1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Podróż z dzieckiem - to się może udać!

Nasi czytelnicy dzielą się z nami swoim doświadczeniem, okazuje się, że podróż z maluchem może odprężać!
Walizka była czerwona, plastikowa i duża. Ważyła 27 kg. W środku były m.in. trzy zestawy ubranek na każdy dzień, szlafrok, ręczniki, butelki, podgrzewacz, pieluchy: zwykłe - po pięć na każdy dzień - i dodatkowo kilka sztuk do pływania. Słoiczki z obiadkami i owocami, pudełka z mieszanką, zabawki, kosmetyki, śpiworki i pokaźna apteczka. Tak wyglądała walizka 6-miesięcznego Maxa, kiedy w listopadzie zeszłego roku wylatywał z rodzicami na tydzień do Egiptu. Jego mama Renata Borowska twierdzi, że z całej wyprawy to właśnie pakowanie okazało się najtrudniejsze:

- Tak to zrobić, żeby zabrać wszystko, co potrzebne i nie płacić za nadbagaż - to było prawdziwe wyzwanie!

Dlatego właśnie 32-letnia Sylwia i Michał Protasiuk wybrali samochód.

W ubiegłym roku pojechali nim z 4-miesięczną Łucją w Alpy austriackie. Wcześniej, jak czytam na ich stronie poświęconej podróżom www.corazdalej.com, zwykle stawiali na samolot lub pociąg i lokalne środki transportu.

- Dzięki temu mogliśmy lepiej poznać ludzi, bo oni zawsze bardziej nas interesowali niż zabytki - tłumaczy Sylwia. - Jednak z niemowlakiem lepiej jechać samochodem. Jeśli się rozchoruje, można szybciej dotrzeć do lekarza, no i ten bagaż...

- Wszystko jest kwestią wprawy - uważa 40-letni Maciej Zygmański, który w lipcu 2009 roku poleciał na dwa tygodnie do Nowego Jorku z całą rodziną: żoną i czwórką dzieci: 15-letnim Mikołajem, 14-letnią Zuzą, 5-letnią Agatką i 9-miesięcznym Maksymilianem. - Zawsze wszędzie zabieraliśmy dzieci. Na początku maluchem. Także na kempingi. Doszliśmy do takiej wprawy, że po godzinie od przyjazdu namioty mamy rozbite, bagaże rozpakowane, a obiad ugotowany. Pakowanie też nie sprawia nam problemu. Jeśli dziś ustalamy ze znajomymi, że jutro o 9 ruszamy w podróż, to następnego dnia punkt 9 zwarci i gotowi siedzimy w samochodzie.

Gdzie ty dziecko ciągniesz?!

"A gdzie mój mąż jeździł, jak był niemowlakiem? Po całej Europie! A czym? Motorem!" - przypominała Renata teściowej, gdy ta narzekała: "Gdzie wy go ciągniecie? Do Egiptu?!".

- Jest cudowna, bardzo kocha wnuka i kiedyś sama dużo podróżowała, ale czasem o tym zapomina - śmieje się Renata i dodaje, że to otoczenie często wyzwala w świeżo upieczonych rodzicach lęk przed wyjazdami z małym dzieckiem. Nawet w samolocie usłyszała wypowiedziane z dezaprobatą: "Ale państwo odważni. Samolotem z takim małym dzieckiem!". Znajomi przestrzegli przed Egiptem.

- Trochę dałam się wystraszyć.

W rezultacie poświęciłam sporo czasu na szukanie odpowiedniego hotelu. Martwiłam się, w czym będę kąpać syna. Myślałam "Do picia mogę nawet wodę mineralną z Polski zabrać, ale co z kąpielą? I jak poradzić sobie bez wanienki?". Bałam się, że na miejscu będę taką "matką-wariatką", że przez tydzień Maxa nie wykąpię.

Pytam, jak się skończyło.

- Nie było problemu. Myłam go w umywalce... - zaczyna opowiadać i za chwilę wybucha śmiechem. - No, ale prawda jest taka, że najpierw umywalkę myłam mydłem i przelewałam wrzątkiem, potem wykładałam pieluchami tetrowymi i dopiero kąpałam Maxa. W przegotowanej wodzie.

Sylwię też wiele osób zniechęcało do podróży.

- Ale ja się nie bałam. Niepewnie poczułam się tylko raz. Gdy w upale na dwie godziny stanęliśmy w korku na autostradzie za Berlinem. Obawiałam się, że Łucja zacznie płakać, a my nie będziemy mogli nic sensownego zrobić. Na szczęście córka spokojnie przespała ten etap podróży.

Wartościowy czas

- "Dalekie podróże z małymi dziećmi nie mają sensu, bo one tylko się umęczą, a i tak nic nie będą pamiętać"

- wiele razy słyszałem tę opinię i zupełnie się z nią nie zgadzam - stwierdza Maciej. - Dla dzieci i dla nas wartość stanowi to, że jesteśmy razem. Właśnie w takich sytuacjach - gdy poznajemy coś nowego, jesteśmy zrelaksowani, możemy poświęcić sobie czas. Małe dzieci rzeczywiście tego później nie pamiętają, ale oglądają zdjęcia i dopytują się, jak to było.

Z doświadczenia wiem, że to dla nich naprawdę ważne.

Dla Macieja zeszłoroczny wyjazd do Nowego Jorku był szczególny także dlatego, że mógł razem z rodziną odbierać nagrodę za dobre wyniki w pracy.

- Wyjazd był sponsorowany przez moją firmę. Co roku najlepsi pracownicy są w ten sposób wyróżniani.

W zależności od zajmowanego miejsca na uroczystość mogą pojechać sami lub z rodziną. W zeszłym roku byłem pierwszy, więc mogłem zabrać wszystkich. Przeżyłem niezapomniane chwile. Nie mam wrażenia, by dzieci się umęczyły. Nawet Maksymilian - dobrze zniósł lot, w czasie balu spał w wózku, a podczas zwiedzania grzecznie siedział w swoim nosidełku.

Renata zgadza się z Maciejem, że wspólne wjazdy to szczególny czas, który scala rodzinę:

- Teoretycznie można się umówić "Spędzamy urlop w domu. Zamykamy się, nie pracujemy, nic nie robimy, tylko cieszymy się sobą. Będzie łatwiej, bo nie trzeba nic załatwiać, organizować i pakować się". Teoretycznie. Chętnie poznam tego, komu ta sztuka się udała. W domu codzienność nie daje o sobie zapomnieć.

Zawsze okazuje się, że coś trzeba załatwić - mówi. - Przed wyjazdem do Egiptu mąż Radek bardzo dużo pracował. Także w soboty. Zwykle wracał do domu, gdy Max już spał. Ja przez cały czas zajmowałam się dzieckiem i prowadziłam fundację. Trochę pomagała teściowa. Tylko w niedzielę miałam chwilę na odpoczynek. Wtedy Radek przejmował syna. Egipt był więc okazją, by wreszcie pobyć we trójkę. Syn na pewno na tym skorzystał. Poza tym dobre było to, że mógł całe dnie spędzać na dworze. W Polsce w tym czasie było zimno i ciemno. Nie zapomnę też jego radości, gdy pierwszy raz znalazł się w basenie.

Relaks czy mordęga

- Zwiedziliśmy to, co chcieliśmy. Nawet w teatrze na Broadwayu byliśmy. W tym czasie Maksymilian został pod opieką starszych dzieci i znajomych, którzy mieszkali w tym samym hotelu - wspomina Maciej. - Odpoczynek? Oczywiście. Od codziennej siermięgi: gotowania, prania i sprzątania. Czym różniłby się ten wyjazd, gdybyśmy pojechali z żoną sami? Pewnie byśmy się wyspali. Ale my już przyzwyczailiśmy się do tego, że sypiamy z przerwami. Wszystkie nasze dzieci bardzo długo budziły się w nocy - chciały jeść, chodziły siku, wędrowały do nas do łóżka...

Renata wie, że gdyby przyjechała bez dziecka, zamiast plażować i spacerować, zwiedzałaby Egipt.

- Mnie zawsze nosiło, ale tym razem wcale mi tych wycieczek nie brakowało - stwierdza. - Naprawdę odpoczęłam. Przede wszystkim psychicznie. Mogłam popływać, poczytać książkę, przespać się w ciągu dnia, posiedzieć w knajpce wieczorem. Z mężem, znajomymi i Maxem śpiącym obok nas w wózku. Pewnie - przewijać, karmić i wstawać w nocy musiałam tak samo jak w domu, ale odpadło wiele innych obowiązków.

Sylwia i Michał musieli zamienić górskie szlaki na spacerowe ścieżki.

- Chociaż raz szlak okazał się tak wyboisty, że mąż z kolegą długi odcinek dźwigali wózek pod górkę. Ja niosłam Łucję w chuście. Kupiłam taką z domieszką bambusa, by córce nie było za gorąco w czasie wędrówek - wspomina Sylwia i stwierdza, że wbrew pozorom wyjazd był bardzo aktywny. - Zatrzymaliśmy się w St. Wolfgang niedaleko Salzburga. Tam rozpoczynało się wiele ciekawych szlaków. Było też piękne jezioro Wolfgang See, w którym się kąpaliśmy.

Twierdzi, że kiedy z mężem patrzyli na wysokie szczyty, nie żałowali, że nie mogą tam wejść, tylko obiecywali sobie, że wybiorą się tam kiedyś z Łucją. Przekonuje, że wędrowanie z małym dzieckiem wcale nie jest trudne. - Ciężko? Ja całe życie chodziłam po górach z plecakiem dużo cięższym od sześciokilogramowej Łucji. Jej ekwipunek też nie ważył wiele. Karmiłam piersią, więc nie musiałam zabierać ze sobą jedzenia. Jedyne co sprawiało kłopot to zmiany pogody na szlaku. Ze względu na przewijanie i karmienie.

Taka rodzina

- Zanim urodziło się dziecko, podróżowaliśmy z mężem 4-5 razy w roku. Ja dodatkowo często wyjeżdżałam służbowo. Podróże są więc integralną częścią naszego życia - stwierdza Renata. - Nie sądzę, że urodzenie dziecka powinno mnie skłonić do podjęcia decyzji: "Teraz się poświęcam. Siedzę w domu. Nigdzie nie wyjeżdżam". To prosta droga do frustracji. Syn na pewno by na tym nie skorzystał. Każda rodzina ma jakiś styl życia. Nasza - aktywny. Nie ma nic złego w tym, że dziecko poznaje go już od początku.

- Niektórzy mówią, że jak się rodzi dziecko, na nic już nie ma czasu. Jest tylko maluch, wielkie zmęczenie, a potem długo, długo nic. Ja wierzę, że może być inaczej - stwierdza Sylwia. - Oczywiście także w podróży trzeba dostosować się do niemowlaka i jego cyklu. Pór: drzemek, jedzenia czy aktywności. Ale to jeszcze nie oznacza, że trzeba z wszystkiego rezygnować. Ja miałam poczucie, że po ciąży, porodzie i pierwszych trudnych tygodniach po prostu zasługiwaliśmy z mężem na tę podróż.

Wszyscy moi bohaterowie mają już w planach kolejne wyjazdy z dziećmi. Renata wybiera się do Wenecji. Sylwia na Sycylię. Maciej myśli o wyprawie z namiotami do Finlandii.

Takie rodziny.

Jak wyjazd do ciepłego kraju może wpływać na rozwój dziecka?

Umysł dziecka jest w stanie przetworzyć prawie każdą ilość informacji i doświadczeń. Oczywiście, jeżeli dostarczymy mu ich w strawnej postaci. A jedną z takich okazji są wyjazdy na wakacje, np.

do ciepłych krajów. To dla dziecka feeria nowych doświadczeń : kulinarnych, czuciowych, wzrokowych, społecznych, to w końcu "trening" dla układu oddechowego, odpornościowego. Zmysły i organizm malca pracują na pełnych obrotach.

Wielu rodziców po powrocie z urlopu opowiada, jak ich dziecko zaskoczyło nowymi umiejętnościami. To stara prawda, że póki nie damy malcowi pokazać jego możliwości, dopóty się o nich nie przekonamy. Korzystajmy więc z takich okazji, bo trudno znaleźć lepsze dla kształtowania w dziecku nowych umiejętności.

Paweł Zawitkowski, fizjoterapeuta, pracuje w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie.

Promujemy aktywne rodzicielstwo

Wspólnie z marką LOVI organizujemy akcję, której celem jest zachęcanie rodziców do aktywnego życia wraz z dziećmi. Gdy w rodzinie pojawia się dziecko, wszystko się zmienia. Maleńki człowiek sprawia, że zaczynamy inaczej myśleć o życiu, sobie, rodzinie. Jesteśmy wszak rodzicami. I to my będziemy przez najbliższych kilkanaście lat najważniejszymi przewodnikami dziecka w poznawaniu świata. W tym cyklu pokazujemy, że można wspierać rozwój dziecka, ciekawie spędzając z nim czas. Można uczyć samodzielności i jednocześnie być tuż obok. Przeczytajcie o rodzicach, którzy dzięki swoim dzieciom lepiej poznali samych siebie, zdobyli niezwykłe doświadczenia, otworzyli się na świat. Bo nic lepiej nie buduje więzi rodzinnych jak wspólne, aktywne spędzanie czasu.

Więcej o: