1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Bez lukru

13.04.2011 12:37

Fot. Tomasz Kaminski / Agencja Gazeta

Matki blogerki postanowiły się skrzyknąć i walczyć o chore dziecko. Ich orężem jest pisanie.
Internet to potęga. Jest tu miejsce na rzeczy niezwykłe. Oto trzydzieści matek blogerek skrzyknęło się przez sieć i stworzyło antologię tekstów, by pomóc kilkumiesięcznemu Mikołajkowi choremu na rdzeniowy zanik mięśni.

We wstępie do zbiorku blogowych tekstów, zatytułowanego "Macierzyństwo bez lukru", autorki piszą: "Wszystkie jesteśmy matkami, mamy małe i duże dzieci, małe i duże problemy, wszystkie piszemy o tym, co nas cieszy, smuci, przeraża. Piszemy o prawdziwym życiu matki w XXI wieku, bez retuszu, bez lukru. Tu nie znajdziesz ckliwych obrazków z reklamy, ale pulsujące, barwne życie. I choć czasami mamy dość, padamy z nóg i marzymy o bezludnej wyspie, to przecież jesteśmy szczęśliwe i nie zamieniłybyśmy się z nikim".

Antologia pokazuje szarą twarz macierzyństwa - bez makijażu. Tu nie ma "słodzenia", pastelowych kolorów ani przyklejonych uśmiechów. Są teksty zabawne, gorzkie, dosadne, refleksyjne... Ich atutem jest to, że wszystkie są prawdziwe. W każdej opowieści czytelniczki odnajdą cząstkę siebie, echo swoich wyborów, lęków, uczuć, wątpliwości.

Wokół Mikołajka powstała niezwykła wspólnota ludzi, którzy - choć nigdy nie widzieli go na żywo - bardzo chcą pomóc. Tworzą ją autorki tekstów zamieszczonych w antologii, szefowie portali internetowych i wiele innych osób, które informacje o akcji podają dalej.

Całkowity dochód z rozprowadzania antologii dostępnej w pdf jest przeznaczony na potrzeby Mikołajka. Wszystkie szczegóły pod adresem: http://macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com.

A OTO DWA TEKSTY MAGDY KIEŁBOWICZ Z ANTOLOGII "MACIERZYŃSTWO BEZ LUKRU".

•  SENNOŚĆ NAD SENNOŚCIAMI

O 6.00, bladym świtem, rozpatruję wyłącznie sprawy o najwyższym priorytecie.

Niewiele jest rzeczy, które o tak wczesnej porze instynkt przetrwania dopuszcza do mojej świadomości.

- Ki? -ówki? -lówki? -kąpielówki? - Nie reaguję. ŚPIĘ.

- No maaaamooo... - szept prosto w ucho w końcu nabiera kształtów. - Gdzie są moje kąpielówki? Bo muszę sobie spakować na basen!

Jest 6.00 rano. Piątek.

Basen wieczorem. We wtorek...

Jasne, że nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Nie mydlił oczu bajką, że macierzyństwo to bułka z masłem ozdobiona mgiełką konfitury. Ale też, bądźmy sprawiedliwi - nikt nie ostrzegał, że już nigdy, przenigdy się nie wyśpię!

Jednym sprawnym ruchem lokalizuję kąpielówki, drugim, jeszcze sprawniejszym, wracam do łóżka.

- A klapki...?

Westchnienie rozpaczy zalewa moją duszę.

Albo raczej jęk... Skowyt. Siadam. Liczę do dziesięciu. Przy dziewięciu udaje mi się przybrać jakiś w miarę radosny grymas. Nie mogę przecież kłodą niewyspania zalegać na drodze pływackiego talentu.

I właśnie ta jedna myśl pomaga mi przetrwać... Że kiedyś, za kilka olimpiad, orkiestra zagrzmi "Marsz, marsz Dąbrowski", błyśnie złoto na piersi Pierworodnego, a ja, lejąc ślozy wzruszenia, zrozumiem, że było warto! Pakować mu tę cholerną torbę o 6.00 rano, w piątek.

I zadzwonię z gratulacjami. O 6.00 rano, dnia następnego. Bez względu na różnicę czasu.

•  SECRET SERVICE

"Trzymiesięczne niemowlę przeznacza na sen większą część dnia" - informuje z przekonaniem książka o dzieciach.

- Chyba w Ameryce... - cedzę w myślach, przyglądając się amerykańskim nazwiskom amerykańskich autorów. Nasze polskie trzymiesięczne niemowlę ogranicza spanie w ciągu dnia do dwóch trwających góra pół godziny drzemek. Nie śpi na spacerze, jak większość dzieci, nie śpi w aucie, nie śpi w chuście.

Nie śpi z zasady i już. Obserwuje.

Śpi w nocy, owszem, śpi nawet całą noc. Ale NIE w dzień. Opanowało jakąś tajemniczą metodę błyskawicznej regeneracji. Przyjrzałam się dokładnie, więc wiem, co mówię. Jest jak agent służb specjalnych, który w ciągu kilku minut uzyskuje fazę REM, żeby po 10 minutach zbudzić się w dobrej formie. Z kolei kiedy już zaśnie, to ani wiertarka sąsiada wbijająca się z dowolną rytmiczną sekwencją w naszą ścianę, ani nawet start eskadry F16 z pobliskich Krzesin nic nie wskórają.

Będzie spało dalej, ale tylko pół godziny, nie dłużej.

Ja uwielbiam spać. Ojciec dzieciom mniej. A dzieci, wiadomo - ewolucja wymaga, żeby były doskonalsze od rodziców. To są. Chociaż w pewnym sensie też mnie to rozwinęło. Nie wyobrażacie sobie, ILE rzeczy można zrobić przez trzydzieści minut. A raczej, ile rzeczy można zrobić, wiedząc, że ma się tylko pół godziny. Naprawdę, w życiu nie sądziłam, że stanę się kiedyś tak wytrawną sprinterką...

Pełny tekst blogu: tomaszowa.wordpress.com.

Skomentuj:
Bez lukru
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX