1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dziura w CV

Skończyłam studia, znalazłam ciekawą pracę. I wtedy pojawiło się dziecko. Moja umowa niestety nie została przedłużona. Wypadłam z rynku pracy.
Zostałam mamą dwa lata temu. Z wyboru. Skończyłam studia, miałam pracę. Branża oświatowa, jednostka budżetowa. Nie robiłam zawrotnej kariery, ale każdy dzień był ciekawy. Setki rozmów: po polsku, po angielsku, po hiszpańsku. Dziesiątki załatwianych spraw: w ministerstwach, ambasadach, uczelniach, samorządach. Czułam się potrzebna. Osiem godzin mijało jak pięć minut.

I wtedy - dziecko. Ogromna radość, wspaniała nowina, ale i lęk, bo przecież chciałam macierzyństwo pogodzić z pracą zawodową. Czy mój szef to zrozumie? Nie chciałam zwlekać z informacją, poukładałam myśli w głowie, wybrałam dobry moment i

- No, gratuluję. Kolejny podatnik, trzeba się cieszyć.

(Uff, odsapnęłam, może nie będzie tak źle).

- Ile trwa teraz urlop macierzyński? 20 tygodni?!

(Mogłam powiedzieć, że trzy miesiące. Już widzę ten grymas na twarzy).

- A babcia jest?

(Cóż za pytanie? Ba, nawet dwie są!)

- No, pomyślimy Jeszcze nie wiem, co będzie z pani umową.

(Więc jednak problem).

Mijały dni, tygodnie, miesiące Szef wciąż nie wiedział, co ze mną zrobić. Gdy zaszłam w ciążę, miałam już drugą umowę na czas określony. Dyrektor miał więc dylemat: podpisać trzecią, na stałe, czy pozwolić mi odejść? Kilka tygodni przed porodem (byłam już wtedy na zwolnieniu) dowiedziałam się, że nie przedłuży mojej umowy.

- I tak zostanie pani w domu co najmniej półtora roku - usłyszałam w słuchawce.

Wypadłam z rynku pracy.

OSACZONA DOMEM

Córeczka rozwijała się wspaniale: rosła, gaworzyła, stawiała pierwsze kroki. Od jakiegoś czasu było jednak coraz gorzej - ze mną. Nie mogłam już patrzeć na zupki, kaszki, grzechotki. Rozmowy z niemowlakiem przestały mi wystarczać. Miałam dość noszenia dresów i naturalnego makijażu. Czułam się jak w klatce. Po prawie czte-rystu dniach spędzonych w domu postanowiłam wrócić do pracy.

PRZECZESYWANIE TERENU

Najpierw uruchomiłam stare znajomości, poinformowałam przyjaciół, paru osobom wysłałam CV. Ale wszędzie był kryzys, więc zaczęłam szukać sama. Każdego ranka ten sam rytuał - przegląd ogłoszeń. Prasa, internet. Początkowo wybierałam tylko te ciekawsze, dobrze płatne oferty. Szybko jednak obniżyłam pułap swoich oczekiwań.

Pracy szukam do dziś. Nie mam złudzeń. Z moim wykształceniem, znajomością angielskiego i obsługą komputera świata nie zdobędę. Jednak to nie brak kwalifikacji najbardziej utrudnia mi powrót na rynek. Nieważne, kim jest mój rozmówca - kobietą czy mężczyzną. Schemat każdej rozmowy jest podobny. Najpierw po polsku, potem po angielsku, a ja tylko czekam, aż padnie to pytanie. "Co pani robiła przez ostatni rok/półtora roku/dwa lata"? Co teraz? Przyznać się czy nie? Powiedzieć, że dziecko wychowywałam, książki czytałam, po Europie podróżowałam? A może pochwalić się certyfikatem z hiszpańskiego, do którego przygotowywałam się, siedząc w domu z dzieckiem? Na różne sposoby usiłuję załatać powiększającą się dziurę w życiorysie, ale krawcową jestem przeciętną. Nie ukryję przecież tego, że zostałam mamą, nie chcę tego robić, wolę czystą grę. Jednak to, co dzieje się potem, nie ma nic wspólnego z zasadami fair play.

LAWINA PYTAŃ O DZIECKO

Hasło "mam dziecko" uruchamia lawinę pytań: a w jakim wieku, czy nie choruje, kto z nim zostanie Tłumaczę, że znalazłam prywatne przedszkole, a mąż ma elastyczny czas pracy. Ale moje słowa trafiają w próżnię. Bo skoro jest babcia, to po co przedszkole? A może babcia wnuczką zająć się nie może? Co zatem będzie, gdy córka zachoruje?

Być może przegrywam też z innych powodów: za słaby angielski, zbyt mało doświadczeń, złe zdjęcie w CV. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że główną przeszkodą jest dziecko. Nie potrafię przełamać stereotypu Matki Polki, dla której świat kręci się wokół pomidorowej, pampersów i placu zabaw. Owszem, pomidorówkę gotuję, pieluchy jeszcze kupuję, a na placu zabaw z córką szaleję. Ale czytam też codzienną prasę, uczę się języków, spotykam ze znajomymi.

Dziwię się narzekaniom, że w Polsce rodzi się zbyt mało dzieci. Przecież wiadomo, że kobiety częściej decydują się na dziecko, jeśli mogą połączyć obowiązki zawodowe z rolą matki. Przyrost naturalny nie zależy od wysokości becikowego. Ulgę na dziecko chętnie zamieniłabym na ulgę w pracy: możliwość częściowej pracy w domu lub pracę na niepełnym etacie. Takie rozwiązania - choć zagwarantowane w kodeksie pracy - wciąż spotykają się z oporem ze strony pracodawców.

CHCĘ ZMIAN!

Chciałabym, by młoda mama nie kojarzyła się tylko z problemem (bo w ciążę znów zajdzie, zwolnienie weźmie, etat zablokuje). Marzę o zadaniowym systemie pracy. I o przytulnym państwowym żłobku, w którym bez problemu znajdzie się miejsce dla mojego dziecka. Na razie zazdroszczę mojemu mężowi. Nie musi nikomu tłumaczyć, czy planuje powiększenie rodziny. Nikt go nie pyta, czy pójdzie na zwolnienie w razie choroby córki; nigdy nie usłyszał, że dziecko ma "nieodchowane", a odbiór malucha z przedszkola to "jeszcze jedna niedogodność".

Ostatnio jednak coś się zmieniło. Przełożony męża przychodzi czasem z synkiem do pracy. Mama zająć się dzieckiem nie może.

Jest w pracy.

Więcej o: