1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Nie musisz być idealnym rodzicem

Staramy się. Zależy nam, żeby nasze dzieci były szczęśliwe. Chcielibyśmy, by radziły sobie w życiu, były samodzielne, zaradne, radosne. Ale jak mamy to zrobić?
Wszystkich ważnych ról uczymy się powoli i z mozołem. Robimy prawo jazdy. Chodzimy na studia i zdajemy egzaminy, by zdobyć dyplom. Szef koryguje nasze potknięcia w pracy. A w domu? Bez zdobywania licencji, nagle, z dnia na dzień musimy stać się rodzicami. Najważniejszą rolę w życiu musimy odegrać bez przygotowania.

Nie musisz być ideałem

Tak. Niby pamiętamy o tym świetnie, lubimy sobie powtarzać przy okazji towarzyskich, rodzinnych żartów słynne zdanie "Nobody is perfect". Ale czy naprawdę wierzymy w to, czy nie jest przypadkiem tak, że ogromna ilość naszej energii idzie na to, by sprostać jakiemuś wewnętrznemu (zewnętrznemu?) ideałowi? Czy wszystko, co robimy, także w kwestii wychowania dzieci, wydaje nam się tylko namiastką spełnienia tego ideału? Mamy wrażenie, że można być jeszcze lepszym, bardziej czułym, troskliwym i wyrozumiałym. Mieć więcej tolerancji, rozumu, pomysłów. To dążenie do perfekcji odwraca naszą uwagę, uniemożliwia cieszenie się z tego, co jest. Często wystarczy oprzeć się na własnej intuicji, na zdrowym rozsądku. Nie szukać ideału, bo go nie ma. Nie ma sensu analizować w nieskończoność błędów - każdy z nas je popełnia, inaczej niczego byśmy się nie nauczyli.

Obwinianie się to strata czasu. Zawsze będą zdarzać się sytuacje, w których będziemy zawodzić i rozczarowywać nasze dzieci - tego nie da się uniknąć. Wystarczy, że malec zapłacze, a mama nie przybiega natychmiast (bo na przykład bierze prysznic) i rodzi się pierwsza frustracja.

I nic w tym złego. Potem pojawią się następne i będzie ich coraz więcej. Nie są przyjemne, ale bardzo potrzebne. To dzięki nim rodzi się tożsamość człowieka. Dopiero, kiedy nam czegoś brakuje, zaczynamy czuć siebie, naszą odrębność od tego kogoś, kto jest obok na każde zawołanie.

Nie da się tego uniknąć. Któregoś dnia nie nakarmisz wystarczająco szybko, nie znajdziesz tej zabawy, o której malec marzy, nie będziesz miała czasu na wieczorną bajkę, zaśniesz, zanim pocałujesz na dobranoc, spóźnisz się do przedszkola. To jest życie. Dziecko będzie niezadowolone - ma do tego prawo. A ty spróbuj zrozumieć, że obwinianie się nic tu nie pomoże. Starałaś się. Nie wyszło. To się zdarza.

Każdy popełnia błędy, ale tak naprawdę najważniejsze jest to, co się dzieje potem. Co robisz z tym błędem? Jak go spożytkujesz?

Dziecko płacze, bo za późno przyszłaś - bierzesz je na ręce i pocieszasz. Dostrzegasz to, chcesz naprawić błąd. Usiłujesz "zreperować tę sytuację". Nie reagujesz paniką na niezadowolenie dziecka. Pocieszasz je. I wszystko powoli wraca na swoje miejsce. Dziecko, widząc nasze błędy, uczy się, że samo także nie musi być perfekcyjne. To wielki prezent.

Nie musisz być kumplem

Możesz znaleźć sobie mnóstwo bliskich osób. Nie musisz szukać partnera we własnym dziecku. Ono tego nie potrzebuje, to nie jest dla niego zdrowe. Chce cię widzieć silnego, widzieć, że to ty panujesz nad tym, co się dzieje w waszym domu, a nie dom panuje nad tobą. TY jesteś szefem i to jest dobre. To jest rola. Nie jest prawdą, że wystarczy "po prostu być sobą, a reszta sama się zrobi".

W każdym z nas jest taka część, która myśli, czuje i czasem działa jak dziecko. Mamy kontakt z tą częścią, kiedy bawimy się, kiedy przypomina się nam własne dzieciństwo. I czasem z tego "wewnętrznego dziecka" warto korzystać. Ono nas rozwesela, popycha do działania, wzbogaca naszą fantazję.

Ale przede wszystkim warto używać "wewnętrznego dorosłego". To rodzice trzymają dom w garści, podejmują decyzje, czują się odpowiedzialni za innych. Czasem ich decyzje są niepopularne, nie podobają się dzieciom, wywołują bunt. To jest w porządku. Taka jest kolej rzeczy. Dobry kumpel nigdy przecież nie będzie wymagał od dziecka regularnego chodzenia spać, mycia zębów, odrabiania lekcji. A rodzice - owszem. Taki już ich los. Na razie to ty organizujesz, decydujesz, wymagasz, a także kontrolujesz wasze wspólne życie. Dbasz o bezpieczeństwo, mówisz czasem "nie". Dzięki temu dziecko zna reguły i wie, czego się trzymać. Dzieci, które mają oparcie w rodzicach, chętnie się potem (po okresie dorastania) z nimi zaprzyjaźniają.

Dostrzegaj pełną połowę

Koncentracja na tym, co pozytywne, pomaga bardziej niż skupianie się na tym, co negatywne. Tu nie chodzi o modne ostatnio "myślenie pozytywne", które jest elegancką formą zaprzeczania rzeczywistości. Nie chodzi o to, by w najgorszych zdarzeniach widzieć ich dobre strony. Lecz by w otaczającym świecie dostrzegać to, co konstruktywne, co nam daje oparcie, co pomaga mieć nadzieję, że jutro będzie lepiej. Widzieć, że szklanka wody jest pełna do połowy, a nie do połowy pusta. Jeśli więcej jest uśmiechu, zainteresowania, pozytywnych informacji, łatwiej przyjąć to, co negatywne.

Wydaje się nam czasem, że dla tych, których kochamy, nasze uczucia są oczywiste. Że nie musimy na co dzień okazywać tego, że kogoś lubimy, że jest dla nas ważny.

Jeśli dziecko czuje, że jesteś generalnie po jego stronie, będzie myślało o sobie dobrze. A wysokie poczucie własnej wartości jest trampoliną do życiowej satysfakcji.

Mów o uczuciach

Nie umiemy mówić o uczuciach. A przecież jeśli chcesz poznać siebie, musisz najpierw poznać swoje uczucia. To one są naszymi wewnętrznymi drogowskazami, które mówią nam, czy coś jest dla nas dobre, czy nas pociąga, czy też odpycha, odstręcza. Uczucia rodzą się w ciele. Organizm komunikuje nam, że coś jest nie tak, lub przeciwnie, że coś jest jak najbardziej w porządku. To ważne, by umieć się wsłuchiwać w te sygnały, umieć je rozpoznawać i rozumieć ich źródło. Im lepiej znamy siebie, nasze życie emocjonalne, tym lepiej też rozumiemy nasze dzieci, tym mniejsza jest szansa, że odtrącimy je lub zranimy.

Mówienie o uczuciach to lekcja empatii bardzo potrzebna każdemu wrażliwemu człowiekowi. Także naszym dzieciom. Gdy mówisz "uspokój się, jesteś niegrzeczny!", w dziecku rodzi się bunt lub poczucie krzywdy, jeżeli powiesz "jestem zmęczona, drażnią mnie krzyki, potrzebuję chwili spokoju", jest szansa, że dziecko cię zrozumie, nauczy się szanować twoje uczucia.

Jeśli znasz swoje uczucia, łatwiej ci też zrozumieć uczucia dziecka. Gdy ono zrozumie, co czuje, łatwiej mu będzie sterować swoim życiem. Będzie bardziej świadome, lepiej pozna swoje potrzeby, łatwiej mu będzie podejmować decyzje, weźmie za siebie większą odpowiedzialność.

"Negatywnych" uczuć boi się niemal każdy. Nie chcemy się gniewać, złościć, czuć bólu ani rozpaczy. To z jednej strony zrozumiałe - przeżywanie trudnych uczuć jest przykre, wyczerpujące. Ale z drugiej strony nie da się przejść przez życie w nieustającej euforii. Uczucia negatywne są częścią rzeczywistości. Jeśli będziemy potrafili mówić o swojej złości czy smutku, nasze dzieci będą się z tym oswajać.

To, że czasem rodzą się w nas uczucia "negatywne", nie oznacza, że jesteśmy źli, egoistyczni, głupi. Oznacza, że jesteśmy pełni życia, a nie zimni i bezduszni.

Nie musisz znać odpowiedzi na wszystkie pytania

Czasami na każdego przychodzi taka chwila, że opadają mu ręce. Nie wiadomo, co zrobić, każde wyjście jest złe. Żaden dobry pomysł nie przychodzi do głowy. Czasami nic nie pomaga mimo najlepszych chęci. Niemowlę choć utulone, nakarmione i ogrzane płacze rozpaczliwie drugą godzinę. Nasz dwulatek dostał ataku furii, nic do niego nie trafia, zatrzasnął się w swoim gniewie i krzyczy "wyrzucę cię na śmietnik". Pięciolatek jest apatyczny, nic go nie cieszy, rozpacza z powodu utraty ukochanego autka. To się zdarza z każdym dzieckiem niezależnie od tego, jak wspaniałych i kompetentnych ma rodziców.

Staramy się z całych sił rozwiązywać problemy, które pojawiają się na naszej drodze. Ale czasami nic nie pomaga, czasami nie ma rady. Nie rozwiązujesz problemu, ale udaje ci się przeżyć do czasu, aż problem rozwiąże się sam albo rozwiąże go dziecko. Wiele kłopotów mija z czasem. Jąkanie u trzylatka, masturbacja u pięciolatka, nerwowe chrząkanie u zerówkowicza. Trzeba to przeczekać.

Nie ma instrukcji obsługi do dziecka, nie ma gwarancji. Jest cierpliwość. Czasami twojemu dziecku coś się nie udaje - jest mu ciężko w nowej grupie, tęskni za kimś, kto wyjechał, a ty nic nie możesz zrobić. Ale ponieważ zawsze dotąd dawałaś dziecku dużo oparcia, będzie mu łatwiej przejść przez tę trudną sytuację, nawet jeśli nikt nie może pomóc. Uwierz w to.

Ściągawka dla rodziców

•  Nie narzekaj.

•  Staraj się zawsze zrozumieć dziecko.

•  Przyjmij, że czasami każdy bywa smutny.

•  Pamiętaj o dawaniu wyboru.

•  Nie gadaj za dużo.

•  Zawsze dotrzymuj obietnic.

•  Trzymaj złość na wodzy.

•  Nie trzymaj się kurczowo żadnej ideologii, ufaj swojej intuicji.

•  Pytaj, sprawdzaj, dociekaj.

•  Staraj się słuchać aktywnie.

•  Oswajaj swoje lęki.

•  Pamiętaj, że wiele dróg prowadzi do celu.

Więcej o: