1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Zimne suki, rozlazłe kury [FELIETON O WOJNACH MATEK]

Mama w pracy, mama w domu - czy to dwa odrębne światy, dwa gatunki kobiet, dwa wrogie plemiona, które toczą ze sobą wojnę na wielu frontach?
Pierwsza ma awans, wizytówki i markowy ciuch w pepitkę, a przed domem wypasione auto. No tak, ale w oczach jakieś takie napięcie i żal. I dzieci smutne, już niemal wolą nianię. Druga siedzi w domu, pachnie mlekiem, proszkiem do prania. Na kolanach szczęśliwy bobas, baba drożdżowa rośnie w piecu. Ale jak się bliżej przyjrzeć, okaże się, że mama anioł ma coś bezmyślnego w twarzy, jakąś nudę i brak perspektyw. Znacie te dwa obrazki?

Oba są podszyte niechęcią do kobiet. Panią Ambitną otacza aura nowoczesności i poczucie winy. I słusznie, bo, suka jedna, dziecko zaniedbuje. Pani Mamuśka słodka jest i czuła, ale w głębi pastelowego raju czai się wąż: oskarżenie o lenistwo i pytanie, co z nią będzie, gdy dzieci podrosną, a mąż (odpukać) wymieni ją na nowszy model. I słusznie wymieni, kwoka rozlazła, trzeba było pracować. Taki mniej więcej podział wyłania się z mediów. Taka opowieść o kobiecym losie pękniętym, nie do posklejania. Tak źle i tak niedobrze. Ale jest coś na pocieszenie: możecie sobie, drogie panie, skoczyć do oczu.

Media uwielbiają kłótnie między kobietami - kolejne dowody w odwiecznym przeciw nam dochodzeniu. Że jesteśmy niezdolne do prawdziwej przyjaźni. Bo kobieca solidarność to mrzonka. Kobiety toczą w mediach nieustanne wojny: na listy do pism kobiecych, na porady i wywiady, na obrazki takie jak wyżej. W Stanach mówią o tym "The mommy wars", wojna mamusiek. Te domowe i te pracujące to dwa gatunki kobiet. Dwa wrogie plemiona.

Ej, chciałoby się powiedzieć twardo, to ściema i patriarchalna propaganda. Podział ideologiczny i przerysowany. Ale wojna mam to nie jest czysta ściema. Bywam jej świadkiem, ofiarą, a nawet (o wstydzie!) żołnierzem. W klubikach i na placach zabaw jest podział na te całodzienne i te popołudniowe. Jest zazdrość, niepokój i poczucie winy - po obu stronach. Przykre spojrzenia, milczące oceny, wzajemne się niezauważanie. I te niby dyskretne uwagi, że Jasio coś ostatnio dużo z nianią.

Iść czy nie iść na wychowawczy? Wracać do pracy, czy jeszcze dać mu/jej jeszcze kilka miesięcy z mamą? To są realne dylematy. Owszem, chodzi o pieniądze (kredyt hipoteczny!) i presję otoczenia (nie boisz się wypaść z obiegu? Nie tęsknisz za dzieckiem?). Ale chodzi też o emocje. O wewnętrzne rozdarcie. O wizję własnego życia i tego, co dobre dla dzieci. Te z nas, które codziennie wymykają się z domu, powierzając dziecko babci, niani czy (rzadziej) żłobkowi, potem w ciągu dnia dzwonią chyłkiem do domu. Bo katar, bo zupka, bo tęsknota. Te, co wybrały bycie z dzieckiem, często czują pustkę tam, gdzie dawniej był bieg do tramwaju, makijaż, termin na wczoraj i pogaducha z koleżanką z roboty. Poczucie, że jest się kimś jeszcze, nie tylko mamą.

Nie ma dwóch gatunków matek. Jest pęknięcie w świecie, który się z macierzyństwem nie liczy. Przepaść między prywatnością i pracą. I pragnienie matek: być nie tam, gdzie się akurat jest. Być tu i tam jednocześnie. Twoje poczucie, że coś ucieka, coś przegrałaś, na coś się nieodwołalnie spóźniasz. Tu i tam.

Media na tych trudnych uczuciach żerują, szczując nas na siebie nawzajem. Taki jest kulturowy scenariusz. Łatwiej i przyjemniej opowiedzieć tę historię jako wojnę między kobietami niż jako zmaganie kobiet z patriarchalną rzeczywistością. Z brakiem żłobków. Z rynkiem pracy, gdzie pracujesz od do i nie ma zmiłuj, a "pracownik" to ktoś "dyspozycyjny", czyli ktoś, kto nie ma dzieci. Albo ma żonę, która się tymi dziećmi zajmuje.

Dorosła jesteś, wybieraj: rodzina, kariera. Ale większość kobiet nie ma w tej kwestii żadnego wyboru. Dwie trzecie Polek w wieku rozrodczym nie ma (z racji formy zatrudnienia) prawa do urlopu wychowawczego. A wiele z tych, co ma, nie skorzysta, bo boi się, że prawo do powrotu okaże się fikcją. Większość kobiet nie pracuje dla sukcesu i ciucha w pepitkę, ale z tej prostej przyczyny, że z jednej pensji mało kto jest w stanie utrzymać rodzinę. A te, co niby nie pracują, też często trochę pracują, na przykład po nocach. Bo życie kosztuje, zwłaszcza gdy ma się dzieci. Wybór to fikcja. Realne jest rozdarcie, łatanie dziur, niedospanie. I ciągłe poczucie winy.

Wiem, powinnam w tym miejscu ciepło napisać o ojcach, że to także ich zmagania. Ale statystyki są nie- ubłagane: ojciec Polak to ojciec nie- obecny. Dla ogromnej większości mężczyzn "ojcostwo" oznacza tyle, co "czasem pomagam żonie" i "przecież zabrałem go do zoo".

Jako społeczeństwo pielęgnujemy kobiece rozdarcie. Brakuje żłobków, miejsc w przedszkolach. Zamiast urlopów ojcowskich są ich jakieś marne namiastki. O elastycznych formach pracy większość kobiet może jedynie pomarzyć. Nie ma prawdziwych sankcji dla pracodawców, którzy - jeśli w ogóle zatrudniają kobiety z małymi dziećmi - to spychają je na boczny tor.

To są ciężkie tematy. Z tym by trzeba coś zrobić. To by musiało kosztować. Dużo przyjemniej bije się medialną pianę o tym, że są dwa gatunki matek - wyrachowane i rozlazłe, suki i kwoki. I że te dwa plemiona szczerze się nienawidzą. No dalej! Łapmy się za czupryny, niech poleci trochę piór! Ko, ko, ko

Więcej o:
Komentarze (18)
Zimne suki, rozlazłe kury [FELIETON O WOJNACH MATEK]
Zaloguj się
  • ascolto

    Oceniono 33 razy 23

    Otworzyłam link, wściekła na tytuł, żeby zobaczyć, kto ten artykuł popełnił. Kiedy zobaczyłam autorkę, emocja mi nieco opadła i postanowiłam przeczytać. I z treścią się zgadzam - dualizm "albo-albo" to aż nazbyt częsty błąd w refleksji nad współczesnymi wyzwaniami kobiet i mężczyzn (kultura albo natura - gdy badania biologów wskazują, że wpływ mają i geny i ewolucja i środowisko, ciało albo umysł - gdy wiemy już, że zmiana postawy ciała może wpływać na poziom hormonów i gotowość do podejmowania wyzwań, że zaniedbanie zdrowia oddziaływać będzie na psychikę; a obraz medialny sugeruje, że wciąż mamy wybierać skrajności, a nie współdziałanie). Medialnie mieloną wojnę kobiet też uważam za bicie piany, a nie szukanie rozwiązań. Wciąż jednak bulwersuje mnie swobodne żonglowanie na głównej stronie gazety określeniem "suka", "kura" (w kolumnie obok: "suka z Buchenwaldu"). Ile osób przeczyta artykuł, a nie wyjdzie poza tytuł? Walka o czytelność nie usprawiedliwia oswajania wyzwisk w przestrzeni publicznej - na które w jakiś sposób jest większe przyzwolenie w stosunku do kobiet. Jeśli zapytam retorycznie, czy jako tytuł przeszłoby na głównej stronie "sku...el" albo inne bardziej dosadne obraźliwe określenie mężczyzny, to czy mój komentarz zostanie zablokowany jako niecenzuralny, czy też potraktowany jako głos w sprawie? Wiem, że tekst jest krytyczny wobec tych szufladek, wiem, że opisuje stereotyp. I jednocześnie zastanawiam się, czy naprawdę słowo "suka" zostało już tak oswojone i przypisane kobietom, że bez żenady można używać go w tytule? Ja się na to nie zgadzam.

  • noida

    Oceniono 29 razy 17

    "Media uwielbiają kłótnie między kobietami - kolejne dowody w odwiecznym przeciw nam dochodzeniu." - to zdanie zwaliło mnie z nóg. Bardzo prawdziwe.

  • ciech01

    Oceniono 84 razy 12

    Jestem pewnie bardzo nietypowym ojcem, choć obserwując swoich znajomych i sąsiadów nie widzę zbyt dużej różnicy. Obecnie sąsiad ma maleńkie dziecko, czas wolny od pracy spędza chodząc z nim na spacery lub pracując w ogródku i kosząc trawniki. Kolejny sąsiad odwozi dziecko do szkoły, odbiera go, razem jedzą obiad w stołówce i wracają po południu do domu z porcją dla żony (czas pracy małżonki narzuca taki porządek dnia). Mój ojciec zajmował się siostrą i mną, gotował obiady (! - trzydaniowe) i uczestniczył w pracach domowych (mam swoje lata i pamiętam krochmalenie bielizny i wyżymanie prania, palenie w piecu i tzw. westwalce). Chyba odziedziczyłem po nim ten pęd do pracy w domu. Naprawdę nie widzę wokół siebie tych opisywanych przez kobiety "samców", "trutni" i domowych obiboków. Jest mi przykro gdy spotykam się z krzywdzącymi nas - mężów opiniami. Przecież mógłbym się rozwodzić godzinami o kobietach przedkładających uczestnictwo na dyskotece nad prace domowe. Wydaje mi się, że powodem spadku urodzin dzieci w Polsce jest właśnie niechęć kobiet do posiadania potomstwa i wmawianie im, że nie jest to w życiu najważniejsze. Opamiętanie przychodzi dopiero z wiekiem - ale o zdrowe potomstwo jest już bardzo trudno po latach używania środków antykoncepcyjnych, aborcjach i zestarzeniu się organizmu. To narzucany i sączony ze wszystkich mediów styl życia jest winien nieszczęściu braku macierzyństwa kobiet. Nie trzeba robić kariery by być szczęśliwym w życiu, zresztą ilu mężczyzn taką karierę robi? Rodzina, hobby, wnuczęta - to są wartości które decydują o szczęściu człowieka (kobiety i mężczyzny). Kobiety, opamiętajcie się i zacznijcie pozytywnie wpływać na swoich mężczyzn - nie jesteśmy tacy źli ...

  • a.frankowska

    Oceniono 9 razy 7

    dokladnie Antygona, tak żle i tak niedobrze. Moze trzeba sobie powiedziec, ze w życiu na wszystko jest czas, na dzieci i na prace zawodowa, bo slowo kariera wydaje mi sie obecnie naduzywane, tylko niewielu robi kariera i nazwalabym kariera pracy na etacie u kogos.pzdr

  • Asia Pietrulewicz

    Oceniono 8 razy 6

    Wow, nie mogę się nadziwić, jak wiele osób nie rozumie tego artykułu :P Toż autorka właśnie krytykuje takie nastawianie kobiet przeciw sobie i wrzucanie ich do pogardliwie nazywanych szufladek.

  • a.frankowska

    Oceniono 8 razy 6

    Dokładnie jak Antygona tak żle i tak niedobrze.

  • oligocenka

    Oceniono 9 razy 1

    Pewnie jest tak jak autorka opisuje, tylko, że ja przestałam się w ogóle tym interesować. Kiedyś żyłam w biegu, pracowałam, może nie robiłam jakiejś oszałamiającej, czy jakiejkolwiek, kariery, ale mój czas był wypełniony pracą, pasjami, przyjaciółmi itp. A potem urodziłam dwoje dzieci. i niestety wypadłam z obiegu, jak to się pięknie mówi. I co? I nic. Jakoś daję radę, choć jestem samotną już mamą. Nie obchodzi mnie co myśli na mój temat 'społeczeństwo', nie obchodzi mnie czy mam być zaradną mamuśką-karierowiczką czy może kurą domową. Sama ustalam kim chcę być. Dlatego ostatnimi czasy śmieszą mnie te wszelkie dywagacje na tematy okołomacierzyńskie, próby analizy czegoś, co tak naprawdę każda mama rozstrzygać powinna w swoim zakresie. Chce pracować? - niech pracuje. Chce być z dzieckiem w domu? - niech będzie. A inni niech sobie gadają co chcą.

  • ao.a

    Oceniono 4 razy -2

    Nie czytam do końca bo szkoda czasu. Niech każdy żyje jak chce.

  • brian1234

    Oceniono 36 razy -2

    O ile wiem, autorka ma dziecko. Czy tatuś tego dziecka też należy do niedzielnych ojców? Może takie dywagacje warto prowadzić na swoim przykładzie. Uogólnianie może prowadzic do błędnych wniosków.
    A ten mentorski ton brzmi nieco fałszywie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX