1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Kapitalizm w piaskownicy

Czyli jak zostałam matką bandyty.
Kiedyś sądziłam, że plac zabaw to miejsce, gdzie siedzi się na ławce i czyta gazetę, podczas gdy dzieci wesoło fikają po drabinkach i robią babki z piasku, wymieniając drobne uprzejmości. Wraz z siostrami feministkami dumałyśmy nawet nad tym, dlaczego kobiety, siedząc tyle godzin przy piaskownicy, czytają kolorowe pisemka, zamiast, dajmy na to, zaliczać po kolei dzieła klasyków. Dziś pojęcie "siedzenie z dzieckiem" uważam za patriarchalną propagandę. A co do legendarnej ławki przy piaskownicy, to zazdroszczę tym z was, którym udaje się doczytać do końca choćby felieton. Żadne miejsce nie wymaga takiej czujności jak plac zabaw. I takich umiejętności polityczno-dyplomatycznych.

"Czy to pani dziecko?" - groza i oburzenie w oczach kobiety z gatunku "matka-ideał-ani-przystąp" przywracają mnie do pionu. Przyznam się bez bicia: zagapiłam się na wiewiórkę. Martwieję od tonu słusznej pretensji, widzę też ból i krzywdę w oczach chłopczyka w markowych ciuszkach. "Tak, a co?" - pytam gamoniowato. Kątem oka zerkam we wskazanym kierunku. Mój młody coś ma w rączkach, ale nie widać co, bo zaszył się strategicznie w błotku pod zjeżdżalnią. "On ukradł nasz traktor!" - syczy elegantka. Jej aniołek ma na oko półtora roku i mówić nie umie, ale głos matki wskazuje na silne poczucie własności. To "nasz traktor" i będziemy go bronić do upadłego.

Ten chłopczyk nie stęsknił się za traktorkiem. Tu chodzi o zasady. Ma jeszcze superciężarówę, ekstrabetoniarę oraz wiaderko ful wypas, a z torebki mamusi wystaje coś, co przypomina lokomotywę. I to wszystko jest jego, jego, jego. Ewentualnie - w ramach spółki z mamą - "nasze". Uświadamiam sobie, że tu nie ma zmiłuj, to jest kapitalizm. Za chwilę wezwą straż miejską. Policję. Kuratora. Dziecko mi zgnije w kryminale! Kajam się, wycofuję, rozpaczliwie szukam czegoś na wymianę. To coś koniecznie musi być cudze, bo za własną zabawkę S. nie odda mi przecież łupu. Ktoś życzliwy podaje mi żyrafę. Nurkuję z nią pod zjeżdżalnią i wśród wrzasków odzyskuję utytłany traktor.

A raczej arcytraktor. Ubertraktor. Za moich czasów powiedziałoby się, że to traktor z peweksu. Taki sprzęt nie służy do zabawy. On jest po to, by pokazać, kto rządzi w tej piaskownicy. Kto za dwie dekady przejmie władzę w Polsce, a za trzy czy cztery zostanie Szefem Wielkiej Międzynarodowej Korporacji oraz Prezesem Stowarzyszenia Posiadaczy Fantastycznych Gadżetów. Ktoś taki nigdy, przenigdy z nikim niczym się nie podzieli. Najwyżej coś komuś wynajmie w systemie leasingowym. Już dziś mama prowadzi mu księgowość i zarządza kapitałem. Skrupulatnie przejmuje traktor, patrząc na mojego synka z mieszaniną wstrętu i litości. Nie mówi nic, ale wiem, co myśli: młodociany bandyta, margines!

Zawiłe jest życie dwulatków. Zanim się w pełni połapiesz, co oznacza słowo "ja", musisz opanować słowo "moje". Nie umiesz jeszcze wiązać butów, a już musisz być strategiem i dyplomatą. Piaskownica nie jest pudłem z piaskiem, lecz agorą, sejmem, senatem, bankiem, giełdą przedmiotów wartościowych. Na ławeczce zasiada sąd, ale jego niezawisłość pozostawia wiele do życzenia. Dwulatki dzielą się na klasy społeczne i opcje polityczne, a place zabaw miewają zaskakująco odmienne obyczaje i systemy polityczno-społeczne. W naszej ulubionej piaskownicy traktor pożyczysz bez problemu, tu dominuje opcja socjalistyczna. Chwilami jest to wręcz wspólnota pierwotna: są traktory przechodnie, wędrowne i wspólne. Ni to spółdzielnia, ni to komuna. Ja to lubię. Ale traf chciał, że zawędrowałam dwie ulice dalej, do jordanka liberalno-rynkowego.

Mój ubłocony potomek przesyła mamie przyszłego Szefa Korporacji uśmiech numer sześć. Z podziwem i żalem mówi: "Tlaktol!". Niestety, po chwili dodaje: "Małpa!". Ja wiem, że chodzi o żyrafę, bo mu się zwierzaki ciągle mylą. Ale ta pani tego nie wie. Mrozi mnie spojrzeniem, a ja wiem, że czas wracać do domu. Żyrafę oddaję właścicielce z procentem w postaci chrupka. A nasze zabawki tu zostaną. Nie myślcie, że porzucam je z niechlujstwa. To lewicowa dywersja. Łopatka i foremka mają zachwiać panującym w jordanku systemem klasowym, wprowadzić zamęt na lokalnym rynku. Poza tym akurat ktoś się nimi bawi.