1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Kiedy rodzice chcą się rozwieść

Wysłuchała Agnieszka TYSZKA
01.05.2004 00:00
Rodzice chcą się rozwieść. Czy mówić o tym dzieciom? W jaki sposób rozmawiać z małym człowiekiem, dla którego nagle kończy się cały świat? Jak ułożyć wzajemne stosunki? Na te pytania odpowiada psychoterapeutka, dr Barbara Smolińska.
Nie udało nam się

Dzieciom trzeba koniecznie powiedzieć o zmianie, jaka zajdzie w życiu rodziny, ale pod jednym warunkiem. Rodzice muszą być pewni swej decyzji w stu procentach. Jeśli ciągle się wahają, nie powinni wciągać maluchów w swoją szarpaninę.

Duże znaczenie ma wiek dziecka. Uważam, że najwcześniej można rozmawiać o rozwodzie z cztero-, pięcioletnim przedszkolakiem. Młodszym dzieciom powinno się mówić o wszystkim dopiero wtedy, gdy w domu zachodzą realne zmiany, np. tata się wyprowadza.

Najważniejsze rozmawiać

Najlepiej, by dziecko uzyskało podobne wyjaśnienie i od mamy, i od taty. Rozstający

się małżonkowie rzadko czują się jednakowo pokrzywdzeni. Zwykle jest ktoś bardziej oszukany, zdradzony, cierpiący... Trudno wtedy zachować obiektywizm, rozmawiając z dzieckiem. Ale trzeba próbować, pamiętając, że potrzebuje mądrej rozmowy z matką i z ojcem. Nie muszą w niej uczestniczyć oboje naraz. To czasem bywa zresztą niewykonalne. Najważniejsze, żeby mieli wspólną koncepcję tego, jak to wszystko przekazać dziecku.

Jak o tym mówić

Im dziecko jest młodsze, tym mniej szczegółów powinno poznać - o przyczynach i komplikacjach. Podstawowa informacja, jaką trzeba przekazać, brzmi: "Nie udało nam się. To bardzo smutne. Jest nam przykro, bo bardzo się staraliśmy". Można się odwołać do tego, co dziecko wie, np.: "Bardzo się kłóciliśmy, nie umieliśmy ze sobą spokojnie rozmawiać, i dlatego postanowiliśmy się rozstać". Koniecznie trzeba powiedzieć dziecku, że to rozstanie nie zmienia uczuć do niego, że nadal obydwoje rodzice bardzo je kochają i ciągle są dla niego mamą i tatą. Jeśli ojciec albo matka wyprowadzają się, trzeba zapewnić dziecko o możliwości kontaktu z osobą, która odchodzi z domu.

Trzeba ważyć słowa

Bardzo ważne jest podkreślenie, że "tata wyprowadza się, bo już mnie nie kocha, a ja nie kocham jego. Nie dlatego, że nie kocha ciebie". To uratuje dziecko przed podświadomym braniem winy na siebie. Im mniej będzie ono miało wiadomości na temat całej sytuacji, tym bardziej będzie siebie obciążać. Zwłaszcza jeśli kiedyś usłyszało od rozgniewanych rodziców - "jak będziesz taki niegrzeczny, to się w końcu wyprowadzę". Wtedy to były tylko głupie słowa, ale mogły głęboko zapaść w pamięć malucha.

Rozwód - czyli co?

W pierwszej rozmowie z dzieckiem warto wyjaśnić mu, czym jest rozwód. Dokąd trzeba pójść, by go uzyskać, kto o tym decyduje, jak nazywa się i wygląda miejsce, w którym zapadają takie decyzje. Dzieci czują się pewniej, gdy usłyszą takie informacje. Groźnie brzmiące słowo i cała przykra sytuacja dają się w ten sposób oswoić, przestają być tajemnicą.

Nie warto się obwiniać

W rozmowie z dzieckiem nie należy się nawzajem obwiniać. To bardzo trudne, ponieważ zwykle ludzie rozstają się w silnych emocjach. Trzeba jednak pamiętać, że rozwód to dla dziecka wystarczająca krzywda i rodzice mają obowiązek chronić je przed niepotrzebnym cierpieniem. A takie cierpienie rodzi się zawsze, gdy rozwścieczona mama nazywa ojca łajdakiem, a tata mamę skończoną kretynką. Każde dziecko kocha i matkę, i ojca. Jak ma się czuć, słysząc takie rzeczy?! Te słowa to ciężar ponad jego siły. Nie umie sobie z nim poradzić.

Dziecko to nie spowiednik

Ważne, żeby osoba, z którą dzieci zostają, nie szukała w nich powierników dla swojego cierpienia. Od tego są przyjaciele, znajomi, terapeuci - nigdy dzieci. To w dorosłych trzeba szukać wtedy wsparcia. Jedna rozmowa z dzieckiem nie wystarczy. Do tej sprawy trzeba często wracać, nawet jeśli mały rozmówca sam o nic nie pyta. Jeśli nie pyta, to nie znaczy, że nie myśli. Świadczy to raczej o jakimś poważnym problemie, którego mały czy trochę większy człowiek nie potrafi sam rozwiązać. Oczywiście takie powracające rozmowy wymagają od dorosłych ogromnego taktu i wyczucia. Nie chodzi tu przecież o żmudne wałkowanie tematu i mówienie w kółko o tym samym.

Wspólny płacz

Nie ma nic złego w tym, że dziecko jest świadkiem cierpienia rodziców. Powinno widzieć, że przynajmniej jednemu z nich rozstanie nie przychodzi łatwo. Że takie rozstanie to coś poważnego i bolesnego, z czym na początku trudno żyć. Dorośli także mają prawo do łez. Trzeba się przygotować na to, że podczas pierwszej rozmowy płaczem zareagują również dzieci. Wtedy należy je przytulić i pozwolić im płakać. Nie ma sensu pocieszanie i mówienie, że nic się nie stało i wszystko ułoży się świetnie. To nieprawda! Stało się przecież coś strasznego i wcale nie będzie świetnie. Dom, który stworzyliśmy dzieciom i sobie, nagle przestał istnieć.

Jeśli dzieci reagują na wiadomość o rozstaniu rodziców płaczem lub złością, to dobrze, to znak, że czują się na tyle bezpieczne, by wyrażać swoje prawdziwe uczucia.

Gorzej, kiedy milczą i zamykają się w sobie. Wtedy rodzina musi dać im szczególne wsparcie. Jestem zdania, że o rozwodzie powin-na też wiedzieć nauczycielka w przedszkolu czy szkole, niania zajmująca się maluchem w domu. Łatwiej im będzie wtedy opiekować się dzieckiem i rozumieć jego potrzeby.

W morzu nienawiści

Często wzajemna nienawiść przesłania rozstającym się małżonkom cały świat. Nie widzą nawet swoich dzieci. Nie umieją i nie chcą rozmawiać. To najtrudniejsza sytuacja. Ci ludzie nie zdają sobie sprawy z krzywdy, jaką wyrządzają dzieciom. Jeśli jedna ze stron jest "przytomniejsza", powinna szukać rady u psychologa zajmującego się terapią rodzinną. Warto korzystać z pomocy dużych ośrodków, gdzie można sprawdzić kwalifikacje osoby, która się nami zajmie.

Umieć się godnie rozstać

Do Laboratorium Psychoedukacji, gdzie pracuję, coraz częściej przychodzą rodzice (jedno lub oboje), którzy chcą chronić dzieci w momencie rozwodu. Ale to są ci, którzy poradzili sobie z nienawiścią. Ci skłóceni zwykle nie szukają mediatorów. Bliscy, przyjaciele, znajomi powinni podsuwać walczącym ze sobą parom pomysł skorzystania z pomocy psychologa. Może dzięki temu rodzice i dzieci nie utoną w morzu nienawiści.

Być rzecznikiem dziecka

Ja w rozmowach z rozwodzącymi się rodzicami staram się zawsze być rzecznikiem dziecka. Używam przykładów z terapii ludzi dorosłych, którzy w dzieciństwie przeszli przez rozwód rodziców, a teraz mają kłopoty z zaufaniem komukolwiek, zbudowaniem trwałego związku. Mówię, że wzajemne obwinianie się w obecności dzieci to straszne okrucieństwo. Ich świat zamienia się wtedy w jakąś szaloną karuzelę i tracą poczucie bezpieczeństwa. Stąd biorą się problemy - od siusiania do łóżka po kłopoty w szkole. Jeśli najbliższe sercu osoby nie są godne zaufania - cały świat traci sens.

Nowa rodzina

Osoba, która odchodzi, często wiąże się z kimś innym. Gdy tata ma nową żonę - to on powinien powiedzieć o tym dziecku. Mama na pewno nie przekaże tej ważnej informacji w sposób neutralny. Trzeba też pamiętać, że nadmiar informacyjnych "rewelacji" może okazać się dla małego słuchacza nie do udźwignięcia. Nie możemy mówić o wszystkim naraz. Trzeba dać dziecku szansę, by ochłonęło, dowiedziawszy się o rozstaniu rodziców. Nie wolno mówić jednym tchem: "Rozwodzimy się, wyprowadzam się jutro do mojej nowej żony i małego synka, czyli twojego braciszka, którego na pewno polubisz".

Oswajać powoli

Tata potrzebował zapewne nieco czasu, by w jego życiu zaszły tak poważne zmiany. Powinien więc także dać trochę czasu dziecku, aby mogło ono przyjąć to wszystko do wiadomości. Nie można beztrosko zrzucać całego ciężaru na barki małego człowieka, nawet jeśli wydaje się on taki mądry, i po prostu mieć tę sprawę z głowy.

Również nadmierne zwlekanie z poinformowaniem dziecka o nowej rodzinie nie daje dobrych efektów. Ojcu czy matce jest coraz trudniej żyć w kłamstwie. Muszą tak aranżować spotkania z dzieckiem, by niczego się nie dowiedziało o nowym mężu, żonie czy potomku. Z czasem rozmowa na ten temat może być coraz trudniejsza. Znam rodziny, które umiały opanować trudną sztukę ułożenia wzajemnych kontaktów i wszyscy - nowi mężowie, żony i dzieci z różnych związków - umieją spotykać się ze sobą.

Sprawiedliwy podział?

Rozwodzące się pary zazwyczaj dzielą swój majątek na pół, by było sprawiedliwie. Ta tendencja bywa także, niestety, przenoszona na dzieci. (Córeczka z tatą a synek z mamą). Jestem zdania, że jeśli już została zerwana jedna więź - małżeńska, rodzinna, nie należy zrywać następnej - między rodzeństwem.. Pomysł "sprawiedliwego" podzielenia się dziećmi jest dobry wyłącznie dla rodziców. Obojgu pozwala czuć się nieźle - nikt nie jest nadmiernie przeciążony ani nie ma poczucia winy, że za mało zajmuje się dziećmi. Tymczasem one potrzebują poczucia bezpieczeństwa, swojego własnego miejsca. Wątpię, żeby mieszkanie na zmianę w dwóch domach zapewniało im takie bezpieczeństwo.

Warto pomyśleć, czy nam, dorosłym, udałoby się żyć w ten sposób i nie zwariować? Dzielenie się dziećmi to po prostu ucieczka przed kosztami, jakie trzeba ponieść, decydując się na rozwód. To podtrzymywanie złudzenia, że wszystko układa się świetnie. Majątek podzielony, opieka nad dziećmi także. Sprawiedliwie, po równo, wygodnie - ale tylko dla dorosłych.

Mieć swoje miejsce

O wiele zdrowszy wydaje mi się pomysł pozostawienia dziecka lub rodzeństwa na stałe z jedną osobą. Ta druga ma oczywiście prawo do częstych kontaktów. Może zabierać dziecko na weekendy, wakacje. Ono ma jednak swój dom, miejsce, do którego zawsze wraca. Bardzo ważne jest, by np. spotkania z ojcem nie odbywały się w domu dzieci. To może być absolutnie nie do zniesienia dla matki - były mąż wkracza w jej życie, pije herbatę z jej kubka itd. Łatwo też wtedy o podtrzymanie złudzenia, że właściwie wszystko układa się normalnie - tata przyszedł do nas po pracy i jemy razem kolację. Tata gdzieś przecież musi mieszkać. Dziecko powinno jak najszybciej zobaczyć jego mieszkanie, mieć adres i telefon. Tam mogą być razem. W mieszkaniu ojca warto zaaranżować jakiś kącik dla dziecka.

Tata obiecał

Bardzo istotne jest dotrzymywanie obietnic. Jeśli już uda się ustalić, kiedy ojciec widuje się z dzieckiem - trzeba się tych ustaleń trzymać. Rozwód rodziców wstrząsnął dziecięcym światem. Każda złamana obietnica, odwołany lub zapomniany wspólny weekend - to dla dziecka dodatkowa porcja stresu. W tej naprawdę trudnej sytuacji trzeba dać maluchowi jak największe wsparcie. On cierpi, a osoba, która mu towarzyszy, cierpi razem z nim i często jest zupełnie bezsilna.

Zdarza się, że jedna ze stron notorycznie nie respektuje zawartych umów. Trzeba o tym rozmawiać, tłumaczyć, szukać pomocy u psychologa. Czasem jedynym wyjściem z sytuacji pozostaje sąd.

Małe biedactwo

Rodzice nie muszą wspólnie ustalać do końca, co dziecku wolno, a czego nie. To normalne, że z mamą jest inaczej niż z tatą. Tak dzieje się również w pełnych rodzinach. Ale bardzo źle postępują ci dorośli, którzy tymi różnicami manipulują i wygrywają je między sobą. Na przykład nadopiekuńcza matka nie pozwala synkowi ścielić łóżka. "Ta twoja matka! Niczego cię nie uczy! - irytuje się ojciec - Ja cię wychowam!". Matka z kolei wita syna po spotkaniu z tatą: "Ja ci pościelę łóżeczko, bo jak jesteś u ojca, biedaku, to on cię zmusza. Co to za okropny człowiek!".

Poczucie winy złym doradcą

Byli małżonkowie często mają silne poczucie winy wobec dzieci. To bardzo zły doradca w wychowaniu. Dzieciom nie stawia się wtedy żadnych wymagań, zaspokaja każdą zachciankę, bo przecież one są takie biedne, i to przeze mnie.

Rozwód jest trudny dla wszystkich, ale życie toczy się dalej. Każdy musi sobie poradzić i robić to co dawniej. Nie ma sensu np. zwalnianie dziecka z dotychczasowych obowiązków, zwłaszcza że w nowej sytuacji zwykle ich przybywa.

Niebezpieczny dla wychowania jest też podział na dobrego, "odświętnego" tatę, który spełnia wszystkie życzenia (nie konsultując się z mamą), i "zwykłą" wymagającą mamę, która zapędza do mycia zębów i odrabiania lekcji.

Rodzice na zawsze

Skończyło się małżeństwo - nie jest się już mężem i żoną. Rodzicami będzie się zawsze. Warto o tym pamiętać i dążyć do porozumienia w kwestiach dotyczących dzieci. Jaką wybrać szkołę, gdzie posłać na wakacje, co kupić na urodziny?

Taka współpraca nie oznacza przyjaźni. Przyjaźń nie wydaje mi się możliwa między ludźmi, którzy do tego stopnia nie chcą przebywać w swoim towarzystwie, że się rozwiedli. "Przyjaźń dla dobra dziecka" to zwykłe złudzenie. Podobnie jak urządzanie wspólnej Wigilii, również przez wzgląd na owo "dobro". Spotykanie się wbrew swoim uczuciom nie jest dobrym pomysłem.

Trzeba wytyczyć jasne granice i rozdzielić sprawy między rodzicami od tych między rodzicami a dziećmi. Znam wiele rodzin, którym się to udało.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX