1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Z dzieckiem wcale nie jest nudno!

Są heroiczni rodzice, którzy z dziećmi na plecach zdobywają szczyty Andów. Inni zwyczajnie biorą je w chustę i wspinają się na kopiec Kraka. Jednym i drugim chodzi z grubsza o to samo: nie chcą się nudzić.
Gdyby ktoś mnie zapytał, na czym polega aktywne rodzicielstwo, najchętniej pokazałbym mu taką scenkę: mama z dzieckiem w chuście tańczy po dużym pokoju przy jazzowych standartach Elli Fitzgerald. Wiadomo, że to nie jest przepis na spędzenie całego dnia - przeciętny rodzic odpadnie pewnie po jakichś piętnastu minutach. Ale chodzi o to, żeby nie odliczać kolejnych godzin, posiłków ani drzemek, tylko wypełnić ten czas czymś, co wciągnie nas tak samo, jak dziecko.

To prawda, że w zawodach na kreatywność i zaangażowanie dzieciaki i tak zostawią nas w tyle. Na szczęście wspólna zabawa jest jak kiedyś igrzyska, liczy się sam udział. Nie musisz być nieustającym wulkanem pomysłów, bo dziecko wcale tego nie potrzebuje. Najczęściej wystarczy mu twoja obecność i to, co akurat jest w zasięgu - stare pudełko po butach, chochla do zupy, a czasem po prostu własne ręce, nogi i głos.

Dlatego zamiast stawiać sobie za punkt honoru, żeby każdy dzień był pełen fajerwerków, pomyśl raczej, co zrobić, żeby wasze zwyczajne bycie ze sobą nie wywoływało w tobie odruchu ziewania. Oto jak radzą sobie z tym rodzice trojga energicznych roczniaków:

Wszystko jest zabawą

Nie wymyśliłem sceny opisanej na początku: szczęściarz w chuście to trzynastomiesięczny Bruno, a jego mama to Weronika Bud-Gussaim, która idąc na wychowawczy, zostawiła dyrektorowanie w firmie budowlanej. Duży pokój w ich mieszkaniu jest naprawdę duży i mieszczą się w nim zabawki wszystkich członków rodziny: samochody Brunona, rower treningowy Weroniki i stojak z czasopismami o lotnictwie jej męża Macieja (jest pilotem turystycznym, lata dużą Cessną). Z żadnego kąta nie wyziera nuda, ale wolę się upewnić.

- W naszym życiu z Brunonem nie ma podziału na zabawę i nie-zabawę - mówi Weronika. - Oczywiście są momenty, kiedy po prostu siada do zabawek, ale właściwie każdy punkt dnia jest okazją do rozrywki. Na przykład Bruno asystuje mi przy gotowaniu - zawsze dostaje coś z tego, co obieram czy kroję, i poznaje to po swojemu. Czasem jest mocno zaskoczony, jak wtedy, kiedy dostał mu się ząbek czosnku.

Z Weroniką zgadza się Karolina Wereszczyńska, tłumaczka dialogów filmowych, mama trzynastomiesięcznej Zosi. Oprócz dzieci w tym samym wieku obie mamy łączy pasja do chust (Karolina jest nawet chustową trenerką) i niechęć do oddzielania zabawy od reszty dnia. Zosia tak jak Bruno uczestniczy w większości domowych zajęć, a podczas gotowania odgrywa koncert na garnkach.

- Są takie dni, kiedy Zosia zajmuje się sobą i nie wymaga mojej uwagi ani towarzystwa - opowiada Karolina. - Ale kiedy jesteśmy naprawdę ze sobą, staram się jej pokazać, że oprócz takiej czystej zabawy są jeszcze różne codzienne sprawy. Jest bardzo energiczna, ale zazwyczaj niewiele potrzeba jej do szczęścia (potwierdzam: Zosia od jakichś pięciu minut szura wysokim krzesełkiem i wygląda na jedną z najbardziej zadowolonych z życia osób, jakie widziałem).

Ciało w ruch

Co, jeśli nie ma akurat niczego pożytecznego do zrobienia, zabawki chwilowo się opatrzyły, a ich właściciel/właścicielka wyraźnie ma ochotę na intensywną "chwilę z rodzicem"? W takich sytuacjach z pomocą przychodzi nam matka natura, a właściwie to, co od niej dostaliśmy - mocne nogi, chwytne ręce i dźwięczny głos.

Małe dzieci są "ruchowcami" i nie ma dla nich niczego bardziej naturalnego, niż zaangażowanie w zabawę całego ciała - swojego, ale i mamy czy taty.

Dlatego samo pokazywanie obrazków w książce czy opowiadanie historyjek zwykle nie wytrzymuje konkurencji z zaimprowizowanym na poczekaniu teatrzykiem czy pantomimą. W dodatku większość rodziców szybko odkrywa, że sami też bawią się lepiej, kiedy zabawa nie jest statyczna i nie sprowadza się do szurania samochodzikiem przed śledzącym go oczyma malcem.

- U nas na porządku dziennym są piosenki z klaskaniem i pokazywaniem części ciała, na przykład taka bardzo znana angielska piosenka "If you're happy and you know it, clap your hands" - mówi Weronika i śpiewa kilka pierwszych nut. - W ogóle wspólne śpiewanie często ratuje nam życie podczas dłuższych podróży, bo Bruno nie lubi jeździć samochodem. Mamy szeroki repertuar, ale najlepsze są szanty i kawałki Starego Dobrego Małżeństwa. Śpiewamy jeszcze różne ułańskie piosenki - mój mąż jeździł kiedyś konno, moja siostra też, ja raczej słabo.

Zabawy z głosem i ruchem są ważne również dla Donaty i Michała Rapackich, rodziców dziewięciomiesięcznej Jagódki (Donata współpracuje z organizacjami pozarządowymi, a Michał jest analitykiem w wydawnictwie). Oprócz zwykłych śpiewanek mają jeszcze jeden sposób na połączenie głosu z ruchem - uczą Jagódkę języka migowego.

W Polsce to stosunkowo nowa moda, ale jej entuzjaści podkreślają, że nie ma lepszego sposobu na wspomaganie nauki języka i wczesne nawiązanie z maluchem porozumienia. Jedno jest pewne: wspólne miganie to niewyczerpane źródło zajęcia i frajdy dla obu stron, zwłaszcza kiedy ta młodsza połknie haczyk i zacznie zamęczać rodziców o coraz to nowe "migi".

- Najfajniejsze są te momenty, kiedy leżymy wszyscy w łóżku, śpiewamy i migamy - mówi Donata. - Zresztą nasze ruchowe zabawy to nie tylko prawdziwe znaki języka migowego. Na warsztatach uczymy się różnych sposobów na pokazywanie tego, co chcemy opowiedzieć. Na przykład coś takiego. Tu następuje krótka demonstracja: Donata kładzie Jagódkę na plecach i na jej brzuchu "pisze" wierszowany list do babci. Każdej linijce towarzyszy mała scenka aktorska. Kiedy jest mowa o kotku, Donata stroszy "wąsy", kiedy list ma zostać wysłany, Jagódka wzbija się w powietrze, żeby po chwili bezpiecznie wylądować w "skrzynce" ramion mamy.

Wyjść z domu (zamiast z siebie)

Donata, podobnie jak Weronika i Karolina, jest "chuściarą"; zaczynam podejrzewać, że w tym kryje się tajemnica aktywnego rodzicielstwa. Zresztą nietrudno ją rozgryźć: z dzieckiem w chuście można dostać się dosłownie wszędzie, niestraszne są schody i nie trzeba liczyć na pomoc litościwych przechodniów. Sam pamiętam jeszcze mozolenie się z ciężkim, czterokołowym wózkiem, i to wiecznie kołaczące się po głowie pytanie: po co w ogóle wychodziłem?

Chustowe mamy nie mają wątpliwości - bez spacerów, wizyt u znajomych i spotkań "na mieście" nie dałyby rady. Wychowanie to po prostu zbyt duża sprawa, żeby trzymać ją w czterech ścianach. Dlatego Weronika, Karolina i Donata wychodzą, kiedy tylko mogą, a móc to dla nich często tyle, co chcieć. Celem wyprawy może być osiedlowa piekarnia, ale też ulubiona włoska knajp-ka albo któreś z przyjaznych dzieciom miejsc, gdzie można usiąść, puścić maluchy na świeżo umytą podłogę i pogadać z innymi zwolennikami i zwolenniczkami ruchomego rodzicielstwa.

- Oprócz warsztatów migania i zajęć na basenie mamy jeszcze "Kangury", spotkania rodziców, którzy też używają chust - opowiada Donata. - Są tylko raz w tygodniu, ale bardzo lubimy Kalimbę, miejsce, w którym się odbywają, i chodzimy tam nawet bez okazji. Do tego dochodzą wszystkie spotkania w domach znajomych, na których Jagódka wędruje z rąk do rąk.

Gdyby Karolina i Weronika mogły to słyszeć, pewnie pokiwałyby głowami: tak, duszenie się we własnym sosie to nie jest najlepszy pomysł na spędzenie choćby jednego dnia, a co dopiero kilku lat. Pół biedy, jeśli drugie z rodziców ma elastyczne godziny pracy - tak jak Konrad, tata Zosi, nauczyciel angielskiego i fotograf rodzinny, który - kiedy tylko może - wpada do domu i daje Karolinie odetchnąć. Dla pozostałych rodziców na wychowawczym skarbem są znajomi, zwłaszcza ci wypróbowani, którzy potrafią zaakceptować zmianę trybu spotykania z wieczornego na dzienny i nie krzywią się, gdy awaryjna sytuacja przerywa rozmowę w połowie.

- Właściwie moje życie towarzyskie rozkwitło dopiero po narodzinach Zosi, bo wcześniej byłam za bardzo wciągnięta w pracę - mówi Karolina. - Teraz co prawda mam mniej okazji do wieczornych wyjść, ale nadrabiam w ciągu dnia. No i przede wszystkim dzięki forum chustowemu poznałam ludzi, którzy patrzą na różne rzeczy tak samo jak ja. Krótko mówiąc, same korzyści.

Codzienność bez marazmu

Podziwiam rodziców, którzy mają odwagę (i determinację) zabierać swoje ledwo odrosłe od ziemi pociechy w podróż dookoła świata. Ale kto wie, czy jeszcze trudniejsze nie jest takie urządzenie swojej codzienności, żeby prowadząc "osiadłe" życie, nie zapaść się jednocześnie w pierzynę

Promujemy aktywne rodzicielstwo

Wspólnie z marką LOVI organizujemy akcję, której celem jest zachęcanie rodziców do aktywnego życia wraz z dziećmi. Gdy w rodzinie pojawia się dziecko, wszystko się zmienia. Maleńki człowiek sprawia, że zaczynamy inaczej myśleć o życiu, sobie, rodzinie. Jesteśmy wszak rodzicami. I to my będziemy przez najbliższych kilkanaście lat najważniejszymi przewodnikami dziecka w poznawaniu świata. W tym cyklu pokazujemy, że można wspierać rozwój dziecka, ciekawie spędzając z nim czas. Można uczyć samodzielności i jednocześnie być tuż obok. Przeczytajcie o rodzicach, którzy dzięki swoim dzieciom lepiej poznali samych siebie, zdobyli niezwykłe doświadczenia, otworzyli się na świat. Bo nic lepiej nie buduje więzi rodzinnych jak wspólne, aktywne spędzanie czasu.

Więcej o: