1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Czas na rejs

Rejs z dziećmi to wspaniała przygoda, którą dzieci długo pamiętają. Poznajcie trzy rodziny, które wakacje spędzają pod żaglami.
Czego potrzebuje miesięczne dziecko? Piersi, pieluch i snu - mówi Alicja, mama 5-letniej Zosi i 8-miesięcznego Krzysia. - Krzyś miał to wszystko na jachcie zapewnione. Spał w gondoli stojącej bezpiecznie w naszej kabinie, a gdy nie było ostrego słońca, siedział na pokładzie w foteliku samochodowym. Kąpaliśmy go w misce. Za zabawki służyły mu listki i gałązki, którymi machała mu przed nosem siostra, albo grzechotka z wypełnionej kamykami plastikowej butelki. Ubranek miał tyle, że nie zawracaliśmy sobie głowy praniem. Sporo miejsca w bagażu zajęły pieluchy i kosmetyki, m.in. te do higieny pępka, który mu jeszcze wtedy nie odpadł - opowiada.

Kiedy Alicja i Piotr wyciągali w porcie synka z łódki, ludzie zwykle reagowali życzliwie, choć nie ukrywali zdumienia.

- A przecież mieliśmy na jachcie warunki lepsze niż w niejednym domu - tłumaczy Alicja. - Łódź była nowa, czysta, wyposażona w kuchenkę gazową, lodówkę i bieżącą wodę. Jak pływający domek kempingowy.

LENIWE ŻEGLOWANIE

Dzień zaczynał się od leniwego śniadania, potem Piotr zabierał Zosię na spacer do lasu, Krzyś spał, a Alicja miała czas dla siebie. Wiedzieli, że tym razem nie będą realizować swoich żeglarskich ambicji. Podczas przybijania do brzegu korzystali z silnika (dawniej by się tego wstydzili). Często wypływali na jezioro, gdy prawie nie wiało. Słabo wypełniony wiatrem żagiel łopotał, a oni wolno przemieszczali się z miejsca na miejsce, unikając cywilizacji. W czasie manewrów Piotr siedział za sterem, a Alicja dla bezpieczeństwa sprowadzała dzieci pod pokład. Potem zrzucała żagle i wracała do dzieci.

- Plątaliśmy się po Bełdanach, korzystając ze słońca i wody. Nabieraliśmy wiatru w żagle - dosłownie i w przenośni - mówią.

Zosia, która także uprawia żeglarstwo od maleńkości, coraz lepiej zna panujące tu zasady. Rodzice starają się, by były dla niej zabawą. Na przykład podczas ostatniego rejsu bawili się razem w mycie pokładu, prosili córkę o pomoc w zwijaniu liny cumowej czy wykładanie odbijaczy na burtę podczas wchodzenia do portu.

KURS NA CHORWACKIE WYSPY

Ania i Alek, rodzice 5-letniego Szymona i dwuipółrocznego Filipa, pływają pod żaglami od wielu lat.

- Może nie wpadlibyśmy na pomysł, żeby wziąć synów na żagle, gdybyśmy nie pozazdrościli spotykanym na chorwackich wyspach cudzoziemcom z dziećmi na pokładzie. Postanowiliśmy wtedy, że w następny rejs wybierzemy się już całą rodziną. - opowiadają.

Szymon miał 4 lata, a Filip 10 miesięcy, gdy wyruszyli na swoje pierwsze żeglarskie wakacje do Chorwacji. Do tej pierwszej wyprawy przygotowywali się kilka miesięcy. Wiedzieli, że czeka ich pływanie rekreacyjne i pokonywanie niewielkich odległości. Zamierzali co noc cumować w porcie, a nie, jak dotychczas, z dala od brzegu na kotwicy czy boi. Rezerwując jacht i zbierając ekipę, uprzedzili znajomych, że w składzie załogi będą dzieci. Przeglądali fora żeglarskie, szukając porad ludzi, którzy mieli podobne doświadczenie za sobą.

- Trzeba dziecko zindoktrynować przed rejsem - mówi ze śmiechem Alek. - Kupić książeczkę o morzu, żeby zapragnęło zostać piratem, kapitanem albo chociaż rybakiem.

Wybrali się z Szymonem i Filipem na targi żeglarskie, gdzie pokazali im jachty. Gdy zrobiło się ciepło, pożyczyli od znajomych ponton, w którym bawili się na trawie, a potem pływali po rzece.

PRZEDSZKOLE POD MASZTEM

Marysia i Aleks planowali od dawna rejs po Adriatyku. Kiedy doszło do ustalania szczegółów, okazało się, że Ksawery jest w drodze, więc w naturalny sposób został wciągnięty w plany rodziców. Na jachcie miała być jeszcze dwójka dzieci: trzyipółletni Jeremi i 5-letnia Iga. Zaprzyjaźniona lekarka dała im błogosławieństwo na drogę i poinstruowała, jak wyposażyć apteczkę. W lumpeksach zaś udało im się za niewielkie pieniądze skompletować żeglarską garderobę dla synka (łącznie z miniaturowym sztormiakiem). Do torby spakowali też kremy na słońce, czapeczkę z filtrem UV oraz sprzęt do pływania: piankę, rękawki i koło. Marysia zabrała także worek zabawek; jak się okazało - niepotrzebnie.

Już na początku rejsu stało się jasne, że jacht morski to wymarzone miejsce dla niemowlęcia.

- Pod pokładem 9-miesięczny Ksawery zajmował się przede wszystkim przeglądaniem jaskółek, czyli jachtowych półek. Zresztą przy nich po raz pierwszy stanął na nogi - opowiada Aleks. - Ponieważ nie potrafił pokonać progów między pomieszczeniami, można go było spokojnie zostawić na chwilę w którejś z kabin. Wystarczyło, że ktoś z nas co jakiś czas rzucił na niego okiem.

Wnętrze jachtu jest bezpieczne dla dzieci, ponieważ wszystkie szafki i szuflady (a także kuchenka i lodówka) są zabezpieczone przed otwarciem.

A jak najmłodszy załogant spisywał się na pokładzie?

- Był wyjątkowo niekłopotliwy - odpowiada Marysia. - W kokpicie wystarczyło go po prostu trzymać na kolanach. Czasem zajmował się z zapałem liną czy szeklą. Ale najczęściej po prostu oglądał świat.

- Jeśli dziecko nie jest przyzwyczajone do spędzania czasu przed telewizorem, rejs morski to dla niego wielka atrakcja. - Ania nie ma wątpliwości. - Krajobraz się zmienia, na jachcie wciąż coś się dzieje. Są manewry, można bawić się w pontonie leżącym na pokładzie albo pływać nim z mamą lub z tatą wokół zacumowanej łódki. Nie mówiąc już o kąpieli i nurkowaniu w morzu. Zegary, logi, liny, kabestany są fascynujące. Z ławeczki bosmańskiej, czyli składanego krzesełka służącego do wspinania się na maszt, można zrobić huśtawkę.

KAPOK TO PODSTAWA

Żelazną zasadą na morzu jest to, że dzieci noszą kapok na pokładzie i w porcie. Ania i Alek przyzwyczajali synów do widoku kapoków już w domu, na wiele tygodni przed rejsem. Na morzu chłopcy mieli przymocowane do kamizelek linki, którymi byli przypięci do jachtu.

Iga i Jeremi, w przeciwieństwie do Ksawerego, podczas rejsu miewali gorsze chwile: zdarzało się narzekanie na nudę, kłótnie.

- Bez względu na nastrój, starsze dzieci były bardzo ostrożne: nie wychylały się za burtę, a spacery na dziób zawsze odbywały w towarzystwie starszych, tak jak schodzenie po trapie na ląd - opowiada Marysia.

- Dzieci czuły respekt przed morzem i wiedziały, że nie ma żartów - dodaje Aleks. - Nauczyły się, że są na jachcie zasady, których nie wolno im łamać, w tym najważniejsza: zawsze słuchać kapitana.

SPOSOBY NA MORSKĄ CHOROBĘ

Jedyna rzecz, jaka pokonała załogę Marysi i Aleksa, to choroba morska. Kiedy mniej bujało, wystarczyło unikać siedzenia pod pokładem. Rodzice Ksawerego rano przed wypłynięciem pakowali do torby wszystkie rzeczy, jakie mogły być potrzebne przez cały dzień, łącznie ze słoiczkami, pieluchami, kremami, wodą, ubrankami na zmianę - byle tylko nie schodzić na dół.

- Ten sposób zdawał egzamin do momentu, kiedy nie zaczęło bardzo bujać. Wtedy nawet na zewnątrz trudno było wytrzymać. Na szczęście nie wszyscy członkowie załogi chorowali jednocześnie, więc kiedy zmogło i mnie, i Aleksa, miał kto się zająć Ksawerym - wspomina Marysia. - Maluchy ze względu na nierozwinięty jeszcze błędnik znoszą nawet największe fale znacznie lepiej niż dorośli.

SYTUACJE AWARYJNE

Ania i Alek słyszą czasem, że zabieranie dzieci na morze jest ryzykowne i kłopotliwe. Nie zgadzają się z tym.

- Pływamy na dużych, bezpiecznych i dobrze wyposażonych jachtach. Na każdej jednostce jest kilka zamykanych koi, więc nasze dzieci nie przeszkadzają innym członkom załogi. Poza tym jesteśmy zawsze na tyle blisko cywilizacji, że w razie czego sklep czy lekarz są dostępne - wyjaśniają.

Gdy mały Filip dostał nagle gorączki, tuż obok odbywały się regaty polskich łodzi. Obecny w ekipie lekarz osłuchał chłopca, a następnego dnia mały żeglarz dostał lek przepisany przez chorwackiego pediatrę. Dzięki karcie EKUZ Ania i Alek bez problemu dostali się do lokalnej przychodni. Filip szybko wydobrzał, ale nie był to koniec przygód. Ostatniego dnia rejsu Szymon potknął się o korzeń, niefortunnie upadł i złamał sobie palec. Te historie nie zniechęciły jednak rodziny do wakacji pod żaglami.

- Przecież te wypadki nie miały związku z morzem i jachtem. Mogły się wydarzyć gdziekolwiek - dodaje Ania.

RODZINNY RELAKS

- Dzięki temu rejsowi złapałam oddech - podsumowuje Alicja. - Pierwsze tygodnie po przyjściu na świat dziecka były dla mnie bardzo trudne. Potrzebowałam wtedy przestrzeni dla siebie. Przebywanie na jachcie razem, z dala od codziennych problemów związanych z pracą czy domem, było balsamem działającym kojąco na nasze relacje.

Podczas dwóch tygodni na Adriatyku załoga Ani i Aleksa nacieszyła się słońcem, oglądała delfiny, kąpała się w ciepłym morzu, zbierała muszelki w zatoczkach, spacerowała po portowych miasteczkach. Ksawery zwiedzał świat w chuście albo w wózku, który czasem służył mu też jako sypialnia.

- On świetnie znosi podróże i pobyt w nowych miejscach. Po każdym wyjeździe okazuje się, że opanował nową umiejętność. Gdy wróciliśmy z Chorwacji, odkryliśmy, że raczkuje - cieszy się Marysia.

Ciekawe, co Ksawery przywiezie z następnych wodnych wakacji?

GŁÓWNE ZASADY BEZPIECZEŃSTWA

1. Dzieci noszą kapok na pokładzie i w porcie. Na niewywracalnych jachtach morskich należy przypiąć kapok linką do jachtu lub założyć dziecku specjalne szelki, szczególnie gdy warunki są niesprzyjające. Dzięki temu można malucha przytrzymać, a w razie wypadnięcia za burtę wciągnąć na pokład. Z kolei na wywracalnych jachtach mazurskich nie wolno przypinać dzieci linkami do łodzi.

2. W czasie manewrów dzieci są pod pokładem (starsze dzieci mogą być na pokładzie, o ile rozumieją, że muszą bezwzględnie wykonywać polecenia).

3. Jedna ręka dla siebie, druga dla jachtu - uczymy dzieci, że poruszając się po chybotliwym pokładzie, należy zawsze czegoś się trzymać.

NIEZBĘDNIK MAŁEGO ŻEGLARZA

•  dla bezpieczeństwa: kapok (kamizelka ratunkowa) - z atestem, odpowiedni do wagi dziecka, z paskami w kroku i wysokim kołnierzem;

•  do ochrony przed słońcem: krem z filtrem, nakrycie głowy (najlepiej przypiąć je do ubrania, by nie porwał go wiatr), koszulka z filtrem UV;

•  na deszcz i chłód: sztormiak, kalosze, polar, ciepła czapka, spodnie nieprzemakalne;

•  do pływania: dmuchane zabawki, rękawki, ewentualnie pas wypornościowy dla starszych dzieci.

Kacper Woźniak, psycholog, żeglarz, trener

Żeglarstwo, niezależnie od wieku żeglarza, uczy odpowiedzialności i uważności na to, co dzieje się wokół nas. Uczestnictwo w rejsie wzmacnia samodzielność i wytrwałość dziecka, uczy je pracy zespołowej. Warto pamiętać, żeby każdemu załogantowi powierzać różne zadania, dostosowane do jego wieku i umiejętności. Począwszy od podawania odbijaczy i klarowania lin, skończywszy na sterowaniu. Tak samo jak z pozostałymi członkami załogi, warto ćwiczyć różne manewry "na sucho", objaśniając je i cierpliwie pokazując. Dzieci pomogą wam w niejednej sytuacji i zaskoczą was swoją zaradnością, jeśli dacie im przestrzeń do próbowania nowych umiejętności.

PROMUJEMY AKTYWNE RODZICIELSTWO

Wspólnie z marką LOVI organizujemy akcję, której celem jest zachęcanie rodziców do aktywnego życia wraz z dziećmi. Gdy w rodzinie pojawia się dziecko, wszystko się zmienia. Maleńki człowiek sprawia, że zaczynamy inaczej myśleć o życiu, sobie, rodzinie. Jesteśmy wszak rodzicami. I to my będziemy przez najbliższych kilkanaście lat najważniejszymi przewodnikami dziecka w poznawaniu świata. W tym cyklu pokazujemy, że można wspierać rozwój dziecka, ciekawie spędzając z nim czas. Można uczyć samodzielności i jednocześnie być tuż obok. Przeczytajcie o rodzicach, którzy dzięki swoim dzieciom lepiej poznali samych siebie, zdobyli niezwykłe doświadczenia, otworzyli się na świat. Bo nic lepiej nie buduje więzi rodzinnych jak wspólne, aktywne spędzanie czasu.

Akcja w internecie www.edziecko.pl/aktywnerodzicielstwo

Więcej o: