1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Ekologiczne potrawy nie muszą być drogie - kuchnia a`la babcia

Ekologiczne jedzenie jest bardzo zdrowe, smaczne, ale i drogie. Jak więc wyżywić ekologiczną rodzinę ze średniej pensji? - Jest ciężko. Trzeba być pomysłowym. I poszukać inspiracji. Ja znalazłam je w kuchni naszych babć - wyznaje Marta z Poznania. Razem z mężem wychowują - i karmią! - trójkę dzieci.
Specjaliści mówią tak: ekologiczna kuchnia to normalne gotowanie, ale z lepszych i zdrowszych półproduktów. - Wykorzystujmy te same przepisy, które mamy już sprawdzone. Będzie jeszcze smaczniej, bo ekologiczna żywność jest lepsza - przekonuje Cezary Lompart, właściciel białostockiej Restauracji Ekologicznej Dzień Dobry.

(Eko)drożyzna

Marta przyznaje się bez bicia, że ekologiczną kuchnią zainteresowała się dopiero kilka lat temu. - Mój najmłodszy syn miał jakieś alergie, problemy z trawieniem. Zaczęłam kupować ekologiczne owoce i warzywa, jemu się polepszyło, no i jakoś tak się całą rodzina wciągnęliśmy w ekokuchnię - opowiada Marta.

Proste to nie było. Po pierwsze: rynek zdrowej żywności dopiero w Polsce się rozwija. - Często brakuje podstawowych rzeczy, nie wszystko mogę zamówić przez internet. Na początku zauważyłam, że najprościej kupić ekologiczne dżemy, mąki, kasze, jajka i miód. Ale to było za mało - śmieje się Marta. Wymagało to czasu, żeby nauczyć się gdzie i co można kupić.

Ale kiedy cała rodzina Marty zaczęła coraz bardziej przyzwyczajać się do ekologicznej kuchni, wtedy okazało się, że takie gotowanie jest dla nich za drogie. - Nie zarabiamy kokosów. A ekologiczny kurczak kosztuje ponad 30 złotych za kilogram, wołowina jeszcze drożej, i to dużo. 10 jajek kosztuje około 10 złotych, tyle samo kosztuje kostka masła - wylicza Marek, mąż Marty. On uważał, że to fanaberie żony, i chciał skończyć eko-eksperyment. Ale Marta się uwzięła. I wtedy pomyślała o slow foodzie - ruchu, który promuje cieszenie się jedzeniem i odkrywanie smaków. I który stawia na lokalne, regionalne przepisy. - Skoro nie stać mnie na codzienne jedzenie wołowiny po burgundzku, to poszukałam, co jadły nasze babcie. 100 lat temu mięso było przecież wielkim rarytasem - tłumaczy.

Jarmuż poszukiwany

Pierwszy pomysł był taki: skoro nie będzie mięsa, to trzeba się najeść jakimiś kluskami lub ziemniakami. Skoro Rodzina Marta to poznaniacy, na pierwszy ogień poszły tradycyjne pyry z gzikiem. Pyry to ziemniaki. Gzik to twaróg zmieszany ze śmietaną i drobno pokrojoną cebulką. Posolić, popieprzyć - pycha. - Wszyscy to lubią, i wszystkie półprodukty bez problemu można dostać w wersji "eko" - zdradza Marta.

Równie proste do zrobienia są wszelkie rodzaje naleśników i placki ziemniaczane. - Na słodko, na ostro, z sosami, mogą być z mięsem. Nigdy się nie znudzą - poleca Marta. - Nieprawda, ile można jeść kluchy? - odcina się ze śmiechem Marek. - Poza tym, trzeba jeść też warzywa. A trudno podawać codziennie tarta marchewkę z jabłkiem - dodaje.

Zachęceni sukcesem zaczęli szukać lokalnych, wielkopolskich dań, które mogliby wykorzystać. - Niestety, okazało się, że nasz region słynął z kaczki, no ale my szukaliśmy czegoś tańszego. Stare książki kucharskie pełne były przepisów na dania ze szparagów, jarmużu, rzepy. Problem w tym, że dostanie tych warzyw w wersji eko graniczyło z cudem - wspomina Marta.

Wtedy na pomoc przyszły im Mazury.

Chleb i ryby bez certyfikatu

- Na jakiś wakacjach kupiliśmy książkę kucharską z tradycyjnymi daniami mazurskimi. To było to - wspominają. Cała rodzina zakochała się na przykład w kotlecikach selerowych. - Podawanych z ziemniakami, co dla Poznaniaków jest ważne - śmieją się.

Marta zaznacza, że nie jest radykałem w kuchni. - Jeśli nie jestem w stanie kupić ekologicznych przypraw, bo są za drogie, to kupuje normalny pieprz, goździki i tak dalej - mówi. Poza tym stara się robić dużo sałatek. - Mało mięsa w diecie to był pierwszy problem. Ale kiedy zamiast pyz (w Poznaniu pyzy są drożdżowe, w innych regionach nazywa się je parowcami lub pampuchami) lub ziemniaków na stole lądowały sałaty, miałam bunt na pokładzie - przypomina sobie. Jednak w końcu udało się jej przekonać rodzinę, że tak też można jeść. Do sałatek potrzebny był jednak dobry chleb.

- Z chlebem to była długa historia. Najpierw kupowaliśmy, potem piekliśmy sami, ale w końcu stanęło na tym, że pieczemy chleb sami tylko raz na tydzień, może dwa. Z braku czasu. Najczęściej kupujemy, ale ponieważ mieszkamy daleko od dobrej piekarni, więc najczęściej jemy normalny chleb razowy - tłumaczy Marta.

Na ich stole pojawia się tez dużo ryb. - To ustępstwo na rzecz diety, bo ryb ekologicznych nie ma. To znaczy ja nie znalazłam ich w Poznaniu. Ale uznaliśmy, że są zdrowe - zdradza. Marta i Marek podkreślają, że w eko-gotowaniu trzeba zachować umiar. - Kiedy przyjeżdżają goście i chcemy podać mięso, to kupujemy w normalnym sklepie, bo tylko na to nas stać - przyznają. Rygorystycznie pilnują natomiast, żeby owoce i warzywa były ekologiczne. - Ponieważ nie wszystko jest dostępne przez cały rok, wymusza to na nas kreatywność i przekopywanie internetu i książek kucharskich. Ale warto! - zapewniają.

Oto kilka przepisów polecanych przez Martę i Marka

Pyry z gzikiem

40 dkg twarogu

150 ml gęstej śmietany

Duża cebula

Ziemniaki

Sól i pieprz

Ziemniaki ugotować. Twaróg wymieszać ze śmietaną, dodać drobno pokrojoną cebulę, przyprawić.

Kotleciki selerowe

1-2 duże selery

2 cebule

2 jajka

Sól, mielona papryka

Tarta bułka - 1 łyżka

Natka pietruszki

Olej

Tarty chrzan

Masło, smalec

Surowy seler zetrzeć i wymieszać z 1 posiekaną cebulą. Ostudzić, dodać jajka, sól, szczyptę papryki, tartą bułkę i posiekaną natkę. Wymieszać, dodać mąkę, jeśli masa jest za rzadka. Uformować kotleciki, usmażyć. Druga cebulę posiekać, usmażyć, polania kotlety. Podawać z ziemniakami i zmieszanym z masłem tartym chrzanem.

Sałatka z fasoli z kozim serem

0,6 kg fasolki szparagowej

Cytryna (łyżka soku i łyżeczka otartej skórki)

Sól

Łyżka masła

Ząbek czosnku

Łyżeczka cukru

100 g koziego sera

Cebula,

Bazylia, 2 łyżki posiekanych listków

Jajko na twardo

SOS:

2 łyżki oleju,

Łyżka soku z cytryny

Łyżeczka miodu

Łyżeczka majonezu

Łyżka wywaru z fasoli

Sól, pieprz

Fasolkę kroimy na kawałki, gotujemy w osolonej wodzie z dodatkiem masła, czosnku, cukru, soku i skórki z cytryny. Odcedzamy, mieszamy z bazylią. Dodajemy pokrojony w kostkę ser i posiekana cebulę, polewamy sosem, posypujemy pokruszonym jajkiem.

Przepisy Marty pochodzą z książki Hanny Szymanderskiej "Kuchnia Polska. Potrawy regionalne" oraz książki Tadeusza Ostojskiego i Rafała Wolskiego "Smak Mazur. Kuchnia dawnych Prus Wschodnich".