przez dorosłych albo wyrażać je w sposób niedopuszczalny, na przykład z ciekawości wkładać palce do kontaktu albo robić coś, co zagraża innym. Potrzeby niemowlęcia są natomiast potrzebami fizjologicznymi. Trzeba po prostu jego potrzebę zaspokoić: jeśli głodne - nakarmić, jeśli ma potrzebę kontaktu - przytulić itd. Tu matka nie ma nic dziecku do przekazania, nie musi mu wyjaśniać, że przekracza jakieś granice.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

  • Moje dziecko mnie złości naturelovers 18.05.07, 12:18

    Polecam ksiazke: "Gniew. Mądrość dla ostudzenia płomieni" autorstwa Thich Nhat Hanh'aPodaje wiele cennych praktycznych wskazowek jak gleboko w sobie okielznacprzyczyny gniewu, zapanowac nad »

  • Re: Moje dziecko mnie złości esima 02.09.07, 11:06

    Jestem mamą rocznej dziewczynki i mimo że ogólnie jestem osobą raczej spokojną to zdarza mi się zdenerwować na mojego szkraba. Nie toleruję żadnego bicia, nawet przysłowiowych klapsów, ale »

  • bardzo fajny artykuł uhu_an 02.09.07, 13:54

    ja niestety nie akceptuje swojej zlosci, przez co faktycznie czasem wyladowuje sie na innych. i to mnie martwi. ale staram sie cos z tym robic. i tak jest lepiej niz kiedys. przezywanie »

Redakcja eDziecko.pl

*

Agnieszka Wirtwein-Przerwa

  • redaktorka naczelna
  • agnieszka.wirtwein@agora.pl

Karolina Stępniewska

  • redaktorka
  • karolina.stepniewska@agora.pl

Joanna Biszewska-Miętka

  • dziennikarka
  • biszewska@yahoo.com

Marcin Sztetter

  • dziennikarz, felietonista
  • marcin.sztetter@gmail.com

Agata Podrażka

  • community menadżerka
  • agata.podrazka@agora.pl

Agnieszka Gil

  • administatorka forum
  • zona_mi@gazeta.pl